O przegadaniu popkultury | FILM.ORG.PL

O przegadaniu popkultury








Jakub Koisz
29.06.2012



Zostawcie Titanica, czyli o przegadaniu popkultury.

 

„Prometeusz” Ridleya Scotta nie rozsadził umysłów tym wszystkim amatorom SF czerwieniącym się na widok chociażby nowego klipu promocyjnego, a co mówić wyszukanej kampanii marketingu wirusowego. Według zachodnich recenzentów okazał się filmem solidnym, ale nawet nie zbliżającym się do legendy „Obcego”. Jak jest naprawdę, przekonamy się w Polsce niedługo. Malkontenci, którzy od początku wieszali psy na projekcie, z nieskrywaną satysfakcją wskazują, że prequel, który nie jest prequelem, ale nim jest (sam Scott solidnie zamieszał w tej sprawie), tylko kontynuuje to, co zapoczątkowano podczas czwartej odsłony serii „Alien”, mianowicie – gwałt na solidnej, ciągle wypełnionej potencjałem marce. I choć James Cameron w „Aliens” oraz David Fincher w „Alien 3” udowodnili, że z oślizgłego tworu koszmarów H.R. Gigera ciągle spływa żrący kwas, dzień, w którym „przegadany” zostanie ksenomorf, będzie smutny, bo „przegadanie” w popkulturze rzadko przynosi coś dobrego. 

Spoilerów nie będzie, ograniczmy się do tego, że „Prometeusz” żeruje na wszchtajemnicach kina science fiction. Kim są space jockeye, których szczątki odnajduje Ripley i reszta brygady w „Ósmym pasażerze Nostromo”? Kto stworzył kultowych obcych? Kultowca z uniwersum filmowego poznać łatwo. Nie wiadomo, skąd pochodzi, nie wiadomo tak do końca, jakie są jego motywacje, a w swoich działaniach jest wręcz ekstremistą, jak Kierowca z nagrodzonego „Drive”. Refleksje na temat kultowców zazębiają się nieco z odpowiedziami na pytanie, czemu lubimy czarne charaktery. Tajemnica. To tajemnica jest w nich najciekawsza. Zastanówmy się, czy Joker z „Mrocznego rycerza” wydawałby się choć w połowie tak interesujący, gdyby podczas wymachiwania nożem opowiadał oficjalną wersję swojej przeszłości, np. tę o ojcu alkoholiku. Christopher Nolan wiedział, że jego Joker przejdzie do panteonu postaci „koszulkowych” (takich, które masowo trafiają na t-shirty) właśnie dzięki owej mgle, która przykrywa motywacje, cele oraz powody, dla których szaleniec robi to, co robi. Samo szaleństwo i nieokreśloność powinny zostać jedyną odpowiedzią, niestety nie każdy to rozumie, bo wielu twórcom brakuje Nolanowskiego wyczucia. Dziwne, że nikt tego nie podłapał, wszak Joker i milczący Kierowca byli ostatnio jedynymi postaciami, która mogły równać się ze statusem znanych łotrów oraz antybohaterów z kina lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. 

Pamiętacie, Drodzy Państwo, kiedy przestaliście kochać Hannibala Lectera albo Dartha Vadera? Idę o zakład, że jeśli kogokolwiek porwały perypetie na wskroś złego seryjnego mordercy oraz stróżów prawa, którzy starają się go schwytać, trudno było się oprzeć możliwości poznania dalszych losów kanibala. Kiedy zgodnie ze współczesną psychologią okazało się, że młody Lecter nosi w sobie dziecięce traumy, które są motorem jego krwiożerczości, niezbadane i tajemnicze stało się zwyczajne oraz dopowiedziane. Harris nie poprzestał jednak na łopatologicznej motywacji działań mordercy, on bawił się dalej, dlatego nie wydaje się, aby po książce „Hannibal – po drugiej stronie maski” Lecter potrafił się podnieść i wrócić do krainy niezbadanego oraz – co jest tego następstwem – przerażającego. Podobnie stało się z Deksterem Morganem, wesołym świrusem ze znanego również w Polsce serialu. Wielu fanów przestało śledzić jego losy wtedy, gdy z początku aseksualny Morgan zaczął poznawać uroki życia rodzinnego i miłosnego. Twórcom nie pozostało nic innego, jak wprowadzenie „mrocznego pasażera”, który ponoć mieszka we wnętrzu Deksia. Za późno. Dopowiedziane zostało wszystko; co się stało, już się nie odstanie. A casus sapiącego szatana, Anakina Skywalkera? Nowa trylogia „Gwiezdnych Wojen” oraz poniekąd „Powrót Jedi” pomogły mu nabrać mięsa, stać się czymś więcej niż chodzącą manifestacją czystego zła. Owszem, był bardziej ludzki, widz mógł zacząć się z nim utożsamiać, szczególnie w kwestiach rozerwania między obowiązkami a miłością, jednak Williamsowy „Marsz Imperium” nigdy nie robił już takiego wrażenia, jak w czasach, gdy Vader zjadał planety, nic sobie z tego nie robiąc. 

 

Oczywiście prawa popkultury jedno, a rynek drugie, bo nie można zarzynać tworu, który generuje zainteresowanie, nawet jeśli paradoksalnie wpływa to na jego jakość. Bardzo mało powiedziano o Predatorach w dwóch odsłonach filmu, a po premierze „Alien versus Predator” wiele spraw ciągle pozostało tajemnicą, wałkowano jedynie to, co o kosmicznej rasie wiadomo było dotychczas – są honorowi, lubią polować i mają niezwykle brzydkie mordy. Dopiero niedawno „Predators” Nimróda Antala skutecznie zanudził nas łowcami – ukazał ich planetę, która niewiele różni się od polskich lasów w czasie sezonu grzybowego, przybliżył nieco ich kulturę, obyczajowość. Niby niewiele, a jakoś nikt na forach internetowych nie tęskni za kolejnymi predatorskimi filmami. 

Trudno wyobrazić sobie rasę bardziej tajemniczą niż ksenomorf. W jego ciele pływa kwas zamiast krwi, na jakiej nieprzyjaznej planecie potrzebne jest aż takie ewolucyjne udogodnienie? Czy aby kosmita nie pochodzi z najgłębszych czeluści piekieł? A jego cykl reprodukcyjny, który wydaje się mieć na celu tylko jedno – jak najszybsze rozmnożenie i rozprzestrzenienie się rasy? A to, że idealnie czuje się on w miejscu, gdzie – jak głosi tagline pierwszego „Obcego” – nikt nie usłyszy Twojego krzyku? Czemu morduje, wszak w filmie nie pokazano, aby obcy żywił się ludzkim mięsem? To nie są pytania, to są cechy filmowego kultowca, panie Scott. Nie „przegadajmy” popkultury. 

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz

Latest posts by Jakub Koisz (see all)







  • oZ

    Wystarczyło napisać ze ten filmy jest słaby. kompletnie zbędne wypociny nic nie mówiące o filmie.

    • Jakuzzi

      Komentarz roku. Powinnismy chyba zacząć kolekcjonowac takie kwiatki, żeby pózniej się nimi dzielić na zasadzie humoru z zeszytów szkolnych.

  • Patrick_bateman86

    Tekst nie mówi o filmie.

  • Liliana

    bełkot… bełkot.. bełkot…

  • Patrick_bateman86

    Mówi o filmach.

  • Jakub Koisz

    Wiem, że można się pomylić, kiedy rzuca się okiem tylko na zdjęcia ;), lecz to NIE jest recenzja „Prometeusza”. Notabene, na KMF recenzenci przejadą ten film lub nie za niecały miesiąc dopiero.

  • P. Sawicki

    oZ, ten tekst nie jest recenzją filmu, natomiast krótko, zwięźle i na temat mówi o krzywdzie, jaką kultowym szwarcharakterom pop-kultury czyni dopowiedzenie, czyli dorabianie im w kolejnych sequelach i prequelach życiorysów, intencji, konotacji rodzinnych i innych tego typu rewelacji objawionych, odbierających im aurę tajemniczości. Czy poznanie przeszłości space jockeyów chociażby nie odbierze nam tego dreszczyku niepokoju na widok nieznanego, którego doświadczaliśmy dotąd za każdym razem oglądając wizytę załogi Nostromo na nieznanej planecie w pierwszym „Obcym”? Pytanie całkiem zasadne.  

    • Dux

      Dokładnie to samo zrobił swoim „Gwiezdnym wojnom” papcio Lucas. W klasycznej trylogii wyobraźnię rozpalały same wzmianki o wydarzeniach sprzed lat, ale już pokazane na ekranie w nowych odsłonach (choćby pojedynek Anakin vs Obi Wan) – nie miały już magii, tylko były bo były, żeby wszystkie „historyczne wzmianki” z klasycznych wojen krok po kroku, beznamiętnie odtworzyć. Z kolei kiedyś czytałem (albo mi sie śniło, już sam nie wiem), że słowa Roya Batty z „Blade Runner” – Statki w ogniu, Pierścienie Oriona, Wrota Tanhausera itd. miały być w filmie zobrazowane, na szczęście do tego nie doszło. Za każdym razem gdy słyszę monolog Hauera mam ciary na plecach -bez żadnych efektów specjalnych, ot gęba androida w deszczu i genialny tekst robią piorunujące wrażenie! I niech reka boska broni Scotta przed zwizualizowaniem tej kultowej przemowy w jakimś kolejnym final-cut Blade Runnera, bo nie kupię :)

  • Thinker

     Nie lubię takiej bezsensownej polemiki z niczym i o niczym. Niby jest jakieś zagadnienie, ale potem tylko bełkot i kręcenie się wokół oraz wieczne narzekanie na niesprawiedliwość… nie takich tekstów szukam…

  • Jakub Koisz

    P. Sawicki, swoją drogą bardzo ciekawie prezentuje się w tym kontekśce dyskusja o prequelach komiksowych „Watchmen” Moore’a. Jak jeż do balona decydenci DC Comics podchodzili do kultowego komiksu, wiedząc, że trzeba tę historię nadbudować, ale obawiając się, że status oryginału oraz wręcz fani-wyznawcy zbojkotują sam pomysł.

    Thinker – polemiki? Ten tekst nie jest polemiczny, więc proszę o jakieś konkretne zarzuty, bo „nie takich tekstów szukam” sugeruje, że polemik Pan/Pani szuka tam, gdzie nie ma nawet śladu tej konwencji.

  • Don Vito

    Film nie jest słaby… Jest niezły, nawet bym powiedział, że solidny… Ale nic więcej…

  • Grzegorz Fortuna

    Bardzo dobry tekst ze słuszną tezą, z którą trudno byłoby się nie zgodzić. Kolejne „Originy”, „Beginsy” i inne takie zabijają tajemnicę zawartą w oryginale, choć Hollywood niestety niezbyt często o tym myśli.

    • Dux

      Zapomniałeś o „Returnsach” :)

  • Z tego co słyszałem to „Prometeusz” akurat niewiele wyjaśnia na co podobno psioczyli fani „Obcego” ze Stanów :)

  • Gmat3usz

    Dobry tekst

  • Don Vito

    Prometeusz prawie nic nie wyjaśnia z genezy Obcego. Właściwie, to zadaje więcej pytań niż daje odpowiedzi. 

    ps. Film widziałem w dniu premiery w Szwecji.

    • Jakub Koisz

      Niebezpiecznie pisać o tym przed Polską premierą, ale proszę zauważyć, na ile pytań z pierwszego „Obcego” odpowiada Scott, szczególnie jeśli chodzi o dwa najbardziej tajemnicze elementy tego filmu – owych space jockeyów (mają już cały background!) i cel, w jakim umieszczono jajka ksenomorfów. Nie mówiąc o tym, że film sugeruje małe zamieszanie z DNA, które każe spojrzeć na pierwszego „Obcego” nieco z innej strony.

      • Don Vito

        Żeby odpowiedzieć na ten post, musiałbym zagłębić się w spoilery, a tego nie chcę robić. Powiem tak: Nie znam pozafilmowego uniwersum „Obcego”. Wiem tylko tyle, co było mówione w filmach. Dla mnie „Prometeusz” równie dobrze broni się jako oddzielna historia i nowe, choć mocno „Alienem” wzorowane, uniwersum. Na tym muszę zakończyć, żeby nie spoilerować…

  • Kadim27

    Film jest niezły tylko niezły.

  • Koluniu

    Autor chyba oglądał inny film pt „Predators” bo ja w tym filmie nigdzie nie znalazłem obwieszczenia, że znajdujemy się na rodzinnej planecie Predatorów. Mało tego, ileż to tajemnic nam zdradzono ? Że polują ? Że są honorowi ? Jakie jeszcze nowe tajemnice, których nie znaliśmy wcześniej przyniósł nam film „Predators” ?

    Zamysł tekstu dobry, ale wykonanie kuleje.

  • Adam Misiura

    Jeśli chodzi o Dextera to autor jest nieco zbyt apodyktyczny w krytyce tegoż serialu (a raczej jego głównej postaci). To, że Dexter ujawnia ludzkie cechy to normalne. Gdyby był takim pomyleńcem to olałby Kodeks i masakrował każdego kto podejdzie pod nóż. To postać skrzywiona, ale w żadnym momencie nie stwierdzono, że nie ma odwrotu. To, co autor tekstu krytykuje jest ewolucją postaci a nie jej zarzynaniem. Jeśli już mówić o wadach serialu to kiepski 6 sezon, którego wadą jest scenariusz i miejscami głupota samego Dexa, ale to nie ma nic wspólnego z jego stosunkiem do rodziny czy miłości. Jeśli ktoś nie lubi Dexa, który ma żonę to niech sobie zapętli pierwszy sezon i tyle.

    Poza tym, to jest jakieś tendencyjne stwierdzenie, że trefna część cyklu psuje zabawę całej reszcie. Ostatni Indiana Jones to pomyłka, ale nie psuje oglądania poprzednich kultowych części, Stara Trylogia wciąż emocjonuje i jakoś nie myślę o Jar-Jar Binksie oglądając bitwę o Yavin. Dlaczego ludzie w tak idiotyczny sposób psują sobie części, które są dobre i takie pozostaną?






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Chwała dziwkom

Następny tekst

Trzeci człowiek



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE