Niepokój i dywan w czerwieni | FILM.ORG.PL

Niepokój i dywan w czerwieni








Jakub Koisz
02.03.2014


Dzisiaj w nocy mogę robić trzy rzeczy. Pisać, popijając kawę i nerwowo spoglądając na doniesienia z Ukrainy. Mogę też oglądać Oskary. Lub spać. Biorąc pod uwagę ilość wstrząsów, które serwuje nam świat, raczej nie usnę, moja uwaga podzielona będzie między wschodnimi sąsiadami a amerykańską galą. Jeszcze raz wyliczam w głowie nominowane filmy, zastanawiając się, czy udało mi się obejrzeć wszystko. Momentami nie chce mi się w to bawić, dochodzę jednak do wniosku, że muszę jednak choćby zerknąć okiem na Oskary, bowiem amerykańskie kino dawno nie było tak daleko od tego, co dzieje się blisko mojego podwórka.

Gdy zadzwoniłem do przyjaciela dziennikarza, zapraszając go na piwko i oglądanie Oskarów, usłyszałem w odpowiedzi: „Coś ty, stary, mam dyżur w redakcji. Muszę zajmować się tą trzecią wojną światową”. Uśmiechnąłem się. Ale tylko na chwilę. Nasza KMF-owska redakcja też jest postawiona w stan gotowości, kilku śmiałków zgodziło się bowiem blogować „na żywo”, zarywając tym samym z powodu miłości do kina nockę.

Zabierając się do pisania, szukałem uważnie jakiejś paraleli między tym, co dzieje się na Ukrainie, a zbliżającym się rozdaniem nagród. Naprawdę, chciałbym jakoś zabawić się w nocne filozofowanie, szukanie znaków wypalonych na celuloidowej taśmie, bo kinematografia przecież zawsze była nośnikiem ukrytych niepokojów świata. Ale im głębiej kopię, tym bardziej niczego nie znajduję. Owszem, Oskary bywały społecznie zaangażowane, a każdy z nominowanych filmów komentuje rzeczywistość, tę gryzioną socjologicznie i kulturoznawczo na wszelkie różne sposoby. Znowu gonią czarnego przez bawełniane pola. Znowu gender, transseksualizm, AIDS. Znowu filmy o samotności człowieka w XXI wieku, sztucznej inteligencji, popisywanie się pomysłowością scenarzystów opowiadających o przekrętach, machlojkach, kryzysach. Totalny kosmos, nie tylko metaforycznie („Gravity”).

Nie zrozumcie mnie źle, nie zarzucam żadnemu z tych filmów braku wartości artystycznej, bowiem to wielkie i świetne kino, bawiłem się idealnie, nawet oglądając treści, które uderzają w smutne tony. Chcę jednak znaleźć ową paralelę, nie chcę tylko oglądać gali, myśląc, że oto ponownie zawieszam niewiarę i przenoszę się na czerwony dywan, aby spacerować obok pięknie ubranych ludzi, których fryzury są droższe niż średnia miesięcznych zarobków na Ukrainie. Nie zarzucam Oskarom braku wartości, blichtru, nie zarzucam filmom niczego, jest cacy, ale obawiam się, że wkrótce jednym „dziełem”, który zapamiętam do końca życia, będzie rosyjski „Stalingrad”. Nie chcę źiźkować, nie chcę brać pod lupę tego raczej głupawego popisu umiejętności rosyjskich specjalistów od efektów specjalnych, serwować mądrości typu „używając psychoanalizy, można dojść do wniosku, że kino rosyjskie w ostatnim czasie przemyca treści… and so on, and so on”. Żałuję jednak, że prawdę o świecie, jeśli już lubimy grzebać tak głęboko w filmach, mogą nam powiedzieć filmy z tzw. east side story (idealna nazwa cyklu w magazynie internetowym „Esensja”). Kino rosyjskie mogło nieść ze sobą złowrogie profecje, przemycać tę imperialistyczną dążność do przetasowania wartości, poszerzania granic. Ale już się tego nie dowiem. Za późno. Teraz do tych filmów nie sięgnę.

Chyba wolę odpłynąć umysłem za Ocean. Usiąść w fotelu, otworzyć paczkę czipsów, jeszcze raz przekroczyć stratosferę wraz z Sandrą Bullock. I trzymać kciuki za Leonarda. Trzymajmy kciuki za Leonarda. I za świat. Życzę miłej nocy. Trzymajmy się razem.

vladimir-putin-2011-12-5-13-31-40

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz






  • rusofil

    Putin – wspaniały polityk, zdecydowanie najlepszy strateg wśród współczesnych polityków. Haters gonna hate!

  • jack

    To prawdziwa sztuka. Napisac tyle zdan zupelnie o niczym. artysta.

    • Jakub Koisz

      Say what, dude?

      • jack

        nic, nic buchaj sobie dalej dymka.

        • Jakub Koisz

          Znowu to samo bzdurzenie o „dymku”? Po co więc zmiana nicku?

          • jack

            Moze i maruda ze mnie, ale pisze o dymku po raz pierwszy, wiec nie wiem o czym mowa.

  • Roberto

    „Stalingrad”, pokaz siły.

  • P.S.

    A co takiego dzieje się na Ukrainie? Armia rosyjska anektuje wschód bez żadnego wystrzału, bezkrwawo (w odróżnieniu od niedawnych rzeźnickich zamieszek w wykonaniu neonazistowskich majdanowców) i zgodnie z prawem do ochrony 8 mln własnych obywateli. Ludność Krymu wita Rosjan z kwiatami a żołnierze dezerterują na ich stronę. To samo przez się pokazuje, jakie poparcie wśród ludności ma cały majdan ze swymi prozachodnimi urojeniami. Przypominam, że po Pomarańczowej Rewolucji Ukraińcy zostali poddani pro-unijnej indoktrynacji, podobnie jak w swoim czasie Polacy, a mimo to wybrali w 2010 pro-rosyjskiego Janukowycza. Majdan to raptem kilkuset opłaconych przez CIA zadymiarzy i większość Ukraińców traktuje ich nie inaczej jak zwykłych bandziorów. Tutaj, ujęci przez ludność Charkowa, „bochaterzy” z Prawego Sektora płaczą i proszą o wybaczenie, a w minucie 2:26 przyznają wprost ile kasy brali za swoje „pokojowe demonstracje”: https://www.youtube.com/watch?v=aa63IjsaWIk#t=211

    Więc bez paniki. Oscary można na luzie obejrzeć, byle nie czerpać wiedzy o świecie z polskich mediów, wywijających antyrosyjską retoryką rodem ze „Szklanej pułapki 5”.

    • Andriej

      0/10, próbuj dalej

  • Andriej

    Putin powinien grać w „Expendables 3”






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Oscary 2014 - redakcyjne typowanie zwycięzców

Następny tekst

Relacja oscarowa na żywo!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE