Nie moja „Szklana Pułapko”! To dobry dzień, aby zginąć… | FILM.ORG.PL

Nie moja „Szklana Pułapko”! To dobry dzień, aby zginąć…








Jakub Koisz
05.10.2012


Miałem przybranego ojca. Mimo że to cholerny Amerykanin, od razu się zrozumieliśmy, wybrał sobie mnie na ucznia, pokazywał, jak się żyje po męsku i właściwie. Musiała w nim płynąć polska krew, mimo że wspominał tylko o pochodzeniu irlandzkim – był bowiem narwany, lubił zapalić fajkę, wypić (co prawie doprowadziło go do stracenia pracy w policji), wiecznie kłócił się z żoną, a jednocześnie kochał ją nad życie, gotów poświęcić dla niej swoje. O kim mowa? O moim filmowym role model. Panie i Panowie – oto John McClane.

Ostatnio nawet, przeglądając coś na wzór pisanej przeze mnie autobiografii narwanego młodzieńca, znalazłem fragment, który idealnie oddaje to, czym seria „Die Hard” była dla mojej młodości: „Oglądana nocami dzięki pierwszej we wsi antenie satelitarnej na zagranicznym kanale „Szklana Pułapka” umacniała mnie w przekonaniu, że bohater zawsze działa z myślą o kobiecie. Oczywiście jego kwestie nie pasują do ruchu ust, w końcu szprechał z niemieckim dubbingiem, ale zdałem sobie sprawę, że cokolwiek to będzie – czy ratowanie świata, czy spoczynek, czy śmierć – motorem napędowym czynów mężczyzny jest zawsze jakaś dupa. Tak należało żyć i umierać, bo to wyższy ideał”.

McClane pokazywał nam trzy razy, że pozornie zwyczajny facet może zdziałać wiele, jeśli tylko jest wyjątkowo mocno zdesperowany – najpierw ratując zakładników w wieżowcu korporacji Nakatomi, potem walcząc z niegodziwcami na waszyngtońskim lotnisku, w trzeciej swojej przygodzie musiał biegać w przepoconym podkoszulku po Nowym Jorku z powodu podkładającego bomby szaleńca. Każdy z tych filmów to esencja kina akcji, w której charyzmatyczny, poobijany, cierpiący, zmęczony (zaryzykowałbym stwierdzenie, że w trzeciej odsłonie w wyraźnej depresji) heros rozwiązuję groźną sytuację głównie dlatego, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu w niewłaściwym czasie. Było to prawdziwe, za każdym razem przeżywałem, gdy McClane chodził boso po szkłach, przewracał się na śniegu lub biegł przez centrum Nowego Jorku, cierpiąc na bóle głowy spowodowane kacem.

To jest wzór godny naśladowania, zawsze więc stawiałem takiego McClane’a nad Rambo czy bohaterami „Zabójczej broni” dlatego, że miał motywację, którą jestem w stanie zrozumieć – kobietę. Podobała mi się ta determinacja – jeśli mężczyzna kocha, szanuje swoje obowiązki i wie, że może zdziałać coś dobrego, nie powinien się wahać. John McTiernan i Bruce Willis stworzyli chyba najbardziej znanego policjanta w historii kina sensacyjnego.

Celowo nie wspomniałem o „Die Hard 4.0”, gdyż moja świadomość próbuje wymazać ten film z pamięci. McClane w świecie komputerowców (choć akurat jego zagubienie w tej tematyce jest całkiem na miejscu), który sili się na rzucanie zabawnymi komentarzami, nie pali, praktycznie nie przeklina i zgrywa bohatera nie wiadomo właściwie dlaczego, to nie mój McClane. Mój chyba został przy budce telefonicznej, dzwoniący do żony przed napisami końcowymi trzeciej „Szklanej Pułapki” – odbierze, nie odbierze, pogodzą się, nie pogodzą? Cóż, być może mój McClane zachlał się gdzieś w domowym zaciszu albo w końcu znalazł ukojenie u boku rodziny, już na należącej mu się jak mało komu emeryturce.

 

Popkultura jednak tak nie działa. Rzućcie więc okiem na świeży jeszcze zwiastun „A Good Day to Die Hard”, czyli piątej odsłony słynnej „Szklanej Pułapki”, tym razem robionej przez jakiegoś grubasa, który spartolił „Maxa Payne’a” (wybaczcie, nie zamierzam sobie zaprzątać głowy nazwiskiem). Fabuła? Coś tam, coś tam, syn McClane’a zostaje wplątany w aferę szpiegowską w Rosji, coś tam, coś tam, tato i młody muszą połączyć siły, aby coś tam, coś tam, tym razem McClane walczy o światową demokrację. Eskalacja zabiła mojego McClane’a i choć zapewne na film do kina pójdę, jestem pewny, że seans sprawi, iż znowu zatęsknię za trylogią i moim przybranym ojcem. 

 

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz






  • KWP

    Jak już pisałem na Twitterze: czwórka to dno, ale trailer piątki zgrabnie nawiązuje do DH1 „Odą do radości”. Z tej mąki może będzie jeszcze chleb.

  • Marek

    …jeszcze trochę za wcześnie, aby ten film znienawidzić…poczekamy, obejrzymy, szansa na powrót „do korzeni” jest nie wielka, ale jest…:)

  • Kadr

    Mnie ciekawi jedno, może ktoś z was na to odpowie. Na czym to polega? Co sprawia, że ktoś taki jak Bruce Willis, facet, który z całą pewnością ma za co żyć, ba, prawdopodobnie będą mieli za co żyć także jego prawnukowie, jeżeli takowi, takowe? będą, co sprawia, że ktoś taki jak Willis decyduje się zagrać w takim podrabianym gównie jak np. Die Hard 4.0? Czy naprawdę nie rozumie, że w jakiś sposób kaleczy pamięć o trzech, poprzednich filmach? Zasmuca fanów tamtych filmów? Przecież nie jest niedorozwinięty i musi mieć świadomość, że to jest zły wybór, zła rola przy pozostałych trzech tytułach. Nie zależy mu? Ma fanów i całą resztę w dupie? Robi to tylko dla szmalu? Ale przecież nie grozi mu bankructwo! Czy wyobrażacie sobie, że np Coppola, też przecież Amerykanin kręci Ojca Chrzestnego nr 3.4.5. i 6? Na pewno wymyślił by do tego jakiś scenariusz, jednak jest dostatecznie rozumnym facetem aby wiedzieć, że byłoby to ostre przegięcie i jawne sprzeniewierzenie się całej chrzestnej trylogii. Facet po prostu dba o JAKOŚĆ tego co robi, jest dla niego ważne to co robi. Po jakiego chu…a Spielberg nakręcił czwartego Indianę Jonesa a Ford zagrał w tym pomiocie? PO CO???? Ma w dupie cała poprzednią serię? Nie dba o nią? Nie zależy mu? Liczy się WYŁĄCZNIE kasa? Po jakiego wała, Deep zagrał w czwartej części „Piratów z Karaibów”??? Kompletnie nie przykładał się do pirackiej trylogii? Jest mu obojętne w czym gra? Nie zależy mu? Dlaczego oni wszyscy w pewnym momencie nie powiedzieli sobie „Wystarczy! Liczą się tamte, wspaniałe filmy, kolejny byłby nadużyciem, nie wierzę, że z tej postaci da się jeszcze coś sensownego wycisnąć. ZALEŻY mi na tym, aby widzowie kojarzyli mnie z tamtymi filmami”. Rozumiem, że kino „holyłódzkie” to przede wszystkim przemysł ale to nie znaczy, że bez względu na jakość.

    • Rafał Donica

      Co racja to racja, kiedyś aktorzy się szanowali, jak Boris Karloff po „Synu Frankesteina” powiedział dość, tak słowa dotrzymał i więcej się w monstrum nie wcielił, a Ci, którzy zagrali je po nim potwierdzili tylko, że potencjał tej postaci skończył się na części trzeciej.
      PS. W sumie się zgadzam z Twoją wypowiedzią, ale mnie się „Szklana pułapka 4.0” podoba bardziej od 2 i 3, nokautuje je końcowym pojedynkiem Ciężarówka vs. F-35, jak dla mnie jedna z najbardziej widowiskowych rozpierduch w historii ;)

      • Jakub Koisz

        Bo to fajny neo-film akcji, tylko nie opowiada o zwyczajnym bohaterze.

    • K_Pudd

      Rozumiem o co ci chodzi, ale są widownie i są widownie. Jest stara gwardia, która jest ortodoksyjnymi fanami trylogii i jest też nowe pokolenie przyzwyczajone do kina post-Transformersowego – pokolenie, które nie oglądało starych części i jeżeli zobaczy takie nowe Die Hard 4.0 zrobione pod współczesną widownie >13 to może też stanie się fanami serii(a może nawet zainteresuje się starymi częściami).
      Bruce Willis, obawiam się, że po prostu lubi „grać”(a raczej pojawiać się w filmach, bo ostatnimi czasy występy tego łysego pana są jak „kopiuj,/wklej”), a amerykańska widownia lubi oglądać ponownie swoich ulubionych bohaterów i nawet gdy nowe filmy są nieporozumieniem dla ortodoksyjnych fanów (Die hard 4.0, Indy 4 czy nowe SW) to wciąż wielu osobom się one podobają i zarabiają w kinach sporo kasy, więc wg niego i wytwórni ma on dla kogo się w kinie pojawiać. Jest to smutne ale prawdziwe.

      Chwała bogu, że istnieją tacy, którzy nie chcą kalać przeszłości i skończonych serii tak jak Coppola, ale swoją drogą, mając na uwadze jego ostatnie filmy twoje zdanie o tym, że facet po prostu dba o JAKOŚĆ, jest dość zabawne:)

  • gammaro

    A ja po czwórce spisałem następne części na straty. Gościu w trójce był o krok od stoczenia się na samo dno, a przepiękna rozpierducha w nowojorskiej metropolii tak naprawdę niewiele zmieniła. I takiego człowieka chciałbym zobaczyć w czwórce: może trochę mądrzejszego, może od paru lat leczącego się z alkoholizmu, na pewno bardziej zrezygnowanego, który pracuje np. jako stróż na jakimś parkingu. Na parkingu, na którym stoi pewna ciężarówka, którą postanawiają ukraść nie jacyś menele spod bloku, tylko wyszkolony gang pokroju tego z „Gorączki”. Czemu? W środku jest coś, co pomoże im wprowadzić w życie plan, który może się okazać groźny dla całego miasta. Coś jednak idzie nie tak, i gość, który przed chwilą popijał kawę w swojej kanciapie i oglądał kreskówki, musi teraz walczyć o życie.

    Dostałem tymczasem przystojniaczka w skórzanej kurtce i fajnej bryce, wzorowego policjanta, który tak naprawdę z poprzednim bohaterem ma wspólne tylko nazwisko… Mam gdzieś takiego maclayne’a. Dla mnie mogą kręcić co chcą, nie mówię, że nie obejrzę, ale będę te filmy traktował jako twory autonomiczne, nie mające z genialną trylogią nic wspólnego…

  • Wezyr

    Stękania i marudzenia ciąg dalszy. Tylko jaka filmowa seria akcji przetrwała (poza Bondem i chińskimi produkcjami) tak długo? Lethal Weapon, chyba jedyny hollywoodzki konkurent Die Hard, już przy trójce padło. Teraz mija prawie 25 lat, a seria Die Hard jedzie dalej. Czemu Willis zagrał? Bo to jego konik, to jego postać. Osobiście lubię Die Hard 4.0. To trochę inny typ kina akcji niż w przypadku poprzednich części, ale nadal z polotem, żartem i dystansem. Bywam marudny, ale po prostu nie rozumiem, czego takiego złego ludzie doszukują się w tym filmie!? Pewnie gdyby produkcją zajął się znowu Silver i stara ekipa, to byłoby inaczej, ale to tylko gdybanie. Wprawdzie wolałbym powrót Die Hard do skromnych wnętrz, niż rozdmuchiwanie tematu na inne kraje, ale zobaczymy. Trailer jest ciekawy. Niezbyt szczególny, ale ma energię.

  • kadr

    Wezyr, co znaczy Lethal Weapon padło? Po prostu Gibson zachował się jak facet i powiedział, „dobra, wystarczy!” I cześć mu za to i chwała. Widać, bardzo niewielu to potrafi. Jego konik, jego postać?, to dlaczego Coppola nie tłucze kolejnych części swojego hitu, co? Miałby w tobie wielkiego sprzymierzeńca, „The Godfather VI Dzieciństwo Freda”. Zabrakło mu pomysłu? Nie sądzę, po prostu jest artystą a nie… (niedomówienie) I nie jest to żadne marudzenie, tylko wyrażenie swojego jasnego poglądu, także wobec tobie podobnych, gości, którym się podoba wszystko! Ważne, kurwa, aby ktoś gdzieś kogoś gonił i ten ktoś uciekał, bez względu na to czy to Die Hard, czy Die Hard 19, „Rambo 8 w tv, patrzcie moi mili”. Fajne, nie?

  • wisznu

    ja tylko chcialem dopowiedziec niezorientowanym, ze Coppola popelnil „Ojca chrzestnego 3”

  • wisznu

    aha, „zabojcza bron 5” jest tez w planach (na 2015)…

  • NO ROPIERDUCHA TOTALNA.JAK WCZEŚNIEJ ROZWAŁKA HELIKOPTERA ZA POMOCA SAMOCHODU.TE DWIE SCENY PLUS JESZCZE TA Z GAZEM NAJLEPSZE Z CAŁEGO FILMU.NA UPARTEGO MOŻNA DORZUCIĆ SCENĘ W SZYBIE WINDY.PRZYPOMNIAŁA MI SIE PODOBNA SCENA Z PIERWSZEJ CZĘŚCI.A CODO POWSTAWANIA KOLEJNYCH CZĘŚCI….DLA CZEGO JAK NIE DLA KASY.ALE TO NADAL DOBRA ROZRYWKA.POZDRAWIAM.

  • kartofelek

    Z chęcią obejrzę. Szklana pułapka za każdym razem trzymała poziom od wysokiego do bardzo wysokiego. Takich filmów nigdy za wiele.

  • Htich

    „mnie się „Szklana pułapka 4.0″ podoba bardziej od 2 i 3, nokautuje je końcowym pojedynkiem Ciężarówka vs. F-35”

    Dux, a jak w DH6 pojawi się najlepiej wygenerowany komputerowo robo-niedźwiedź dosiadający laserowego super-velociraptora i zrobi jeszcze większą rozpierduchę? Co z tego, skoro te wszystkie starania poszłyby na coś zupełnie przeciwnego od tego, czym zawsze „Szklana Pułapka” była? To że czwórka ma lepsze sceny akcji (choć tu polemizowałbym, od wybuchów ważniejsza jednak jest dramaturgia), nie znaczy, że jest lepszym filmem. Ba, nie znaczy, że zasługuje nawet na noszenie tego samego tytułu, co wielcy poprzednicy. Gdzie się podział sponiewierany desperat, walczący przede wszystkim o swój święty spokój? Zastąpił go łysy superbohater walczący o USA i światową demokrację. Dla mnie to już nie „Szklana Pułapka” tylko genericowy akcyjniak z podstarzałym Willisem.

  • Wojtass

    „co sprawia, że ktoś taki jak Willis decyduje się zagrać w takim
    podrabianym gównie jak np. Die Hard 4.0? Czy naprawdę nie rozumie, że w
    jakiś sposób kaleczy pamięć o trzech, poprzednich filmach?”

    Po pierwsze Film nie jest taki słaby Wręcz przeciwnie jet niezły oceny na IMD mówią same za siebie Po 2 a czemu Sylwek zagrał w Rambo 4 czy Rockym ileś tam Dlaczego Ford zabrałł się za nowego Indiane to dopiero kupa…. Kasa raczej nie Tęknota za młodością o tak tego się nie da kupić nawet za tonę Hollywodzkich dolarów….






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Sucker Punch / wersja reżyserska

Następny tekst

REMAKE - NOSFERATU 1922/1979



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE