Felietony

NA STOS Z TYM HERETYKIEM, czyli gdy wyrazisz odmienną opinię…

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Manchester by the Sea uważam za śmiertelnie nudny film. Cenię sobie w kinie emocje, lubię przeżywać kolejne zdarzenia wraz z bohaterami, współczuć im, kibicować, dzielić radości i smutki, ale patrzenie na kamienną twarz Caseya Afflecka nie wzbudziło we mnie absolutnie żadnej reakcji.

Już słyszę dźwięk drwa rzucanego na stos, na którym część czytelników chciałaby mnie zapewne zobaczyć. Zanim przywiążecie mnie do słupa, wyjaśniam: powyższy wstęp nie powstał w celu wywołania kontrowersji. Obejrzane niedawno Manchester by the Sea naprawdę bardzo mnie wymęczyło, całkowicie wbrew temu, czego spodziewałem się po tym filmie. To nie tak, że nie chciałem go polubić czy docenić, ale zaproponowane rozwiązania całkowicie rozminęły się z moją wrażliwością. Szanuję opinię większości, lecz się z nią nie zgadzam. Mnie apatyczność i  utrzymująca się wzajemna niechęć bohaterów nie pozwoliły na zaangażowanie się w ich tragedię.

A jednak stos płonie.

Doświadczenie pokazuje, że opinia odmienna od obiegowej – nawet uargumentowana, rzecz jasna – spotyka się zazwyczaj z ogromnym oburzeniem ze strony ogółu. Niestety to poruszenie nie tworzy jednocześnie żadnej dyskusji. Trudno odnieść się do zarzutów, gdy wymierzone są one nie w stronę opinii, ale jej autora. Nie podoba ci się film powszechnie uważany za udany? Nie podzielasz zachwytu nad aktorstwem, muzyką lub zdjęciami?

Nie masz gustu!
Nie znasz się!
Zamilcz na zawsze!

Trudno odnieść się do zarzutów, gdy wymierzone są one nie w stronę opinii, ale jej autora.

Zadziwiający i przykry wręcz jest stopień agresji, jaką przejawia się wobec tych występujących przed szereg, a to przecież w gruncie rzeczy bardzo odważny ruch. Jasne, nikt nie potraktuje poważnie tego, kto na przekór wszystkim rzeknie „gówno” i na tym zakończy swoją recenzję, ale jeśli ktoś rzeczywiście wyrazi rzeczową opinię, to jaki jest powód, aby go besztać? Kto powiedział, że jeżeli dany film jest powszechnie uważany za dobry, to z automatu jest to niepodważalna, święta racja? Możesz nie rozumieć czyjegoś odmiennego zdania, chcieć stanąć w obronie ukochanego filmu, ale na litość – nawiąż dialog. Wymień się argumentami, a jeśli widzisz w nich dziury lub uważasz za niesłuszne, uprzejmie zwróć na to uwagę. Zarówno ty, jak i twój rozmówca macie szansę wynieść z tej rozmowy coś cennego i chociaż zaakceptować różnicę w swoich gustach. Kino jest wspaniałe nie tylko dlatego, że stanowi przyjemność audiowizualną – jego wartość przejawia się także w tym, ile ciekawych tematów do rozmowy generuje. Tylko niech to będzie konwersacja, a nie przekrzykiwanie się.

Tego typu debata atrakcyjna jest zresztą również dla osób trzecich, które mogą porównać opinie obu rozmówców i opowiedzieć się po czyjejś stronie, dodając jednocześnie coś od siebie. Może to marzenie ściętej głowy, ale bardzo chciałbym ujrzeć sytuację, w której odmienne zdanie na temat danego filmu standardowo nie dzieli kinomanów, lecz tworzy między nimi swego rodzaju więź. W końcu wszyscy znajdujemy się na tym samym okręcie zbudowanym z miłości do kina jako sztuki. Wykrzeszmy z siebie tylko trochę zrozumienia. Przełknijmy to, że nie wszyscy tak samo postrzegamy składowe filmów, że wzruszają nas inne rzeczy, że mamy inne poczucie estetyki.

Chętnie poczytałbym takie dyskusje. Miłośnika ekranowych superbohaterów z przeciwnikiem tego rodzaju kina. Fana musicali z osobą, która ich nie trawi. Przykłady można mnożyć, ale meritum zawsze jest jedno, być może zbyt utopijne: chciałbym więcej merytorycznych argumentów. Szacunku dla rozmówcy i jego odmiennego zdania. Więcej kultury słowa. Jaka smutna to konkluzja, że utopią nazywam zachowania, które powinny być traktowane jako standard. Pozostaje mi o nie zaapelować.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane