Mijający rok jest kobietą | FILM.ORG.PL

Mijający rok jest kobietą








Jakub Koisz
31.12.2015


Zastanawiałem się ostatnio nad tym, jak podsumować mijający kinowy rok.

Jakoś nie lubię już tego robić, paradoksalnie od wtedy znielubiłem, od kiedy kogokolwiek zaczęło interesować moje zdanie. Łapię się więc znowu na tym, że nie umiem spojrzeć na przemysł filmowy z perspektywy „intuicyjnego badacza”, dostrzegać nurty, tendencje, serwować nieuświadomione psychoanalizy i otwierać innym oczy na kino, jak robi to na przykład Źiźek.

Czasami najbardziej zaciemnia nam obraz to, że za intensywnie wpatrujemy się w problem. Czasem też odpowiedź przychodzi sama, nagle, bez zapowiedzi, w BlaBlaCarze. Jaki więc był 2015 w moich oczach? Bardzo kobiecy.

Wracałem więc z rodzinnych stron do stolicy, a ze mną w samochodzie (BlaBlaCar, mój pierwszy eksperyment z tą formą komunikacji) trzy dziewczyny, przypadkowy zbiór osób, których losy na chwilę się połączyły dzięki aplikacji telefonicznej. Rozmowa szybko zeszła z tematów rodzinnych i poświątecznych narzekań na wagę na rejony kinowe. Zaczęliśmy podsumowanie i poczułem się pierwszy raz w życiu jak ktoś, kto zupełnie nie dostrzega, jak bardzo kinematografia mówi wiele o nas samych, o naszych popędach, marzeniach. Oczywiście zgadzaliśmy się co do tego, jakie filmy wywarły na nas największe wrażenie, ale dzięki dziewczynom dotarło do mnie, co te tytuły łączy. Moje przemyślenia były banalne – 2015 pokazał, że sequeloza oraz galopowanie na znanej marce nie musi wcale walić chałturą. Kolejny „Mad Max”, całkiem udany komercyjnie „Park Jurajski” i „Gwiezdne wojny”, a także chyba pierwszy w pełni oglądalny spin-off i sequel w jednym, jakim jest „Creed”, dowodzą, że Fabryka Snów nauczyła się projektować znane marzenia, a przede wszystkim ładnie je pakować. To nie były półprodukty, ale dzieła na swój sposób skończone. To widziałem ja, choć mojej tezy oczywiście nie potwierdzały takie ubiegłoroczne potworki jak „Terminator: Genisys”.

Moje towarzyszki zauważyły coś ciekawszego, czym doprowadziły mnie do konsternacji, czy aby rzeczywiście śledziłem ostatnio uważnie to, co na ekranie. Mianowicie według nich to był bardzo kobiecy rok i bynajmniej nie miały na myśli premiery „Sufrażystek”, ale ową kobiecość dostrzegły w obrazach, którymi zachwycałem się i ja. Furiosa, mająca wszelkie znamiona kultowości postać z „Mad Maxa”, to silna, twarda, charakterystyczna i mająca ciekawszy background niż tytułowy heros kobieta, która nie tyle uniosła film Millera, co uzupełniła go o żeński pierwiastek. A to tylko pierwszy film z moich typów pięciu najlepszych produkcji roku.

3043726-poster-p-2-ex-machina-tinder-ad

„Ex Machina”, posthumanistyczny thriller, który zachwycił mnie i konceptem, i plastyką, może być postrzegany jako metafora toksycznego związku oraz uprzedmiotowienia kobiet, programowania uczuć i uzależniania od siebie drugiej istoty. Nie bez powodu cybernetyczne twory zaprogramowane tak, aby „być” kobietami, zaczynają się definiować poprzez swoją seksualność. Mizoginia aż wylewa się z tego obrazu, a motywem przewodnim jest tak naprawdę kobieca manipulacja mężczyzną. Oczywiście jak zdaje się sugerować obraz do tej manipulacji niezbędny jest ściśle określony rodzaj mężczyzny – słaby, naiwny i bezgranicznie zakochany. Zresztą, na pewnym etapie fabularnym obydwaj mężczyźni pojawiający w tym filmie są praktycznie bezbronni wobec płci przeciwnej.

Najgłośniejsza premiera serialowa ostatnich miesięcy to „Jessica Jones”, czyli Marvel zmagający się z tematem superheroin oraz traumami skrzywdzonych kobiet. Niewątpliwie siłą postaci tego serialu jest jej motywacja – Marvel, jak się okazuje, to również uniwersum pełne niebezpieczeństw wynikających ze zdolności, które mogą być wykorzystywane chociażby w kontroli woli. Seksualnej i psychologicznej kontroli. Jessica Jones odnajduje w sobie siły nie tylko jako heroina, ale przede wszystkim – jako przywracająca sobie godność kobieta. Nie wspomnę nawet o najgłośniejszej premierze obecnego miesiąca, ale ktokolwiek już widział najnowsze „Gwiezdne wojny”, ten znienawidził fakt albo zachwycił się nim, że Rey, protagonistka „Przebudzenia mocy”, to postać wręcz dopakowana wspaniałością. Kobieta, z której moc się przelewa. Oczywiście musi się skrywać w tym jakaś tajemnica, ale nie ukrywajmy – ta dziewczyna pokazuje, kto tu rządzi, nawet najpotężniejszym figurom tej opowieści. Również Riley, bohaterka genialnej animacji „W głowie się nie mieści”, przybliża nam trudy dziewczęcego dojrzewania. Feminozestaw dla każdego.

Dla mnie więc rok 2015 to kino kobiece. Nie feministyczne, nawet nie mizoginiczne, ale właśnie – kobiece.

Nagle w sklepach zabawkowych dla dużych chłopców (Star Wars, postapokalipsa, cyberpunk, a także uniwersum Marvela) z pudełek wyskakują silne, pewne siebie kobiety, które niosą na swoich barkach całą emocjonalną warstwę narracji; to one nas wzruszają, trochę się ich boimy, ale koniec końców są po prostu pełnoprawnymi elementami opowieści, symbiozą i równowagą. Jak w życiu.

Bawcie się, kochani, dobrze na tych swoich balach sylwestrowych. Razem, jak tylko się da. A w kolejnym roku dalej przyglądajmy się kinu z ciekawością i skupieniem.

Wiecie, że „Pogromcy duchów” to będzie teraz drużyna złożona z samych babek?

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz

Latest posts by Jakub Koisz (see all)







  • Firenzo

    Dla mnie ciekawym kryterium tego, czy film jest kobiecy to „Bechdel test”. Wystarczy odpowiedzieć sobie na trzy pytania:
    1. Czy w filmie występują dwie żeńskie postacie (musimy znać ich imiona)?
    2. Czy te kobiety rozmawiają ze sobą?
    3. Czy rozmawiają o czymś innym niż o mężczyznach?

    Smutną konstatacją jest to, że większość moich ulubionych filmów, generalnie lubianych, często kultowych, nie spełnia nawet pierwszego kryterium. Jeszcze smutniejsze jest to, że przecież spełnienie tych kryteriów nie powinno być trudne ani czynić film „kobiecym”, bo taki dialog może zająć 5 minut z 2,5 godzinnego filmu.

    [UWAGA MOŻLIWE SPOILERY]
    Z tegorocznych filmów na pewno „Ex Machina” spełnia te kryteria (chociaż w makabryczny sposób ;)), „Jessica…” też, chociaż 80% dialogów dotyczy mężczyzn (Kilgrave’a, Luke’a czy Willa), ale to i tak super postęp, pierwszy taki serial i brawa dla Marvela (pomimo że serial ma sporo minusów), na „Gwiezdnych Wojnach” byłam wczoraj, dialog Reyi i Max Kanata spełnia kryteria.
    [KONIEC SPOILERÓW]

    „Mad Max” i „Jurassic Park” jeszcze przede mną, obejrzę je z radością :)

    P.S. Gdyby ktoś z Was chciał kiedyś przeanalizować najpopularniejsze filmy pod kątem tego kryterium (np. top 20 IMDB), byłoby świetnie, jesteście mistrzami w analizach.

  • Artur Gralla

    Z takim podejsciem to mozna udowodnic wszystko.

  • Krzysztof Walecki

    Twój felieton zbiegł się wraz z moją lekturą „Dziewczyny z pociągu”, chyba najchętniej kupowanej w tym roku książki, która ukazuje kryminalną intrygę z perspektywy trzech kobiet. Tak więc coś jest na rzeczy, gdy piszesz o kobiecym roku 2015.

    Od siebie dodam jeszcze postać Ilsy Faust z ostatniej części „Mission: Impossible”, która bez trudu dorównała Ethanowi Huntowi, chyba jako pierwsza bohaterka całego cyklu. I nawet bez rozróżnienia na płeć, bo nie kojarzę również wśród mężczyzn równie mocnej postaci tej serii. No i Emily Blunt w „Sicario”, jakże męskim kinie. Co ciekawe, zarówno grająca Ilsę Rebecca Ferguson, jak i Blunt właśnie kręcą ekranizację wspomnianej „Dziewczyny z pociągu”. Nieprzypadkowo, podejrzewam.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ZŁOTE KRABY 2015 - część 1/2

Następny tekst

NAJLEPSZE FILMY 2015 ROKU - ZŁOTE KRABY KMF



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE