Felietony

FILMOWY DRAMAT I PRAWDZIWA ZBRODNIA? Czy oscarowy film zainspirował morderców?

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

O tym, że filmy, gry komputerowe i brutalne kino mogą wpłynąć na potencjalnych zabójców, wiadomo od dawien dawna. Ale ten przypadek wydaje się zgoła odmienny od pozostałych. Film, który miał stać się inspiracją do zbrodni, to nie pełen przemocy horror czy kryminał, a jeden z najlepszych dramatów, jakie trafiły do kin w ostatnich miesiącach. Czy wydarzenia ukazane w oscarowym Manchester By the Sea rzeczywiście mogły przyczynić się do popełnienia zbrodni przez rodziców na niepełnosprawnym synu? A może to kolejna próba dopisania filmowej fikcji do tragicznej rzeczywistości?

1 marca, kilkanaście minut po pierwszej, do strażaków wpłynęło zgłoszenie o pożarze jednego z domów w Guilford, w stanie Nowy Jork. Na miejscu ratownicy znaleźli zwłoki szesnastoletniego Jeffreya – adoptowanego syna Ernesta i Heather Franklinów. Ojciec chłopaka twierdził, że gdy w domu pojawił się ogień, on akurat wyprowadzał psy. Jego żona wyjechała przed północą, wróciła trzy godziny później. Szybko wyszło na jaw, że małżonkowie prawdopodobnie wywołali pożar celowo, próbując ukryć zbrodnię.

Autopsja szesnastolatka wykazała, że nie żył już, gdy w domu szalał pożar.

Trzy tygodnie po śmierci Jeffreya śledczy poinformowali, że małżeństwo zostało oskarżone o morderstwo drugiego stopnia, podpalenie i manipulowanie dowodami.  Teraz okazało się, że w wieczór poprzedzający zbrodnię obejrzeli Manchester By the Sea – film nagrodzony Oscarem za najlepszą rolę Caseya Afflecka oraz scenariusz oryginalny autorstwa jego reżysera, Kennetha Lonergana. Jeśli potwierdzi się informacja, że filmowe wydarzenia rzeczywiście stały się inspiracją dla tego, co stało się w Guilford, Manchester By the Sea może dołączyć do niechlubnej, a przy tym bardzo długiej listy obrazów, które tragicznie przeplatają się z rzeczywistością.

Wielu morderców twierdziło, że zainspirował ich film Olivera Stone’a

Ogromne kontrowersje towarzyszyły choćby Urodzonym mordercom Olivera Stone’a. Ten film mieli kilka razy pod rząd obejrzeć Sarah Edmondson i Benjamin Darrus, którzy najpierw wzięli pod język LSD, a potem – wzorem Mickeya i Mallory Knox – wyruszyli w podróż naznaczoną ofiarami. Z ich rąk zginął między innymi właściciel fabryki, który okazał się znajomym Johna Grishama. W dużej mierze to autor Firmy i Czasu zabijania przyczynił się do oskarżeń pod adresem twórców kontrowersyjnego obrazu.

Film Stone’a – piętnujący tak naprawdę kreowanie przez media przestępców na romantycznych bohaterów – stał się łatwym celem i kozłem ofiarnym przy okazji domniemanych motywów innych zbrodni. W Urodzonych mordercach Mickey morduje rodziców Mallory, ale pozwala żyć jej rodzeństwu. Nathan Martinez siostry jednak nie oszczędził. Zabił też matkę. W czasie wspólnego seansu Eric Tavulares zamordował swoją koleżankę. Zabił także pewien czternastolatek, gdyż – jak twierdził – chciał być sławny niczym para zabójców z filmu twórcy JFK. Jego ofiara miała trzynaście lat. Podczas publicznej debaty reżyser głośno pytał, jakim cudem młodociany zabójca w ogóle obejrzał Urodzonych morderców. Tymczasem film Stone’a przywoływano również przy okazji słynnej masakry w Columbine, której 20 kwietnia 1999 roku dokonali dwaj uczniowie tamtejszej szkoły średniej.

Eric Harris i Dylan Klebold zabili trzynaście osób – w większości swoich rówieśników, ranili – dwudziestu jeden, trzy osoby zostały ponadto ranne podczas próby ucieczki z budynku. Sami popełnili samobójstwo jeszcze przed wkroczeniem policji. Trzy lata po tych wydarzeniach Gus van Sant nakręcił doskonałego Słonia, zdobywając zresztą za niego Złotą Palmę w Cannes.

Ostatnio dodane