Felietony

Drugie Dno #39: Muzeum a dziesiąta muza – relacja nieoczywista

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Jeśli mielibyście wybierać sposób spędzenia zbliżającego się wolnego dnia, co wolelibyście robić późnym popołudniem – iść na seans do kina czy też zwiedzić stałą ekspozycję w muzeum? Wiem, głupie pytanie. Wszak to serwis filmowy, a nie muzealny, zrzesza więc fanów kina, a nie fanów staroci. Jako że zawodowo funkcjonuję na obu tych kulturalnych płaszczyznach, postaram się jednak skłonić was do dojrzenia tego, jak wiele kino zawdzięcza muzeom. I bynajmniej nie chodzi mi o reklamowanie jakiejś ekspozycji, traktującej o początkach kinematografii. Nie tędy droga.

[quote]Na co dzień da się odczuć, że ludzie do muzeum raczej nie lgną. Owszem, zależy do jakiego i na jaką wystawę, ale fakt jest faktem – w codzienności przedkładamy galerie handlowe nad galerie sztuki.[/quote] Choć waga instytucji muzeum jest powszechnie zgodnie uznawana, nie przekłada się to na frekwencję. Mam wrażenie, że poniekąd bierze się to z faktu, iż ludzie z zasady prą ku postępowi, ku przyszłości, nie oglądając się zbytnio za siebie. Do wszelkich staroci, a z takowymi kojarzy się muzeum, podchodzą przy tym z wyraźną rezerwą. To zdrowa postawa, bo zachęcająca do koncentracji na przyszłych celach. Ale zdrowa tylko do pewnego momentu.

Musimy bowiem znać też naszą tożsamość, określającą fundament naszej egzystencji. A tę poznajemy badając korzenie – dzięki nim da się ocenić, na ile grunt, po którym stąpamy, jest stabilny. A wiemy, co dzieje się z drzewem, gdy tych korzeni zostaje pozbawione. Tak samo czujemy się my, gdy ignorujemy własną historię, nie przygarniamy jej do siebie, nie obdarzamy szacunkiem – siłą rzeczy usychamy wówczas pogrążeni w bezcelowej anonimowości. Badania nad historią mogą ponadto udzielić wielu istotnych informacji, potrzebnych jeszcze w teraźniejszości, ale i rzucających nowe światło na to, co może nas czekać dnia jutrzejszego.

xnwktkpturbxy9jnwvjmmmzotc0otjmnta1ndjkmtgyytq1nmzlmtdkni5qcgeslqmazqfqzqghzqsskwxnaydnaci

Jak sama nazwa wskazuje, muzea powstały jako miejsca poświęcone muzom, greckim boginiom, trzymającym pieczę nad poszczególnymi dziedzinami sztuki. Wiele się z tego nie zmieniło – muzea to bodaj jedne z bardziej konserwatywnych instytucji na świecie. Dziś przybytki te pełnią trzy podstawowe funkcje. Mają pobudzać naszą wrażliwość estetyczną, czyli wskazywać na to, co w kulturze i sztuce jest piękne, symetryczne i po prostu twórcze. To wiąże się także z drugą funkcją, edukacyjną, mającą na celu stwarzanie możliwości obcowania z dziełami oraz ich popularyzowanie.

Muzea mają jednak przede wszystkim ochraniać zbiory dziedzictwa kulturowego, w sensie – konserwować je w razie potrzeby, po to, by przetrwały wieki dla pokoleń, w ramach dokumentacji dawnych czasów. I ta ostatnia funkcja z pewnością była niezwykle przydatna dla magików kinematografii. Bez niej bowiem wiele spektakularnych historycznych wizji nie byłoby możliwych do zrealizowania.

camerimage-2009-rewers-borys-lankosz-kadr-z-filmu-002-800x605

To niezwykłe, jak szybko człowiek przyzwyczaja się do dobrego. Oglądając filmy, bardzo rzadko zadajemy sobie trud, by zastanowić się nad tym, skąd filmowcy czerpali wiedzę do tego, by stworzyć ekranową iluzję. A przecież musieli podejść do tego merytorycznie. Zarówno te wielkie widowiska historyczne, w których przywdziane w rynsztunek wojska przemierzają połacie terenu (vide Krzyżacy), jak i te małe, kameralne dramaty, zamknięte w jednym pomieszczeniu (vide Rewers), nie powstałyby, gdyby nie istniały formy dokumentujące kulturowe bogactwo czasu przeszłego. Ba, nie powstałyby także widowiska fantastyczne – wszystkie one na poziomie estetyki są tylko wariacją na temat rzeczywistych „eksponatów”.

Muzeum jest zatem miejscem pamięci, które przenosi nas, niczym w wehikule czasu, do przeszłości, której możemy doświadczyć zmysłowo. Choć wydawać by się mogło, że niczemu taka podróż nie służy, wieczorny, bezrefleksyjny seans telewizyjny Czasu honoru weryfikuje prawdę. Żaden scenograf, żaden kostiumolog nie oddałby ducha kreowanej epoki, opierając się tylko na suchych zapiskach dziejopisarzy. Zdjęcia, kostiumy, ryciny, a nawet dawne pocztówki i inne „żywe” obiekty – wszystko to stanowi bezcenną pamiątkę po „przeszłym”, która może posłużyć „przyszłemu” do tworzenia pomników.

NATM-400 Security guard Larry Daley (Ben Stiller) flees, as a Tyrannosaurus Rex that has come to life at night carves a swath of destruction through a museum's marble corridors.

Proszę, pomyślcie o tym, gdy znowu usiądziecie w ciemnym kinie, gotowi na kolejną eskapistyczną przygodę, mającą na celu oderwanie was od rzeczywistości. Wizja, z którą będziecie się mierzyć, jak zresztą każda inna, nie powstałaby bowiem bez idei zbierania świadectw naszej obecności na tym świecie. Kupując bilet do kina, poniekąd kupujecie go zatem także do muzeum – z tym, że pieniądz zostaje w innej kasie. Pamiętajcie jednak, że film jest tylko tym medium, które atrakcyjnie przetwarza rzeczywistość, czarując przy tym i mamiąc. Pozorując się przy tym na jedyne medium prawdy. A jej źródło ujrzycie po przekroczeniu zgoła innych murów.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane