Drugie Dno #29: Mężczyźni, którzy nienawidzą (filmowych) kobiet | FILM.ORG.PL

Drugie Dno #29: Mężczyźni, którzy nienawidzą (filmowych) kobiet








Jakub Piwoński
20.07.2016


Od pewnego czasu da się zauważyć, że w Hollywood do głosu coraz częściej dochodzą kobiety. I dzieje się to rzecz jasna ku zaskoczeniu i niezadowoleniu samczej części widowni. Płeć piękna chce grać wiodące role w wiodących filmach, chce także zarabiać na równi ze swymi męskimi partnerami z planu.

Z kolei owacjami na stojąco nagradzane są kolejne feministyczne manifesty, płynące z ust nagradzanej Oscarem aktorki. Kino niejako staje się dzisiaj centrum obyczajowej rewolucji, gdzie wiele utartych standardów powoli staje na głowie. W tym felietonie spieszę z pomocą i swoją interpretacją tego zjawiska. Nie, tym razem nie będzie o politycznej poprawności. Ciśnie mi się raczej na usta opowieść o pewnym dziejowym, niesprawiedliwym ucisku, który musiał w końcu znaleźć ujście.

ghostbusters-full-new-img

Choć jest to jednak sukces umiarkowany, twórcy nowych Pogromców duchów mają powody do radości. Do kasy po pierwszym weekendzie wyświetlania wpadło już około 46 mln zielonych i przewiduje się, że będzie jeszcze lepiej. Rokowania są dobre z uwagi na zaskakująco pozytywne recenzje krytyków. A przecież wszyscy pamiętamy, że był to tytuł, który cieszył się bardzo kiepskim pijarem i zewsząd wieszczono jego sromotną porażkę. Powód był prosty: większości nie spodobało się, że twórcy rebootu przebojowej komedii lat 80. wpadli na pomysł, iż od teraz poskramiaczami duchów będą kobiety. Przez media przetoczyła się fala krytyki, którą poniekąd podzielałem.

Abstrahując od wojen płci, dla mnie brzmiało to po prostu tanio – nie jestem zwolennikiem drastycznych zmian w charakterze bohaterów, gdyż wierzę, że raz powołani do życia powinni w kulturze pozostać po prostu sobą. Ich kolejne trawestacje mogą jedynie nieznacznie naginać profil psychologiczny, w sferę płci lub rasy nie ingerując. Gdy zasada ta zostaje złamana i święty Piotr staje się czarny, a Bond kobietą, bardzo trudno nie uznać tego za element indoktrynującej polityki, niewiele ze sztuką mający wspólnego. Zbliżają się nowi Obcy i zastanawiam się, jak zareagował by świat, gdyby Ellen Ripley nagle stała się mężczyzną. Do tego czarnym. Jak wówczas brzmiałaby medialna narracja?

Mnie się po prostu nie podoba, że moi ulubieni bohaterowie mają nagle nosić sukienki, i byłbym zły tak samo, gdyby moja ulubiona figurka Batmana, którą bawiłem się w dzieciństwie, została nagle podmieniona na lalkę Barbie.

Nie da się jednak ukryć, że rosnąca obecność i pozycja kobiet na pierwszym planie kinowych widowisk związana jest z tym, co dzieje się na drugim planie ich życia społecznego. Feminizm jeszcze nigdy nie był tak silny, a wspiera go kino. Podsycane jest to m.in. walką o większą gażę dla aktorek. W tym wypadku także sprawa jest względna. W pełni rozumiem rozczarowanie Gillian Anderson, która po latach ujawniła, że w X-Files zarobiła mniej od Duchovnego – wszak ich status, zarówno filmowy, jak i aktorski, zdawał się porównywalny. Ale już Robin Wright szantażująca twórców House of Cards tym, że nie wystąpi w kolejnym sezonie serialu, jeśli twórcy nie zrównają jej gaży z gażą partnera z planu, wypada trochę żałośnie. I nie chodzi o to, że poniekąd można ich bohaterów traktować równomiernie, ale o to, że Spacey, za sprawą nagród i dorobku filmowego, jest po prostu popularniejszy i ma o wiele większą siłę oddziaływania… Ale te potrzeby nie wzięły się przecież z powietrza i rozumiem ich znaczenie. Nieśmiało zatem podumam nad przyczyną. Uprzedzam jednak samczych czytelników: moje wnioski mogą się wam nie spodobać.

_DG24015.NEF

Na pierwszy ogień: Biblia. Dla jednych może się to wydać zaskakujące, inni się z tą myślą już oswoili, ale to niestety w tym świętym tekście tkwi praźródło odwiecznego konfliktu płci. Właściwie to chodzi mi głównie o przypowieść o Adamie i Ewie i to, w jaki sposób została przez następców interpretowana. Już sam fakt tworzenia Adama na obraz Boży wskazuje, iż mężczyzna ma prawo czuć się wyróżniony i dać sobie przyzwolenie do dominacji. Kobieta, powstająca w drugiej kolejności z Adamowego żebra, rozpoczyna pokutujący w kulturze judeochrześcijańskiej stereotyp nieodłącznej towarzyszki mężczyzny, któremu ma być podległa jak zwierzę. Argumentem ostatecznie odbierającym chlubę niewieście jest zerwanie przez nią zakazanego owocu po tym, jak ulega pokusom szatana. Łączona jest przez to z tym wszystkim, co bliskie zmysłom, naturze, a także seksualności, czyli wszelkiemu nieokiełznaniu, stojącemu w opozycji do rozwagi człowieczego ideału – Adama. I tak właśnie zrodził się potężny stereotyp, którego siła miała, i ma przecież do dziś, daleko idące konsekwencje. Prawda mitu jest taka, że mężczyzna i kobieta od początku mieli być sobie równi, wzajemnie się uzupełniając, a zerwanie jabłka miało być poniekąd zaproszeniem do partnerstwa. Zaproszeniem, które mężczyźni odrzucili, czyniąc kobiety winnymi wszelkiego grzechu oraz ludzkiej niedoskonałości.

Jak potoczyły się te uprzedzenia dalej, każdy wie. Niewątpliwie najczarniejszą kartą historii (często wypominaną przez feministki) jest ludobójstwo dokonywane na kobietach na przestrzeni około 200 lat, za sprawą tzw. polowań na czarownice. Wśród ofiar były m.in. kobiety, które wzbudzały podejrzenia tym, że… nie miały mężów. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to zło podyktowane było niczym innym, jak lękiem mężczyzn przed kobiecą niezależnością i utratą kontroli nad nimi. Była to konsekwencja systematycznego wypierania kobiecego aspektu. Co gorsza, kobiety same zaczęły wierzyć w to, że są gorsze. Dopiero ich dziewiętnastowieczna emancypacja uwolniła je od kulturowych kajdanek uniemożliwiających przez wieki dążenie do jakiejkolwiek autonomii. Powstanie kina nie pomagało jednak w odmianie tego wzorca, gdyż medium to od początku było domeną męskiej widowni. Stłamszone więc dawały na to przyzwolenie, gdyż same, niepewne swego statusu i możliwości, wolały w głównych rolach oglądać silnych mężczyzn niż własną nieudolność.

df9805d6887f3e26e64379b301eeb8a9

Zdaję sobie sprawę, że się trochę po tym temacie ślizgam. Bo w pigułce chcę zawrzeć coś, co wymaga szerszego opracowania. Moim celem było jednak zwrócenie uwagi, że rosnąca pozycja kobiety w kinie bezpośrednio powiązana jest z przemianami kulturowymi, które mają obecnie miejsce. Poczekamy i zobaczymy, czy wkrótce dla kobiet buty bohaterek kina akcji nie okażą się za ciasne. Bo póki co obie płcie są w procesie dochodzenia do prawdy o sobie wyraźnie zagubione. Nad faktycznymi potrzebami widowni przeważają roszczenia i pretensje, decyzje poprowadzone strachem i (jak by nie patrzeć) polityczną poprawnością. To jest wciąż zbyt sztuczne. Sygnał jednak został wystosowany; płeć piękna na kinowym ekranie nabrała pewności siebie i zapragnęła stać się niezależna. Czas na zmiany.

Tylko kulejąca męska dusza, nieustannie poszukująca autorytetu i bojąca się matczynej ręki, może poczuć się w tych okolicznościach zagrożona. Duszy wolnej od uprzedzeń, lęków i kompleksów – nie ma prawa to zaszkodzić. Ale pamiętajcie: to, na jak wiele scenarzyści pozwalają filmowym heroinom, jest przeważnie konsekwencją męskich braków w poczuciu własnej wartości. Wartości pretendującej do wielkich celów! Kobiety będą wychodzić z cienia, bo mogą, bo tworzą się ku temu sprzyjające okoliczności. Gdy zatem Bond stanie się Ewą, będzie to już początek końca Adama… I Seksmisja będzie już tylko kwestią czasu.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • janko

    To czy kobieta czy mężczyzna w kinie akcji to nie istotne byle by film był dobry. A z męskiego punktu widzenia to nawet lepiej jak jest ładna niewiasta w roli głównej:)

    • She-Tak

      Ty podły seksisto! Tworzenie atrakcyjnych bohaterek to zwyczajne uprzedmiotowienie kobiety! Poprzez seksualizację chcesz cofnąć przemiany społeczne prowadzące do zwiększenia roli kobiety? Co, nienawidzisz niezależnych kobiet bo czujesz zagrożony, ha?

      Och, ci okropni seksiści są wszędzie. Musimy im stawić opór. Dzień w dzień piętnować, zatruwać życie, smęcić, narzekać, wytykać, pisać artykuły na KMF. My, feminiści, jesteśmy dobrzy, bo stoimy po dobrej stronie, która jest dobra bo jest dobra. Nie pozwolimy wygrać złu, czyli wszystkiemu, co ma czelność być od nas niezależne.

      • oj

        To jeden z nielicznych filmów ‚broniących’ tego filmu w polskim internecie. Nie jest on dobry, może być nawet najgorszy, ale burza jaka się wokół niego rozpętała pokazuje, że problemem według niektórych są kobiety a nie scenariusz, efekty itp. Nie mówię, że wszyscy tak uważają, jednak jest sporo osób które emocjonują się nim ponadprzeciętnie (jak Ty). W końcu jest teraz cała lawina bardzo kiepskich prequeli, sequeli itp. które ni spotkały się z takimi reakcjami.

        • oj

          *nie filmów tylko tekstów

          • Tak

            Emocjonuję się nie o film, bo ten nie ma znaczenia, lecz o niedobrą rzecz jaka się dzieje z dyskursem publicznym. Ideologizacja tego filmu zaczęła się na poziomie marketingu i została podchwycona w internecie na poziomie portali filmowych oraz komentatorów zacięciem politycznym. Sam film zszedł na dalszy plan, liczy się czy związana z im ideologia jest na wierzchu (lub przeciwnie).
            Prowadzi to dalszego zdegenerowania dyskursów, co widać chociażby w tym tekście – Autor pisze o czarownicach, jakby to był atak patriarchatu na kobiecość. Jest to zwykła bzdura wymyślona do spółki przez antyklerykałów i feministki. W rzeczywistości nie zawsze były to kobiety, z ich palenie miało związek z protestantyzmem i rozpadem reguł feudalizmu. Ja to wiem, bo znam historię. Natomiast tacy ludzie jak Autor stosują prostą konstrukcję: feministki każą mi walczyć-walczę-używam feministycznej logiki historii jako dowodu (aktualny problem jest wynikiem odwiecznej dialektyki płci)-gardzę „seksistami”-czuję się bardzo dobrze. Inaczej mówiąc, w ramach takiego rozumowania palenie czarownic dowodzi, że ludzie nie lubiący tego filmu to przestraszeni zwolennicy patriarchatu. Przecież to intelektualny rak!

            I dlatego tak się emocjonuję.

          • oj

            z tym się zgodzę :)

          • Jakub Piwoński

            Bardzo przepraszam za dosadność, ale mnie tak naprawdę gówno obchodzą feministki i posoka nienawiści jaką plują. To niebywałe, że mój tekst został przyrównany do stania po stronie tego radykalizmu, nie wiedziałem także, że powielam argumenty tejże grupy, przytaczane w dyskusji. Kieruję się własnymi przemyśleniami. Mnie interesują przede wszystkim kobiety, ich uczucia, nadzieje i wątpliwości. I trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, że wydobywający się ich wnętrza głos, jest pozostałością po dziejowej niesprawiedliwości jaką je obdarzano. Tak jak powiedziałem, obierane współcześnie metody są żałosne i przepełnione strachem i frustracją, ale nie można kneblować im ust i odsyłać z powrotem do garów, bo do niczego to nie prowadzi. A co do palenia na stosie jako związek z protestantyzmem i rozpadem reguł feudalizmu… Brzmi to co najmniej enigmatycznie i bez rozwinięcia nie można do tego podejść poważnie. Sprawa była prosta – mężczyźni zabijali kobiety, ponieważ od zawsze bali się ich niezależności. Niezależności, która w pełnej krasie dopiero teraz dochodzi do głosu. To co robią z tym media i poprawność polityczna, które zaszczuwają mężczyzn za jakikolwiek głos sprzeciwu, to druga strona tego medalu, równie nikczemna.

          • Tak

            Piwon, nie kierujesz się własnymi przemyśleniami, tylko kopiujesz zachodni dyskurs okołofilmowy, a ten jest pod mocnym wpływem feministek. Chociażby ten argument z „garami”. Słyszałeś kiedykolwiek aby ktoś go używał? A jeżeli już, w co wątpię, możesz uznawać to za tendencję? Albo ta głupota – mężczyźni zabijający kobiety, bo bali się ich niezależności. Ot, takie dialektyczne gadanie o odwiecznych i niezbywalnych interesach płci, znowu kalka z myślenia feministek, które po marksowsku sprowadzają całą dynamikę społeczną do prostego konfliktu dwóch klas społecznych. I co najgorsze, powielasz z tym myślenie, że posiadasz prawdę o rzeczywistości, a każdy kto myśli inaczej, to seksista/kułak/kapitalista blabla. Nie wolno się nie zgadzać, bo każdy kto myśli inaczej, jest głupi i zły, więc nie warto go słuchać. Tylko ty i tobie podobnie posiedliście prawdziwą prawdę, która jest tak prawdziwa, że nie może być ideologię. Marks też uważał, że uprawia naukę, nie filozofię. Podsumowując, świat jest trochę bardziej złożony niż „z dialektycznej walki płci wynika rewolucja oferująca prawdziwą niezależność”. No i co to kurde flak jest „prawdziwa niezależność”?! Zapewne odmienna od „fałszywej niezależni”, tych wszystkich, którzy myślą inaczej niż miłośnicy feministycznej dialektyki.

          • Jakub Piwoński

            Drogi Taku, ależ ja nie uzurpuje sobie prawa do mówienia jednej właściwej prawdy. Być może za dużo jest w moim tekście sugestii jakobym przedstawiał coś objawionego, a za mało, że mówię o interpretacji, która akurat mi jest bliska. Natomiast przesłania mojej wypowiedzi absolutnie zmienić bym nie chciał. I jeszcze raz podkreślę, że radykalizm feministek jest mi równie obcy, co męska arogancja. Patrząc na mój tekst pod odpowiednim kątem, da się to zresztą zauważyć. Pozdrawiam i życzę otwartości umysłu.

          • Tak

            Co za różnica – popierać feministki i powielać ich dyskurs, a nie popierać feministek i powielać ich dyskurs? Na jedno wychodzi. Schemat twojego rozumowania jest tautologiczny. On po prostu wyklucza inne rozumowanie, bo sam jest prawdziwy na mocy własnych założeń. Jeżeli na przykład dopuścisz fakt, że krytykujący feminizm mężczyźni mogą mieć rację, albo chociaż, że nie jest to wynikiem ich własnej niedoskonałości, to posypie ci się cały twój wywód (skoro krytyka feministek nie jest przestraszonym patriarchatem, to znaczy, że feministki głoszące, że każdy ich krytykant jest przestraszonym patriarchatem, nie mają racji). A na dowód zadam Ci pytanie (nie musisz mi odpowiadać tutaj, po prostu się nad tym zastanów) – stawiasz, a właściwie dublujesz tezę, jakoby mężczyźni zabijali zbyt niezależne kobiety. Jako dowód podajesz „CZAROWNICE!!11”. A teraz wyjdźmy poza ten głupi schemat rozumowania i zastanówmy się: skoro mężczyźni zawsze tak postępowali ze swej natury, to jak to się objawiało u Aborygenów czy Chinach epoki Ming? Pytam, bo jestem pewien, że się nad tym nie zastanawiałeś. Nie próbowałeś weryfikować,czy ta prosta konstrukcja „mężczyźni zabijali czarownice więc to dowód…” ma w ogóle sens. Tylko nie myśl sobie „nie znam się na epoce Ming”…bo skoro się nie znasz, to czemu piszesz, że mężczyźni zawsze i wszędzie? Nie znasz się na Ming, ale jesteś przekonany, że wówczas mężczyźni zabijali niezależne kobiety. Nie masz dowodów, wystarczą wnioski z tautologicznego rozumowania. I pytanie kolejne – skoro „mężczyźni zawsze” , to czemu ty nie? Wyszedłeś poza męską naturę? Skoro ty, to czemu nie inni? Znowu tautologia się sypie – jeżeli przyznasz iż mężczyźni mogą być inni niż wzorzec „krwiożerczy patriarchat ściga niezależne kobiety”, to znowu wszystko się sypie (no bo skoro niektórzy nie, to nie wszyscy, a więc cała reguła jest do bani). Widzisz, zanim zaczniesz innym imputować brak otwartego umysłu, zastanów się, czy aby twój jest taki światły.

          • Jakub Piwoński

            Nic się nie sypie i nikomu nic nie imputuje. Mylisz opracowania naukowe, mające na celu udowodnienie tezy, z felietonem, opartym na subiektywnym widzeniu. Jedyny błąd jaki popełniłem polega na tym, że dałem za mały wyraz tej subiektywności, nie podkreśliłem jej. Ale tak po prawdziwe i tak całość płynie z moich przekonań. Czarownicę uznałem za dowód istnienia męskiej arogancji w odniesieniu do kultury judeochrześcijańskiej, czyli tą w której funkcjonuje i o której coś wiem. A mówiąc „zawsze”, rzecz jasna miałem na myśli schemat dziejowego postępowania, a nie wszystkich mężczyzn…Proszę czytać uważniej.

          • Tak

            Pisałem w którym z poprzednich postów, że twierdzenie, jakoby polowania na czarownice miały wymiar walki płci jest, delikatnie mówiąc, nie oparte na faktach. W niektórych krajach (Islandia) zabijano przede wszystkim mężczyzn, w innych tyle samo kobiet co mężczyzn. Zasadniczo powód rozchodził się o porachunki między protestantami a katolikami oraz wiązany z tym rozpad ówczesnego feudalizmu. Sto lat wcześniej palono heretyków z podobnych powodów. To pierwsza rzecz o którą proszę – czytać, uczyć się, nie powielać nie potwierdzonych opinii. A druga brzmi tak – jeżeli chcesz być odpowiednio rozumiany, to nie stosuj wielkich kwantyfikatorów („wszystkie A są Y”). Jesteś rozliczany na bazie tego, co napisałeś, a nie to, co miałeś w głowie, lecz nie znalazło się w tekście. I nie pisz mi, że nie potrafię czytać – ja dobrze wiem co miałeś „na myśli”, lecz pokazuję ci wady takiego stylu pisania, a także złych przyczyn takiego myślenia.
            Powyższe dwie reguły polecam wszystkim piszącym na KMF jak i czytelnikom tego posta :)

  • Mefisto

    Hmm… ale cały ten hejt na Ghostbusters podyktowany był raczej tym, że wygląda to zwyczajnie kiepsko i nie ma żadnego uzasadnienia, a nie tym, że same baby. Gdyby film wypalił fabularnie, a na planie spotkały się naprawdę godne uwagi panie i miały między sobą odpowiednią chemię, to pewnie hejt kilku krzykaczy rozszedłby się po kościach.

    • Jakub Piwoński

      Co ty pleciesz. Burza rozpoczęła się na długo przed pojawieniem się zwiastuna. Dopiero później dołożono aspekty estetyczne co hejt spotęgowało, ale tak naprawdę głośno o filmie zrobiło się tylko z jednego powodu.

      • Karolina Chymkowska

        Burza została rozdmuchana przez media, bo media lubią takie rzeczy. Jak masz tysiące wpisów pod zwiastunem na YT, jak dwa razy dwa znajdziesz co najmniej kilkadziesiąt pod hasłem, że źle, bo baby. Jeden pismak z drugim, siedząc w redakcji i dłubiąc, napisze potem w artykule, że „zwiastun nakręcił antyfeministyczne komentarze”. Pod jego artykułem pojawią się kolejne komentarze, z których część… i tak dalej. A potem przestaje być ważne, że to kobiety, tylko że jedna jest gruba, druga czarna, a trzecia nie wiem, lesbijka. Czarnym się nie podoba stereotypowa czarna, innym się nie spodoba, że w ogóle czarna, a potem jedna z aktorek płacze na Twitterze. Gdyby to było kilka kobiet organizujących agencję detektywistyczną „Nawiedzony dom” w Londynie, specjalizującą się w przeganianiu duchów szacownych przodków arystokratycznych rodzin, nikt by palcem nie kiwnął. To franczyza nagoniła ruch, a ruch nagonił wszelkiego typu komentarze, które potem już żyły własnym życiem. A istota sprawy sprowadza się do tego, że reboot był po prostu niepotrzebny.

        • Tak

          Tak to już jest, że poprawność polityczna to puszka pandory. W efekcie generuje tylko więcej pretensji.

      • Mefisto

        Tak, ale fotki i wszelkie materiały promocyjne też były o kant dupy. Od samego początku wyglądało to po prostu źle, a zmiana płci nic ze sobą ostatecznie nie niosła – stąd burza.

  • john.m.

    Sukces nowej odsłony Ghostbusters (przy tak dużym budżecie) jest bardzo dyskusyjny i wątpliwe jest, by wskrzesił on serię:

    http://www.hollywoodreporter.com/news/box-office-analysis-why-ghostbusters-911836

  • Tak

    „Zdaję sobie sprawę, że się trochę po tym temacie ślizgam. Bo w pigułce
    chcę zawrzeć coś, co wymaga szerszego opracowania. Moim celem było
    jednak zwrócenie uwagi, że rosnąca pozycja kobiety w kinie bezpośrednio
    powiązana jest z przemianami kulturowymi, które mają obecnie miejsce.”

    Inaczej mówiąc, każdy kto ma czelność skrytykować film feministyczny jest seksistą. A jedynym sposobem, żeby się bronić przed oskarżeniem o seksizm jest łajanie seksistów biczem tolerancji i sprawiedliwości społecznej; wtedy wiadomo że MY jesteśmy dobrzy. Argumenty drugiej strony nie mają znaczenia („film jest nieśmieszny, bo pierwszy przedstawiony dowcip to pierdzenie pochwą”), bo to podli seksiści, oni są źli, czyli nie tak jak my, dobre duszyczki stojące po jedynie słusznej stronie!

    Ot, zwykła bigoteria, czyli kręcenie paniki moralnej w celu podbicia własnego ego.

    • natkon

      Na moje film zasługuje miejscami na krytykę. Dużo osób się jednak podpina się pod hejt z innych powodów. I nie oszukujmy się, że reakcja emocjonalna niektórych na zwykły słaby film jest ostra.

  • bobzielarz

    Jedna uwaga, co prawda mała, jednak ten błąd jest często powielany. Ewa nie zerwała jabłka, tylko owoc z drzewa poznania dobra i zła, nigdzie w Biblii nie ma mowy o jabłoni, natomiast jest to schemat myślowy powielany przez 90% osób.

    • Jakub Piwoński

      w pierwszym zdaniu odnoszącym się do tej historii, mówię o owocu, w drugim o jabłku. traktuje je jako symbol… ale zgoda, należy z tym uważać.

  • Artur Gralla

    Szkoda tylko ze najczęściej efekty są żałosne,tego dochodzenia.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

WIELKI GATSBY. Wielki Luhrmann

Następny tekst

Nie żyje reżyser Garry Marshall. Miał 81 lat



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE