Felietony

Drugie Dno #21: Myśli dojrzałego eskapisty

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Podobno, gdy bracia Lumière odtwarzali swój Wjazd pociągu na stację…, publiczność ogarniało przerażenie i pragnienie ucieczki. Większość, nieprzygotowana na taki rodzaj doznania zmysłowego, była bowiem przekonana, że szybko zbliżający się w ich kierunku obiekt za moment wyjedzie z ekranu. W ten sposób narodziła się magia kina i jego wyjątkowa siła oddziaływania. Na szczęście w kolejnych latach rozwoju kinematografii to przerażenie zostało ujarzmione, a potrzeba ucieczki zmieniła swój wymiar. Bo teraz jest ona przeżywana głęboko w naszym wnętrzu, bez ruszania się z fotela.

Z moją filmową pasją jest tak, że choć wiem, że trwa od dziecka, to jednak trudno mi wskazać jej przyczyny. Tak już po prostu było od samego początku, nigdy nie zadawałem sobie trudu, by dociec dlaczego. Być może jakieś znaczenie miało w tym wypadku naśladownictwo, wszak zainteresowaniem zarówno do filmów, jak i komiksów zaraził mnie mój starszy brat. Mam jednak wewnętrzne przeświadczenie, że jeśli ruchome obrazy wywierają na mnie wpływ i przyciągają uwagę nieprzerwanie do dnia dzisiejszego, za moim kontaktem z nimi musi kryć się jednak coś więcej.

1382764781432944787

Z pomocą przychodzi mi pojęcie eskapizmu. Choć pewnie wielu z was miało już z nim styczność w niejednej recenzji, pozwolę sobie wytłumaczyć, czym to zjawisko w istocie jest i jak należy je rozumieć. Termin ten (pokrewny angielskiemu escape, czyli ucieczce), odnosi się do potrzeby oderwania się od rzeczywistości, społecznych problemów jednostki. Najczęściej odbywa się to za sprawą wędrówki w świat marzeń, wyobrażeń, fantasmagorii, czyli najkrócej – iluzji. Innymi słowy, eskapizm to ewakuacja w sytuacji zmęczenia zmaganiem się z szarą i przeciętną codziennością. Oczywiście wiele ludzkich aktywności daje sposobność do takiego „odlotu”, w tym religijność, seks i inne używki. Ale najciekawiej wygląda to od strony sztuki.

Sztuka bowiem sama w sobie powstała z potrzeby ucieczki. Artysta jest nikim innym, jak człowiekiem w sposób wyjątkowy uczulonym na problemy i dylematy ludzkości, bacznym obserwatorem, badającym mechanizmy funkcjonowania świata. Dlatego akurat jemu, jak nikomu innemu, wyciągnięte z obserwacji i doświadczeń wnioski leżą na sercu tak bardzo, że prowadzą do niepokojów, a co za tym idzie, potrzeby ich uzewnętrznienia. Wówczas lekiem jest twórczość. Jej owoc to wizja, która odzwierciedla marzenie artysty. A my, odbiorcy sztuki, otrzymujemy wówczas sposobność do ucieczki w te marzenia, bo są pokrewne naszym. Film stanowi oczywiście najdoskonalszą formę tego procesu.

escape-room

Jeśli zatem już od najmłodszych lat odczuwam potrzebę ucieczki do iluzorycznych światów, wniosek jest z tego prosty: w moim otoczeniu musiał istnieć szereg bodźców mnie do tej ucieczki zachęcających. Prywatą dzielić się nie mam zamiaru, ale mogę nadmienić tylko, że faktycznie, choć dzieciństwo wspominam ciepło, gdyż w zasadzie niczego mi nie brakowało, to jednak często kojarzę je przez pryzmat nieustającego… hałasu. I tu zapala mi się lampka. Najwyraźniej filmy, komiksy, literatura science fiction, a później także gry komputerowe, stały się dla mnie ważne właśnie dlatego, że dawały mi sposobność do odpłynięcia w bezpieczny świat fantazji. Jedynego, którego granice znałem i nad którym miałem jakąkolwiek kontrolę. Pierwszą przyczyną kiełkującej pasji była zatem tęsknota.

Pojawia się także sposobność do odpowiedzenia na pytanie, dlaczego jedne obrazy z miejsca stają się nam bliskie, a drugie nie. Każdy powrót do Łowcy androidów uświadamia mi, czym ten film tak naprawdę mnie oczarował. Jeszcze przed racjonalnie uformowanymi argumentami, przeważający głos musiały mieć echa mojej duszy. Wypełnione zarazem smutkiem i wiarą, wyłapujące tę osobliwą metaforę ojcostwa. Z pewnością każdy z was ma inny obraz, który trafia w dziesiątkę na tarczy naszych czułych punktów. Z reguły to drugie dno filmu najbardziej nas przyciąga, a nie komunikat widoczny na pierwszym planie.

escape

I między innymi właśnie dlatego filmy kończą się happy endem. Bo nie o kopiowanie życia 1:1 w nich chodzi, a raczej o dawanie sposobności do realizacji marzeń, o podtrzymywanie nadziei. Kiedy siedzę w wygodnym fotelu sali kinowej i przychodzi moment, gdy gasną światła, wiem, że już nic mi nie grozi, wiem, że jestem bezpieczny. Nie ma znaczenia, gdzie tym razem się udam. Byle dalej, byle fantazyjniej. Ale to tylko chwila, równie ulotna jak wspomnienie. Gdy budzę się ze snu, zaaplikowanego mi przez twórcę, dociera do mnie, że jedyną słuszną rzeczą, jaką powinienem zrobić, to przestać unosić się w powietrzu, zejść na ziemię i odważnie zmierzyć się z dręczącym mnie niepokojem lub ograniczającą barierą. Widmo pułapki błędnego koła jest przecież bliskie.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane