Felietony

Drugie Dno #2 – Quo vadis, Xenomorphie?

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Ostatnio nie cichnie sprawa przyszłości serii o Obcym. Chodzi oczywiście o obrane przez twórców kierunki dla nowych kontynuacji, czyli wycofanie projektu Blomkampa i postawienie na Scotta. Okazuje się, że rodzi to sporo kontrowersji wśród fanów. Ja postaram się zajrzeć w to nieco głębiej. A zatem, co z tym Obcym?

Zacznijmy jednak od początku.

Oryginalny cykl o Obcym to jeden z bardziej osobliwych tworów w historii filmowego science fiction. Wymiany na stołku reżyserskim zaowocowały tym, że każda z części serii zachowuje odrębność na tle reszty i oddziałuje własną myślą i estetyką. Jednakże ich wspólnym mianownikiem pozostaje wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju kosmiczny potwór, powołany z wizji Hansa Gigera, stanowiący ucieleśnienie najskrytszych lęków człowieka. To w nim, jego tajemniczości, dzikiej bezwzględności oraz nieprzewidywalności osadza się siła tej opowieści. To nie jest zwykła walka dobra ze złem – to potyczka z samym diabłem! A to elektryzowało i elektryzuje do dzisiaj. Kwestią czasu było zatem, kiedy widownia znowu upomni się o Xenomorpha.

178942

Nie pamiętam dokładnego momentu, ale wydaje mi się, że było to w okolicach roku 2008. To wówczas świat po raz pierwszy obiegła informacja, że Ridley Scott przymierza się do realizacji piątej części cyklu. Oczekiwania były ogromne, ponieważ to przecież ten reżyser odpowiadał za powołanie kultowego kosmity do życia, podczas pamiętnej ekspedycji statkiem Nostromo. Problem w tym, że Scott, po kilku słabszych oraz chybionych strzałach, przebywał wówczas na zakręcie swej twórczości i nie był w optymalnej formie. A wieści o tym, jaki ma pomysł na kontynuacje historii Obcego, bynajmniej nie zaszczepiły w fanach optymizmu.

Przeczytaj: 50 PRAWD O PROMETEUSZU 🙂

Co było dalej, każdy wie. Prometeusz z 2012 roku, czyli prequel serii o Obcym, wywołał skrajne emocje. Ja ustawiłem się po stronie zwolenników wizji Scotta i ani na moment nie zmieniłem swojego podejścia. Wiem jednak, że byłem w mniejszości. Wśród zagorzałych fanów dominowały negatywne nastroje – z pieczołowitością wypunktowane zostały aspekty logiki przedstawionych wydarzeń. To z kolei zasiało ziarno wątpliwości. Bo choć sam film swoje zarobił, to jednak producenci mogli nie chcieć pozwolić sobie na ryzyko kontynuowania kontrowersyjnego konceptu Scotta, gdyż nie było pewności, w jakim kierunku podąży. Na ratunek przybył jednak Neill Blomkamp ze swoimi grafikami koncepcyjnymi nowego projektu. W sieci zawrzało.

blomkamp-scott

Trzeba przyznać, że młody reżyser wyjątkowo sprytnie wykorzystał moment na to, by zainteresować twórców swoim pomysłem na sequel Obcego. Jak się jednak okazało, ten także nie ustrzegł się kontrowersji.

Blomkampowi wymarzyło się bowiem, by bezpośrednio kontynuować historię Decydującego starcia, czyli drugiej części serii, autorstwa Jamesa Camerona.

Prócz powrotu starych bohaterów (Ripley, Hicksa i Newt) wiązałoby się to jednak z tym, że skasowane zostałyby wówczas historie z części trzeciej i czwartej. Zostałaby poprowadzona całkowicie alternatywna względem kanonu linia fabularna. Film Blomkampa nie byłby zatem Obcym 5, a… 2.5.

alien-3-and-resurrection-are-nuked-from-orbit-by-neill-blomkamp-s-alien-5-alien-3-brough-435955

A ja wobec takiego podejścia muszę zaprotestować. Po pierwsze dlatego, że Obcego 3 Finchera uważam za sequel wybitny, a w hierarchii serii ustawiam go tuż za wzorcową „jedynką” Scotta. Nie mieści mi się w głowie scenariusz, według którego oficjalnie mielibyśmy uznać wydarzenia przedstawione w filmie albo za nieodbyte, albo za koszmar Ripley. A tak poza tym, to mieliśmy w tym roku przykład tego, ile dobrego przynosi wypinanie się na kanon, za sprawą piątego Terminatora. Twórcy pomieszali tę i tak już skomplikowaną zawiłość czasową obecną w serii do tego stopnia, że nikt nie potrafił podejść do tych propozycji poważnie (co oczywiście nie było jedynym minusem filmu, ale na pewno jednym z kluczowych).

Scott odzyskał zaufanie po (dość zaskakującym) sukcesie Marsjanina i powrócił do gry, popisując się skuteczną interwencją. Pokazał, kto rządzi w materii Obcego. Jako producent wykonawczy filmu Blomkampa miał prawo wstrzymać zapędy młodego twórcy, ale da się odczuć, że zraził tym do siebie część fanów. Według mnie na jego decyzję wpłynęły dwie rzeczy. Po pierwsze, nie wierzy w potencjał historii zaprezentowanej przez południowoafrykańskiego reżysera – czego otwarcie nie powie. Po drugie i ważniejsze – chodzi o względy ambicjonalne. Chce bowiem udowodnić światu, że jego oficjalnie już zapowiedziany Alien: Covenant, czyli początek nowej prequelowej trylogii, jest póki co jedynym właściwym krokiem na wskrzeszenie marki Obcego. (Istotna jest konstrukcja tytułu, a dokładniej, wstawienia do niego słowa Alien – jest to ukłon w stronę fanów i tego, że brakowało im w Prometeuszu wyraźnego powiązania z oryginalną serią o Obcym).

Projekt Blomkampa kolidowałby z wizją Scotta zapewne w każdym calu, począwszy od estetyki, na autonomiczności historii skończywszy.

Nie bez znaczenia pozostaje przecież fakt, że Blomkamp chciał bezpośrednio kontynuować film Camerona, który przecież w momencie powstania był sporym ciosem dla wcześniejszej wizji Scotta. Z minimalistycznego i klaustrofobicznego horroru science fiction film o Obcym przeobraził się w kino akcji. To podzieliło fanów, przez co w wielu kręgach zaczęto uznawać „dwójkę” za część lepszą od pierwowzoru. Nie wiem, w jaki sposób podszedł do tego Scott, zakładam, że potrafił uznać jakość wizji Camerona, ale wyobrażam sobie, że na samym początku mógł poczuć zgrzyt, uzmysławiając sobie, w jak odmienną formę zdołało przeobrazić się jego dziecko, otrzymując przy tym jednocześnie niemały aplauz publiczności. Czy Scott poczuł się zagrożony w momencie gdy Blomkamp wyłożył na stół karty swego pomysłu na sequel? Tego nie wiem, ale zakładam, że jest to możliwe.

A teraz powiem wam, jakie jest według mnie drugie dno tej historii.

Neill Blomkamp Reveals Unofficial ‘Alien’ Project Concept Art - Copy

Tzw. concept art od Neilla Blomkampa

Sytuacja, w jakiej znalazł się Ridley Scott, przypomina mi odwieczny konflikt istniejący pomiędzy nauczycielem a uczniem.

Zwizualizuję wam to w sposób następujący: wyobraźcie sobie starego nauczyciela, który ma zamiar przekazać wyjątkowo ważną naukę swoim uczniom. Jako że mistrz ten jest artystą, a na uczelni wykłada sztukę, na najbliższej lekcji postanawia opowiedzieć o swoim największym dziele, z uwzględnieniem analizy wszystkich tajemnic w nim zawartych oraz nauką poprawnej tego dzieła interpretacji. Zależy mu bowiem na tym, by jego odbiorcy nauczyli się poprawnie czytać treści sztuki i wyciągali z nich uniwersalne wartości. Tymczasem jego uczniowie nie są tym w ogóle zainteresowani, uznając to za męczący bełkot starca. Bardziej pociąga ich bowiem obietnica zajęć plastycznych, które miały odbyć się tuż po wykładzie nauczyciela. Interesuje ich wzięcie sprawy w swoje ręce i samodzielne bawienie się sztuką, bez kurczowego trzymania się zasady, w imię której każde dzieło musi mieć ukryte znaczenie.

Przeczytaj: ISOBAR, czyli o tym jak przez 25 lat pracowano nad plagiatem „Obcego”

Oczywiście tym nauczycielem jest Ridley Scott. Obmyślił sobie, że chce opowiedzieć nam coś bardzo ważnego w kontekście swego najważniejszego dzieła, tłumacząc jednocześnie skąd i dlaczego pojawia się w nim postać Obcego. Ale widownia zdążyła się już zafascynować obietnicą bezkompromisowej rozrywki zaproponowanej przez Blomkampa. Choć wiem, że narobię sobie tym wrogów, to będę jednak stać po stronie Scotta. I nie tylko dlatego, że sam zawodowo zajmuje się między innymi nauczaniem właśnie, przez co blisko mi do perspektywy obranej przez Scotta. Ja po prostu wierzę w szczerość jego intencji. Porwał mnie Prometeuszem i porwie mnie zapewne także nową trylogią, która prawdopodobnie będzie zgrabnym pomostem łączącym wcześniejsze z późniejszym.

prometheusopen

Wychodzi zatem na to, że nim znowu zapolujemy na Xenomorpha w ciasnych korytarzach statku kosmicznego, najpierw dowiemy się o genezie jego gatunku.

Tym samym potwór ten dołączy do panteonu mrocznych gwiazd, gdzie razem z Darthem Vaderem, Hannibalem Lecterem, obdarty zostanie z resztek tajemnicy – czyli pierwiastka najbardziej w nim intrygującego. A to, moi drodzy, jest jedyny argument zwolenników Blomkampa, który potrafię zrozumieć – odsłonięcie maski nie zawsze wychodzi potworowi na dobre. Prawem twórcy jest jednak mówienie w jaki sposób interpretowane powinno być jego dzieło, i w razie potrzeby, interpretację tę zamieniać w nową, plastyczną formę. Nie musimy go wówczas słuchać, ale powinniśmy przynajmniej uznawać jego status quo – on powołał do życia dzieło, on ma prawo pierwszy do niego wrócić i to on w końcu ma też prawo je ostatecznie zepsuć.

[polldaddy poll=9207847]

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane