Drugie Dno #16: Żegnaj, Andy, witaj, Lilly, czyli o błędzie Matriksa | FILM.ORG.PL

Drugie Dno #16: Żegnaj, Andy, witaj, Lilly, czyli o błędzie Matriksa








Jakub Piwoński
15.03.2016


To nie miał być tekst o Wachowskich. Miałem inne plany na szesnastą odsłonę. Ale Andy nie pozostawił mi wyboru. Wszak moje felietony miały być wyrazem emocji, przemyśleń i spostrzeżeń. A tak się składa, że w ubiegłym tygodniu moja uwaga całkowicie zogniskowała się na jednej odważnej deklaracji, swoistym „wyjściu z szafy”. Choć trudno jest mi przejść obok tego obojętnie, jeszcze trudniej jest mi się do tego ustosunkować tak, by brzmiało to rzeczowo. Ogarnia mnie szok, brak mi słów, ale mimo wszystko spróbuję.

Zapewne zdążyliście się już dowiedzieć o tym, że nie ma już „braci Wachowskich” – słynnego reżyserskiego duetu. Wszak określenie to stało się nieaktualne już 2012 roku, tuż po ujawnieniu zmiany płci starszego brata, Larry’ego. Ten, wybierając tożsamość Lany, zmusił cały świat do nazywania Wachowskich mianem rodzeństwa, z braku lepszej opcji. Teraz jednak także drugi z braci, Andy, postanowił dołączyć do swego poprzednika i oznajmić o wielkiej zmianie, jaka nastąpiła w jego życiu. Stał się kobietą, przez co Wachowscy nie są już duetem braci, a sióstr. Czyżby nastąpił błąd w Matriksie?

Generalnie uważam siebie za osobę z otwartym umysłem. Nie patrzę na świat jednowymiarowo. Lubię dociekać i starać się zrozumieć także te zjawiska, które kłócą się z moim postrzeganiem świata. Są jednak rzeczy, które nie śniły się ani mnie, ani nawet filozofom. Metamorfoza Andy’ego Wachowskiego jest z pewnością jedną z nich. Chcę jednak podkreślić, że jest mi daleko do jednoznacznie negatywnej oceny wyborów osób, które po latach konfliktu wewnętrznego decydują się na operacyjną zmianę płci. Przecież współczesna pochwała indywidualizmu daje sposobność do wolnej woli w tym zakresie. Jest to zatem sfera prywatna, którą staram się szanować. Nie zmienia to jednak faktu, że mam prawo nie rozumieć pobudek stojących za taką decyzją. Argumenty naukowe do mnie nie trafiają, idea rozdzielności ciała i tożsamości tym bardziej, gdyż wciąż brak w tym paradygmatu, czegoś co moglibyśmy brać za pewnik. Według mnie jest coś niepokojąco trywialnego w opieraniu kastracji i zabiegów hormonalnych głównie na wewnętrznym przeczuciu pacjenta. Wiem jednak na pewno, że częściej powinno się zaglądać za kulisy w poszukiwaniu źródła problemu, a nie kierować pacjenta na zabieg o tak radykalnym charakterze.

lilly

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ten sposób te osoby są bezkarnie przez medycynę oszukiwane, a co gorsza, narażone na społeczny ostracyzm, gdyż wmawia się im, że nawet jeśli urodziły się mężczyzną, to mogą stać się kobietą, i na odwrót. A to przecież tak jak z kompleksowym tuningiem auta: możemy nawet do malucha podokładać różne elementy z innych, lepszych modeli, ale jego podwozie zawsze zdradzi prawdę. Twór pierwotny pozostanie ten sam, a wszelkie zmiany popchną go tylko w kierunku karykatury samego siebie. Wiem, że jest to metafora mało wyrafinowana, ale nie stać mnie na poetykę lepiej oddającą sens mojego myślenia. Bo rzeczywistość też jest dla mnie bezpardonowa. Niedawno słyszałem o facecie (dorosłym czterdziestoparolatku), który za swoją prawdziwą tożsamość po latach uznał… sześcioletnią dziewczynkę. Rzucił więc rodzinę i znalazł nową, rzecz jasna taką, która mogła go adoptować. Nie wiem jak wy, ale akurat ja nie umiem wyzwolić w sobie empatii na potrzeby zrozumienia tego przypadku. I nie mogę zrobić tego także dla Andy’ego, choć bardzo bym tego chciał. Jest to jednak tylko mój, jakże ortodoksyjny punkt widzenia, oporny wobec postępu, więc nie warto zaprzątać sobie nim głowy.

Ciekawi mnie natomiast, jak metamorfoza Wachowskiego wpłynie na postrzeganie i odbiór twórczości rodzeństwa – zarówno tej przeszłej, jak i przyszłej. Wątpię, aby prywatne życie słynnego duetu mogło wpłynąć na recepcję ich filmów – przynajmniej w moim wypadku. Staram się tego nie łączyć i nie zaglądać twórcom pod spódnicę podczas seansu. Ale nie od dziś wiadomo, że emocjonalność autora dzieła odciska brzemię na ostatecznym kształcie dzieła. Dlatego u Von Triera depresja i społeczne fobie wręcz wylewają się z ekranu. Teraz nadarza się także okazja, by pod tym kątem zbadać filmografię słynnego rodzeństwo. Za przykład weźmy Matriksa – ich bezsprzeczne opus magnum.

lily 2

Darzę ten film szczerą miłością, widziałem go niezliczoną ilość razy, za każdym razem odnajdując w nim nowy podtekst, nowe przesłanie. Najogólniej mówiąc, Matriks to taka postmodernistyczna mikstura religijnych i filozoficznych koncepcji, ubrana w cyberpunkowe szaty. O ukrytych znaczeniach w filmie można wykładać na studiach. Ale najważniejszy motyw jest nawiązaniem do Carrollowskiego przejścia Alicji do magicznego, alternatywnego świata. Neo zdaje sobie sprawę z tego, że postrzegana przez niego rzeczywistość jest tylko nałożoną na oczy iluzją, z której kajdan nie może się uwolnić. Gdy w końcu budzi się ze snu, prawda jest dla niego tak dosłowna i bezwzględna, że przyjmuje na swoje barki mesjańską odpowiedzialność zerwania z dominacją kłamstwa i przywrócenia dawnego porządku.

Z każdym rokiem od premiery interpretacja Matriksa zdawała się być bardziej aktualna, co tylko przemawiało za unikatowością dzieła. Film był dla mnie czytelnym odniesieniem między innymi do kreowanej przez media wizji świata oraz manipulacji, której jesteśmy poddawani od dzieciństwa. Trafia do mnie przesłanie istnienia sił od nas większych, które mogą kontrolować i naginać otoczenie odpowiednio do swoich potrzeb, niczym łyżka trzymana przez małego mnicha w filmie. Ale to jest zaledwie jedna warstwa interpretacyjna. Kolejną dołożyły Lana i Lilly.

1482836

Bo czy przypadkiem nie jest też tak, że głębia Matriksa ma swoją bezpośrednią przyczynę w przeżyciach wewnętrznych duetu reżyserów? Ich bólu i rozdarciu? Przecież motyw przejścia z jednej, zakłamanej rzeczywistości w drugą – prawdziwą i pełniejszą jest niczym innym, jak alegorią transseksualizmu, lub bardziej tego, jak postrzegany jest w oczach osoby nim dotkniętej. Biorąc pod uwagę, że zarówno jeden, jak i drugi brat przez całe swoje życie czuli, jakoby ich ciało było dla nich więzieniem, bardzo łatwo wysnuć wnioski, iż ich najważniejsze dzieło dało im sposobność do upustu tak głęboko skrywanych emocji. To była ich osobista terapia, która najwyraźniej okazała się niewystarczająca.

Zresztą ten swoisty dualizm oraz motyw ponownego odrodzenia się w nowym świecie obecny jest także w kolejnych filmach rodzeństwa. Mówi przecież o tym zarówno Atlas chmur, jak i Jupiter: Intronizacja. Choć jest to materiał na osobną analizę, dowodzi tylko tego, że w twórczości Wachowskich istniał motyw przewodni, płynący nie tyle z fascynacji i pasji, co wewnętrznego bólu. Oni już od tak dawna wołali o pomoc, a my byliśmy na to głusi. Dotychczas myślałem, że Matriks jest dla całego świata i o całym świecie. Teraz wiem, że jest przede wszystkim o ich twórcach i dla ich twórców. I jest to dla mnie zarówno krzepiące, jak i przyprawiające o dreszcze.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Rafał Donica

    Lana ładniejszy.

  • janko

    Rzeczywiście z tej perspektywy można dodać kolejną interpretację ich filmów. Oby chociaż zmiana płci wpłynęła na jakość ich kolejnych dzieł.

  • Artur Gralla

    I kto mowi ze nie zyjemy w matrixie.

  • Idea rozdzielności ciała i tożsamości płciowej nie jest jakimś współczesnym wymysłem, tylko czymś badanym od lat, mającym swoje uzasadnienie biologiczne / medyczne / socjologiczne / psychologiczne. Jeśli ktoś się decyduje na zmianę płci, to nie zakładam, że to jakiś element mody i płytkie wewnętrzne przekonanie o konieczności takiego ruchu, tylko jest to uzasadnione w głębszy sposób, którego zasadności nie powinniśmy oceniać, bo wiele zależy od konkretnych przypadków. Taka decyzja nie krzywdzi nikogo, a jeśli poddany zabiegowi czuje się w nowym ciele wygodnie, jest szczęśliwy i spełniony – to dlaczego w to wątpić, podważać wiarygodność, udowadniać, że jest to zła, niewłaściwa decyzja, „niepokojąco trywialna”?

    Co do interpretacji Matrixa – zgoda, teraz inaczej można spojrzeć na te filmy, ale mnie to w żaden sposób nie przyprawia o dreszcze, a raczej intryguje tą nową, nieoczywistą warstwą interpretacyjną :) Nie wiem jednak, czy to nie nadinterpretacja, bo jednak motyw istnienia równoległych światów wpływających na siebie jest charakterystycznym mykiem w kinie sf (utopiach, dystopiach) i pewnie kilku innych gatunkach (bohater „nabywa” świadomość swojego istnienia w świecie, który nie wygląda tak, jaki się wydawał).

    • Jakub Piwoński

      1. Nigdzie nie napisałem, że idea rozdzielności płciowej jest współczesnym wymysłem. Powiedziałem jedynie, że współczesne warunki, w tym pochwała dla indywidualizmu, sprzyjają jej krzewieniu, a to co innego.
      2. Nigdzie nie napisałem także o modzie, więc albo odpowiadasz na mój felieton, albo… koledze redakcyjnemu z forum wewnętrznego :)
      3. Co do nauki to sprawa nie jest tak czytelna jak ją przedstawiasz. A to dlatego, że fakt istnienia badań nad daną kwestią, nie nobilituje jej do tego, by uznawać ją za wiarygodną. Bo jak mniemam, akurat Ciebie pewnie nie interesują badania kreacjonistów, starających się wyprzeć znaczenie ewolucji, a przecież takowe są prowadzone. Tak jak powiedziałem, nie powstał żaden paradygmat, przyczyny transseksualizmu są domniemaniami, nie są niczym pewnym i rozbijają się miedzy dziedziny jakie wymieniłeś.
      4. Mam prawo do tego, by uznać coś za niejasne, trudne do zrozumienia i „niepokojące trywialne”, gdyż nie muszę przejmować się wynikami ekspertyz, a podejść do tego z punktu widzenia mojego, zdrowego rozsądku. A ten podpowiada mi, że brakuje refleksji nad źródłem problemu. I nikt nie przekona mnie, że transformacja płciowa jest tego problemu rozwiązaniem.
      5. Nowa interpretacja Matrixa jest oczywiście umowna. A o motywie wspomniałem mówiąc o carrolowieskiej Alicji. Oczywiście wiem, że najczęściej obecny jest w antyutopiach, ale Alicja była wcześniej i to do niej bezpośrednio nawiązali bracia w filmie. Nie zmienia to jednak faktu, że twórcy mogli ten motyw właśnie wykorzystać dla własnych potrzeb, bądź poczuli w nim bliskość.

  • bobzielarz

    „Nie zmienia to jednak faktu, że mam prawo nie rozumieć pobudek stojących za taką decyzją.” No i chyba w tym miejscu powinien się skończyć ten tekst. Ciekawa ale zbyt daleko idącą interpretacja – błąd poznawczy. Starasz się odnaleźć nowy wymiar w „Matriksie” przez pryzmat zmiany płci reżyserów, jednocześnie przyznając się do tego, że nie rozumiesz ich decyzji. Nie da się interpretować dzieła (w jakiejkolwiek formie) przez pryzmat doświadczeń, charakteru i osobowości twórcy, z prostej przyczyny, 99,9% widzów, czytelników i słuchaczy nigdy nie pozna swoich idoli czy artystów. Możemy snuć domysły, gdybać, a potem opiniować i oceniać, jednak w konsekwencji będzie to poziom zbliżony raczej do tabloidów niż do rzetelnej wiedzy. Wachowscy mieli swoje pobudki i to powinno się zostawić. Ich tożsamość seksualna nie wpłynie (nie powinna wpływać) w jakikolwiek sposób na odbiór ich filmów, chyba, że sami to przyznają.

  • rags

    Po co na tym portalu są publikowane teksty o tym co jakiś gość myśli o zmianie płci? Gość, który otwarcie w tekście i komentarzu daje przekaz w stylu „eee co tam nauka ja mam zdrowy rozsądek”. Żeby te przemyślenia były coś warte to przydałoby się żeby autor miał porządne wykształcenie w odpowiedniej dziedzinie i kontakt z osobami, które borykają się z opisywanym problemem. A i porównanie do tuningu auta jest żenujące i obraźliwe. No ale czego się spodziewać po „otwartym umyśle”, który twierdzi, że Stany Zjednoczone powinny deportować Murzynów do Afryki po zniesieniu niewolnictwa.

    • Jakub Piwoński

      nadrzędną zasadą felietonów jest wyrażanie subiektywnej opinii. wszak, że tym razem zająłem się bardziej sferą prywatną, niżeli twórczą danego autora, nie powinien kneblować mi ust, gdyż można założyć, że w tym wypadku mogą obie sfery na siebie odziaływać. rozumiem, że według Ciebie portal powinien publikować tylko takie teksty, które zgadzają się z ogólnie przyjętą, popularną wizją świata i wówczas byłoby w porządku?

      I tak na marginesie, nigdzie nie pisałem o wysłaniu Murzynów do Afryki jako konieczność. napisałem jedynie, że to mogłoby być rozwiązanie odpowiednie dla idealnego świata porządku (w myśl zasady, że jeśli kogoś z danego miejsca się uprowadziło, to należy go zawrócić), a taki przecież nie istnieje.

      • rags

        Według mnie portal powinien skupić się na filmie. Na czymś na czym pewnie się bardziej znacie. Czekam na tekst o tym, że ewolucja to tylko teoria. A i niewolnictwo w USA nie trwało kilka lat tylko kilka pokoleń.

  • Śutra

    Jezus Maria, skąd w cis chłopakach takie ciśnienie, aby wypowiadać się na każdy temat? Czegoś nie rozumiesz – masz prawo. Coś budzi twój niepokój – ok, żyjemy w cis-normatywnej, transfobicznej kulturze. Ale IT’S 2016 i edukowanie się w tym temacie nie wymaga stawania na głowie, szperania ze wstydem w encyklopediach, dostępu do zamkniętych list dyskusyjnych. Żyjemy w kraju Ani Grodzkiej, do cholery. Dzisiaj wystarczy poczytać Buzzfeeda, wpisać kilka literek do wyszukiwarki na You Tubie. Nadal coś ci się w głowie nie mieści? Nie musi; na tym polega inność. Nie musisz rozumieć wszystkiego, co dzieje się w głowach innych ludzi. Ale możesz też ocenić swoją uprzywilejowaną sytuację. Możesz zauważyć – to są fakty, sorry – że dopiero w ostatnich latach osoby transpłciowe zyskały możliwość mówienia o SWOICH doświadczeniach (intymnych, czasami bardzo dramatycznych). Wcześniej wypowiadali się o nich głównie ciskolesie – tacy jak ty. Kultura w której wciąż żyjemy, nawet w najbardziej liberalnych zakątkach, pozostaje zasadniczo patriarchalna i zdominowana przez normatywnych płciowo białych mężczyzn. Wobec tego możesz sobie zadać pytanie, hej, czy muszę być kolejnym ciskolesiem, który wypowiada się na temat transpłciowych kobiet, dzieli się swoimi małymi, pierdołowatymi lękami? Co znaczy mój mały dyskomfort wobec ciśnienia, jakie hetero, cis-normatywne społeczeństwo funduje osobom trans? Co właściwie mi te kobiety zrobiły, poza tym że nakręciły filmy, które lubię? Może zamiast dzielić się tymi lękami, powtarzać transfobiczne klisze, powinienem czas potrzebny do napisania tekstu przeznaczyć na coś innego? Skoro już obejrzałem wszystkie fantastyczne wywiady z Laną Wachowski i nadal nic nie kumam, to może powinienem po prostu nic nie pisać na ten temat? Piszesz: „Przecież współczesna pochwała indywidualizmu daje sposobność do wolnej woli w tym zakresie”. Transfobia, której być może nie zauważasz, absolutnie wpisuje się w kult jednostkowego indywidualizmu – który w tym temacie na ogół oznacza indywidualizm cispłciowych mężczyzn, którzy nie przesuną się ani o centymetr, ani nawet nie zamilkną wtedy, kiedy milczenie jest na wagę złota. Czasami warto milczeć, aby nie reprodukować opresyjnej narracji. Ten tekst mógł się zacząć jego ostatnim akapitem, ale indywidualne lęki okazały się ważniejsze od próby jakiejś nowej, empatyzującej interpretacji filmów sióstr Wachowskich. Szkoda.

    • Śutra

      PS. Poza tym totalnie nie kumam ludzi którym dredy Lany Wachowskiej nie masują serduszka. To najmilsza babka w Hollywood, POLECAM YOUTUBA

    • Jakub Piwoński

      Mi nie mieści się w głowie inność Andiego, a Tobie najwyraźniej nie mieści się w głowie to, że mi może nie mieścić się w głowie inność Andiego. Dodatkowo nie mieści Ci się w głowie także to, że ja mogę mieć ochotę podzielenia się z tym ze światem tak, jak podzielił się swoją innością Andie. Kto więc wygrywa?

      • Śutra

        Problem polega na tym, że powielanie opresyjnego dyskursu może mieć wpływ na czyjeś, uwaga, ŻYCIE. Ty sobie wycierasz buzię „wolnością słowa”, tymczasem, uwaga, SŁOWA MOGĄ RANIĆ. Jakbyś się czuł, gdyby ktoś publicznie rozkminiał twoją intymność? Twoje najbardziej prywatne uczucia? I zanim pomasujesz swoje ego poczuciem „niepoprawności politycznej”, zerknij na statystyki dotyczące przemocy, bezdomności, ekonomicznych trudności, z którymi borykają się osoby transpłciowe. I potem się zastanów, czy twoja „wolność ekspresji” nie była po prostu czystą bezmyślnością – albo bucerą.

        • Ljuty

          Nie wyobrażam sobie co opresyjnego może być w tym, że ktoś ośmiela się ze mną nie zgadzać bądź krytykować moje postępowanie. Z krytyką spotyka się każdy człowiek na świecie, niezależnie od jego poglądów i zachowań. Autor artykułu też. Ja też. Nigdy nie poczułem się urażony faktem, że inna osoba ma inne poglądy. Jeżeli te poglądy są wyrażone w kulturalny sposób to przykro mi, ale problem ma ten, kogo to boli, a nie ten kto grzecznie i uprzejmie polemizuje. Zamiast tak płakać nad swoim losem, może warto się zastanowić, czy nie czułbym się lepiej, gdybym miał do siebie większy dystans i potrafił przełknąć (bądź po prostu zignorować) nieprzychylne uwagi pod moim adresem? No i mój ulubiony paradoks w takich sytuacjach: skoro ranię innych nie zgadzając się z nimi, to i inni ranią czyniąc to samo wobec mnie. Więc Ty też stosujesz „opresyjny dyskurs”. To czysta logika.

          PS. Określanie czyichś poglądów mianem „małych, pierdołowatych lęków” jest po prostu chamskie, zanim zarzucisz komuś gruboskórność i brak taktu, zastanów się najpierw nad sobą.

      • Karolina Chymkowska

        Gdyby Lilly Wachowski opublikowała na Twitterze, że jej nową ambicją jest zostać następcą Zodiaka i już przetrenowała to na sąsiadce spod ósemki, też bym się zaniepokoiła. Ale w fakcie, że czuje się kobietą i oznajmia to publicznie, nic niepokojącego nie widzę. Nie spędza mi to snu z powiek, nie dręczy, nijak nie dotyczy. Inność Ci przeszkadza, ale konkretnie – czemu? Czy chodziłeś z Andym co piątek na piwo i dręczy Cię niepokój, że teraz będziesz wychodzić na to piwo z Lilly? Jej życie, jej wybór, jej prywatna sprawa.

        • Jakub Piwoński

          Deino, odpowiem nieco przewrotnie. Biorąc pod uwagę, że rodzeństwo (siostry nie przejdzie mi przez gardło) Wachowskich wciąż pozostaje jednym z moich ulubionych duetów reżyserów, a ich twórczość wywarła na mnie duży wpływ, z dozą umowności mogę uznać, że każdy seans z ich filmem był właśnie jak taki wypad na piwo z przyjacielem. Dlatego spędza mi to sen z powiek i zareagowałem tak emocjonalnie. Zresztą, takie porównanie nawet siliło mi się na usta, ale jednak z niego zrezygnowałem.

          • Karolina Chymkowska

            Ale Ty oglądałeś filmy kręcone przez siostry Wachowskie, po prostu dotąd o tym nie wiedziałeś.

    • Mefisto

      Mnie tylko zastanawia co to znaczy „cis”? To jakaś nowa łatka? Bo ja znam tylko jeden cis – roślinę.

      PS. I żeby nie było, oczywiście kocham wszystkie rośliny i wszystkie cisy – nie jestem plantofobem

  • Ljuty

    Szanowny Autorze! Gratuluję dobrego tesktu i odwagi w wygłaszaniu niepopularnych opinii. I dorzucam od siebie taką obserwację, płynącą z lektury komentarzy: jakoś dziwnie się składa, że osoby, które najgłośniej krzyczą o „otwartości” i „tolerancji”, jednocześnie najbardziej histerycznie reagują na artykuł niezgodny z ich własnym światopoglądem, wprost nawołując do „niewypowiadania się” tudzież wyzywając od „transofobów”. Pozdrawiam!

    • Jakub Piwoński

      Serdeczne dziękuję za słowa uznania.

    • Mefisto

      Dokładnie! Przy tych wszystkich wolnościowych przemianach materii ludzie zapominają o tej najważniejszej: wolności wypowiedzi i słowa, faktu, że nie każdemu musi się wszystko podobać i nie zawsze jest przez to fobem.

      • be

        Dobry pretekst dla ignorancji…

        • Mefisto

          Niekiedy milczenie jest większym jej przejawem :)

    • Darek Woysław

      Alergia na artykuły niezgodne z własnym światopoglądem jest cechą powszechną i niezależną od opcji politycznej :P

    • rags

      Niech autor wypisuje co chce i myśli co chce ale czemu to jest publikowane na stronie o filmach. :D Autor napisał tekst a w komentarzach zetknął się z krytyką i tyle. To samo by było jakby napisał jakąkolwiek recenzję. Zresztą zastanowiłeś się czemu ta opinia jest niepopularna? Może dlatego, że autor porywa się na temat bez wiedzy, doświadczenia i wykształcenia? Bo krytykuje coś co go nie dotyczy? Czy w takiej sytuacji nie byłoby lepiej po prostu nic nie pisać? Ewentualnie zając się porządnie tematem i wrócić do pisania tego tekstu za jakiś czas. Zwróć uwagę jak autor pisze o tej sprawie, np. jakiego porównania użył. Po co Pan Jakub pisze, że szanuje życie prywatne ALE…. albo jak im bardzo współczuje, że nauka ich robi w konia? Przecież to jest bezczelne bo autor wtrąca się w życie tych ludzi, ocenia ich i wyrokuje (bez wiedzy i wykształcenia), że nauka robi tych ludzi w jajko. :) Sam nie rozumiem do końca tych ludzi ale przecież to im się przytrafiło a nie mi. Ci ludzie dużo musieli wycierpieć, operacja im pomaga – ok, to dobrze, że im lepiej. Czemu otwarty umysł autora nie doszedł do takich wniosków zamiast tej śmiesznej krytyki?

      Wchodzę tu po prostu poczytać o filmie a nie o poglądach jakiegoś Pana. Jeśli już przypadkiem trafiam na artykuł tego typu to miło by było gdyby autorem był ktoś kto ma większą wiedzę.

      • Jakub Piwoński

        „Niech autor wypisuje co chce i myśli co chce ale czemu to jest publikowane na stronie o filmach.”
        Dlatego, że tym razem „inność” dotknęła reżysera filmowego i to jednego z moich ulubionych. Okoliczności także są dość zaskakujące, ponieważ owa „inność” wcześniej ujawniła się w jego bracie – jedna, pojedyncza osoba, to jednak co innego jak bracia zmieniający płeć, nieprawdaż? Zaciekawiło mnie to także w kontekście ich twórczości, jakbyś nie doczytał drugiej części felietonu.
        Ciekawi mnie także skąd czerpiesz wiedzę o moim wykształceniu, a raczej jego domniemanym braku? Rozumiem, że według Ciebie mógłbym wypowiadać się na temat transpłciowości tylko w przypadku posiadania doktoratu z gender studies?

        • rags

          Wiedzę nt. Twojego wykształcenia czerpię z tego felietonu i komentarzy. W to, że masz tytuł magistra albo wyżej to nie wątpię ale raczej nie w dziedzinie, która pozwalałaby mi brać Twój tekst za istotną czy sensowną opinię w tym temacie.

          Pal licho wykształcenie. Samo podejście, które ładnie podsumował Grzegorz Fortuna też budzi poważne wątpliwości.

          Nigdzie nie napisałem, że nie możesz się wypowiadać. Wyraziłem tylko wątpliwość co do zasadności wypowiadania się i miejsca publikacji. :)

          • Jakub Piwoński

            Dobrze, na przyszłość będę wiedział, że tylko dyplom określonej uczelni i określonych nauk upoważnia mnie do tego, by powiedzieć o co myślę transseksualistach. Kajam się.

      • Ljuty

        Po pierwsze zupełnie się nie zgadzam z tym, że jak strona jest o filmach, to piszmy na niej tylko o filmach – dla mnie właśnie to jest w X muzie piękne (zresztą dotyczy to chyba każdej dziedziny sztuki, ale kina najbardziej ze względu na jego przystępność i masowość), że oprócz przeżyć czysto estetycznych stanowi też inspirację do dyskusji na wszelkie ważne, życiowe tematy. Po drugie Autor nie wchodzi z butami w prywatne życie Wachowskich – to już zrobili wścibscy dziennikarze (nota bene zachowali się tu jak skończone szmaty), którzy na siłę, drogą szantażu, wymusili na Andym jego coming out – to źle, ale trudno, stało się, mamy prawo oceniać decyzje i zachowania osób publicznych. I po trzecie – kwestia „wiedzy, doświadczenia, wykształcenia”. Kluczowy zarzut. Gdyby choć połowa osób wytykających brak kompetencji Autorowi to byli wykształceni lekarze/biolodzy etc., którzy rzeczywiście się na temacie znają, to pół biedy. Przypuszczam jednak, że nie dotyczy to ani jednej z nich. Nie mamy zatem do czynienia ze sporem niedouczonego prymitywa, który wylewa swoją żółć na forum, ze światłymi znawcami tematu, tylko raczej z dyskusją człowieka, który na każdy temat stara się patrzeć chłodnym okiem i z otwartym umysłem, z ludźmi, którzy wszelkie nowinki naukowe traktują jak religijne dogmaty, zarzucając herezję każdemu, kto śmie wątpić. Biorąc pod uwagę ilość baboli, jakie nauka nam na przestrzeni dziejów dostarczyła – popieram postawę Autora. Na początku XX wieku polecanym przez lekarzy lekarstwem na kaszel była heroina. Rozumiem, że „naukowcy” z tego forum łykaliby ją bez zastrzeżeń? ;)

        • dlaczego traktujesz mnie jako „człowieka, który wszelkie nowinki naukowe traktuje jak religijne dogmaty, zarzucając herezję każdemu, kto śmie wątpić”? Nie fair jest takie ustawianie dyskutujących po dwóch stronach barykady. Otwartość umysłu nie polega przecież tylko na wiecznych wątpliwościach wobec wszystkiego, co nie jest matematycznym paradygmatem, ale też na otwartości wobec wiedzy.

          Gdyby mi ktoś powiedział, że heroina jest dobra na kaszel, a ja – znając badania, doświadczenia, biorąc pod uwagę tysiące argumentów, w tym naukowych, przeciwko heroinie – odrzuciłbym tego typu prawdę, to co, miałbym zamknięty czy otwarty umysł?

  • Johnny Bravo

    Jak można chcieć zostać podróbką brzydkiej baby?

    • Rafał Donica

      Bravo Johnny!

  • Grzegorz Fortuna

    Przyznam, że nie do końca rozumiem to parcie, żeby koniecznie w każdej dziedzinie mieć własne zdanie, tym bardziej, że sam przyznajesz w komentarzach, że bierzesz to na „zdrowy rozsądek” – a to nie jest kwestia, którą można brać na zdrowy rozsądek, bo potrzebna jest tutaj specjalistyczna wiedza medyczno-psychologiczna. Mam wrażenie, że równie dobrze można by na zdrowy rozsądek brać fizykę kwantową albo neurochirurgię.

    Piszesz też, że nie musisz „przejmować się wynikami ekspertyz” (to akurat, sorry, trochę ignoranckie podejście) i że „brakuje refleksji nad źródłem problemu”. I tu mam pytanie – skąd to wiesz? Czytujesz specjalistyczne pisma naukowe lub podręczniki do psychologii? Prowadziłeś rozmowy z lekarzami?

    Nie odbieraj proszę tego komentarza jako atak czy „kneblowanie ust” – ja po prostu jestem ciekaw, skąd taki a nie inny kształt tego tekstu i skąd te wnioski.

    • Jakub Piwoński

      Wytłumacz mi proszę, dlaczego mam opierać się bardziej na wynikach badań, które póki co nie doprowadziły do żadnej konkretnej odpowiedzi, niż na moim własnym rozsądku? Przykład z fizyką kwantową jest o tyle chybiony, że przecież jest to teoria praw, a nie spekulacje łączące wyniki wielu dziedzin. Giertych swój kreacjonistyczny bełkot chce wcisnąć do szkół, łamiąc tym samym etykę naukową, a ty zwracasz mi uwagę, że popełniam jakieś głębokie nadużycie zwykłym, emocjonalnym felietonem? Jeśli ja nie mogę luźno odnosić się do tychże dotychczasowych ustaleń i założeń, wyrażać swoją opinię, która bezpośrednio nikomu krzywdy nie robi (przyznaje się zresztą, nie raz, że mam kłopot z prawidłowym uporządkowaniem sobie tego w głowie) to co w takim razie zrobić z uczuciem mężczyzny, chcącym zostać kobietą, który nie oparł swoich wniosków na żadnej dogłębnej ekspertyzie naukowej i bez tego poszedł pod nóż? Oni mogą iść z prądem własnych przekonań, uznając je za najwłaściwsze, a ja nie?

      I owszem odbieram ten komentarz jako atak, tak samo jak ty odebrałeś mój felieton jako atak. Jest remis.

      • Kuba, kwestie płciowości to nie są „spekulacje łączące wyniki wielu dziedzin”. Czy uważasz seksuologię za bełkot podobny do teorii kreacjonistycznych? Czy uważasz, że np. diagnoza psychiatryczna jest pozbawiona dogłębnej ekspertyzy naukowej? Dlaczego ignorujesz olbrzymi dorobek badań klinicznych związanych z płciowością (trans)?
        Tak, nauka o płciowości człowieka, w tym o transseksualizmie, bazuje na badaniach, eksperymentach, analizie, statystyce itp. Sposób dowodzenia jest inny (bo medycyna to nie fizyka kwantowa), natomiast obie teorie są falsyfikowalne (i obie wciąż się rozwijają).

        • Jakub Piwoński

          „Dlaczego ignorujesz olbrzymi dorobek badań klinicznych związanych z płciowością (trans)?”
          Dlaczego ignoruje? Odpowiedź jest bardzo prosta, po pierwsze dlatego, że fakt istnienia badań nie nobilituje ich wagi, tzn. badania mają zasadność jeśli są zwieńczone wiarygodnym wynikiem, paradygmatem, a w przypadku transseksualizmu póki co zapala się czerwona lampka bo nie ustalono przyczyn tego zaburzenia. Ale nawet jeśli istnieje jakiś nieznany mi dowód, kamień milowy tych badań, to jest jeszcze drugi powód mojej rzekomej ignorancji. Piszę felieton a nie artykuł naukowy, w którym musiałbym wykazywać metodologię. W recenzji wyrażamy emocje w stosunku do dzieła, ja wyraziłem swoje emocje w stosunku do dzieła – człowieka i jego przemiany, i zostałem za to skarcony.

          • wiesz co, ale w naukach społecznych czy w ogóle humanistycznych może istnieć wiele paradygmatów na raz, a np. w medycynie paradygmaty podlegają ewolucji (a nieraz i rewolucji). Co nie znaczy, że nie mają one właściwości naukowych, nie są poparte dowodami i wiarygodnymi wynikami. Każda z nauk ma swoją specyfikę, co nie znaczy, że jedna jest bardziej wiarygodna, a druga mniej – taka psychologia nie ma swojego Einsteina i pewnie nigdy nie będzie miała, czy to znaczy, że jest niewiarygodna? Dlatego wspomniałem o np. badaniach klinicznych i tysiącach publikacji naukowych mówiących o przyczynach zaburzeń, w obrębie których można mówić o paradygmatach. I w tym kontekście mylisz się co do tego, że nie ustalono przyczyn – ależ właśnie to zbadano (i wciąż się bada). Nie ma tutaj znaczących różnic w ocenie „skąd” zaburzenie, jedynie w ocenie jak sobie z nim radzić oraz jak się _powinno_ z nim radzić (a tu już ideologia wchodzi do gry).

            Z emocjami spoko, z felietonem ok (choć na Matrixa nie przestanę raczej patrzeć inaczej, jak na fajnego akcyjniaka sf) ale jeśli odnosisz się w jakiś sposób do dowodów naukowych (albo polityki) to naturalne, że krzyk się podnosi, kupa ludzi staje na baczność :)

          • janko

            Widzę po dyskusji, że członkowie KMF-u i naczelny nie znali tekstu przed opublikowaniem. To norma, że każdy członek KMF-u wrzuca co chce, czy jednak konsultuje i przedstawia wcześniej tekst chociażby naczelnemu?

          • Ale znałem, czytałem i nie widziałem powodów, żeby nie wpuścić felietonu tylko z tego powodu, że porusza kontrowersyjny temat i np. nie zgadzam się z diagnozą / oceną autora. To tak nie działa i się bardzo cieszę z tego powodu, że Kuba napisał bardzo ciekawy tekst, poruszył ważny temat. A że mam inne zdanie? Dopóki dyskusja jest kulturalna, nie ma rzucania błotem, to dlaczego miałbym być przeciw?

          • janko

            Nie sugerowałem, że jesteś przeciw, a felieton i dyskusja jest na poziomie, tylko wyciągnąłem błędny wniosek, że skoro włączyłeś się do dyskusji to nie znałeś tekstu. W każdym razie dzięki za odpowiedź i niech KMF dalej idzie tą drogą:)

          • Jakub Piwoński

            Rafał, przyczyny katastrofy smoleńskiej też zostały zbadane. Cóż z tego, jeśli pojawiła się nowa fala naukowych ekspertyz (o czysto politycznym charakterze). Czy z uwagi na fakt istnienia takich badań, należy teraz mieć się na baczności i ważyć słowa o przyczynach katastrofy? Domyślam się, że w wypadku tych badań jesteś w stanie stwierdzić, że są bezwartościowe jeszcze przed zapoznaniem się z nimi, więc dlaczego nie pozwalasz mi nie być ufnym wobec takiego nagromadzenia informacji (często ze sobą sprzecznych) z zakresu leczenia zaburzeń tożsamości, że nie wynika z nich nic, co moglibyśmy brać za pewnik? :)

          • „naukowa ekspertyza o politycznym charakterze” :)))

          • bobzielarz

            Autorowi felietonu polecam jeden z najlepszych filmów dokumentalnych jaki pojawił się w polskim „youtubie” (odnośnie prawdy i fałszu m.in. w dyskusjach), trwa 1:40 min. ale naprawdę warto. Być może Pan Jakub zrozumie, dlaczego w komentarzach podniósł się rumor. Nie tyle spowodowany mówieniem o niepopularnych ideach czy wartościach, ale głoszeniem populistycznych hasłem, półprawd, okopaniem się na swoim stanowisku i wątpliwym poziomem dyskusji w komentarzach, opartym głównie na emocjach. Proszę tego nie odbierać jako atak na wolność słowa (hehehe, uwielbiam ten argument).

            Zapraszam na film https://www.youtube.com/watch?v=T1vW8YDDCSc

          • Jakub Piwoński

            Akurat tak się składa, że film ten znam. Jestem jednak złym adresatem, ponieważ felietonem tym nie miałem zamiaru tworzyć nowej tezy (która musiałaby być podparta odpowiednimi źródłami), a odwołując się do własnych emocji, nie chciałem tym bardziej manipulować swoim przekazem. Ja po prostu powiedziałem jak odbieram zjawisko (notabene, przez naukę zwane zaburzeniem, więc jeśli chciałbym coś negatywnie konotować, to mógłbym się bardziej postarać), które związane jest twórcą bardzo mi bliskim, a dodatkowo, podzielić się spostrzeżeniem, że przemiana autora mogła (choć wcale nie musiała!) przekładać się na jego twórczość. A dlaczego o tym powiedziałem? Bo mogłem.

        • bla_bla

          O, to to.
          Dodajmy do tego, że zmiana płci to nie jest takie hop-siup.
          Zanim dojdzie do zmiany, osoba musi przejść co najmniej 2 letni test realnego życia.

          „który za swoją prawdziwą tożsamość po latach uznał… sześcioletnią dziewczynkę.”- Autorze, czym innym są zaburzenia identyfikacji płciowej, a czym innym infantylizm seksualny, który jest parafilią.
          Stawianie tych dwóch rzeczy obok siebie jest co najmniej chybione.

          I jeszcze jedna sprawa, Jakubie, piszesz, „tzn. badania mają zasadność jeśli są zwieńczone wiarygodnym wynikiem, paradygmatem”-nie jest to prawda, bardzo się mylisz.

          • Jakub Piwoński

            „czym innym są zaburzenia identyfikacji płciowej, a czym innym infantylizm seksualny, który jest parafilią”

            Bardzo proszę nie robić ze mnie głupca. Przecież to nie jest żadna parafilia, odnosząca się do preferencji seksualnych, a jawne zaburzenie tożsamości! W przypadku Andiego i tego faceta pobudki i rezultat jest ten sam – zmiana płci i nowa rola społeczna. Dlaczego więc nie mogę ich stawiać obok siebie? Bo to zbyt skrajny przykład? No przepraszam, ale dowodzi to ni mniej ni więcej tego, że temat ten jest cholernie złożony i niejednoznaczny, więc należy o nim rozmawiać.

            A co do badań, to taki w zasadzie jest ich cel – by mogły coś udowodnić. Nie wiem w zatem w czym się mylę.

          • bla_bla

            „Przecież to nie jest żadna parafilia, odnosząca się do preferencji seksualnych, a jawne zaburzenie tożsamości!”- ponownie nie masz racji.
            Google, „Infantylizm_parafiliczny_a_funkcjonowanie_bliskich_zwiazkow”, pierwszy wynik.

            „W przypadku Andiego i tego faceta pobudki i rezultat jest ten sam”- nie, nie jest, proszę Cię…
            To jest zupełnie inny przykład, serio nie dostrzegasz tego?

            „to taki w zasadzie jest ich cel – by mogły coś udowodnić”- z tym się zgodzę, ale widzisz różnicę między tym cytatem, a Twoimi wcześniejszymi słowami „tzn. badania mają zasadność jeśli są zwieńczone wiarygodnym wynikiem, paradygmatem” ?

            Mam wrażenie, że implikujesz zasadność i prawdziwość teorii od konkretnych wyników badań, a w psychologii są teorie słabo sprawdzalne/niesprawdzalne, np terapia psychoanalityczna, a jednak stosuje się ją w leczeniu depresji, nerwic, zaburzeń osobowości i odnosi ona sukcesy(rzecz jasna nie jest to już czysta terapia freudowska). Jest sprawdzalna w sensie samopoczucia pacjentów, którzy wyzdrowieli, których jakość życia się poprawiła; to zupełnie inne kryteria sprawdzalności niż np przy fizyce, czy matematyce.

      • Grzegorz Fortuna

        Nie ma remisu, bo ja nie odbieram Twojego tekstu w kategoriach ataku (i nigdzie nie piszę, że popełniasz „głębokie nadużycie”). Odbieram go natomiast jako tekst oparty na błędnym założeniu, że brak jednomyślności wśród lekarzy zwalnia Cię z obowiązku zapoznania się z tematem, o którym piszesz.

        Powtarzasz tezę o braku paradygmatu, ale zapominasz, że w sferze dotyczącej czyichś subiektywnych odczuć (a nie obiektywnych badań empirycznych) takowego paradygmatu być po prostu nie może. Co więcej, jego brak nie powoduje, że temat jest jałową pustynią, o której nic nie wiadomo, bo istnieją najróżniejsze badania, które mogą być bardziej lub mniej przekonujące. Niezależnie od tego – wypadałoby się z nimi zapoznać przed wypowiadaniem się na dany temat, bo na pewno pomogłyby bardziej niż zdrowy rozsądek. Innymi słowy – nie czepiam się Twojego poglądu, ale faktu, że ten pogląd nie jest niczym udokumentowany, a w komentarzach otwarcie piszesz o tym, że nie masz o omawianym temacie pojęcia. Dlatego też, jeśli piszesz, że „brakuje refleksji nad źródłem problemu”, to ja się pytam – skąd to wiesz? Nie odpowiedziałeś na moje pytanie odnośnie lektury tekstów o transseksualizmie, więc zakładam, że się z takowymi nie zapoznałeś. Tymczasem stwierdzenie „brakuje refleksji nad źródłem problemu” nie jest opinią, ale stwierdzeniem pewnego faktu, który może być prawdziwy lub nie.

        Być może moje porównanie do fizyki kwantowej nie było najlepsze na świecie, ale w takim razie sam powinieneś zrezygnować z wrzucania do dyskusji kreacjonizmu, który u swoich podstaw ma konkretną wiarę – a tej nie można przecież ani obalić, ani udowodnić.

        • Jakub Piwoński

          Ale Grzegorzy, to nie jest tak, że ja się z tymi badaniami w ogóle nie zapoznałem. Miałem duże wątpliwości przed napisaniem tego felietonu, bo zdawałem sobie sprawę z Tego, że podstawowym błędem jaki mogę popełnić to mówić o czymś „na gorąco”, bez odpowiedniej wiedzy. Zawodowo także działam w sferze nauki i co nauczyło mnie, że gęby się nie otwiera, jeśli się przynajmniej nie sprawdzi, czy to co chcesz powiedzieć, jest czymś podparte. Mój wstęp do tekstu zdradza tą początkową trudność i zrozumienie dla złożoności tematu.
          Gdy jednak zbadałem (dość pobieżnie, przyznaje) kilka źródeł, uświadomiłem sobie, że po pierwsze badania nad transpłciowością są procesem, którego wynik i konsekwencje pozostają póki co niepewne. Pod tym względem przypomina mi to wiele innych badań, których fakt istnienia, jak już niejednokrotnie mówiłem, nie nobilituje jeszcze ich wagi. Bo do dziś przyczyn wystąpienia takich zaburzeń jednoznacznie nie ustalono, a to akurat dla mnie, było najważniejsze. Dlaczego? Dlatego, że sam jestem osobą, która z pewnych powodów zdana była na medycynę i wiem, że gdybym w pewnym momencie zdecydował się pójść drogą wyznaczoną przez „sprawdzone badania” mogłoby to przynieść mi niepożądane konsekwencje. Biorąc pod uwagę, że istnieje szereg przypadków, w których osoby po transformacji postanawiają wrócić do stanu pierwotnego, gdyż albo sobie nie radzą, albo nie są zadowoleni, pozwoliłem sobie oznajmić, ze według mnie, musi zatem brakować refleksji nad faktycznym źródłem problemu (co mogło zabrzmieć niefortunnie, owszem, bo nie twierdzę, że takich refleksji nie ma, ale że okazują się one słabsze w stosunku do operacyjnego rozwiązania problemu). I wierz mi lub nie, ale cała medycyna działa na tym błędzie. Poza tym, jak również niejednokrotnie wspomniałem, felieton jest formą twórczości konstruowanej na zasadzie subiektywnych odczuć – czyli dokładnie tego samego, co doprowadziło do przemiany u Andiego – i nie muszę w niej zawierać metodologii.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

JUBILEUSZOWY ALFABET DAVIDA CRONENBERGA

Następny tekst

Dwa razy Ford na młodo!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE