Felietony

Człowiek z Szansą

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Jakiś czas temu pisałem, że nie widzę póki co możliwości, aby WB udało się stworzyć spójne, wypełnione herosami uniwersum, coś na modłę komiksów i tego, co Marvel zrobił z „Avengers”. Co nie znaczy, że w DC-WB nie wierzę. 

Nowy zwiastun „The Man of Steel”, w przeciwieństwie do redakcyjnego kolegi Desjudiego, spodobał mi się. Nie wyskoczyłem z majtek, nie postanowiłem je nałożyć na spodnie, jak czynił to przez ponad 70 lat Superman, ale jestem zadowolony. Pierwsza połowa, jak zgrabnie zauważył Des już dawno, przypomina całkiem innego kalibru kino – przygodę odczarowaną, sugerującą rozterki moralne i dużo rozkmin natury etyczno-filozoficznej. I to niby powinna być kontynuacja tej nowej jakości, którą zapoczątkował Christopher Nolan w serii „The Dark Knight”. Poniekąd się zgodzę, ale… hej, ludziska, toż to pieprzony Superman, on lata i strzela oczami!

Historie superbohaterskie to będzie zawsze łubu-dubu, radosny eskapizm zdolności, efektów specjalnych i narracyjnej prostoty – dobra, zło, zakończenie, nagroda, gloria. Wyobraźmy sobie, jak duża musi być potrzeba , aby zawrzeć te elementy, jeśli opowiadamy o herosie najpotężniejszym z potężnych. I tego właśnie oczekuję, bo zbytnie zagłębianie się (tylko pozornie, bo tak naprawdę Ameryki nie odkryto) w rozterki duchowe Człowieka ze Stali wyłożyły „Superman Returns”, bardzo drogie i bardzo senne widowisko w reżyserii Bryana Singera.

„The Man of Steel” ma potencjał na byciem takim filmem, jaki powinien być. W warstwie obyczajowej: sentymentalny, rodzinny, w warstwie akcji: mesjanistyczny i fantastycznonaukowy. Nie rozumiem przebudzenia się fanów ekranizacji komiksowych, którzy mówią, że w końcu czeka nas opowieść na serio o Supermanie, bo to heros śmieszny w swojej wspaniałości. Superman zawsze był serio, jak serio były motywacje Kapitana Ameryki i bardzo serio był obarczony winą za śmierć wujka Spider-man. Superman nie ma problemów i jest niezniszczalny? Przecież to pierwszy komiksowy heros, który zginął, wykrwawiając się na środku ulicy. Że niby Batman jest bardziej kompleksowy, bo mu zabito tatusia i mamusię na jego oczach? Traumatyczne, ale czy o wiele mniej bolesna jest niewiedza co do swojego pochodzenia i odkrycie w końcu, że rodzinna planeta od wielu lat nie istnieje, a kochający przybrani rodzice zmagają się z dylematem – wychowujemy syna czy boga? Że Batman samotny, bo musi się poświęcić misji ratowania ukochanego miasta, więc nie w głowie mu schadzki i harce z damami? Mizogin zwykły. He, wyobraźcie sobie problemy nastolatka, który boi się, że choćby ściskając czyjąś dłoń, może złamać drugiej osobie palce. Nastolatka, który wie, że mimo iż wygląda i zachowuje się jak inni, nigdy taki jak oni nie będzie. I musi się z tym pogodzić.

Na szczęście to wszystko w najnowszym zwiastunie czuć. A jeśli film w drugiej połowie będzie niekończącą się ekspozycją inteligentnie nakręconej i umotywowanej rozwałki, będę pewny – to Superman, na którego fan oryginału komiksowego czeka. Doceniam też dobranie całkiem zwyczajnej pary do głównych ról – Lois Lane, grana przez Amy Adams, nie jest pięknością nad pięknościami, podobnie jak Henry Cavill. Gdzie mu tam do Iana Somerhaldera czy Matta Boomera, którzy byli przymierzani do roli. Oczywiście, przystojny facio, ale bardziej w stylu gwiazdy młodzieżowej drużyny footballowej, a nie wymuskanego pitusia z wybiegu. Gdyby przed-craigowe kanony bondowskie w dalszym ciągu obowiązywałyby, Cavill byłby idealny.
A Wy? Czekacie na nowego Supermana czy dawno postawiliście na tej postaci krzyżyk?

Ostatnio dodane