Znany ze swej paradoksalnej niechęci do science fiction, geniusz tego gatunku Stanisław Lem powiedział kiedyś, że jedynym godnym uwagi twórcą tej literatury jest Philip K. Dick. Można nie podzielać stanowczości osądu krakowskiego Mistrza, lecz bezwzględnie należy zgodzić się z poczesnym miejscem, jakie Dick zajmuje w panteonie literackich sław fantastyki naukowej. Autor "Ubika" nie był co prawda jednym z ojców-założycieli gatunku (jak Verne czy Wells), nie rysował monumentalnych wizji przyszłości (co było specjalnością Stapledona, Asimova, Clarke'a czy van Vogta), jego domeną nie były także opowieści o zacięciu przygodowo-awanturniczym (jak Heinlein, Harrison lub Zelazny). Prywatne obsesje Philipa K. Dicka zaprowadziły go w rejony SF, znane współczesnym fanom gatunku chociażby z "Matrixa". Typowa dla SF rekwizytornia gatunku, zapełniona nieznanymi planetami, podróżami w czasie, robotami i obcymi cywilizacjami, była dla Dicka tłem do rozważań o prawdziwej istocie świata bohaterów swych powieści i opowiadań. Z biegiem lat coraz silniej napędzany narkotykami Dick, stawiał swoim czytelnikom powtarzane w wielu wariantach pytanie o to, co z otaczającej nas rzeczywistości jest prawdziwe, a co jest tylko iluzją, wtłaczaną w nasze otępiałe mózgi przez ciemne siły tego świata. Nie był to co prawda w SF motyw odkrywczy (w latach 50-tych zastosowanie tzw. fantomatyki, obecnie porównywanej do wynalazku wirtualnej rzeczywistości, opisał Stanisław Lem we "Wspomnieniach Ijona Tichego", stanowiących część "Dzienników gwiazdowych"), lecz Philip K. Dick ze zdumiewającą konsekwencją uczynił to głównym tematem swej niezwykłej twórczości. Pod koniec życia (Dick zmarł w 1982 roku) jego zawodowa paranoja zawładnęła nim na dobre - Dick był święcie przekonany że Lem to kryptonim tajnej organizacji komunistycznej, zaś odwiedziwszy plan zdjęciowy "Łowcy androidów" Ridleya Scotta, uważał że Harrison Ford chce go zabić...

Spiskowe teorie dziejów Philipa K. Dicka, bardzo późno zostały zauważone przez świat filmowy. Pierwszą poważną - i do chwili obecnej najznamienitszą - próbą przeniesienia jego obsesji na ekran, był wspomniany "Blade Runner", zainspirowany opowiadaniem "Czy androidy marzą o elektrycznych owcach". Oprócz niego, do chwili obecnej powstało 10 filmów i seriali, bazujących na twórczości Dicka. Były to "Out of this World" (1962 - jeden odcinek tego serialu był adaptacją opowiadania "Impostor"), "Pamięć absolutna" (1990) Paula Verhoevena, "Confessions of a Crap Artist" (1992) Jérôme Boivina, "Drug-Talking and the Arts" (1994) dokument Storma Thorgersona, wykorzystujący wątki opowiadania "A Scanner Darkly", "Tajemnica Syriusza" (1995) Christiana Duguaya wg opowiadania "Second Variety", serial "Total Recall 2070", "Impostor" (2002) Gary Fledera wg opowiadania pod tym samym tytułem, "Raport mniejszości" (2002) Stevena Spielberga, wg opowiadania o tym samym tytule, "Paycheck" (2003) Johna Woo, także wg opowiadania pod tym samym tytułem, oraz druga adaptacja "A Scanner Darkly" (2005). W przyszłym roku ukaże się film pod enigmatycznym tytułem "Next", także na podstawie prozy Dicka.

W 1974 roku amerykański scenarzysta i producent Ronald Shusett nabył prawa do ekranizacji opowiadania Philipa K. Dicka, zatytułowanego "We can remember it for you wholesale" ("Przypomnimy to panu hurtowo"). Bohaterem noweli był skromny urzędnik Douglas Quail, opętany obsesją na punkcie Marsa. Nie mogąc sobie pozwolić na kosztowną podróż, Quail skorzystał z usług firmy Reminiscenter Incorporation, oferującej wszczepianie sztucznych wspomnień. Quail decyduje się na program, w którym będzie tajnym agentem, wysłanym na Marsa. Podczas operacji okazuje się, że jego pamięć została już raz nafaszerowana fałszywymi wspomnieniami, dla zatarcia śladów prawdziwego życia Quaila, który kiedyś naprawdę był tajnym agentem marsjańskim. Opowiadanie wygrywało typowe dickowskie obsesje, związane z niemożliwym do ogarnięcia kryzysem własnej tożsamości i ciągłymi podejrzeniami o iluzoryczność otaczającej rzeczywistości. Podczas pracy nad scenariuszem, Shusett poznał Dana O'Bannona, który właśnie postawił swe pierwsze kroki w branży filmowej, na planie debiutanckiego filmu Johna Carpentera "Dark Star", gdzie był współautorem scenariusza, scenografii, efektów specjalnych oraz zagrał jedną z głównych ról. Shusett i O'Bannon wspólnie napisali pierwszą wersję scenariusza "Total Recall", w oparciu o opowiadanie Dicka, lecz pomysł spotkał się ze zdecydowaną odmową hollywoodzkich wytwórni, ze względu na olbrzymi koszt ekranizacji takiego projektu. O'Bannon i Shusett dali sobie spokój z "Total Recall" i wspólnie rozpoczęli prace nad scenariuszem zatytułowanym "Memory", który kilka lat później podbił ekrany całego świata jako "Obcy - ósmy pasażer Nostromo" Ridleya Scotta (1979).

Uskrzydleni sukcesem "Aliena", Ronald Shusett i Dan O' Bannon nie dawali za wygraną i pukali do drzwi każdego liczącego się producenta. Po kilku latach, wypełnionych ciągłym poprawianiem scenariusza, projektem "Total Recall" w 1981 roku zainteresował się działający w USA włoski producent Dino de Laurentiis. Ten człowiek-legenda amerykańskiej kinematografii wsławił się tym, że budżety produkowanych przez niego filmów były tak spektakularne, jak późniejsze porażki kasowe tychże. Spod ręki de Laurentiisa wyszły takie widowiska jak "Flash Gordon" Mike'a Hodgesa (1980), "Conan barbarzyńca" Johna Miliusa (1981), "Conan niszczyciel" Richarda Fleischera (1984), "Diuna" Davida Lyncha (1984), czy "Czerwona Sonja" ponownie Richarda Fleischera (1985). Oprócz pierwszego "Conana" wszystkie powyższe tytuły (produkowane za horrendalne wówczas sumy, idące w dziesiątki milionów dolarów za film), poległy kasowo i przyczyniły się do bankructwa rozrzutnego producenta w 1987 roku. Plajta zbiegła się niestety z pracami przygotowawczymi nad "Total Recall". Kapryśny Dino de Laurentiis zmieniał planowanych reżyserów jak rękawiczki. Po kolei, w atmosferze wielkich kłótni, odpadali David Cronenberg, Richard Rush i Bruce Beresford. Główną rolę mieli objąć Patrick Swayze, Jeff Bridges lub Richard Dreyfuss. De Laurentiis nie widział w tej roli Arnolda Schwarzeneggera (który już od 1984 roku znał scenariusz "Total Recall"), pomimo znajomości z aktorem, wyniesionej z produkcji obu "Conanów" i "Czerwonej Sonji". Arnie nie dał za wygraną. Po wycofaniu się de Laurentiisa, Schwarzenegger w nadziei na zagranie w kolejnym kasowym przeboju, namówił Mario Kassara (producenta filmów z serii "Rambo") na odkupienie praw do ekranizacji "Total Recall". Projekt został uratowany i skierowany do przedprodukcji.

Mając na pokładzie pewną lokomotywę promocyjną w postaci Arnolda, Dan O'Bannon i Ron Shusett, przy pomocy trzeciego scenarzysty Gary'ego Goldmana, dokonali kolejnych zmian w skrypcie. Główny bohater ze skromnego urzędasa został zamieniony w osiłkowatego robotnika budowlanego, bardziej pasującego do fizyczności Austriackiego Dęba. Pociągnęło to za sobą oczywiste rewizje scenariusza, dotyczące przede wszystkim sekwencji akcji, w których Arnie mógł dokonać tego, za co widownia go uwielbiała od czasu "Conanów", "Terminatora" i "Predatora". Do realizacji zatwierdzono bodajże 40 wersję powstającego od kilkunastu lat scenariusza. Ze względów politycznych zmieniono nieco także nazwisko głównego bohatera. Arnold Schwarzenegger już wtedy bardzo aktywnie działał u boku ówczesnego prezydenta USA, George'a Busha. Wiceprezydentem był natomiast Dan Quayle. Aby uniknąć niepotrzebnych scysji z Białym Domem (politycy to specyficzna - w naszym kraju patologiczna - odmiana ludzkości, pozbawiona poczucia humoru, czyli umiejętności śmiania się z samych siebie), wynikających z fonetycznego podobieństwa Quail - Quayle, głównego bohatera przechrzczono na Quaida. Pozostało obsadzenie stołka reżyserskiego.

Pytanie za 100 punktów - kto nadaje się do wyreżyserowania krwawego, na wskroś amerykańskiego superwidowiska SF? Odpowiedź - europejski reżyser z dorobkiem artystycznym. Hollywoodzcy producenci właściwie od zawsze eksperymentowali z zatrudnianiem artystów ze Starego Świata - wystarczy wspomnieć Chaplina, Langa, Hitchcocka, Formana, Polańskiego czy Scotta (wyjątkiem potwierdzającym tę regułę był Kubrick, który wykonał odwrotną emigrację). W 1985 roku holenderski reżyser Paul Verhoeven otrzymał szansę zza oceanu, którą przekuł w sukces dramatu przygodowego, osadzonego w realiach XVI-wiecznej Europy "Ciało i krew" z Jennifer Jason Leigh i swym ulubionym aktorem, rodakiem Rutgerem Hauerem. Dwa lata później nieoczekiwanie otrzymał propozycję wyreżyserowania "Robocopa". Ta komiksowa opowieść SF, przypadła mu do gustu tylko ze względu na olbrzymi ładunek przemocy, rozsadzający scenariusz Eda Neumeiera i Michaela Minera. Po spektakularnym sukcesie filmu o opancerzonym stróżu prawa z Detroit, Verhoeven wbrew swoim aspiracjom, został uznany za fachowca w gatunku SF, którego przecież nie znosił i którego kompletnie nie rozumiał przed realizacją "Robocopa". Tak czy inaczej, Paul Verhoeven został upatrzony przez Arnolda Schwarzeneggera, na idealnego reżysera "Total Recall". Zdjęcia do filmu rozpoczęto w marcu 1989 roku w Meksyku.


Realizacja

Efekty specjalne


Lista płac



Klub Miłośników Filmu, 2005.03.28
Autor analizy: Adrian Szczypiński - ADI