Pierwotne plany aż pięciu filmów z Jonesem mocno stopniały po umiarkowanym sukcesie "Świątyni Zagłady". Już w 1985 roku Lucas zdecydował, że trzeci film z serii będzie tym ostatnim (też nie dotrzymał słowa, ale to już inna para kaloszy). A lekarstwem na czarną polewkę bogini Kali miał być powrót do estetyki "Poszukiwaczy zaginionej arki". Także Spielberg chciał zmyć z siebie złe wrażenie po drugim filmie i pociągnąć trzecią, obiecaną Lucasowi część, w pozytywnie sprawdzonym kierunku. No i spodobał mu się pomysł skrócenia sagi do trzech części. Po zagwarantowaniu sobie udziału Forda i Spielberga, George Lucas zaczął się zastanawiać nad powodem kolejnego puszczenia Indiany Jonesa w świat. Pierwszym z pomysłów na scenariusz były dzieci w nawiedzonym przez duchy zamczysku, ale to zbyt przypominało "Świątynię Zagłady". Potem Lucas zaproponował Świętego Graala, ale Spielberg uznał, że współczesne Jonesowi poszukiwania legendarnego artefaktu nie będą pasować do konwencji, w której Jones powinien raczej uganiać się za bardziej realnymi przedmiotami. Tak więc, pomimo faktu Ostatniej Wieczerzy, podczas której Jezus pił z Graala, a po ukrzyżowaniu do tego naczynia zbierano krew Chrystusa, przetrwanie Graala do XX wieku opierało się na dotychczas niesprawdzalnej historycznie legendzie arturiańskiej, należącej do sfery symbolu i mitu. Poza tym Spielberg nie miał zamiaru pakować się w tematykę tak skutecznie obśmianą przez Monty Pythona. Jak widać, twórcy nie chcieli szafować artefaktami chrześcijańskimi za wszelką cenę. Ale zamiast tego Lucas znowu poszedł w egzotykę, tym razem afrykańską, gdzie chciał umieścić niejakiego Małpiego Króla. George Lucas, Frank Marshall i Kathleen Kennedy wybrali się na Czarny Ląd w poszukiwaniu plenerów. Zaangażowany do napisania scenariusza Chris Columbus był zachwycony i tryskał pomysłami, które zawarł w kilku kolejnych wersjach skryptu. Lecz Spielbergowi nie uśmiechała się perspektywa kilku miesięcy zdjęć w uciążliwym klimacie. Reżyser odwiódł producenta od ciągania tyłków po Afryce, choć chwalił pomysłowość dowcipnego scenariusza Columbusa.

George Lucas wrócił do Graala i wpadł na pomysł, jak przenieść artefakt w nasze czasy. Wystarczyło, aby jakiś tajemniczy właściciel albo też strażnik Graala napił się z niego, by zyskać nieśmiertelność. Czarnymi charakterami znów uczyniono nazistów. Spielberg kupił ten patent, ale zażądał czegoś więcej. Patrząc na swe najnowsze produkcje, Lucas i Spielberg znaleźli brakujący element. A tymi "produkcjami" były ich własne dzieci. Co prawda koncepcja Indiany włóczącego się po świecie z gromadką bobasów i żoną doczepioną do garkuchni odpadała, ale idąc rodzinnym tropem dodano Jonesowi ojca. Poszukiwanie Graala było jednocześnie symbolicznym odkopywaniem prawdy o sobie i własnych korzeniach, nad którymi Indiana wcześniej się nie pochylał. Spielberg zatrudnił scenarzystę Menno Meyjesa, z którym pracował przy "Kolorze purpury". Pierwsza wersja scenariusza Meyjesa nie spełniła oczekiwań. Na początku 1987 roku twórcy zwrócili się więc do Jeffreya Boama, który miał już na koncie scenariusz do produkowanej przez Spielberga komedii SF "Innerspace" (Boam napisał później także scenariusze 2. i 3. "Zabójczej broni"). Otrzaskany z poprzednimi filmami o Jonesie, scenarzysta najpierw zapytał dlaczego nie przyszli do niego wcześniej, bo on od dawna miał patent na to, jak dodać nieco psychologicznej głębi do jednowymiarowej fizyczności Indiany Jonesa. Jeffrey Boam otrzymał kilka żelaznych wytycznych (powrót Sallaha i Brody'ego, dodanie Jonesa seniora, silna kobieta u boku Indiany), na których osnuł intrygę. Nie miał tylko pomysłu na efektowny wstęp, ponieważ, jak stwierdził, poprzednie filmy wyczerpały potencjał tkwiący w prologach i nie zostało nic do dodania. Początek filmu, zawierający epizod z młodości Jonesa, wymyślił więc Lucas, co było znakomitym zaczynem późniejszego serialu "Przygody młodego Indiany Jonesa". Spielberg nie był zbyt szczęśliwy, bo właśnie ukończył "Imperium słońca" z nastoletnim Christianem Bale'em i miał dość reżyserowania dzieci, ale ostatecznie się zgodził. Budżet zamknął się kwotą niecałych 50 mln dolarów. Tyle samo kosztowała, powstała w tym samym czasie, "Otchłań" Jamesa Camerona.



Realizacja

Efekty specjalne


Sceny wycięte

Lista płac



Klub Miłośników Filmu, 2008.02.01
Autor analizy: Adrian Szczypiński - ADI