Początki karier Stevena Spielberga i George'a Lucasa przebiegały podobnie. W latach 60. obaj kręcili pierwsze młodzieńcze filmiki. Na przełomie dekad Spielberg zaczął pracę w telewizyjnym oddziale Universalu, a Lucas dostał się pod skrzydła Coppoli. Obaj znali się tylko przelotnie. W 1971 roku równolegle zadebiutowali - Spielberg sensacyjnym "Pojedynkiem na szosie", a Lucas mrocznym SF "THX-1138". Wówczas, chwaląc nawzajem własne debiuty, poznali się bliżej. Młodzi reżyserzy dołączyli do grona filmowców (Milius, De Palma, Scorsese, Schrader, Hooper, Mazursky, Bogdanovich, Malick), którzy za kilka lat mieli zawładnąć Hollywoodem pod duchowym przewodnictwem Francisa Forda Coppoli, wówczas wyniesionego na piedestał za "Ojca chrzestnego".

W trakcie realizacji "Amerykańskiego graffiti", George Lucas wpadł na pomysł pełnometrażowego filmu kinowego o Flashu Gordonie. Przyszedł z tym do Neda Tannena z Universalu, który propozycję zdecydowanie odrzucił. Wówczas Lucas poszedł ze swoim pomysłem do szefa 20th Century Fox, Alana Ladda, dołączając do scenariusza swój najnowszy projekt "Gwiezdne wojny". Z ekranizacji komiksów Alexa Raymonda nic nie wyszło, a pomysł "Gwiezdnych wojen" został również odrzucony, jako kompletnie niezrozumiały. Po premierze "American Graffiti" (1973) sytuacja się zmieniła. Fox przystał na kosmiczny pomysł Lucasa, lecz tylko z powodu chęci pracy z nowym i rokującym nadzieje talentem Hollywoodu. Kolejne cztery lata były dla Lucasa dopustem bożym. Nikt nie wierzył nie tyle w powodzenie "Gwiezdnych wojen", co w samo ukończenie filmu, na który waliły się wszelkie możliwe nieszczęścia.

Steven Spielberg w tym samym czasie konsekwentnie wypracowywał sobie markę hollywoodzkiego Midasa. Po "Pojedynku na szosie" zrealizował dramat sensacyjny "Sugarland Express" (1974), który nie zyskał entuzjastycznych opinii. Te nadeszły rok później, wraz z premierą legendarnych "Szczęk" (choć Spielbergowi marzyła się reżyseria kolejnego Bonda; wówczas jednak tylko brytyjscy reżyserzy dostępowali tego przywileju). Choć produkcja filmu lądowała w dramatycznych opałach, efekt finalny napędził stracha całemu światu, a kasom biletowym góry pieniędzy, jakich Fabryka Snów jeszcze nie widziała. Okrzyczany geniuszem Spielberg zabrał się za realizację swych młodzieńczych marzeń w "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia".

Jeszcze w 1973 roku, oglądając stare seriale awanturniczo-przygodowe z lat 40., Lucas pomyślał sobie o współczesnej reinkarnacji tego typu opowieści, z postacią walczącego z nazistami archeologa w roli głównej. Dwa lata później podzielił się tą myślą z Philipem Kaufmanem, osiem lat starszym reżyserem i scenarzystą. Jako oś scenariusza, Kaufman zaproponował odkrytą w Egipcie przez nazistów biblijną Arkę Przymierza, o którą będzie walczył główny bohater. Lucas zaproponował Kaufmanowi współudział w projekcie, lecz ten odmówił, skupiając się na własnych scenariuszach.

25 maja 1977 roku, w dniu premiery "Gwiezdnych wojen", George Lucas wraz z żoną Marcią (współmontażystką "Star Wars") przebywali na hawajskiej wyspie Maui. Nie chcieli być świadkami przewidywanej przez siebie katastrofy "Gwiezdnych wojen". W tym samym czasie Steven Spielberg i jegó ówczesna miłość Amy Irving zrobili sobie tydzień wolnego od prac postprodukcyjnych na planie "Bliskich spotkań trzeciego stopnia" i również polecieli na Hawaje. Uskrzydlony nieoczekiwanym dla siebie triumfem "Gwiezdnych wojen", podczas lepienia domków z piasku Lucas przedstawił Spielbergowi swój pomysł na przygodowe widowisko z archeologiem, szukającym Arki Przymierza.

Rok później obaj panowie dogadali wstępne szczegóły produkcji, spisali umowę na kartce papieru wyrwanej z zeszytu i rozesłali do wszystkich wielkich wytwórni. Warunki produkcji były niczym uderzenie z otwartej dłoni w twarz, ponieważ Lucas i Spielberg, rezerwując dla LucasFilmu 40% praw, zażądali 20 mln dolców budżetu, 1,5 mln honorarium dla Spielberga, 4 mln honorarium dla Lucasa i niemal 50% od zysków, cedując jednocześnie koszty dystrybucji na wytwórnię. Słowem rozbój w biały dzień, tyle, że obietnica wielkich pieniędzy pochodziła od przyjacielskiego tandemu najbardziej kasowych twórców Hollywoodu. Na propozycję odpowiedział tylko Michael Eisner z Paramountu. Nie zrażała go perepektywa zarabiania na filmie dopiero w momencie przekroczenia 60 mln dolarów wpływów (mniej więcej tyle miały stanowić koszty, poniesione wobec filmu i jego twórców). Finansiści Paramountu zmodyfikowali nieco na swoją korzyść warunki umowy i doszli do porozumienia z Lucasem i Spielbergiem, który miał zabrać się za reżyserię "Poszukiwaczy zaginionej arki" zaraz po ukończeniu prac nad komedią wojenną "1941".



Realizacja

Efekty specjalne


Sceny wycięte

Lista płac



Klub Miłośników Filmu, 2007.04.28
Autor analizy: Adrian Szczypiński - ADI