Patrząc przez lornetkę na Księżyc, każdego pasjonata astronomii zachwyci surowe piękno jego powierzchni, usianej niezliczoną ilością kraterów meteorytowych. Abstrahując od wrażeń estetycznych, pamiętać trzeba, że jest to świadectwo 4 mld lat uderzeń mniejszych i większych okruchów skalnych i lodowych, o jego nie osłoniętą atmosferą powierzchnię. Ot, kosmiczna codzienność. Nasza planeta także nosi na sobie dowody przypadkowych spotkań z innymi, swobodnie podróżujacymi ciałami niebieskimi. Ziemia od początku swego istnienia jest bezustannie bombardowana kosmicznymi obiektami, z których te najmniejsze, czyli meteory, zostają spalone po wejściu w atmosferę. Część z nich dociera jednak na powierzchnię, tworząc w niej malownicze kratery meteorytowe. Porównanie wielkości meteorytów w stosunku do rozmiarów Ziemi, może być jednak bardzo mylące. 65 mln lat temu, kosmiczna skała o średnicy zaledwie 10 km, która uderzyła w okolicach półwyspu Jukatan na terenie dzisiejszego Meksyku, spowodowała największą katastrofę w historii naszej planety. Siła uderzenia wywołała niszczącą wszystko na swej drodze falę ognia i wzbiłą w niebo miliony ton ziemi, które odcięły na klika lat dopływ promieni słonecznych do naszej planety. Będący w pełni rozkwitu ekosystem z władającymi od kilku milionów lat naszą planetą dinozaurami, obrócił się w perzynę, spowodował zagładę wielkich gadów, większości roślinności i 40% pozostałych gatunków zwierząt. Dzięki temu kosmicznemu zbiegowi okoliczności, przetrwały tylko najmniejsze zwierzęta, co doprowadziło do rozprzestrzenienia się populacji ssaków i ostatecznie do powstania gatunku homo sapiens.

Fantastyka naukowa wiele razy brała na warsztat zagadnienie pt "Co by było, gdyby meteoryt nie uderzył?" Może teraz Ziemią władałyby myślące dinozauroidy? Czy ewolucja potoczyłaby się w kierunku istot rozumnych, lub odwrotnie - może Ziemia nadal czekałaby na narodziny inteligencji? Jest w tym wszystkim jednak jakaś niewyobrażalnie absurdalna ironia - pole do popisu dla wyobraźni, wzniosłych rozważań filozoficznych czy teologicznych, w gruncie rzeczy ciągle odnosi się do nic nie znaczącego w skali Wszechświata wydarzenia. Ludzkość wraz ze swą przebogatą historią, otrzymała ewolucyjną szansę w wyniku przypadkowego przecięcia się trajektorii Ziemi ze swobodnie poruszającym się kosmicznym okruchem... Autorzy filmowej fantastyki kilka razy próbowali zmierzyć się z tym, wciąż aktualnym zagrożeniem. A gdyby teraz, w czasach obecnych, w dobie gwałtownego rozwoju naukowo-technicznego ludzkości, wydarzyłaby się podobna katastrofa? Czy podzielone wojnami i walką o strefy wpływów państwa, byłby zdolne do znalezienia choćby cienia szansy obrony przed niepożądaną wizytą z głębin Układu Słonecznego? Czy zapatrzeni na swe małe problemy, bylibyśmy w stanie spojrzeć w górę i ponad podziałami spróbować obronić się przed zagrożeniem ostatecznym, choć na pozór tak rzadkim, że aż nierealnym?

Po zakończeniu zdjęć do "Twierdzy", nie wierząc w specjalnie wielki sukces opowieści o walce w Alcatraz, Michael Bay podpisał kontrakt na dwa filmy z Walt Disney Studios. Niestety wytwórnia nie dysponowała żadnym scenariuszem, godnym zainteresowania Baya. Taka sama sytuacja spotkała reżysera w biurze Jerry'ego Bruckheimera, producenta "Twierdzy", "Top Gun" i wielu innych przebojów kina akcji. Z pomocą przyszedł scenarzysta Jonathan Hensleigh ("Szklana pułapka 3", anonimowo poprawiał także skrypt "Twierdzy"), zaproponowawszy Bayowi scenariusz przygodowego filmu akcji z elementami SF, o akcji ratunkowej, mającej na celu uratowanie Ziemi przed olbrzymią asteroidą. Główne zdjęcia do "Armageddonu" rozpoczęto pod koniec sierpnia 1997 roku.



Realizacja

Efekty specjalne


Wersja reżyserska

Sceny wycięte


Lista płac



Klub Miłośników Filmu, 2005.02.28
Autor analizy: Adrian Szczypiński - ADI