"Obcy 3" wydawał się definitywnym zakończeniem sagi. Z samobójczą śmiercią Ripley wreszcie przerwano łańcuch przyczynowo-skutkowy, na którym zasadzały się pomysły kolejnych sequeli arcydzieła Ridleya Scotta. Za zakończeniem filmu Davida Finchera stała także sama Sigourney Weaver, mająca świadomość tego, kiedy przestać, by saga o Obcym nie zaczęła przypominać autoparodii. W końcu ile razy można robić to samo i za każdym razem liczyć na poważne przyjęcie filmu przez widzów (zaprzysięgli fanatycy i tak łykną wszystko...). W 1986 roku polski dystrybutor "Aliens" myślał że to koniec i opatrzył film polskim podtytułem "decydujące starcie". Tego samego zdania była odtwórczyni roli Ripley, kiedy w 1992 roku żegnała się z kosmicznym drapieżnikiem. Lecz prawa rynku, dzięki którym sztuka filmowa w USA stała się potężnym przemysłem, dyktują własne warunki. Nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Po wyróżnionym nominacją do Oscara scenariuszem "Toy Story", jego współautor Joss Whedon otrzymał propozycję od szefów 20th Century Fox, dotyczącą wynalezienia sposobu na powrót por. Ripley na ekran w czwartym filmie z serii "Obcy". W połowie lat 90. bardzo popularnym tematem społeczno-naukowym stało się klonowanie. Joss Whedon poszedł tym tropem i wymyślił naukowców, którzy korzystając z próbek krwi Ripley z bazy na Fiorinie, dopuścili się eksperymentu klonowania jej osoby. Pomysł został zaakceptowany i przedstawiony szefom Brandywine, firmy która bezpośrednio odpowiadała za produkcję wszystkich poprzednich filmów o Obcym. David Giler i Walter Hill z początku nie byli zachwyceni, uważając że tak naciągany punkt wyjścia jest absurdalny i położy się cieniem na poprzednich filmach. Sigourney Weaver również nie podzielała entuzjazmu szefów Foxa. Lecz Joss Whedon miał w zanadrzu asa atutowego, w postaci zbliżenia do siebie Obcego i Ripley w stopniu nieporównywalnym z poprzednimi filmami. Otóż krew Ripley pobrana przez Clemensa w trzecim filmie, zawierała połączone geny jej i Obcego. To pozwoliło na zbudowanie postaci Ripley właściwie od nowa, gdyż bohaterka miała nie tylko przejawiać cechy przynależne obu postaciom, ale także stanowić matkę dla wydobytej z jej ciała Królowej, która da życie kolejnym zastępom obcych. Na to wszystko Joss Whedon nałożył problemy emocjonalne sklonowanej Ripley, która miała co prawda wyglądać jak jej pierwowzór, lecz aby stawić czoło niebezpieczeństwom, musiała się nauczyć wszystkiego, co charakteryzowało "oryginalną" Ripley. Szefostwu Brandywine i samej Weaver tak nowatorskie podejście bardzo się spodobało. Pierwotna wersja scenariusza różniła się tylko w mniej znaczących szczegółach od tego, na podstawie którego kręcono film.

Seria o Obcym zawdzięcza swoją wielkość młodym, stojącym u progu swych karier, pełnym plastycznej inwencji reżyserom, którzy ryzykując podejmowanie tematu po poprzednikach, potrafili nadać swoim filmom indywidualny rys, paradoksalnie przekładający się na spójny wizerunek całej sagi. Ridley Scott wykorzystał scenerię Nostromo do zbudowania perfekcyjnego horroru, James Cameron za pomocą ostrej amunicji rozwiał duszny klimat pierwowzoru, a David Fincher powrócił do poetyki oryginału i nakręcił najbardziej mroczną część serii. Czwarta odsłona jawiła się jako swoiste podsumowanie tematu, gdzie będzie miejsce zarówno na budowanie atmosfery grozy i osaczenia, jak i znajdzie się czas dla batalistycznych sekwencji akcji. Stołek reżyserski czekał na człowieka, zdolnego udźwignąć legendę poprzednich filmów i dysponującego oryginalną wyobraźnią plastyczną. Pierwotnym kandydatem na reżysera czwartej części "Obcego" był Danny Boyle, opromieniony sławą ponurego dramatu narkotycznego "Trainspotting". Lecz jego kandydatura poszła w odstawkę, podobnie jak osoba Davida Cronenberga, kiedy producenci wykonali kilka telefonów do Paryża.

Jean-Pierre Jeunet to jeden z najbardziej oryginalnych twórców kina francuskiego. Do spółki z podobnym mu wizjonerem Markiem Caro, Jeunet stworzył postapokaliptyczną opowieść o swojskich kanibalach "Delikatesy", oraz oniryczną baśń "Miasto zaginionych dzieci". Po tych filmach drogi obu twórców się rozeszły. Marc Caro chciał nadal realizować mroczne filmy fantastyczne, zaś Jeuneta ciągnęło w kierunku cieplejszych opowieści o ludziach. W trakcie pisania scenariusza "Amelii", Jean-Pierre Jeunet otrzymał propozycję z Hollywood. Po przybyciu do L.A., nie posiadając się ze zdumienia, zapytał dlaczego propozycję wyreżyserowania czwartej części "Obcego" zechciano powierzyć właśnie jemu - osobie, która nie ma najmniejszej ochoty realizować sequela, wg cudzego scenariusza i to poza granicami Francji. Tymczasem dokładnie takiego podejścia ze strony Jeuneta spodziewali się producenci sagi (czego by nie mówić, nieprzewidywalni jak kobiety...). Decydenci z Foxa i Brandywine oczekiwali po Jeunecie nasycenia filmu jego oryginalną wyobraźnią i niespotykanymi wśród twórców amerykańskich, ożywczymi pomysłami. Duże znaczenie miało także otrzaskanie Jeuneta z nowoczesnymi efektami wizualnymi (w przeciwieństwie do języka angielskiego, którego Jeunet doraźnie nauczył się właściwie na planie). Francuski reżyser bardzo trzeźwo podszedł do realizacji filmu, zdając sobie sprawę, że jest tylko wynajętym zawodowcem, który ma do wykonania zadanie, porównywalne z nakręceniem reklamówki. Bardzo długiej reklamówki. Fox w całości decydował o pieniądzach i logistycznej stronie przedsięwzięcia, zaś Jeunetowi pozwolono na stosunkowo spory margines twórczej swobody, ograniczanej widełkami budżetowymi. Zdjęcia rozpoczęto 19 listopada 1996 roku w halach zdjęciowych 20th Century Fox w Los Angeles, z budżetem ok. 70 mln dolarów. Honorarium dla Sigourney Weaver wyniosło 11 mln, czyli mniej więcej tyle, ile kosztowała produkcja całego pierwowzoru Ridleya Scotta.



Realizacja

Efekty specjalne


Special Edition

Lista płac



Klub Miłośników Filmu, 2006.11.30
Autor analizy: Adrian Szczypiński - ADI




comments powered by Disqus