"2001: Odyseja Kosmiczna" na dziesięciolecia wyznaczyła standardy dla poważnych widowisk SF. Wielu twórców filmowych stawiało sobie arcydzieło Kubricka za wzór pod wieloma względami, lecz nikt (nawet twórcy sequela "2010") nie próbował nawet dosięgnąć szczytu sztuki filmowej, zaprezentowanego w "Odysei...". James Cameron natomiast założył sobie, że nakręci film, który dla filmów podwodnych będzie tym, czym "2001: Odyseja Kosmiczna" była dla gatunku science fiction.

Cameron w poprzednich filmach straszył na Ziemi ("Terminator") i w kosmosie ("Obcy - decydujące starcie"), przyszedł więc czas na podmorskie głębiny, lecz w zupełnie innym stylu, niż miało to miejsce w jego żenującym debiucie fabularnym "Piranie II. Latający mordercy" (1981). Pomysł na umieszczenie pozaludzkiej inteligencji w nagłębszych morskich otchłaniach nasunął się Cameronowi poprzez rozwiniętą wiele lat później w dokumencie 3D "Aliens of the Deep" analogię, że być może domniemani kosmici przybywają z planet, gdzie podobnie jak w morskich głębinach, również panuje bardzo wysokie ciśnienie. Planowany film jawił się jako niezwykłe połączenie dramatu, widowiska sensacyjnego i niecodziennej wizji science fiction. Wytwórnia 20th Century Fox początkowo uznała za niemożliwą realizację filmu, w którym udział zdjęć podwodnych miał wynosić aż 40%. Ale James Cameron miał za sobą wyniki kasowe "Terminatora" i "Aliens", żonę-producentkę Gale Anne Hurd, przygotowanie naukowe (Cameron jest fizykiem z wykształcenia i maniakiem techniki z zamiłowania) oraz Ala Giddingsa, wybitnego specjalistę od podwodnej pracy z kamerą.

Przypatrując się twórczości Jamesa Camerona łatwo zauważyć, że głównym tematem jego filmów jest człowiek, któremu zostaje przeciwstawiona technologia. Reżyser nie gubiąc z oczu bardzo ludzkich bohaterów i humanistycznego przesłania fabuły, uwielbia uzależniać postaci od wynalazków techniki. Przewrotność spojrzenia Camerona polega na traktowaniu technologii jako śmiertelnego zagrożenia i zarazem jedynego oręża w rękach bohaterów, walczących ze złem. Człowiek u Camerona bywa bezmyślną, kubrickowską małpą, wymachującą śmiercionośnymi zabawkami, a jednocześnie stać go na najwyższe ofiary w imię ocalenia ludzkości. Jest w filmach Camerona także wątek osobistej walki bohatera o swoje prywatne szczęście. Te elementy miały także stać się składowymi "Otchłani".

Zanim James Cameron przystąpił do realizacji, zwrócił się do znanego pisarza SF Orsona Scotta Carda ("Gra Endera") z propozycją książkowej nowelizacji scenariusza. Card nie odmowił tylko z dwóch powodów: propozycję składał sam James Cameron, który w dodatku dał Cardowi wolną rękę przy przerabianiu scenariusza na powieść. Card z miejsca przystąpił do pracy, dopisując w trzech pierwszych rozdziałach wydarzenia z życia Lindsey i Buda, poprzedzające akcję filmu. James Cameron dał je do przeczytania Edowi Harrisowi i Mary Elizabeth Mastrantonio w celu pełniejszego zbudowania ich ról.

Podyktowany niecodzienną tematyką charakter miejsc zdjęciowych zaowocował wyborem jednej z najniezwyklejszych lokalizacji, jakie można sobie wyobrazić przy kręceniu filmu. Rozkwitająca gigantomania Jamesa Camerona okazała się za duża dla jakiegokolwiek basenu filmowego. Reżyser po wielu poszukiwaniach odnalazł wreszcie swą "Otchłań" w Gaffney, stan Południowa Karolina. Stała tam niedokończona budowla elektrowni atomowej, w której dwóch zbiornikach od kwietnia do sierpnia 1988 roku zbudowano główne dekoracje podwodne.



Realizacja

Efekty specjalne


Wersja reżyserska

Super 35 - wpadka czy nie?


Lista płac



Klub Miłośników Filmu, 2004.07.20
Autor analizy: Adrian Szczypiński - ADI