publicystyka filmowa

Żółte piętno szaleństwa. 10 włoskich gialli

Krew na ostrzu brzytwy... nóż w ręku szaleńca... trup w wannie... tajemnica za drzwiami...

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Żółte piętno szaleństwa

Najciekawsze w kinematografii jest obserwowanie jej rozwoju od początku do współczesności. To jak przyglądanie się dorastaniu dziecka, które badając wzrokiem i słuchem rzeczywistość, kształtuje swój charakter, uczy się komunikacji, korzystania z techniki i literatury, ale też odnajduje w sobie pokłady wrażliwości dzięki muzyce i sztuce. Kino współczesne jest potomkiem starego kina – ma ono własny charakter, który wykształcił się dzięki doświadczeniu i kreatywności ojców i dziadków.

Podstawowa edukacja dziecka opiera się na nauce czytania i interpretowania dzieł literackich. Kino w swojej obecnej formie to również efekt czytania książek. Literatura inspirowała filmowców od samego początku i to z niej reżyserzy i scenarzyści uczyli się opowiadać historie, kreować bohaterów, tworzyć konflikty i rozwiązywać je. Szybko dostrzeżono, że kino pozwala na coś więcej niż opowiadanie historii. Sięgnięto więc po elementy charakterystyczne dla teatru: aktorstwo, scenografię i kostiumy. Skoro mamy już scenariusz, scenografię i aktorów, to nie pozostaje nic innego, jak wykorzystać teraz możliwości kamery i montażu, które najbardziej odróżniają kino od innych form sztuki, nadają mu indywidualnego charakteru.

To jest materiał na osobny esej lub felieton, ale do artykułu na temat filmów giallo też nadaje się doskonale. Na ten nurt duży wpływ wywarła literatura kryminalna, szczególnie utwory XIX-wiecznego autora Edgara Allana Poego i thrillery Alfreda Hitchcocka łączące brytyjską elegancję i styl, eksperymenty formalne, stopniowe odchodzenie od realizmu, szczypta romantyzmu i przekonanie, że każdy człowiek jest potencjalnym mordercą. Wystarczy dodać do tego garść pieprzu i krwistoczerwonych przypraw, by otrzymać jedyne w swoim rodzaju, pikantne i gorące, danie o specyficznym kształcie i unikatowym smaku.

3giallo_covers

Przyjęło się uważać, iż ojcem filmowego giallo jest Mario Bava, bo jego film Dziewczyna, która wiedziała za dużo (1963, jeden z moich ulubionych filmów tego reżysera) zawiera już sporo elementów późniejszych gialli. Duże znaczenie ma także pewien szczegół – otóż główna bohaterka filmu w jednej z początkowych scen czyta książkę pod ostrym tytułem The Knife. Powieści detektywistyczne (zwane po włosku romanzi gialli), tworzone głównie przez Brytyjczyków (Agata Christie, Edgar Wallace) i Amerykanów (Erle Stanley Gardner, Cornell Woolrich, Raymond Chandler) były we Włoszech drukowane w żółtych książeczkach, najpierw w ramach serii Il Libri Gialli (1929–41), a po drugiej wojnie światowej – Il Gialli Mondadori. Jednym z nielicznych włoskich pisarzy tworzących kryminały giallo był późniejszy scenarzysta i współpracownik Sergia Leone – Sergio Donati (np. Druga strona księżyca, wyd. 1955).

Dziewczyna, która wiedziała za dużo nie tylko pożycza tytuł od Hitchcockowskiego Człowieka, który wiedział za dużo, ale i jego strukturę fabularną. Z grubsza wygląda to w ten sposób: cudzoziemiec staje się świadkiem tajemniczego zdarzenia – coś widział, ale tak naprawdę niczego nie wie. Stopniowo dąży do poznania całej prawdy, do zdemaskowania złoczyńcy i ujawnienia jego motywów. Ten sam schemat wykorzystał potem Dario Argento w swoim reżyserskim debiucie, Ptak o kryształowym upierzeniu, który okazał się kamieniem wywołującym lawinę.

Widownia znudzona spaghetti westernami chciała zobaczyć coś odmiennego, a filmy giallo oferowały większą dawkę przemocy, fabuły pełne zwrotów akcji, piękne kobiety w opałach, a na deser sceny erotyczne.

Mario Bava, unikając zaszufladkowania, próbował sił w wielu gatunkach i nakręcił niewiele klasycznych gialli, ale Dario Argento długo pozostawał wierny temu gatunkowi, co z jednej strony uczyniło zeń mistrza włoskiej odmiany kryminału, ale z drugiej strony pojawiły się głosy (np. Lucia Fulciego) oskarżające o powtarzalność.

Aby nie być posądzonym o powtarzalność, postanowiłem nie tworzyć rankingu. Bo ranking najlepszych filmów giallo wiązałby się z powtarzaniem tych samych nazwisk, tj. Dario Argento, Lucio Fulci i może jeszcze duet Sergio Martino / Ernesto Gastaldi. Ale i tak jedno nazwisko się powtarza dosyć często, bo aż czterokrotnie – to Ennio Morricone (dlatego odrzuciłem The Fifth Cord i Who Saw Her Die?, aby Ennio nie zdominował całkowicie zestawienia). Pominąłem Mario Bavę, bo nie mogłem się zdecydować, który film wybrać (wszystkie są urocze, nawet Pięć lalek w blasku sierpniowego księżyca, który jest wariacją na temat Dziesięciu murzynków Agaty Christie). Szczerze mówiąc trochę znudziła mi się eksploatacyjno-slasherowa konwencja polegająca na uśmiercaniu jak najwięcej ludzi i to w najkrwawszy sposób. Dla mnie giallo to nie tylko czarne rękawiczki, jucha i seks. Do swojego zestawienia starałem się wybierać filmy z ciekawą intrygą, na którą powinny się składać zaskakujące zwroty akcji i fałszywe tropy (tzw. czerwone śledzie). Dość istotna jest również atmosfera kreowana przez muzykę, pracę kamery i scenerię. Kolejność chronologiczna.

1. Ptak o kryształowym upierzeniu (1970), reż. Dario Argento

aka L’Uccello dalle Piume di Cristallo / The Bird with the Crystal Plumage

luccello-dalle-piume-di-cristallo-3

luccello-dalle-piume-di-cristallo-locandinaWypada zacząć od filmu, który jest obrazem znanym i reprezentatywnym dla omawianego nurtu. Przy okazji jest to także jeden z najdoskonalszych debiutów w dziejach kina. Scenarzysta Dario Argento stworzył jako reżyser dzieło, które kojarząc się z kinem gatunkowym, cechuje się indywidualnym stylem, kunsztowną oprawą i malarską wrażliwością. Główny bohater, amerykański pisarz, zapobiega morderstwu, wkraczając tym samym w zawiłą sieć intryg, charakterystyczną dla literatury kryminalnej. Prowadzący śledztwo policjant zabiera mu paszport w nadziei, że Amerykanin da mu jakąś ważną wskazówkę, która nakieruje śledztwo na właściwy tor. Pisarz jest przekonany, że widział ważny szczegół, którego niestety nie może sobie przypomnieć. Rozwikłanie tej zagadki staje się jego obsesją…

Styl wizualny Argento zderza się tu z osobowością artystyczną Vittoria Storaro, mistrza w operowaniu barwą i światłem, wówczas dopiero zaczynającego karierę, ale niezwykle zdolnego, potrafiącego za pomocą kamery wprowadzić niepokój, wyczarować ujęcia naładowane symboliką. W efekcie otrzymaliśmy film, który wchłania od samego początku, sprawia że obsesyjnie (tak jak główny bohater) chcemy poznać rozwiązanie zagadki. Od początku wiemy, że ma to związek z jakimś ptakiem, ale nic to nam nie da. Bo rzecz jest zawiła, a kolejne tropy podsuwane przez autora zwiększają liczbę pytań i potęgują napięcie. W rolach głównych: Tony Musante, Suzy Kendall i Enrico Maria Salerno, ale mocnym uderzeniem są dwie role epizodyczne: Mario Adorf odgrywający postać szalonego malarza i Reggie Nalder jako „ten, którego twarzy się nie zapomina” (w Człowieku, który wiedział za dużo Hitchcocka z 1956 Nalder zagrał podobną postać).

Film rozpoczął „zwierzęcą trylogię”, w skład której wchodzą jeszcze Kot o dziewięciu ogonach (1971) i Cztery muchy na szarym aksamicie (1971). Muzykę do całej trylogii skomponował Ennio Morricone, ale producent Salvatore Argento (ojciec reżysera) nie był zadowolony z jego pracy i doradził synowi, by zmienił kompozytora. Dario dobrze wyszedł na tej zamianie, przecież muzyka Goblina do jego filmów jest mistrzowska, ale w latach dziewięćdziesiątych Morricone znów dla niego tworzył. Szczerze mówiąc – kołysanka z debiutu Argenta prezentuje się słabo w porównaniu do innych prac Ennia. Ptak o kryształowym upierzeniu zapoczątkował dziwną modę na zwierzęce tytuły. Jaszczurka w kobiecej skórze, Czarny odwłok tarantuli, Motyl o zakrwawionych skrzydłach, Ogon skorpiona – to niektóre przykłady (wszystkie z 1971). W nawiązaniu do tego trendu Głęboką czerwień (1975) chciano przemianować na Tygrysa szablozębnego.

2. Jaszczurka w kobiecej skórze (1971), reż. Lucio Fulci

aka Una Lucertola con la Pelle di Donna / Lizard in a Woman’s Skin

7993142_orig

una_lucertola_1971Pierwsze giallo Lucio Fulci zrealizował już pod koniec lat sześćdziesiątych – inspirowany Zawrotem głowy (1958) Hitchcocka intrygujący, kapitalny thriller Perversion Story (Una Sull’Altra, 1969). W sumie sześć jego thrillerów można zaliczyć do tego nurtu, ale najlepsze powstały w latach siedemdziesiątych: Jaszczurka w kobiecej skórze, Nie torturuj kaczuszki i Siedem czarnych nut. Dwa ostatnie zostały już zrecenzowane na tym portalu, dlatego trzeba koniecznie zwrócić uwagę na ten pierwszy tytuł, o którym przeważnie się zapomina. Wielu fanów Fulciego uważa przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych za jego „złoty okres” (stworzył wtedy osiem znakomitych dzieł), ale sam Fulci jest zdania, że najlepsze filmy nakręcił na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Cztery arcyciekawe utwory, które wtedy zrealizował, ukształtowały go, uczyniły z niego świadomego reżysera podążającego własną ścieżką.

Często zapomina się, że ten wszechstronny filmowiec, który przeszedł drogę od komedii do horroru, od westernu do fantastyki, to nie tylko sprawny realizator i wizjoner, ale też pomysłowy scenarzysta, umiejący zbudować trzymającą w napięciu intrygę, uporządkowaną i zwartą, ale też trudną do przewidzenia. Jaszczurka w kobiecej skórze zaczyna się od narkotycznych wizji, dziwacznych snów, seksualnych motywów, by potem z tego onirycznego chaosu przemienić się w wysokiej klasy kryminał. Gdzieniegdzie pojawiają się dobre dialogi świadczące o błyskotliwości twórców. Gdy Ely Galleani (rok wcześniej debiutowała u Mario Bavy) rzuca do oficera śledczego kwestię „Tylko niech pan nie mówi, że wszyscy się tu zjechali, bo ktoś pośliznął się na skórce od banana”, słyszy w odpowiedzi „Zjechaliśmy tu, by się przekonać, czy ktoś celowo tej skórki nie podłożył”. Rolę śledczego zagrał Alberto de Mendoza, który po długiej karierze w ojczystej Argentynie przeniósł się do Europy (zagrał m.in. rolę króla w popularnej francuskiej komedii Mania wielkości).

Fulci często podkreślał, że nie lubił pracować z gwiazdami i poza komikiem Totò nigdy nie pracował z pierwszoligową gwiazdą (Franka Nero nie zaliczano do tego elitarnego grona, bo nie przebierał w propozycjach, grał w czym popadnie). Do Jaszczurki… udało mu się zatrudnić kilka znanych twarzy: Leo Genn (Petroniusz z Quo Vadis), Stanley Baker („rzeźnik” Brown w Działach Navarony), Jean Sorel (występy u Viscontiego, Buñuela, Damianiego). W centrum uwagi brazylijska aktorka Florinda Bolkan, która wreszcie mogła zabłysnąć na pierwszym planie – w trudnej roli, wymagającej pozbycia się pewnych hamulców, wejścia głęboko w psychikę postaci, odgrywania roli całym sobą, tak sugestywnie jak tylko się da.

Autorem ścieżki dźwiękowej jest Ennio Morricone, ale reżyser bardzo oszczędnie korzysta z jego pomocy, skupiając się na stronie wizualnej. Co ciekawe, Lucio i Ennio pracowali razem już w 1964 (w najwcześniejszym etapie kariery). Jaszczurka… to ich trzeci wspólny film i niestety ostatni. Prawdopodobnie, tak jak w przypadku Argenta, reżyser potrzebował kompozytora, który poświęciłby więcej czasu na współpracę. Morricone był już wtedy zawalony robotą, komponował do dwudziestu filmów rocznie, więc współpraca zakończyła się szybko.

W obiektywie kamery Luigiego Kuveillera (Głęboka czerwień, 1975) Londyn jest tajemniczą metropolią, która skrywa za fasadą różne perwersje i zbrodnie. Niektóre miejscówki zostały doskonale wykorzystane, np. Alexandra Palace, symbol północnego Londynu. Wyraźnie czuć ducha wczesnych lat siedemdziesiątych – czasów hipisów i eksperymentów z narkotykami, prowadzących do utraty psychicznej równowagi. Zaskakujące, że miał to być film fantastyczny (już sobie wyobrażam, jak Florinda Bolkan zmienia się w jaszczurkę wg projektu Rambaldiego), ale pod naciskiem producenta reżyser wymyślił racjonalne rozwiązanie. Zdecydowanie wyszło to filmowi na plus, historia wygląda na przemyślaną i dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach.

Na koniec kilka słów o zwierzętach. Jaszczurki tu nie zobaczymy, ale są psy, nietoperze, czerwone śledzie. Fulciemu groziły dwa lata więzienia za znęcanie się nad zwierzętami. Poszło o scenę przedstawiającą półżywe psy z rozprutymi brzuchami. Podczas procesu sądowego Carlo Rambaldi, spec od efektów, pokazał syntetyczne psy wykorzystane w tej scenie. Miłośnicy zwierząt mogli odetchnąć z ulgą. Gdy jednak Fulci kręcił swoje efektowne horrory na przełomie kolejnej dekady, Rambaldi był już gwiazdą Hollywood, szybko stając się też laureatem trzech Oscarów.

 

Ostatnio dodane