publicystyka filmowa

ŻÓŁTA CEGLANA DROGA #29: PIRACKI DAWID Z WIRTUALNĄ PROCĄ

Autor: Darek Kuźma
opublikowano

W dzisiejszym świecie potencjalnie nieskończonych możliwości dystrybucyjnych oferowanych przez internet ciągle zbyt dużo jest tradycyjnie rozumianego liczenia zysków i strat oraz przedkładania statystyk nad produkowanie i rozpowszechnianie wartościowej treści. Rewolucja trwa w tym temacie od lat, zmieniając modele biznesowe oraz ludzkie postrzeganie, lecz wciąż nie widać jej końca. Kolejną fazę rozpoczął właśnie… BitTorrent. Firma kojarzona z internetowym piractwem może już niedługo wytyczać po pioniersku nowe szlaki.

Zarówno serwisy branżowe oraz informacyjne, jak i czysto rozrywkowe portale uginają się pod naporem coraz to nowych newsów, rozważań i teorii dotyczących tego nieszczęsnego Legionu samobójców oraz nurtującego najwyraźniej wszystkich pytania, czy ostro krytykowany film Davida Ayera ma szanse zwrócić się przy tak ogromnych kosztach produkcyjnych i marketingowych. Zauważalny w internecie na dosłownie każdym kroku naddatek wieści o chaotycznie budowanym przez Warner Bros. i DC Comics uniwersum przesłonił większość innych, o wiele ciekawszych doniesień. W tym informację o kolejnej kluczowej inicjatywie BitTorrent, który wkroczył właśnie odważnie na obszar finansowego i promocyjnego wspomagania niezależnych filmowców w budowaniu własnych artystycznych marek oraz walce o uwagę potencjalnego widza.

Firma będzie przyznawała dotacje w wysokości od 2 500 do 100 000 dolarów, kontynuując w ten sposób rozpoczętą jesienią 2014 roku kampanię na rzecz swoistej decentralizacji produkcji i dystrybucji różnego rodzaju projektów kulturowych, od albumów muzycznych po obrazy filmowe. Głównym założeniem jest zresztą oddanie jak największej władzy w ręce twórców, którzy dzięki współpracy z BitTorrentem mają uzyskiwać większą kontrolę nad swoimi dziełami i otrzymywać aż 90% z puli zysków, otwarcie i uczciwie wpisanych w strategię rozwojową firmy. Głosować na artystów będą swoimi wirtualnymi portfelami użytkownicy – zarówno ci przypadkowi, jak i bardziej świadomi wartości sztuki – których liczba wyraża się u internetowego giganta P2P w dziesiątkach milionów. Na razie wszystko jest ciągle świeże, ale modelem BitTorrent już interesują się pomniejsi hollywoodzcy gracze, widząc w nim ciekawy pomysł na przyszłość.

„Mandarynka”

„Mandarynka”

W dzisiejszym świecie zrealizowanie filmu przestało być aż tak dużym problemem i coraz częściej będzie powielał się casus nakręconej za pomocą iPhone’a 5s Mandarynki Seana Bakera. Jakość oferowanego produktu znajduje się jednak ciągle na dalszym miejscu, ustępując często powierzchownemu myśleniu o marketingowych ograniczeniach. Główną przeszkodą, mimo istnienia dziesiątek platform oraz festiwali dla twórców próbujących przepoczwarzać się z ambitnych amatorów w zarabiających na swej pasji zawodowców, jest ciągle docieranie do widza. A ten dzięki internetowej rewolucji chce – całkiem słusznie – mieć coraz większy wpływ na otaczający go świat. Anonimowi darczyńcy są skorzy dorzucać swoje kilka groszy do ciekawie zapowiadających się projektów crowdfundingowych, chętnie komentują i dzielą się własnymi doświadczeniami i tworzą miliony godzin darmowej treści różnej jakości. Jednym słowem, poszukują partnerstwa i ujścia swej kreatywności. Oto pole do popisu dla BitTorrent.

Jest to zdecydowanie mniej znane oblicze internetu, pozbawione najczęściej efektownego hejtowania i przegrywające pod względem popularności z prymitywnymi próbami nabijania lajków oraz pustych kontrowersji na YouTube, ale na dłuższą metę to właśnie ci użytkownicy będą liczyć się w perspektywie kształtowania przyszłości tego medium. Tym bardziej, że są oni znacznie bardziej lojalni, niż mogłoby się wydawać ze statystyk poświęconych stratom, jakie internetowe piractwo przynosi branży rozrywkowej. Nie każdy może być oczywiście muzykiem czy filmowcem, ale każdego stać na bardziej świadome konsumowanie kultury, a strategia BitTorrent zdaje się dążyć do ukształtowania nowej społeczności widzów-twórców i twórców-widzów, którzy, odpowiednio wspierani, będą w stanie oferować jakościową alternatywę dla środków masowego przekazu i przemijającej hegemonii bezmyślnych hollywoodzkich blockbusterów za setki milionów.

„Legion samobójców”

„Legion samobójców”

Jeśli spojrzeć bowiem na całą sprawę bez emocji, które posuwają fanów Marvela i DC do wypowiadania sobie miliardów mikro-wojen, coś w tym modelu wyraźnie szwankuje, gdy Batman v Superman: Świt sprawiedliwości nie zwraca się przy światowym urobku w wysokości 870 milionów dolarów. Wydaje się to absurdalne, ale to bardzo prosta matematyka: do ogromnych kosztów produkcyjnych doszła gigantyczna kampania marketingowa, a połowa zysków (w Chinach aż 75%) zostaje w kinach, więc film Snydera musiał zarobić ponad 900 milionów, żeby wyjść na czysto. Legion samobójców czeka najprawdopodobniej taki sam los, choć film Ayera kosztował troszkę mniej. Powstaje pytanie, gdzie leży górna granica tej samonapędzającej się przesady? Szczególnie, że tegoroczny sezon wysokobudżetowych filmów jest zgodnie uznawany za marny i być może na dłuższą metę przełomowy w zmianie sposobu myślenia wielkich studiów, które przestały ryzykować na rzecz skupiania się na franczyzach, uniwersach i poprawianiu po twórcach.

I być może dojdzie do tego, o czym wielu mówiło od dawna – że internetowe piractwo nie zawsze było jednoznaczną kradzieżą, a dla znacznej części użytkowników, ograniczonych wydolnością krajowych systemów dystrybucyjnych, raczej odkrywaniem nowych afrodyzjaków dla własnego gustu oraz szukaniem czegoś poza narzucanymi odgórnie produktami kultury masowej. I być może jakaś część rzeczonych piratów, która dzięki BitTorrentowi ukształtowała sobie osobiste perspektywy na to, co dobre i wartościowe, będzie chciała podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami. A prawda jest taka, że coraz bardziej efektywne narzędzia BitTorrenta (w tym roku firma uruchomiła między innymi własną telewizję ze streamingiem na żywo) są jednoznacznie ukierunkowane na dzielenie się. Jeśli dany projekt będzie tego wart, użytkownicy poinformują o jego istnieniu innych, tworząc jednocześnie stabilny napływ wirtualnej gotówki, który najlepszym twórcom pozwoli częściej mówić własnym głosem. A użytkownikom da przy okazji sporo ekskluzywnej treści.

„Simpsonowie”

„Simpsonowie”

Czy jest to myślenie naiwne i życzeniowe? Całkiem prawdopodobne, piracki Dawid BitTorrent nie czuje się bowiem jeszcze ewidentnie zbyt mocno wśród największych i najbardziej zamożnych graczy świata. Wychodzi dość niepewnie na starcie z utwierdzanymi przez dekady w przekonaniu o własnej nieomylności Goliatami branży rozrywkowej. Ale nawet jeśli tym razem jeszcze się nie uda, trwająca obecnie rewolucja w sposobie odbierania i konsumowania kultury znajdzie nowe sposoby na zachwianie dawnym status quo. A obserwowanie tego na żywo, w momencie odbywania się tych wszystkich przemian, jest – a przynajmniej dla mnie – znacznie ciekawsze od liczenia, ile jeszcze razy poszkodowany w montażu Joker Jareda Leto wyskoczy mi z lodówki albo media określą Margot Robbie i jej Harley Quinn królową potępieńców czy uosobieniem szaleństwa.

Napisz prywatnie do autora.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane