Felietony

ŻÓŁTA CEGLANA DROGA #25: PIŁKARSKIE REMINISCENCJE

Autor: Darek Kuźma
opublikowano

Odbywające się we Francji Mistrzostwa Europy w piłce nożnej trwają już w najlepsze, emocji jest pod dostatkiem dzięki dobrej formie Polaków, a ja nie mogę po raz kolejny przeboleć, że jeden z najpopularniejszych sportów zespołowych świata nie doczekał się jeszcze żadnego prawdziwie wielkiego filmu fabularnego. Ba, na palcach jednej ręki można policzyć te produkcje, których twórcy nie tylko zrozumieli sedno piłkarskich spektakli, ale jednocześnie potrafili pożenić futbol z ciekawymi historiami, które nie przesłaniały samego sportu.

Przy zakrojonej na tak szeroką skalę promocji medialnej oraz gigantycznej bazie fanów z praktycznie każdego kontynentu aż dziw bierze, że piłka nożna jest przez kino tak nieznośnie lekceważona. Fakt, rozgrywki ligowe i klubowe mogą rzeczywiście być zbyt hermetyczne dla masowej publiczności (choć, tak po prawdzie, dla dobrego scenarzysty to kopalnia pomysłów), ale mało jest turniejów na szczeblu międzynarodowym? Co dwa lata dziesiątki milionów ludzi stają się kibicami, gdy setki piłkarzy stają w szranki w Mistrzostwach Świata, Mistrzostwach Europy czy Copa América, więc wydawać by się mogło, że do kin powinny trafiać przynajmniej raz na jakiś czas dobrze sprofilowane i solidnie nakręcone „filmy piłkarskie”. I co? Marzenie ściętej głowy. Po dzień dzisiejszy bodaj najbardziej rozpoznawalną produkcją o piłce nożnej jest nakręcona w 1981 roku Ucieczka do zwycięstwa Johna Hustona, w której Sylvestrowi Stallone’owi i Michaelowi Caine’owi partnerowali między innymi Pelé, Bobby Moore i na dalekim drugim planie Kazimierz Deyna.

1982: Pele of Brazil scores the equalizing goal for the Allied POW's during the match against Germany in Paris featured in the filming of ''Escape to Victory'' . The match ended in a 4-4 draw. Mandatory Credit: Allsport UK /Allsport

„Ucieczka do zwycięstwa”

W XXI wieku najbardziej uznaną przez widzów i kibiców filmową ekranizacją piłkarskich potyczek jest zrealizowany w kooperacji z FIFA, a przez to chwilami nieznośnie popisowy i dramaturgicznie kulejący, Gol Danny’ego Cannona. Zarówno część pierwsza, jak i kontynuacje są efekciarskie, ale filmy te przynajmniej pokazują boiskowe emocje i piękno futbolu, nawet jeśli w zdecydowanie przesadzonej formie, czego nie można powiedzieć o większości innych produkcji. Piłka nożna wychodzi bowiem w filmach, szczególnie w produkcjach brytyjskich, najlepiej wtedy, gdy znajduje się gdzieś w tle ważniejszych z perspektywy fabularnej wydarzeń, będąc ładnym, acz niezbyt wymagającym ozdobnikiem. Albo ma umożliwiać reżyserom zagłębianie się w środowiska gangsterskie, chuligańskie bądź fanowskie, albo też zapewniać sposobność do przedstawienia historii romantycznych kochanków, walczących ze swymi demonami trenerów czy słodko-gorzkich starć na tle kulturowym. Tak jak w okrzyczanym swego czasu Podkręć jak Beckham Gurinder Chadhy, który skupiał się raczej na problemach asymilacyjnych hinduskich imigrantów w Wielkiej Brytanii niż na piłce nożnej. A zapamiętany został przede wszystkim przez udział młodziutkiej Keiry Knightley. Piłkę nożną dałoby się zastąpić innym sportem zespołowym.

bend-it-like-beckham

„Podkręć jak Beckham”

Przeklęta liga Toma Hoopera miała potencjał, by stać się flagowym przykładem jakościowego kina piłkarskiego XXI wieku, ale poza rolą Michaela Sheena cały film był na tyle mało pamiętny i skierowany raczej do brytyjskiego widza, że dzisiaj, niespełna dekadę po premierze, rzadko kiedy wraca się do tego tytułu. Już częściej wymieniane jest zwariowane Shaolin Soccer Stephena Chowa, który zrobił z futbolu jedyny w swoim rodzaju miks wschodnich sztuk walki z popisowym podejściem do piłkarskich emocji rodem z kultowego w Polsce anime Kapitan Hawk, w którym niejaki Tsubasa wyczyniał na boiskach prawdziwe cuda. Czy to dobrze świadczy o kinie, że ukochany przez tak wielu sport jest popularniejszy w wersji tak odrealnionej od tego, co futbol rzeczywiście oferuje? Europejscy filmowcy zdają się częściej korzystać z popularności piłki nożnej do opisywania własnej wizji rzeczywistości, tak jak uczynił to Ken Loach w Szukając Erica, niż próbować mierzyć się z samym sportem. Albo urozmaicają w ten sposób dialogi. Ale czy naprawdę piłka nożna jest aż tak wymagająca z perspektywy filmowej, że się nie da „wyjść z kamerą na boisko”? Aktorzy uczą się znacznie bardziej karkołomnych rzeczy na potrzeby ról, a łączenie ich ze sportowcami ma sens, co pokazała przywoływana Ucieczka do zwycięstwa.

Biorąc pod uwagę liczbę podejmowanych prób, z których większość nigdy nie przebiła się do świadomości masowej publiczności (choćby Gracie Davisa Guggenheima), ciągle nie potrafię zrozumieć, dlaczego piłka nożna nie doczekała się swojej filmowej celebracji w stylu baseballowej Pierwszej ligi Davida S. Warda? Prostej kumpelskiej komedii z wyrazistymi postaciami i fajnym humorem, w której ktoś by połączył boiskowe emocje z inteligentną fabułą. Dlaczego nikt nie pokusił się o ukazanie mrocznego oblicza tego sportu, odbywającej się poza światłem reflektorów walki, tak jak w dekonstruującej mity rugby (no dobrze, futbolu amerykańskiego…) Męskiej grze Olivera Stone’a? Już nasz rodzimy Piłkarski poker Janusza Zaorskiego, mimo że kulturowo hermetyczny, prezentuje się pod tym względem lepiej od wszelakich zagranicznych prób za duże pieniądze. Dlaczego nikomu nie udało się stworzyć piłkarskiego Youngblooda, który łączyłby wizualny patos sportu z prostymi emocjami, wyrazistymi postaciami i wielkimi uniesieniami?

zdjecie3

„Shaolin Soccer”

Tym bardziej, że w kategorii dokumentalnej futbol ma znakomitą reprezentację, która jest w stanie walczyć na każdych mistrzostwach z każdym przeciwnikiem, łącznie z najczęściej filmowanymi baseballem oraz rugby (ech… futbolem amerykańskim). Takie tytuły jak rzucający nowe światło na mundial w USA w 1994 roku Dwóch Escobarów braci Zimbalist (i w ogóle wszystkie inne dokumenty piłkarskie z cyklu ESPN 30 for 30) czy Next Goal Wins Mike’a Bretta i Steve’a Jamisona (o przyjemności z grania, którą czerpią zawodnicy najniżej klasyfikowanej drużyny świata) stoją po dwóch stronach rozległego spektrum podejmowanych zagadnień. I demonstrują perfekcyjnie potencjał „piłkarskiego kina aktorskiego”. Można tworzyć komedie, można kręcić dramaty, jest miejsce na emocje rodem z dreszczowca oraz klasycznego kina przygodowego. Jeśli się postarać, da się opowiadać o pięknie piłki nożnej za pomocą „wojny płci” czy efektownego mieszania gatunków (co powiecie na futbolowe Córki dancingu?). Ba – jestem święcie przekonany, że przy dobrym pomyśle oraz umiejętnej realizacji można by nawet wpisać w taki film fajne scenki musicalowe i wyjść z tego zadania zwycięsko.

Możliwości są setki, chętnych na wypad do kina na dobre filmy piłkarskie co najmniej miliony, a w klątwy nie wierzę, pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że powstanie prawdziwie wielkiego „filmu piłkarskiego” to tylko kwestia czasu. Czy jednak tylko się łudzę…?

Napisz prywatnie do autora.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane