Tam, gdzie sztuka spotyka pieniądz | FILM.ORG.PL

Tam, gdzie sztuka spotyka pieniądz








Jerzy Babarowski
04.10.2013


 

Historia Orsona Wellesa jest tragiczna i nie ma szczęśliwego zakończenia. Kariera prawdopodobnie najlepszego reżysera wszech czasów i bezsprzecznego geniusza zatrzymała się zaraz po tym, jak w wieku 25 lat nakręcił swoje opus magnum. Nigdy więcej nie dano mu takiej wolności artystycznej jak przy „Obywatelu Kanie” i nigdy żaden jego film nie odniósł podobnego sukcesu. Każdy z nich był kolejno masakrowany i cięty przez bezlitosnych amerykańskich producentów, a zdobywanie funduszy na kolejne projekty było dla Wellesa koszmarem. Amerykański reżyser miał w sobie coś, co odrzucało od niego ludzi z pieniędzmi – nie był w stanie się do nich przebić i sprzedać im produktu.

Zmarł w wieku 70 lat, cierpiąc na nadwagę komicznych rozmiarów, odrzucony i zapomniany przez Hollywood.

Zaraz obok takich tuzów kina jak Terry Gilliam czy Paul Verhoeven jego historia jest kolejnym dowodem na niekompatybilność amerykańskiego przemysłu filmowego ze sztuką. Dowodem, że tam, gdzie prawdziwy artyzm spotyka się z żądzą pieniądza w Hollywood zawsze wygra pieniądz. Jest to jedna z najsmutniejszych biografii w dziejach kina i przerażające wręcz marnotrawstwo talentu, który nigdy nie był w stanie rozwinąć skrzydeł.

Dzisiejszy materiał to omówienie tej historii dokonane z niesłychaną głębią, starannością i dociekliwością. Twórcom udało się dotrzeć do Wellesa u schyłku jego życia i przeprowadzić z nim wywiad obejmujący czas od narodzin  aż do ostatniego ukończonego filmu. Lecz nie tylko z nim zobaczymy tu rozmowy: twórcy odnaleźli członków ekip i obsad, którzy pracowali z Wellesem na przestrzeni jego kariery, przyjaciół po fachu, a co najważniejsze – Roberta Wise’a, reżysera i montażystę, który własnoręcznie zmasakrował „Wspaniałość Ambersonów”, czyli drugi film Orsona. W materiale czuć autentyczną pasję filmowców do twórczości amerykańskiego geniusza i gorące pragnienie odkrycia prawdy o tym człowieku i smutnej historii jego życia.

Rodia

Nieznoszący wszystkiego, w równym stopniu nienawidzący bezmózgiej amerykańskiej papki jak i pretensjonalnych artystycznych smrodów, nie trawiący remake'ów, adaptacji i wszelkiego rodzaju przeróbek czegoś, co już było, cierpiący na widok kondycji współczesnego kina, rzygający na widok chciwości amerykańskich producentów, święcie wierzący w ambitne kino środka, odrodzenie Hollywood i w spektakularność nie wykluczającą głębi przekazu fan science-fiction, czarnego kryminału, Dostojewskiego, smutku i mroku w każdej postaci i wieczny narzekacz. Również nierób, wałkoń i śpioch.






  • Kazik

    Chłopie nie sadź byków w rodzaju „Obywatelu Kanie”? Co to w ogóle jest? Ani po angielsku, ani tym bardziej po polsku. Nie masz kompletnie świadomości tego co piszesz? NAZWISKA KANE SIĘ NIE ODMIENIA! A zatem nie żadnego obywatela KANIE, ale obywatela KANE. O Obywatelu KANE, Do obywatela KANE.
    Także nie Orsona Wellesa, Chryste, co to za jakaś nowo mowa? Tylko Orsona Wellsa.

    • Dżon Smif

      Skoro według ciebie się nazwiska nie odmienia, to Orsona Welles, a nie Wellsa – BŁĄD ;P
      Ale się odmienia, Wellesa.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Czarno na białym - Kręte schody

Następny tekst

#74 Głupi i głupszy



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE