O Terrym Gilliamie i jego świecie | FILM.ORG.PL

O Terrym Gilliamie i jego świecie








Jerzy Babarowski
18.11.2013


still-of-robin-williams,-jeff-bridges-and-terry-gilliam-in-the-fisher-king

 

W 1991 roku – tuż przed premierą „Fisher Kinga” – wyemitowany został bardzo ciekawy dokument o Terrym Gilliamie: amerykańskim reżyserze, którego z pewnością wszyscy znacie, więc nawet nie będę tu przytaczać jego osoby. Z materiału można się dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy o początkach jego kariery, współpracy z grupą Monty Pythona, pierwszych zrealizowanych filmach oraz koszmarze, jakim była realizacja „Przygód barona Munchausena”. Możemy też zobaczyć rodzinny dom reżysera – pod względem ilości różnorakich artefaktów filmowych nie ustępujący domostwu takiego Guillermo del Toro na przykład – i parę scenek rodzajowych z jego codziennego życia.

Czas w ciekawy sposób zweryfikował ten materiał: na filmie możemy posłuchać przypuszczeń i przewidywań Gilliama dotyczących możliwej przyszłości jego kariery reżyserskiej i skonfrontowanie tych wypowiedzi z tym, co się faktycznie stało jest co najmniej interesujące. Był to okres, gdy Gilliam wciąż jeszcze dawał szanse Hollywood: realizując „Fisher Kinga” powrócił na łono wielkich amerykańskich wytwórni po poprzednim romansie z europejskimi producentami i czas pokazał, że miał na tym łonie pozostać jeszcze przez wiele lat, zrealizować co najmniej jeden bezsprzecznie wielki film – „12 małp” – i dopiero potem wyrzec się swojego kraju i na zawsze przenieść do Wielkiej Brytanii. Ciekawie jest słuchać tego, co ma do powiedzenia zanim się to wszystko wydarzyło – zanim gorycz do Ameryki urosła w nim tak silnie, że uznał, że nie jest w stanie realizować się w niej jako artysta.

Polecam!

Rodia

Nieznoszący wszystkiego, w równym stopniu nienawidzący bezmózgiej amerykańskiej papki jak i pretensjonalnych artystycznych smrodów, nie trawiący remake'ów, adaptacji i wszelkiego rodzaju przeróbek czegoś, co już było, cierpiący na widok kondycji współczesnego kina, rzygający na widok chciwości amerykańskich producentów, święcie wierzący w ambitne kino środka, odrodzenie Hollywood i w spektakularność nie wykluczającą głębi przekazu fan science-fiction, czarnego kryminału, Dostojewskiego, smutku i mroku w każdej postaci i wieczny narzekacz. Również nierób, wałkoń i śpioch.











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Papusza

Następny tekst

Brzydkie bąki na sali kinowej, czyli o co chodzi z tym 4DX?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE