Gary Oldman na kolanach | FILM.ORG.PL

Gary Oldman na kolanach








Filip Jalowski
26.06.2014


W związku z tym, że zamieszczone przez nas tłumaczenie kontrowersyjnych fragmentów wywiadu Gary’ego Oldmana [PRZECZYTAJ], będącego ogniskiem niemałego skandalu w USA, wzbudziło ogromne zainteresowanie ze strony naszych czytelników, postanowiliśmy domknąć temat do końca. Po publikacji wywiadu oraz burzy medialnej z tym związanej Oldman bardzo szybko przeprosił za swoje słowa. Jako tłumacz w żaden sposób nie chcę odnosić się do jego przekonań, podkreślam jedynie smutny fakt – przez publikację takich przeprosin Oldman sam stał się jednym z największych hipokrytów Hollywood. I nie chodzi oczywiście o jego stosunek do Żydów, ale o kwestie związane z poprawnością polityczną, mocą słowa i „brakiem dystansu”. Z pewnością naciskali agenci, ale ten fakt niewiele zmienia. Zamieszczamy tłumaczenie listu wystosowanego przez Oldmana do ADL.* Zdanie wyróbcie sobie sami.

Edytowane: Korzystając z możliwości sieci, chciałbym napisać małe sprostowanie. Komentujący słusznie wytknęli, że odpowiedź Oldmana jest ironiczna. Przy pierwszej lekturze, nieco poddenerwowany faktem samej odpowiedzi Oldmana, nie zwróciłem na to uwagi. Teraz przychylam się do zdania osób, które w liście do ADL widzą ironię. Wciąż uważam jednak, że najlepszą postawą Oldmana byłoby milczenie, a nie wdawanie się w słowne przepychanki, które nieco zaprzeczają temu, co mówił w wywiadzie. Aby nie manipulować tekstem, zostawiam powyżej pierwszą wersję wpisu bez żadnych zmian. Edytuję dla czystego sumienia ;)

oldman-kolana

Droga ADL*,

Jestem bardzo skruszony, że moje wypowiedzi, które ostatnio pojawiły się w wywiadzie Playboya, okazały się być obraźliwe dla wielu ludzi narodowości żydowskiej. Po przeczytaniu ich w wersji drukowanej zauważyłem jak mocne mogą wydawać się te słowa i w jaki sposób mogą przyczyniać się do utrwalenia fałszywych stereotypów, a wszystko co przyczynia się do ich utrwalania – w tym moje słowa – nie może być akceptowane. Jeśli w trakcie wywiadu poproszono by mnie, abym rozwinął myśl dotyczącą „Żydów rządzących Hollywood” dopowiedziałbym, że właśnie skończyłem lekturę świetnej książki Neala Gablera, Ich własne imperium: Jak Żydzi wynaleźli Hollywood. Fakt, że teraz stał się to nasz biznes, droga mojej kariery, sprawia, że mamy wobec nich ogromny dług.

Mam nadzieję, że z tego tekstu wyczujecie, że moje przeprosiny są szczere, prawdziwe i, że moje życie wiele zawdzięcza osobom o narodowości żydowskiej. Ludność żydowska, przez wieki cierpiąca prześladowania, jako pierwsza usłyszała głos Boga i z całą pewnością jest Narodem Wybranym.

Chciałbym zakończyć tekst zwrotem „Shalom Aleichem”, ale – zważywszy na zaistniałe okoliczności – straciłem zapewne prawo do używania tych słów. W związku z tym zakończę go słowami „pokój z wami” (te same znaczenie co „Shalom Aleichem”, tyle że Oldman zakończył zwrotem w języku angielskim, a nie hebrajskim).

*ADL (za Wikipedią): „Amerykańska organizacja, jedną z najstarszych i najważniejszych organizacji żydowskich na świecie, której celem jest walka z nienawiścią i uprzedzeniami wobec Żydów.”







  • Negatywny

    Wcale nie rządzimy w hollywood, a teraz przeproś… or else…

  • canismajoris

    przeprosił ich bo z jego wypowiedzi wynikało, że ta cała hipokryzja ty tylko wina żydów-producentów. A Gary’ego wkurza fałszywa „poprawność polityczna” całego społeczeństwa. Zrozumiał, że walczy z wiatrakami i odpuścił.

  • Pingback: Oldman + Playboy = skandal | FILM.ORG.PL()

  • Kazik

    canismajoris a Ty myślisz, że co? Gary pomyślał sobie: „A powiem to co myślę, nie będę opierdalał w bawełnę, pewnie i tak nikt na to nie zwróci uwagi”? Doskonale wiedział, że jakiś odzew będzie a zatem powinien być na to przygotowany i jeżeli już powiedział „A”, winien powiedzieć „B” a nie skomleć jak pudelek.
    Przecież doskonale zdaje sobie sprawę w jakim systemie się obraca. Pytanie, po co to wszystko? Dla mnie ten facet jest od dziś symbolem totalnego obciachu, nie podałbym mu ręki ani nie pozwoliłbym (gdybym miał taką możliwość) aby kontynuował swoją aktorską karierę.

    • Negatywny

      Najlepiej od razu up***ol łeb tej ludzkiej gliździe…

  • steppenwolf1982

    „Ludność żydowska, przez wieki cierpiąca prześladowania, jako pierwsza usłyszała głos Boga i z całą pewnością jest Narodem Wybranym.”
    i to „Shalom Aleichem” na końcu.. mi to wygląda po prostu na dość zawoalowany sarkazm i kpinę z Żydów ze strony Oldmana.

  • steppenwolf1982

    no i jeszcze to: „(..)Jak Żydzi wynaleźli Hollywood. Fakt, że teraz stał się to nasz biznes, droga mojej kariery, sprawia, że mamy wobec nich ogromny dług.”
    dość bezpośrednio potwierdza to o czym mówił wcześniej w wywiadzie – że Żydzi rządzą w Hollywood.
    nie czytałem oryginału, ale jeśli tłumaczenie jest poprawne, myślę, że to po prostu wyrafinowana ironia Gary’ego..

    • Fidel

      Sarkazmu jakoś nie wyczułem, choć nie wykluczam, że Oldman faktycznie uderza w te tony. Zawodowym tłumaczem nie jestem, więc nie wykluczam, że nie oddałem niuansów tekstu. Jeśli takowy tłumacz wychwyciłby jakikolwiek błąd przeinaczający sens wypowiedzi, poproszę o informację, wtedy na bank tłumaczenie poprawimy.

      • Panowie powyżej mają rację – to ewidentny sarkazm. Przeczytałem dla pewności oryginał i od niego również można to wyczuć, więc wina nie leży w tłumaczeniu.

        • Fidel

          Gdy tłumaczyłem byłem nieco poddenerwowany samym zachowaniem Oldmana, ale gdy zaczęliście mówić o sarkazmie, to przychylam się do tej opinii. Te teksty o „narodzie wybranym” i hebrajskie zakończenie są „zbyt słodkie”, aby były mówione na poważnie.

          • Potwierdził tym przy okazji, że żydzi są naprawdę wpływowi skoro został zmuszony do napisania przeprosin (a przecież nie powiedział nic strasznego) oraz że tylko komicy mogą mówić publicznie prawdę.

            Czasami gdy oglądam wystąpienia mojego ulubionego komika, George’a Carlina, mam wrażenie, że tylko w obecnych popieprzonych czasach można traktować jego często prawdziwe i smutne wypowiedzi jako żart. W dawnych czasach zostałby nazwany mędrcem albo nawet filozofem; niczym Sokrates, który również lubił wytykać ludziom ich głupotę.

          • Fidel

            Nie chcę babrać się w tematach typu jaki naród czym rządzi itp. Odnoszę się jedynie do wypowiedzi Oldmana, na której ironię otworzyliście mi oczy. peace.

    • nat

      Też widzę tutaj tylko ironię, przedłużenie wypowiedzi z wywiadu. Nie potępiam Oldmana i zarzucanie mu, że ” przeprosiny” to hipokryzja w tym wypadku nie ma zastosowania.

  • gaku

    Dla mnie to trochę wygląda tak, jakby Oldman z nich kpił.

  • Kazik

    No właśnie. Steppenwolf mnie uprzedził. Może jednak jest nadzieja. Też po przeanalizowaniu tego listu, pomyślałem, że może jednak Oldman robi sobie po prostu jaja. Chociaż… na dwoje babka wróżyła. Najbardziej chyba rzuca się w oczy te „Chciałbym zakończyć tekst zwrotem „Shalom Aleichem”, ale – zważywszy na zaistniałe okoliczności – straciłem zapewne prawo do używania tych słów.” Czy to możliwe aby popadł w aż taką służalczość? Być może tak a być może nie. To wie tylko on.

    • steppenwolf1982

      niezależnie od intencji samego Oldmana, w kontekście nacisków ze strony ADL, jego przeprosiny nabierają dwuznacznego charakteru i dają mocno do myślenia na temat argumentów jakie przedstawił w wywiadzie. myślę, że ta organizacja poprzez swoją reakcję, sama sobie strzeliła w kolano.

  • zxc

    Haggada to w kulturze żydowskiej opowiadanie, rodzaj sagi, w której
    nie tyle chodzi o wierne odtworzenie wydarzeń będących kanwą
    opowieści, co o morał, jaki trzeba z niej wysnuć. Stąd też opowieść jest
    komponowana w taki sposób, by zaprojektowany zawczasu morał wprost
    słuchaczowi się narzucał. W tym celu w jednych miejscach – jak to
    określił Steven Spielberg – „dodaje się dramatyzmu”, a w innych się go
    ujmuje i wszystko – jak powiadają gitowcy – „gra i koliduje”. Oczywiście
    koliduje z prawdą, ale prawda nie ma tu nic do rzeczy, bo przecież
    chodzi o morał. Na przykład – że Żydzi są plemieniem szczególnie
    upodobanym przez Stwórcę Wszechświata, który wiąże z nimi jakieś bliżej
    niesprecyzowane, tajemnicze projekty. Temu morałowi służy haggada
    odczytywana podczas wieczerzy sederowej, opowiadająca o ucieczce z
    Egiptu. Co tam jest prawdą, a co – dodatkiem „dramatyzmu” – trudno
    zgadnąć. Bo czy na przykład bez oznaczenia drzwi domów zajmowanych przez
    Żydów baranią juchą, wysłany przez Najwyższego Anioł Niszczyciel
    również i u nich dokonałby rzezi pierworodnych – czy raczej był to
    umówiony znak dla komanda morderców? Czy rzeczywiście Żydzi byli w
    Egipcie tak strasznie znienawidzeni i prześladowani, skoro ich egipscy
    sąsiedzi bez najmniejszego wahania, z pełnym zaufaniem pożyczają im
    swoje kosztowności, z którymi ci uciekają na pustynię, radując się, że w
    ten oto sposób „złupili Egipcjan”? Wreszcie – czy uciekają, bo dalszy
    pobyt w Egipcie stał się dla nich nie do wytrzymania, czy też uciekli w
    obawie przez represjami, jakie nieuchronnie spadłyby na nich na skutek
    nocnej masakry dokonanej, ma się rozumieć, przez Anioła Niszczyciela, za
    którym mogło jednak – niech Bóg zabroni! – ukrywać się dowodzone przez
    Mojżesza komando sztyletników? Bo przecież faraon, a nawet lokalny
    wielkorządca, takiej psoty nie puściłby chyba płazem, a zanim by mu
    wytłumaczono, że to nie komando, tylko Anioł Niszczyciel, mogłoby spaść
    wiele głów. Wyrzuty czynione Mojżeszowi na pustyni wskazują, że w
    Egipcie nie musiało być Żydom aż tak bardzo źle i że gdyby nie obawa
    przed represjami za nocną masakrę, to kto wie? – może żadnego exodusu z
    „domu niewoli” by nie było? I tak dalej. Oczywiście tych wszystkich
    wątpliwości nikt nie podnosił, toteż haggady bez przeszkód snuły się
    przy szabasowych świecach w zabitych dechami sztetlach Środkowej i
    Wschodniej Europy, zamieszkiwanej przez wyznających chrześcijańską
    herezję gojów, których Talmud stawia niewiele wyżej nad człekokształtne
    zwierzęta.

    I taki właśnie intelektualny i emocjonalny bagaż, taki sposób
    postrzegania świata, mieszkańcy owych sztetli wywieźli ze sobą za ocean,
    emigrując do Ameryki. Wynalazek Augusta i Ludwika, braci Lumiere oddał w
    ręce miłośników haggad nieoceniony instrument. Dzięki kinematografowi,
    który bardzo szybko oczarował niezliczone miliony ludzi na całym
    świecie, można było przystąpić do urabiania ich umysłów na skalę
    dotychczas niewyobrażalną. W kinie bowiem fikcja nabiera pozorów
    rzeczywistości, bo cóż bardziej może przekonać człowieka, niż to, co
    zobaczył na własne oczy?

    Karol Olgierd Borchardt opowiada, jak to podczas rejsu „Polonii” na
    linii palestyńskiej, gdzie był pierwszym oficerem, podczas nocnej wachty
    podeszła do mostka para narzeczonych, prosząc o pozwolenie pozostania
    tam, by rozkoszować się pięknem nocy i morza. Wywiązała się rozmowa,
    podczas której w pewnym momencie goście powiedzieli zaskoczonemu
    oficerowi: panom to dobrze, w porównaniu z tamtymi, co wiosłują pod
    pokładem. Borchardt próbował przekonywać, że maszyny i tak dalej, ale
    narzeczeni wiedzieli lepiej: my wiemy, że panu nie wolno o tym mówić i
    my nie mamy do pana pretensji, ale my wiemy, jak panowie tam ich męczą i
    biją, my to wszystko widzieliśmy na własne oczy w kinie. Skoro
    obrazkowa haggada miała taki potężny wpływ nawet na osoby w końcu z nią
    otrzaskane, to cóż dopiero mówić o gojach, od czasów Arystotelesa
    przyzwyczajanych, że prawda istnieje obiektywnie?

    Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny, dla których prof.
    Mieczysław B.B. Biskupski, kierownik katedry historii Polski i Polonii w
    Central Connecticut State Uniwersity w New Britain, w książce „Nieznana
    wojna. Hollywood przeciw Polsce, 1939-1945” zajął się opisem stosunku
    właścicieli „fabryk snów” w tamtejszym sztatełe do Polski i Polaków.
    Wprawdzie czy to z ostrożności, czy z jakichś innych powodów, nie
    poświęca większej uwagi intelektualnemu i emocjonalnemu bagażowi, jaki
    producenci owych „snów”, które dla wielu trwale zastąpiły i zastępują
    jawę, przetransportowali za ocean – ale z opisu wyraźnie wynika, jak
    wielki wpływ na sposób postrzegania świata przez „inżynierów ludzkich
    dusz” miała plemienna pamięć uformowana w owych sztetlach i
    ukształtowana przez Talmud hierarchia rodzaju ludzkiego. Na to wszystko
    nałożyła się przodująca ideologia, dając w efekcie cocktail określany
    brutalnie „żydokomuną”.

    Autor na przykład odnotowuje, że według szacunków FBI w roku 1934
    liczba członków Komunistycznej Partii USA w rejonie Los Angeles nie
    przekraczała „marnych trzech tuzinów”, ale właśnie wtedy utworzona
    została „sekcja wytwórni hollywoodzkich”, która w następnych latach
    gwałtownie się rozrastała. Podlegała ona bezpośrednio centrali partii w
    Nowym Jorku, która szczególny nacisk kładła na pozyskanie do kolaboracji
    przede wszystkim scenarzystów. Nietrudno się temu dziwić. Skoro w samym
    cudnym raju Ojciec Narodów otaczał „inżynierów dusz” szczególną opieką i
    nadzorem, to czyż w Nowym Jorku i Los Angeles mogło być inaczej? Toteż w
    roku 1935 agent Kominternu Otto Katz przybył do Hollywood i przy pomocy
    – jakże by inaczej! – Ligi Antynazistowskiej – skutecznie poddał
    „fabrykę snów” zarówno komunistycznej infiltracji, jak i sowieckim
    standardom. Naturalnie „walka z faszyzmem” była zaledwie pretekstem do
    promowania w amerykańskim społeczeństwie sowieckiego punktu widzenia za
    pośrednictwem sztuki filmowej. Nie obyło się przy tym bez potężnych
    poznawczych dysonansów; oto 23 sierpnia 1939 roku, to znaczy w dniu
    podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, tamtejszy Salon został niemile
    zaskoczony gwałtownym zakończeniem walki z „nazizmem”, którą zastąpiła
    walka z „podżegaczami wojennymi”, czyli propagandą amerykańskiego
    izolacjonizmu. Autor skrupulatnie odnotowuje, że dokonany wkrótce potem
    kolejny rozbiór Polski został gorąco poparty również przez Sekcję
    Żydowską KP USA, która ponad wszelką wątpliwość uznała, że znalezienie
    się znacznej liczby współrodaków pod sowiecką kontrolą jest „dobre dla
    Żydów”. Czyż wypada temu zaprzeczać, zwłaszcza, że wszystkie te
    zawirowania, ustalenia i nastroje znajdowały swój wyraz w filmach?

    Absolutnie nie wypada, zwłaszcza, że w pewnym momencie pojawił się
    również Złoty Cielec w postaci zamówień rządowych. Już w sierpniu 1940
    roku Jack Warner z Warner Brothers oświadczył, że nakręci „każdy film,
    jakiego zechce administracja, bez względu na koszt”. Na odzew z drugiej
    strony nie trzeba było długo czekać, więc nietrudno sobie wyobrazić
    wzruszenie, jakie mogły w duszy Jacka Warnera wywołać słowa, że
    „szczerze i otwarcie traktujemy całe Warner Bros jako kolejną agencję
    rządową”. Toteż kiedy źli „naziści” podstępnie zaatakowali miłujący
    pokój Związek Radziecki, nikt nie miał głowy do zajmowania się jakimiś
    tam Polakami tym bardziej, że sam prezydent Roosevelt – co szczegółowo i
    z irytacją opisują autorzy książki „Od własnej kuli – tajna wojna
    między aliantami” – wprost wyłaził ze skóry, by dogodzić „wujkowi Joe”,
    którego upatrzył sobie za partnera, z którym będzie do spółki rządził
    powojennym światem. Powojenny świat, a zwłaszcza Polska i inne
    nieszczęśliwe kraje Wschodniej i Środkowej Europy, drogo za te
    fantasmagorie zapłaciły, ale na razie entuzjazm prezydenta Roosevelta do
    „wujka Joe” udzielił się również „inżynierom dusz”, dysponującym, jak
    już wiemy, doborową ekipą scenarzystów. Ci nawet robiąc film o bitwie o
    Monte Cassino potrafili nie zauważyć tam ani jednego Polaka. Podobnie,
    jak w słynnym i – jak to mówią – „kultowym” filmie „Casablanka”, który
    jest opowieścią o internacjonalistycznym podziemiu, podlegającym
    jakiemuś głęboko zakonspirowanemu sanhedrynowi. Prof. Biskupski zauważa
    nie bez ironii, że takie „wielonarodowe podziemie podczas drugiej wojny
    światowej istniało tylko w tym filmie”, ale w takim razie wizje
    scenarzystów musimy uznać za swego rodzaju prefigurację czasów obecnych.

    Znakomitym przykładem kontynuacji tego nurtu jest cykl George’a
    Lucasa o gwiezdnych wojnach, którymi dyskretnie kieruje „sam główny
    Srul” – dysponent Mocy, objawiający się tylko członkom
    wyselekcjonowanego genetycznie sanhedrynu „rycerzy Jedi”, szczególnie
    uwrażliwionych na odczuwanie Mocy. Celem tych „rycerzy” jest utrzymanie
    pokoju w skali galaktyki, do którego droga prowadzi przez ostateczne
    rozwiązanie kwestii Lordów Sithów. Dzieki ultymatywnej broni,
    skonstruowanej przy wydatnym udziale Mocy, ostateczne rozwiązanie tej
    kwestii wydaje się równie nieuchronne, jak nieskomplikowane, ale zanim
    to nastąpi, „rycerze” toczą z „zakonem” rozmaite turnieje i bitwy,
    dzięki czemu scenarzyści mogą „dodawać dramatyzmu” ile dusza zapragnie, a
    reżyser – inkasować kolejne nagrody. Uderzające podobieństwo tego cyklu
    do „Protokołów Mędrców Syjonu” na pewno jest całkowicie przypadkowe, bo
    te „protokoły” to podobno fałszywka wyprodukowana jeszcze przez carską
    Ochranę. Oczywiście nie wypada zaprzeczać, ale jeśli nawet i one były
    tylko swego rodzaju haggadą, to nie można wykluczyć, że niektóre
    zawarte tam pomysły mogły okazać się szalenie inspirujące, zwłaszcza w
    czasach, w których za sprawą „inżynierów dusz” granica między jawą i
    snem nie jest już taka wyraźna, jak kiedyś.

    Stanisław Michalkiewicz

    • Andriej

      Ech, wiesz co? Wejdź sobie na 4chan, tam jest taki board /pol/ – czyli „politically incorrect”. Jeśli panimajesz po angielskiemu, to na pewno ci się tam spodoba…

  • Kazik

    Może nie od rzeczy byłoby dodanie do „Oldman na kolanach” znaku zapytania. „?”:)

  • Artur Gralla

    pewnie mu menadzer powiedzial,stary zrob skadal powiedz cos o zydach pedalach i bedzie git,potem przeprosisz itd itp ale bedziesz mial darmowa reklame ha ha ha.Paru pismakow z tego skorzystac itd itp.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

FOTA: "Mad Max: Fury Road"

Następny tekst

Najnowszy zwiastun MIASTA 44. Komasa wie, o co chodzi!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE