ZŁY od Żuławskiego, czyli polski superbohater | FILM.ORG.PL

ZŁY od Żuławskiego, czyli polski superbohater








Grzegorz Fortuna
24.08.2013


Kiedy wpada pomiędzy sześć postaci grom, tego nie wie nigdy żadna z sześciu zainteresowanych osób. Poza tym grom nie jest nigdy czymś miękkim, to zaś, co znalazło się naraz na skostniałej glinie pomiędzy sześciu silnymi, zwinnymi i gotowymi na wszystko ludźmi, było na tyle miękkie, by nie sprawiać żadnego hałasu, a na tyle granitowo twarde, by uczynić rzecz niebywałą – ściąć pięć spośród sześciu postaci z nóg. Szósta w tej samej sekundzie rzucona została potężnym ciosem w brzuch na usypisko zlodowaciałej gliny. Przez kilka chwil kotłował się dziwaczny, straszny bój w zupełnych ciemnościach i zupełnym milczeniu, gdy się jednak nic nie wie, kiedy i skąd padają błyskawiczne kopnięcia w usta i podbrzusze, w szyję i w serce – wtedy ludzie zaczynają kaszleć, ksztusić się bólem i strachem, charczeć. (…) Wtedy też, rzucona z siłą parowego młota, pękata postać otworzyła z jękiem oczy i to stało się przyczyną jej zupełnej klęski. Naprzeciw jej oczu płonęły w ciemnościach inne oczy, tak przerażająco białe, że pod postacią pękatą i kanciastą zdrętwiały kolana.

Powyższy fragment nie pochodzi z książki o Zorro ani z jakiejś nowelizacji przygód Batmana. To wycinek ze „Złego” Leopolda Tyrmanda – napisanej w połowie lat pięćdziesiątych powieści, będącej najchętniej czytanym kryminałem w dziejach PRL-u. Tytułowy Zły – którego niezwykłe możliwości doskonale przedstawia zacytowany fragment – to samozwańczy obrońca uciśnionych, mściciel pojawiający się zawsze tam, gdzie komuś dzieje się krzywda, i bezlitośnie obchodzący się z wszelkiej maści chuliganami, gangsterami, społecznymi mendami. Słowem: nasz polski Batman, nasz własny narodowy superbohater.

Pamiętam, że czytając „Złego” jakoś w okolicach liceum, nie mogłem wyjść z podziwu. Zawsze wydawało mi się, że superbohaterowie przynależą do kultury amerykańskiej i że my takich nigdy nie mieliśmy. Tymczasem Tyrmand stworzył sześć dekad temu bohatera, który powinien być dzisiaj kultowy, bohatera, którego każdy nastolatek powinien mieć na koszulce, ale który – ze względu na swoją specyfikę, na pewną archaiczność odczuwalną dzisiaj podczas lektury – został w pewnym sensie zapomniany i wypchnięty ze zbiorowej świadomości. Jest jednak nadzieja, że taki stan rzeczy nareszcie się zmieni.

Do ekranizacji powieści Tyrmanda przymierzało się już kilku reżyserów (między innymi Wojciech Smarzowski), ale żaden z nich nie podołał. Problemem były nie tylko finanse – potrzeba tu co najmniej kilkunastu milionów – ale też swoista trudność adaptacji tego materiału. „Zły” ma bowiem prawie 800 stron, a o jego wartości świadczą nie tylko niezwykle żywe sceny pojedynków i bójek, ale też długie i barwne opisy powojennej Warszawy: podnoszącej się z gruzów, powoli odbudowywanej, tonącej z peerelowskiej szarudze.

Trudności nie boi się jednak Xawery Żuławski, od dwóch lat pracujący nad tym, by z długiego i wielowątkowego – a przy tym także w wielu aspektach anachronicznego – kryminału Tyrmanda zrobić scenariusz, który będzie wciągał, fascynował i intrygował dzisiejszą publiczność. I choć można mieć wobec tego projektu wiele wątpliwości, to „Zły” ma szansę być nie tylko ciekawym kinowym doświadczeniem, ale wręcz przełomem w naszym skostniałym i – pomimo mniejszych lub większych sukcesów artystycznych – bardzo ograniczonym filmowym świecie. Polskie kino, nawet w swoim najlepszym wydaniu, zawsze kręci się bowiem wokół dramatów, filmów wojennych i obyczajowych. Polscy filmowcy nie potrafią i zwykle nie chcą kręcić kina popularnego, a pojęcie gatunku to dla nich odległy abstrakt, nie przystający – w opinii wielu rodzimych reżyserów, z takim choćby Zanussim na czele – do poważnej funkcji artysty.

Tymczasem „Zły” to pop, emocje, trzask łamanych kości chuliganów i krzyk przejętych niewiast – to to, co Amerykanie potrafią sprzedawać od dziesięcioleci, a czego my nigdy w naszym kinie nie mieliśmy. Żuławski opowiada w wywiadach o tym, jak chce kryminał Tyrmanda nakręcić, a każde wypowiadane przez niego zdanie brzmi dobrze – ma być krwawo, brutalnie, może trochę komiksowo, do tego „na bogato” (budżet ma wynieść około 15 milionów złotych) i z amerykańskimi superprodukcjami jako wzorcem. W każdym innym wypadku tego typu zapewnienia mogłyby budzić niepokój, bo ściganie się z Jankesami nigdy nie wychodziło polskim twórcom dobrze, ale należy pamiętać, że Żuławski pokazał już swoje umiejętności na polu skomplikowanych, niełatwych do przełożenia na język kina historii – w świetnej, przebojowej „Wojnie polsko-ruskiej”. „To ma być pop, ale dzisiejszy. Musi mieć energię filmu komercyjnego, zrobionego w popkulturowych kadrach zrozumiałych dla dzisiejszego odbiorcy” – mówi w wywiadzie dla Newsweeka Żuławski, a ja jego wizję z miejsca kupuję, bo dokładnie takie kino chcę zobaczyć.

W nadchodzącym roku polski przemysł filmowy będzie miał sporo do zaoferowania – nowy projekt Smarzowskiego i aż dwie ciekawe produkcje o powstaniu warszawskim, obie podpisane przez Jana Komasę. Na te filmy czekam z niecierpliwością i będę wypatrywał każdego zwiastuna czy plakatu. Na „Złego” nie czekam – „Złym” się po prostu jaram. Tak, jak jaram się perspektywą obejrzenia najnowszych „X-menów” czy drugiej części „Avengers”.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Mefisto

    No ciekawe, ciekawe…

  • Jakuzzi

    Że z opasłego i wielowątkowego Złego można zrobić niezłą adaptację, udowodnił ostatnio m.in. Teatr Powszechny. A jeśli chodzi o pop, to może być, ale też bez przesady. Zły to jednak ani komiks, ani historia superbohaterska. Sam Zły jest w zasadzie postacią drugoplanową, poboczną, a książka koncentruje się na zupełnie innych bohaterach, próbując przede wszystkim oddać specyfikę i klimat współczesnej Warszawy. I próba uchwycenia właśnie tej specyfiki to dla mnie mus jeśli chodzi o jakąkolwiek adaptację Złego.

    • Grzegorz Fortuna

      Masz oczywiście rację, klimat powojennej Warszawy Tyrmand opisał w fascynujący sposób i warto to wszystko na ekranie oddać (Żuławski bardzo zresztą chce, żeby to wyszło dobrze), ale wydaje mi się, że da się to połączyć ze wspomnianym popem, tym bardziej, że jedno może drugie bardzo ładnie uzupełniać. No i o ile klimat Warszawy jest oczywiście ważny z punktu widzenia ekranizowania takiej, a nie innej książki, o tyle pop może tu być czymś uniwersalnym, dzięki czemu film zauważą za granicą :)

  • kelley

    fakt, troche ciezko mi sobie wyobrazic, ze zly bedzie pozbawiony tej calej otoczki „warszawskosci” lat powojennych, bo w gruncie rzeczy kryminalna intryga jest – co tu duzo mowic – lekko naiwna. za to opis swiatka przestepczego, rodzacej sie na nowo przedsiebiorczosci i „przedsiebiorczosci”, stosunki spoleczne we wciaz zrujnowanej wawie to jest nie lada gratka. jezeli uda sie zulawskiemu uchwycic klimat i intryge uczyc mniej naiwna, a bohaterow mniej anachronicznych, to moze wyjsc cos wartosciowego.

    • Grzegorz Fortuna

      Żuławski wspominał zresztą, że z niektórymi bohaterami (przede wszystkim z Martą Majewską) mieli spory problem, bo trzeba ich było przystosować do dzisiejszych wymogów :)

  • q

    moje plakaty inspirowane filmami i serialami

    https://www.facebook.com/tomasz.zawistowski.ilustracje

  • Piotr Hildebrandt

    Cóż, i tak nie ma szansa na siebie zarobićn awet gdyby

    miał budżet tylko 3 mln zł. A tu aż 15 mln…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#54 Mroczny Rycerz powstaje

Następny tekst

Czarno na białym - Dziewczyna na moście



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE