Złośliwe kartofle i pączki z kamienia | FILM.ORG.PL

Złośliwe kartofle i pączki z kamienia

Artykuły o filmach, publicystyka filmowa / 16/04/2011








Rafał Oświeciński
16.04.2011


Ostatnimi czasy, zmuszony przez wielce skomplikowaną sytuację życiową, siedziałem trochę w tematach około-czesko-filmowych. Kiedy postawiłem ostatnią kropkę w pracy rocznej czułem się jakbym wygrał w totka, pomijając już kwestię czy praca była dobra czy zła – ważne, że skończona i o Czechach, założenia wypełnione. Czując delikatny przesyt sąsiadami z południa postanowiłem, że kolejny film czeski obejrzę dopiero wtedy, kiedy zapomnę o przysypianiu nad klawiaturą. No i co z tego wyszło? No nic, a wszystko przez to, że pewien z szanownych klubowiczów (nie zdradzam personaliów, jak będzie chciał to sam się pochwali) powiedział mi, że właśnie wrócił z siłowni. Dość niezwykłej, bo zrealizowanej w wersji piwniczno-kuchennej, a żeby skończyć owijanie w bawełnę – klubowy kolega po prostu wtachał na piętro ziemniaki z piwnicy. A piwnicę, proszę ja was, to okrutnie dziwne miejsca zamieszkane przez złośliwe kartofle i dziadzia śpiącego pod węgielkiem. Oj tak…

A po obejrzeniu tego przekonacie się, że nie jestem pod wpływem narkotyków

Po seansie „Do piwnicy” (oryg. „Do pivnice”) Jana Švankmajera w głowie pojawia się przynajmniej kilka refleksji:

1. Lepiej nie wchodzić do praskich piwnic, chyba że lubimy kamienne pączki lub spanie pod węglem.

2. Kot Rademenes z polskich „Siedmiu życzeń” rozpoczynał karierę aktorską w kraju Szwejka.

Dwie wspaniałe kreacje kota-gwiazdora

3. Buty lubią rogale.

4. Kartofle posiadają wolną wolę oraz chęć przeżycia – przykro mi drodzy wegetarianie.

No i na końcu punkt piąty i najważniejszy ze wszystkich – Jan Švankmajer doskonałym reżyserem jest!

Na praską piwnicę można spojrzeć z przymrużeniem oka i trochę się z niej popodśmiewać, ale ciężko odmówić jej kreatorowi wyobraźni oraz ogromnego wyczucia w kwestii oddawania dziecięcych obaw przed prozaicznymi z perspektywy człowieka dorosłego czynnościami. Myślę, że każde z nas miało w dzieciństwie taką ‘swoją piwnicę’, w której czaiły się potwory, strzygi i inne dziwactwa czekające jedynie na to, aż rodzice przestaną patrzeć. W moim przypadku była to spiżarnia, w której spodziewałem się spotkać Pana Tik Taka czekającego na to, aby mnie porwać – wszystko zaczęło się zresztą od koszmaru.

Hmm…

Takim samym koszmarem jest właśnie Švankmajerowska piwnica (reżyser przyznaje, że jest to bardzo osobista krótkometrażówka i, prawdopodobnie, najbardziej osobisty ze wszystkich jego filmów).

Jeszcze inny senny majak z lat dziecięcych przedstawia nam Lynch w swoim „Alfabecie„. U niego zamiast podziemnych pomieszczeń, czy Pana Tik Taka mamy krwiożercze abecadło atakujące śpiącą dziewczynkę, na której mocno wzorowali się (moim zdaniem) jegomoście odpowiedzialni za charakteryzację opętanego dziecka w „Egzorcyście” Friedkina. „Alfabet” został zainspirowany opowieścią żony Lyncha, abecadłowa dziewczynka istniała naprawdę.

Wydaje się zatem, że wycieczka po ziemniaki, odwiedziny w spiżarni, czy wizyta w przedszkolu rzeczywiście mogą stanowić niezły ekwiwalent siłowni. Adrenalina doskonale przyśpiesza spalanie kalorii, a jak tu jej nie wydzielać, gdy goni nas wiadro, kartofle uciekają z kosza, a zza winkla wygląda Pan Tik Tak przypominający o zaległościach z języka polskiego?

Zostawcie zatem sztangi, spacer po ziemniaki to Rocket Fuel i Double Blasta razem wzięte. I jakie piękne filmy wychodzą, gdy ktoś weźmie ze sobą kamerę – celuloid zdecydowanie lubi strach.

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński











Poprzedni tekst

Z monitora... na monitor

Następny tekst

O grze, która chciała być filmem...



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE