Zjazd absolwentów | FILM.ORG.PL

Zjazd absolwentów

Podjęcie się tego rodzaju publicznego rozliczenia – nawet jeśli nie do końca wiarygodnego – wymagać musiało odwagi i determinacji.




Spojrzeć w oczy dawnym oprawcom




Jan Dąbrowski
10.02.2015


Niemożność rzeczywistego rozliczenia się z oprawcami potrafi być frustrująca. Gnębiona w czasach szkolnych przez resztę klasy Anna (Anna Odell) nie zostaje zaproszona na zjazd absolwentów. Realizuje film krótkometrażowy ilustrujący wydarzenia z jej strony, gdyby pojawiła się na zgromadzeniu. Nie poprzestaje na tym – ze swoim dziełem konfrontuje poszczególnych znajomych z dawnych lat. Jej punkt widzenia nie spotyka się ze zrozumieniem.

Anna Odell debiutuje obrazem bardzo osobistym, otwarcie opowiada o swoich odczuciach. Niewątpliwie jest to przedsięwzięcie wymagające odwagi, wszak autorka niejako publicznie wytyka kolegom i koleżankom ze szkoły złe traktowanie. Podczas seansu w pierwszej kolejności widzowi przedstawia się wyreżyserowaną wersję zjazdu absolwentów. Artystka odgrywa swoją rolę, w resztę postaci wcielają się aktorzy. Samo przyjęcie rozpoczyna się w przewidywalny sposób, jednak gdy Anna zabiera głos, atmosfera zakłopotania udziela się wszystkim zebranym na sali gościom. Poszczególnym osobom, imiennie i skrupulatnie wytykane są dawne nadużycia, zabawy kosztem mniejszości, prześladowania. Im więcej złych wspomnień wyrzuca z siebie reżyserka-aktorka, tym większe powoduje to oburzenie. Coraz czytelniejsze staje się także, iż relacje międzyludzkie w klasie stają się po części metodą ukazania mechanizmów kierujących społeczeństwem. Podział na liderów i podporządkowanych, zaradnych i nieudolnych. Same okoliczności (zamknięte pomieszczenie, oskarżenia względem gości) chwilami przypominają kryminalne łamigłówki. Jednak w tym przypadku zamiast prowadzić śledztwo, bohaterka rozlicza się z dorosłymi ludźmi, którzy dawniej bawili się jej kosztem, traktując ją jak odmieńca. Manifestując swoją krzywdę, budzi w kolegach dawną antypatię. Sukcesywnie obnażają się oni ze swoich masek. Im większy jest (prowokacyjny wręcz) upór Anny, z tym agresywniejszą reakcją się spotyka.

zjazd-absolwentow

Cały drugi akt obrazu stanowi w założeniu proces wyszukiwania przez artystkę autentycznych kolegów oraz koleżanek z klasy i skonfrontowanie ich z nagraną etiudą. Zadanie do najłatwiejszych nie należy, ponieważ pomysł Anny nie spotyka się z uznaniem. Pozornie chętni rozmówcy ostatecznie rezygnują ze spotkania, jedynie nieliczni pojawiają się w mieszkaniu bohaterki. Widowni kinowej w tych scenach udzielić się może uczucie zażenowania (tak znajome, gdy ktoś nieudolnie wymawia się ze spotkania). Wszystkiemu towarzyszy kamera. Widoczne emocje na twarzach osób, którzy oglądają film Anny, niezręczna sytuacja, jaką prowokuje i reakcje gości stanowią ciekawe doświadczenie. Jest to spełniona fantazja każdego, kto kiedyś doznał krzywdy w czasach szkolnych. Nie jest to jednak odwet przekraczający wszelkie granice, przez co aranżowane wydarzenia sprawiają wrażenie wiarygodnych.

Techniczna strona całego projektu stoi na wysokim poziomie. Odell zadbała o profesjonalny wygląd swojej etiudy, odpowiedzialna za zdjęcia Ragna Jorming i montaż Kristin Grundström wykreowały film, który mógłby funkcjonować jako samodzielne dzieło. Aktorsko najlepsza jest także postać Anny, wiarygodnie przechodzi z jednego stanu emocjonalnego w drugi, intryguje widza. Reszta obsady etiudy to także zawodowi odtwórcy, warto wymienić choćby Andersa Berga i Sandrę Andreis (grający np. epizody w Dziewczynie z tatuażem Davida Finchera). Pod względem zaplecza technicznego bardzo dobrze prezentuje się także druga część – z założenia stricte dokumentalna. Ta biegłość i przejrzystość demaskuje nieautentyczność samego materiału. Dawni koledzy oraz koleżanki ze szkoły nie reagują na obecność kamery, profesjonalni aktorzy nie patrzą w obiektyw, nie przeszkadza im także obecność operatora – nawet w sytuacjach niezręcznych. Jest to jedyny, lecz dość znaczący mankament Zjazdu absolwentów. Znacznie wiarygodniejszy byłby to projekt, gdyby rozmówcy Anny zachowywali się jak autentyczni naturszczycy. Najbardziej w drugim akcie filmu uderza właśnie sztuczność. Zaproszeni do mieszkania bohaterki goście zachowują się jak aktorzy (przeciwnie niż np. u von Triera, gdzie w Idiotach profesjonaliści odgrywali swoje sceny niczym autentyczni amatorzy). Łatwo dostrzec tu kalkulację ze strony autorki – świadomość, jakie emocje w danym momencie wzbudzi, granie z odbiorcą. Nie ma tu miejsca na nieoczekiwane zachowanie, Anna realizuje swój projekt bez przeszkód – a raczej bez przeszkód niezaplanowanych. Po pierwszym akcie (etiuda o przyjęciu) artystka nadal kreuje rzeczywistość, nie wychodzi poza grę z widzem. Brak naturalności w drugim akcie powoduje, że założony kontrast (między projektem bohaterki a resztą filmu) nie zostaje osiągnięty.

Zjazd (9)

Sam projekt jest mimo wszystko ciekawy, choćby ze względu na osobę Anny Odell. Emocje, które udaje jej się wyreżyserować w swoim debiucie udzielają się odbiorcy, a świadomość przedstawienia przez artystkę jej szkolnej traumy budzi uznanie. Podjęcie się tego rodzaju publicznego rozliczenia – nawet jeśli nie do końca wiarygodnego – wymagać musiało odwagi i determinacji.

korekta: Kornelia Farynowska












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

JUPITER: INTRONIZACJA

Następny tekst

BIRDMAN. Oscary 2015. URWANY FILM #71



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE