Drogi pamiętniczku,
wciągnęłam się w kolejny serial, chociaż obiecywałam że nie, mam czas tylko na Siostrę Jackie i Borgiów, reszta po sesji. I jakoś się nie udało. Fabuły nie dają satysfakcji, a już na pewno nie te oglądane w domu: ich bohaterowie wchodzą i wychodzą z twojego życia, pojawiają się na chwilę i znikają na zawsze. Seriale to postaci, z którymi wypijasz litry kawy, a czasami nawet jesz obiady (tak, Siostra Jackie jest fenomenalna); oglądanie serialu to proces, bardzo fizyczny, przyjemnie wyczerpujący. A już oglądanie na bieżąco serialu kryminalnego jest wśród serialowych doświadczeń doświadczeniem wyjątkowym.

Wpadło na dysk przypadkiem, wywołując natychmiastowe ojejku! i pożarcie trzech pierwszych odcinków bez przerw związanych z obowiązkowym sprawdzaniem mejli czy niusów na gazecie. Rzadko mi się zdarza wiedzieć już po pilocie, że chcę więcej, więcej, dużo więcej.
Serial jest rozwinięciem duńskiej produkcji, i znakomicie wpasowuje się w konwencję „kryminału skandynawskiego”, przez którą rozumiem smutek, paskudną pogodę, ponure, obarczone problemami dnia codziennego postaci i mniejsze lub większe zacięcie społeczne. Kadry są ciemne, zimne i pachną deszczem.
Zaczyna się poniekąd od cytatu z Milczenia owiec przeplatanego z cytatem niezliczonej ilości slasherów, a potem mamy intrygę w stylu Twin Peaks, czyli zamordowane nastoletnie dziewczę i tajemnice, które ta śmierć odkrywa. Póki co śledztwo nie wywołuje szoku. Wkręca natomiast klimat, groźna codzienność, wilgotność powietrza, przemoczone kurtki i bluzy, zmartwione twarze. Bezbronność – nie tylko wobec zbrodni, ale w ogóle wobec życia. Oczywiście dorośli są cyniczni, a dzieci zdemoralizowane, ale wszelkie skrajności, patologie – zlewają się naturalnie z mokrym betonem.
Centralną postacią jest detektyw Sarah Linden graja przez Mireille Enos – „kobieta zwyczajna”. A jednak intryguje.
Emanuje z niej niesamowita siła – tak po prostu. Jakiś rodzaj wytrwałości, którą nie trzeba epatować, bo po prostu ją widać. Linden zamierza się wynieść z Seattle, gdzie dzieje się akcja, miasta w najlepszym razie bez właściwości, w najgorszym – smutnego krewnego tych wszystkich miast, w których ciągle leje, a detektywi piją i chodzą w prochowcach (chociaż akurat Linden nie ma prochowca; jej partner z przypadku, Holder, wygląda jak wyrośnięty nastolatek w bluzie z kapturem).
Nie wiem, w którą stronę to pójdzie; trzecim wątkiem, po śledztwie i osobistych reakcjach na zbrodnię, są wybory na burmistrza miasta, więc na horyzoncie majaczy polityka. Ale cztery wyemitowane już odcinki są warte obejrzenia same w sobie.
PS. Na bieżąco z: Siostrą Jackie, Rodziną Borgiów (Showtime), Glee (Fox), The Killing (AMC), no i chyba Gra o tron (HBO) do tego dojdzie, bo pilot wielce OK, uderza we właściwe struny.