Zestawienie

TOP 10 ZDOBYWCÓW ZŁOTEJ PALMY. Tarantino, Coppola, Scorsese

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Wielkimi krokami zbliża się 71. edycja festiwalu w Cannes. To doskonały moment, by przypomnieć kilku wielkich laureatów Złotej Palmy z wcześniejszych edycji. Wśród nich znajdują się i giganci amerykańskiego kina, i mniejsze europejskie produkcje. Każde z wymienionych dzieł, niezależnie od skali popularności, jest prawdziwą perłą. Lekturą obowiązkową dla kinomanów.

Mimo znacząco innego profilu i częstej niszowości wyróżnianych dzieł, Złote Palmy pozostają drugimi po Oscarach najważniejszymi nagrodami w filmowej branży. Może nie są trampoliną marketingową tej samej skali, ale swoim prestiżem przewyższają statuetki wręczane przez Amerykańską Akademię. Złota Palma praktycznie zawsze jest znakiem kina najwyższej jakości.

Przed wami dziecięciu moich ulubionych zwycięzców. Trudno było mi wybrać z nich najlepszego, więc za najuczciwszą uznałem kolejność chronologiczną.  

Których wygranych wy najbardziej cenicie? Czy któryś tytuł skandalicznie pominąłem? 

Jeżeli… (1968)

Magnetyczny Malcolm McDowell w prawdopodobnie najlepszym filmie Lindsaya Andersona, będącym zwieńczeniem brytyjskiego Kina Młodych Gniewnych. Jeżeli… traktuje o buncie uczniów w szkole z internatem. Anderson kumuluje kolejne napięcia między grupą nauczycieli  a ich podopiecznymi. Solidarności nie ma także między samymi uczniami. Na każdym z tych pól dochodzi do walki o dominację. Rygor savoir-vivre’u, konserwatyzm poglądów, bezwzględność w ocenie zachowań, monotonia rytuałów czy nawet fizyczna przemoc to przykra codzienność. Anderson portretuje piramidę nadużyć, patologii i odstępstw. Wszystko w miejscu mającym kojarzyć się z ładem, porządkiem i harmonią. Jeżeli… zwieńczone jest bezkompromisowym, brutalnym finałem. Gorzkim w wydźwięku i zostawiającym widza w mało komfortowej sytuacji. Jeszcze niedawno młody gniewny Lindsay Anderson pyta bowiem o granice buntu. Chce uchwycić moment, w którym zostają one przekroczone. Wielkie kino.

Znani konkurenci: Swobodny jeździec, Z, Polowanie na muchy

Taksówkarz (1976)

X muza ma swoje momenty przełomowe. Chwile, które dzielą jej historię na „przed” i „po”. Premiera Taksówkarza jest na pewno jedną z nich. Nie było nigdy wcześniej w kinie takiego bohatera jak Travis Bickle. Doświadczenia z wojny w Wietnamie wytłumiły niektóre pokłady jego wrażliwości, neutralizując uczucie strachu i bólu, jednocześnie skazując go na wieczną bezsenność i nieuzasadnioną potrzebę zachowania ciągłej czujności. To z kolei wyostrzyło jego wstręt wobec ludzkiej deprawacji i zepsucia. Travis jest niezwykle czuły na zachowania mieszkańców i ludzką przyzwoitość. Sam jednak nie potrafi zawiązać nawet najprostszych koleżeńskich relacji. Nie w tym rzecz, bym opisał charakterologiczną kompleksowość Travisa – tworzoną przez gniew, opiekuńczość, bezradność, frustrację (wszystkie wyrażane koślawo i impulsywnie), składające się na jeden z najbardziej fascynujących i zastanawiających portretów psychologicznych w historii kina. Ważne jest to, że Złote Palmy powstały do wyróżniania właśnie takich ikon. W 1976 roku canneński festiwal trafił w punkt.

Taksówkarz ma też niepowtarzalny, depresyjny klimat. Gęsty, odpychający, ciężki, ale też hipnotyzujący za sprawą ścieżki dźwiękowej Bernarda Herrmanna. Nowy Jork w wizji Martina Scorsese jest piekłem na Ziemi. Tam pierwiastki dobra i bezinteresowności połączone zostają z manifestacjami siły i przemocy. Taksówkarz to jedno z najbardziej wpływowych dzieł wszech czasów. Cytaty, zapożyczenia, inspiracje i pastisze (Kiler z polskiego podwórka) liczone zapewne już w setkach, aż po całe filmy korzystające z bardzo zbliżonej narracyjnej struktury (Drive) czy sięgające po podobnie niepokojący nastrój  (Nigdy cię tu nie było, Imigranci).

Znani konkurenci: Bugsy Malone, Lokator, Nakarmić kruki

Czas Apokalipsy (1979)

Umówmy się. Kino ma kilka swoich filmów-fundamentów. Kolosów nie do ruszenia. Jednym z nich jest Czas Apokalipsy. Głęboka refleksja nad społeczeństwem wojny, jej ofiarami, katami i świadkami. Francis Ford Coppola dostarcza spektrum postaw, wątków i punktów widzenia. Reżyser dociera do najmroczniejszych zaułków ludzkiej psychiki. Nihilizm miesza się despotyzmem, trans ze skrajną przemocą, despotyzm z moralną zgnilizną. Po Czasie Apokalipsy na długo w pamięci zostają wymowne obrazy: helikoptery lecące na tle gigantycznego słońca, narkotyczne intro do dźwięków The End The Doorsów czy okryta cieniem sylwetka Marlona Brando. Niektóre filmy przerastają przyznawane im nagrody. Nawet te najwyższej rangi. Czas Apokalipsy na pewno się do nich zalicza.

Znani konkurenci: Blaszany bębenek (zwycięzca ex equo), Woyzeck, Niebiańskie dni

Pulp Fiction (1994)

Bardzo ważna dla historii nagród Złota Palma. Nie tylko dlatego, że wyniosła na piedestał będącego wciąż na wczesnym etapie kariery Quentina Tarantino. Nie tylko dlatego, że Pulp Fiction wyszło zwycięsko z walki ze snobistycznym, artystowskim Czerwonym Krzysztofa Kieślowskiego. Nagroda dla Quentina Tarantino jest o tyle znacząca, że była zwiastunem zmieniającego się kina i redefinicji pozycji filmowego Autora. Od tamtego momentu za takich nie byli postrzegani tylko filozofujący mędrcy, mierzący się z eschatologiczno-egzystencjalnymi zagadnieniami. Pulp Fiction było wielkim otwarciem dla nowoczesnego, rozrywkowego kina, niepozbawionego ambicji, ale sprzedającego je w zupełnie nowej formie. Canneńskie jury wykazało się nie lada odwagą, honorując Tarantino. Z każdym kolejnym rokiem coraz wyraźniej widać jak słuszna to była decyzja.

Znani konkurenci: Hudsucker Proxy, Spaleni słońcem, Trzy kolory: Czerwony

Rosetta (1999)

Drobna produkcja od braci Dardenne – ulubieńców festiwalu – i ich pierwsza Złota Palma. Myślę, że niewielu o Rosetcie słyszało, ale jeśli jest gdzieś w waszym zasięgu, koniecznie dajcie jej szansę. Belgijscy reżyserzy są absolutnymi mistrzami w budowaniu charakterów, niuansowania między ich słabościami, fobiami i ograniczeniami: rozumianymi na poziomie mentalnych barier, ale również będącymi wypadkową sytuacji społecznej i materialnymi możliwościami. W przypadku Rosetty przewodnim wątkiem jest bezrobocie i desperackie próby wydostania się z niego. Bracia Dardenne tworzą zaangażowane, ale unikające tez kino. Bardziej od diagnozy interesuje ich sam opis. A w nim są bólu wyczerpujący. Seans Rosetty jest wręcz katartycznym doświadczeniem. Dardenne’owie pomału – za pomocą detali i sugestii – wiążą przed widzem dojmujący etyczny problem, zmierzający potem do jeżącej włosy kulminacji. Myślę, że tylko bardzo odporny widz może przejść obok Rosetty obojętnie.

Znani konkurenci: Ghost Dog: droga samuraja, Prosta historia, Wszystko o mojej matce

Ostatnio dodane