Żelazna logika idiotyzmu | FILM.ORG.PL

Żelazna logika idiotyzmu








Adam Nguyen
03.01.2013


Gdy jakiś filmowy twórca zabiera się za drażliwą tematykę – jak niewolnictwo czy wybijanie nazistów – i w dodatku postanawia przedstawić ją w prześmiewczy, oblany sosem konwencji i pełen popkulturowych odniesień sposób, to można być pewnym, jak śmierci i podatków, że gdzieś ktoś z tego powodu się obrazi.

W dzisiejszym politpoprawnym klimacie jest to tak oczywiste, że wręcz dziwię się, iż tyle czasu musiało upłynąć, by pojawiły się pierwsze głosy oburzenia celebrytów strzelających fochy na Twitterze z powodu światowej premiery „Django Unchained”. Wydawałoby się, że dzisiaj wystarczy już tylko sama sugestia połączenia tematyki czarnego niewolnictwa z nazwiskiem Tarantino, by ktoś wywołał awanturę. Najgłośniej komentowanymi w ostatnich dniach przykładami były słowa, jak zawsze wylewnego, Spike’a Lee oraz Jima Crawforda, znanego twórcy gier indie (m.in. hitowego Frog Fractions). Oto co do powiedzenia na temat najnowszego filmu Quentina Tarantino, miał ten pierwszy:

Nie ocenię, bo go nie zobaczę. Mogę jedynie powiedzieć, że obejrzenie tego filmu oznaczałoby brak szacunku dla moich przodków.”

„Amerykańskie niewolnictwo to nie spaghetti western Sergia Leone. To był Holokaust. Moi przodkowie to niewolnicy. Wykradzeni z Afryki. Uszanuję ich.”

Lee zaatakował Quentina również za nadużywanie określenia „nigger” w jego najnowszym filmie.

Natomiast Jim Crawford miał z Django nieco inny problem:

„Django Unchained to już piąty z rzędu film Tarantino powtarzający ten sam motyw zemsty. Ponadto, jeżeli piszesz scenę, której funkcją jest przedstawienie jakiegoś bohatera jako postać „złą”, to jestem pewien, że automatycznie czyni to z ciebie filmowego grafomana.”

„Czaję to, że Tarantino składa hołd filmom z motywem fantazji o zemście. Robi on złe filmy jako hołd złożony złym filmom. Złe nie tylko w sensie „kiepskiej realizacji”, ale szkodliwe, ponieważ wzmacniają one to fałszywe przekonanie, że istnieją ludzie „źli” i że musimy ich zabić.”

„To, że Tarantino jest tak dobrym scenarzystą, wcale nie polepsza, wręcz pogarsza sprawę, ponieważ jest on przez to jeszcze skuteczniejszy w propagowaniu swojego niebezpiecznego światopoglądu. Niezwykle ważne jest to, by ludzie uświadomili sobie, że pomimo tego, co mówią tysiące kiepskich filmów i scenariuszy gier komputerowych, naziści nie byli ‚źli’.” 

„Naziści byli rezultatem biurokracji, patologicznego kultu jednostki i podstawowego, ludzkiego, plemiennego myślenia. Takie rzeczy zdarzały się w każdej kulturze, w różnych skalach i to, w jaki sposób będziemy postrzegać takie wydarzenia, jest prawie w całości uwarunkowane przez obiektyw historyka.”

Nie miałem jeszcze okazji obejrzenia „Django Unchained”, jednak już teraz mogę z pełnym przekonaniem napisać, że obydwaj panowie podchodzą do sprawy – za przeproszeniem – od dupy strony.

Bo jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło się, by ktokolwiek i kiedykolwiek powiedział coś mądrego na temat jakiegoś filmu, gdy oceniał tytuł z pobudek światopoglądowych.

BIAŁE POCZUCIE WINY

Krytyczne komentarze Spike’a Lee dzisiaj już chyba nikogo nie dziwią. Nie sposób podważyć wczesnych, filmowych osiągnięć reżysera, a i ciężko być cynicznym wobec jego zasług dla społeczności czarnoskórych w Stanach. Jednak nie byłoby przesadą stwierdzenie, że przez lata facet zdążył się już tak zatracić w nieustannym wytykaniu winnych i pokrzywdzonych, że dziś wszędzie widzi rasistów, niesprawiedliwość społeczną oraz jawny lub zakamuflowany język nienawiści, na lewo i prawo zadręczając „białym poczuciem winy” osoby, których nikt przy zdrowych zmysłach nie posądziłby o rasowe uprzedzenia.

Jeżeli film dla dorosłych, zdrowo myślących ludzi, opowiada po części o niewolnictwie i postaciach z tym związanych, to logiczne jest, że słowo „nigger” będzie tam występować. Bo czy nam się to podoba czy nie, ludzie tak wtedy mówili; to tylko kwestia szczerości scenariusza (o czym zresztą pisał sam Tarantino). Logicznym dla każdego powinno być też to, że za tymi słowami nie kryje się żadne rasistowskie przesłanie filmu. Scenariusz nie propaguje znaczenia tego określenia, tylko dlatego, że ono tam występuje. Słowa się nie liczą, liczą się intencje. To taka oczywista oczywistość, że zęby mi zgrzytały od samego pisania tego banału, lecz jak widać sporo ludzi wciąż ma z tym problem. Jeżeli jesteś dorosłym człowiekiem obrażającym się za same słowa i symbole w kinie, zamiast o stojące za nimi intencje i cele, to znaczy, że intelektualnie jesteś gówniarzem. Natomiast jeżeli chodzi o wydawanie wyroków na temat prawdziwych motywacji Tarantino, to obawiam się, że pan Lee jest ostatnią osobą, która powinna w tej sprawie zabierać głos. Nie tylko ze względu na brak umiejętności trzeźwego spojrzenia, który przejawia w ostatnich latach, lecz również dlatego, że – mały drobiazg – nie widział filmu Tarantino na oczy.

Intencje kryjące się za słowami nie mają znaczenia dla Spike’a Lee i jemu podobnych krzykaczy. Jeżeli jednak samo występowanie w scenariuszu obraźliwego określenia wystarczy, by wywołać wśród tych ludzi oburzenie, to równie dobrze mogliby też oprotestować użycie praktycznie wszystkich przekleństw w kinie. Jak choćby „kurwa” czy „fuck”, które zarówno w polskich jak i amerykańskich filmach, używane są niczym interpunkcja w wypowiedziach. Czy nazwanie czarnoskórej osoby „czarnuchem” jest naprawdę w jakiś obiektywny sposób bardziej obraźliwe niż nazwanie kobiety „dziwką” – określeniem dozwolonym nawet w produkcjach PG-13? Jakoś nie widzę, by Spike Lee kierował swój Sprawiedliwy Gniew przeciwko dziełom z takim językiem, ba – jego własne filmy są nim wypełnione. To co napisałem powyżej, to w sumie takie głupawe gdybanie o pierdołach, ale do tego własnie prowadzi, pozbawiona logiki argumentacja „oburzonych”.

Oczywiście Lee pije głównie do tego, że Tarantino w ogóle miał czelność fabułę o problemie niewolnictwa umieścić w ramach jakieś dziwacznej, uwłaczającej konwencji. Sprowadzić problem do poziomu spaghetti westernu. Jednak twierdzenie, że istnieją jakieś tematy, do których należy w sztuce podchodzić tylko i wyłącznie z należytą powagą i odpowiednim pietyzmem, bez cienia dystansu – jest po prostu absurdalne.

ŻELAZNA LOGIKA IDIOTYZMU

Gdyby podążyć dalej rozumowaniem Lee, w sumie wychodziłoby na to, że samo uwzględnienie jakiejś patologii w scenariuszu, wiązałoby się automatycznie z jej propagowaniem. Historia kina wypełniona jest fabułami, w których występowali wszelkiego rodzaju mordercy, psychopaci, gwałciciele, opresyjne reżimy, totalitarne imperia, najróżniejsze schorzenia i patologie oraz definiowane na wszelkie sposoby ZŁO. Idiotyzmem byłoby twierdzenie, że filmy te są obraźliwe  tylko z racji występowania w nich drażliwych obrazów i tematów, zwłaszcza gdy – tak jak „Django Unchained” – opowiadają o walce przeciw temu co wszyscy krzykacze znajdują tak obelżywym. No chyba, że uznamy problem niewolnictwa za ten jeden, jedyny, wyjątkowy temat tabu, którego nikomu – oprócz czarnoskórych twórców – nie wolno tykać dwumetrowym kijem.

Wychodzi jakbym się uwziął na biednym Spike’u, ale najgorsze jest to, że Lee reprezentuje dużo większą grupę zadufanych w sobie „oburzonych”, którzy z roku na rok są coraz bardziej wokalni, bo kulturowe środowisko im na to pozwala. Ludzi, którym na dźwięk pewnych słów automatycznie, refleksyjnie, zapala się nad głowami czerwona lampka, po czym podnoszą krzyk wrzeszcząc „rasizm”, „dyskryminacja” lub „mowa nienawiści”. Robią to już instynktownie, reagują na te słowa mechanicznie, z góry zakładając, że opowiadają się po stronie tolerancji, ani przez chwilę nie zastanawiając się nad tym, czy czyjeś uczucia naprawdę ucierpiały. Można ich poznać po słownictwie. Tak samo jak Lee uwielbiają rzucać na lewo i prawo gromkopierdnymi, wyniosłymi określeniami jak „godność”, „hańba” czy „szacunek dla przodków”. Pisanie o „poszanowaniu przodków” w odniesieniu do pastiszu spaghetti westernów, świadczy o lekkim wypaczeniu perspektywy.

NO SHIT, SHERLOCK

Nieco inne podejście prezentuje natomiast, wspomniany wcześniej Jim Crawford. Gdyby jego cytaty wyrwać z kontekstu, to można by znaleźć w nich sporo prawdy. Jednak to, co jeszcze byłoby mądre w dyskusji o prawdziwej naturze człowieka czy historycznej analizie drugiej wojny światowej, brzmi już absurdalnie w odniesieniu do silnie stylizowanego miksu konwencji, jakim są filmy Tarantino. Prawda, nic nie jest czarno-białe, a ludzi nie można po prostu podzielić na złych i dobrych. Jednak słowa NO SHIT, SHERLOCK, w tym momencie same cisną się na usta. Bo podział na „tych dobrych” i „tych złych”, „tych naszych” i „tych przeciwko nam” istniał w kulturze od zawsze. Nie tylko większość filmów, lecz większość opowiedzianych historii, opiera się na aksjomatach rozróżnialnego dobra i zła. Można sobie dyskutować i filozofować do woli nad słusznością takich podziałów lub nad ludzką kondycją, skoro tak wielu potrzebuje tych prostych definicji, by poprawnie funkcjonować w świecie. Ale nie zmieni to faktu, że jest to podstawowy budulec prawie wszystkich opowieści. Jako kinomani przyjmujemy to do wiadomości, nawet jeżeli nie zgadzamy się z tym światopoglądowo.

Atakowanie „Django Unchained” za scenariuszową grafomanię, ponieważ operuje tym samym podstawowym, funkcjonującym w kinie od zawsze podziałem na wyraźnych dobrych oraz potępienia i śmierci godnych złych – jest zwyczaje idiotyczne. W ogóle uwagi Crawforda o dziele Tarantino, śmierdzą mi zwykłą hipsterką, gdzie zarzuty wobec filmu tak naprawdę służą jedynie za pretekst do przekazania własnych przełomowych i jakże odkrywczych wniosków na temat ludzkiej natury…

CO MÓGŁBY ZROBIĆ TARANTINO?

Uwagi wystosowane przez Lee czy Crawforda, to nie tylko problem Tarantino. W takich sytuacjach często zastanawiam się,  jak zareagowałbym gdybym był na miejscu danego twórcy. Reakcja w takiej sytuacji musi być ostrożna i stonowana. Każdy przejaw ostrzejszych emocji zaraz zostanie przez kogoś odebrany jako agresja, nietolerancja lub zwykła zarozumiałość. W dobie internetu zawsze znajdą się tacy, którzy opowiedzą się nawet za najbardziej przegranym punktem widzenia. Z drugiej strony, uwagi osób takich jak Lee, czasami osiągają tak wysoki poziom absurdu, że prawie podziwiam niektórych twórców za ich powściągliwość i dyplomację w tych sytuacjach oraz za to, że nie ulegają pokusie puszczenia wściekłego, podważającego inteligencję ich oponentów, wypełnionego obelgami tweeta. Podejrzewam, że po swoich ostatnich filmach, Tarantino jest już do tego wszystkiego na tyle przyzwyczajony, że nawet z jego eksplozywnym, źle znoszącym krytykę charakterem, nauczył się na to machać ręką.

A wy? Co sądzicie o krytycznych uwagach, odnośnie Tarantinowskich fantazji i rewizji historii? Uważacie, że pewnych spraw nie należy sprowadzać do poziomu popowych zabaw, czy nie spinacie się podczas dobrej rozrywki i nie uznajecie „nietykalnych tematów” ?

 







  • Macc

    Każdy film Tarantina wywoływał kontrowersje, więc ta sytuacja mnie nie dziwi. Podobał mi się „Adolf H.”, lubię filmy Tromy. Dobry film nie jest zły – niezależnie co by poruszał. Według mnie każdy temat jest dobry, jeśli jest dobrze wykorzystany. Czarny wyzwoleniec kontra sadystyczny plantator – wspanialszej osi do westernu nie dało się wymyśleć.Wprost czuć starym dobrym westernem.

  • Unfinished

    Spike Lee krytykował Tarantino za używanie słowa nigger w „Jackie Brown”, nie „Django”, co zresztą byłoby jeszcze dziwniejsze biorąc pod uwagę to, że nie ma go zamiaru oglądać.

    • Adam Nguyen

      Krytykował oba tytuły. „Jackie Brown” obejrzał, ale wiedział, że słowo to często pojawia się również w nowszym filmie Tarantino. Krytując „Django” powoływał się między innymi na „Jackie Brown”.

      • Unfinished

        W takim razie ustanowił nowy szczyt głupoty…

  • Jokullus

    W kinie nie powinno być żadnego tematu tabu, czy „nietykalnych tematów”. Jestem wręcz zwolennikiem humoru totalnego, czyli dotykającego nawet tych najtrudniejszych spraw z dozą odpowiedniego dowcipu. Te oburzenia Pana Lee nt. ilości słowa „nigger” w nowym filmie Tarantino przypominają mi polską dyskusję nt. „Pokłosia”, gdzie padały oskarżenia, że to film antypolski bo pokazuje Polaków jako pijaczków przed sklepem. Od kiedy to rzeczywistość – nie wszystkich ale bardzo wielu – polskich wsi i miasteczek jest antypolska?

    • Jakub Piwoński

      Mi także ta sytuacja przypomina rodzime kontrowersje wywołane filmem „Pokłosie”. Sens argumentów wytaczanych przez „prawdziwych polaków” jest analogiczny. Jednak kolego Jokullus, powinieneś wiedzieć, że oskarżenia o antypolskość płyną nie za pokazanie Polaków pijących przed sklepem, a za zbrodnie jakiej się dopuścili przeciwko żydom. Tak czy inaczej, porównanie jest to trafne.

      • Jokullus

        Tak, masz całkowitą rację, że argument o antypolskość dotyczył przede wszystkim pokazania zbrodni jakiej dopuścili Polacy względem Żydów, ale czytałem również głosy krytykując przedstawiony obraz wsi, co podchodzi o absurd.

  • Adam Nguyen

    Polecam również obejrzenie wywiadu z Samuelem L. Jacksonem, w którym aktor zapytany został o zdanie w kwestii użycia w filmie „N-word” – jak to dyplomatycznie określił dziennikarz. Jackson zachęcił go by spróbował wypowiedzieć na głos całe słowo. Był krótki stand-off i po chwili pytający odpuścił temat zupełnie. Fajny materiał, dobitnie pokazuje, że niektórzy ludzie pewnych słów się po prostu boją. Chociaż z drugiej strony, zgrywam teraz cwaniaka, ale nie wiem czy dałbym radę powiedzieć „nigger”, prosto w twarz Samuela L. Jacksona.

    Materiał można obejrzeć tutaj:
    http://gawker.com/5972453/samuel-l-jackson-refuses-to-answer-question-about-abundance-of-nigger-in-django-unchained-unless-interviewer-says-the-word?popular=true

    • Scarlet Pumpernickel

      Pare słów od jak zawsze przyjemnego do posłuchania Morgana Freemana:

  • kadr

    Dla mnie osobiście Tarantino jest zbyt sterylny. Oglądam jego filmy i je podziwiam ale na zasadzie podziwiania, nie wiem, katedry gotyckiej. Mówię sobie, „Kurczę, jak to zostało pięknie zbudowane!” Po czym nagle okazuje się, że owszem, budowla piękna ale w środku… nie ma Boga. Nie obchodzą mnie bohaterowie filmów Tarantino, nie mam do nich żadnego emocjonalnego stosunku. Dzieje się tak pewnie dlatego, że reżyserskie ego twórcy „Pulp Fiction” zawłaszcza wszystko. Postacie z filmów Tarantino są jak marionetki, bezwolne, ślepe, głuche z wielką wystającą im zewsząd metką „Made in Tarantino”. Do tego wkurza mnie już to jego gówniarstwo. Tarantino wciąż się tylko i wyłącznie bawi. Bardzo chciałbym zobaczyć w jego wydaniu jakiś porządny dramat. Ale ton pewnie tego nie potrafi. Przypomina mi wrednego dzieciaka, który rozpruwa swojego pluszowego misia a następnie przy pomocy rożnych narzędzi robi z niego morderczego cyborga. Brakuje mi w filmach Tarantino przestrzeni, przypadkowości, oddechu, to co można znaleźć choćby u Camerona. Po prostu filmy Quentina Tarantino są dla zbyt… tarantinowskie.

    • Tarantino ustalił konkretne zasady zabawy w piaskownicy, przyniósł swoje zabawki i teraz czeka, aż ktoś się do zabawy przyłączy. Albo wchodzisz, albo nie. Jeśli wchodzisz to ok, może ci się zabawa z Quentinem nie podobać, wolisz klocki, a nie samochody, więc sprawę olewasz, pokazujesz język i lecisz na drabinki pobawić się z Zosią, a potem pograć w warcaby. Ale krytykowanie samego zaproszenia, propozycji i w ogóle tego, że koleś siedzi w piachu i gmera łopatką? Widzisz, że się koleś bawi, wiesz, czego się spodziewać, niczym cię nie zaskoczy, bo się zawsze bawi jak nie ciężarówką, to resorakami lub układa trasy do gry w kapsle. Nie wchodzisz do jego piaskownicy, proste.

  • Simply

    U Spike’a Lee czarni bracia niggerują sobi aż się kurzy i jest git. On swego czasu atakował nawet tak totalnie antyrasistowski film, jak ,, Mississipi Burning” Alana Parkera – nie spodobało mu się, że to akurat biały coś takiego nakręcił. Sam rzecz jasna jakoś się dotąd nie pokwapił zrobic filmu na temat niewolnictwa, czy KKK.
    A ten drugi matoł, to jest co najwyżej materiał dla psychiatry, chyba że to miało byc dla jaj.
    Całe to bicie piany, to są nie warte uwagi pierdoły.

  • kadr

    Rafał, ale przecież przychodzi taki moment, że trzeba dorosnąć, prawda? Tarantino zjada pomału własny ogon. Nie idzie do przodu, nie rozwija się, Tak naprawdę w „Pulp Fiction” pokazał wszystko co potrafi.

  • Kelevra

    Spike Lee, naczelny czarnuch Hollywoodu (tego alternatywnego, srajacego bursztynem) z wiecznym arschschmerzallarm. Pewnie pierwszy w preorderze Google Glass, bedzie mogl sobie stworzyc filtr na wszystkie jego niggerschmerze…

  • DamnBitch
  • Aleksander

    Bardzo lubię filmy Spike’a Lee, cenię go za walkę o świadomość społeczną, rasizm i dyskryminację, ale to co czytam w wywiadach, brzmi jak kiepska reklama Czarnego reżysera. Zamiast zachowania dystansu, bezmyślne szczekanie. O co chodzi Tarantino? Wiadomo. A jednak nie. Całe zamieszanie wydaje się zbyt sztuczne i wydumane. Wszyscy są dorośli a zachowują się jak.., szkoda gadać. Jedno wytłumaczenie: kassa. za pół roku zobaczymy trailery nowego filmu Lee. Tym razem o heroicznym Czar… Afroamerykaninie, zapier…. zachowującym godność w czasach złotego wieku niewolnictwa.

  • DominoTaran

    Swego czasu Clint Eastwood też miał małą scysję z Panem Lee. Odpowiedział mu krótko:“Shut Your Face!”

  • Pingback: Quentin Tarantino – poszukiwany żywy lub martwy | Film.org.pl()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Woody Allen i jego filmy cz. 4 (1981-1985)

Następny tekst

John Dies at The End



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE