publicystyka filmowa

Zapowiada się wybitnie dobrze

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

 

Nie ma ważniejszej premiery tego roku. Żadne tam Avangers, powstający mroczni rycerze, hobbity, nowohoryzontowe odkrycia, canneńskie spazmy, sundancowe zaskoczenia. Nowy Bond zapowiada się świetnie, ale to tylko kolejna część tego samego schematu. Nawet Tarantino, do którego podchodzę bezkrytycznie, nie wzbudza we mnie takich nadziei jak Paul Thomas Anderson i jego „The Master”. 

Ponad rok temu pisałem:

W skrócie można powiedzieć, że ma to być fresk o quasi religijnym ruchu, który zaczyna działać w latach 50. i w krótkim czasie zjednuje sobie miliony wyznawców. Uderzenie w scjentologię? To najbardziej prawdopodobny cel. Z projektem łączone są na razie 2 nazwiska. Pewniakiem jest Phillip Seymour Hoffman w roli guru, a jego prawą ręką ma być Joaquin Phoenix (wcześniej anonsowany był Jeremy Renner, ale podobno zrezygnował). Z rolami kobiecymi wiąże się Laurę Dern i Amy Adams.

Pojawił się pierwszy plakat. A właściwie drugi, bo ten poprzedni był czymś na kształt obrazka towarzyszącego medialnemu szumowi związanego z rozpoczęciem produkcji. Teraz mamy poster na pierwszy rzut oka przeciętny, a na drugie łypnięcie całkiem oryginalny. To po prostu butelka (wina?)  do połowy opróżniona. To sugeruje, że Joaquin Phoenix, cholernie odważny aktor tak na marginesie, będzie alkoholikiem. Być może sam alkohol będzie jednym z bohaterów. Być może, bo kampania marketingowa jest dość wstrzemięźliwa jeśli chodzi o dawkowanie zdjęć, zwiastunów czy informacji o fabule, o pracy na planie. A premiera już w październiku. Nikt nie liczy na sukces kasowy, choć przy budżecie rzędu 35 milionów na pewno można zarobić parę baniek ("There Will Be Blood" przy kosztach sięgających 25 mln zarobił prawie 80 mln na świecie).

Wcześniej pojawiły się dwa enigmatyczne teasery, których nęcą skutecznie. Po pierwsze pokazują _wybitną_ rolę Phoenixa. Po drugie sugerują klimat podobny do tego z „Aż poleje się krew”. Znów przygrywa Johnny Greenwood. Znów obraz skąpany w słońcu Kalifornii. 

Mówcie, co chcecie, ale – uruchamiam moje zdolności profetyczne – THE MASTER będzie filmem roku. 

 

Ostatnio dodane