publicystyka filmowa

WSZYSTKIE PRZEMIANY HULKA. Mija 10 lat od premiery „The Incredible Hulk”

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Dokładnie dziesięć lat temu odbyła się polska premiera The Incredible Hulk, drugiego i jak do tej pory ostatniego filmu o zmutowanej sałacie Marvela. Żaden z filmów (pierwszy to oczywiście Hulk Anga Lee) nie zachwycił krytyków i nie wyczyścił kinowych kas, a fanów w najlepszym przypadku podzielił. A jednak Hulk od tamtej pory regularnie wraca na wielki ekran za sprawą Kinowego Uniwersum Marvela, którego integralną część stanowi. Pochylmy się zatem nad jego wszystkimi kinowymi inkarnacjami (świadomie pomijam aktorskie i animowane odsłony telewizyjne), przyjrzyjmy, jak kolejni (a było ich aż sześciu!) reżyserzy interpretowali postać, i zastanówmy, dlaczego filmowcy boją się solowego Hulka.

Hulk to postać wymyślona przez Stana Lee i Jacka Kirby’ego na potrzeby komiksu Marvela w 1962 roku. The Incredible Hulk #1 pokazuje wypadek podczas pracy nad promieniowaniem gamma, w trakcie którego obiecujący naukowiec Bruce Banner został napromieniowany, co zaowocowało niekontrolowanymi transformacjami w Hulka – wielkiego stwora o nadludzkiej sile i wytrzymałości.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery ze wszystkich kinowych występów Hulka, w tym Avengers: Wojna bez granic!

Traumatyk Anga Lee

Hulk w interpretacji romantycznego i tworzącego poza Hollywood Anga Lee stanowił materializację traumy i tłumienia emocji, które spowodowane były tragicznymi przeżyciami z dzieciństwa i patologiczną postacią ojca. Właśnie na relacji ojciec-syn Lee opiera cały swój  film i to ojciec głównego bohatera czyni z Bannera tytułowego stwora. Stanowi to oczywiście doskonałą metaforę wpływu dzieciństwa na kształtowanie się dorosłej jednostki. Niestety, reżyser zbyt chyba ambitnie podszedł do powierzonego mu zadania i zapomniał o rozrywkowym aspekcie całego przedsięwzięcia. Filmowi brakuje dobrych scen akcji, często traci tempo i bywa nużący. Wciąż jednak stanowi obraz ciekawy, oryginalny i klimatyczny. To zdecydowanie lepsza ekranizacja solowych przygód Hulka.

Uciekinier Louisa Leterriera

The Incredible Hulk twórcy i studio wyraźnie chcieli naprawić błędy poprzedniej ekranizacji. To film o bardzo wartkim tempie, wypełniony akcją i stanowiący de facto dwugodzinny pościg za uciekającym i próbującym pozbyć się napromieniowanego bagażu Bruce’em Bannerem. Rzeczywiście powstało sprawne kino akcji, które – szczególnie gdy w centrum postawi się właśnie Bannera, a nie Hulka – potrafi wciągnąć i trzymać w napięciu. Niestety Louisowi Leterrierowi całkowicie umyka zamysł Stana Lee i Jacka Kirby’ego, według którego Hulk miał być kwintesencją ludzkiej wściekłości, symbolem samozniszczenia. Hulk w filmie z Edwardem Nortonem to tylko choroba, której bohater chce się jak najszybciej pozbyć. Niestety postać tytułowa grzeszy też fatalnym CGI, które skutecznie zabija dobrą zabawę podczas scen akcji.

Ostatnio dodane