publicystyka filmowa

Wichry namiętności. Emocje w filmie

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Tekst zawiera spoilery.

Każdy z nas chociaż raz w życiu słyszał w duszy ryk niedźwiedzia. To część naszego pierwotnego instynktu, który wyparliśmy. Pragnienie, by niszczyć, tłamsić, rozrywać pazurami, by polować i zdusić, by zapanować i przejąć kontrolę. Rzucić wyzwanie życiu, innym, Bogom i śmierci.

Często w rozpaczy i w zapamiętaniu, kiedy puszczają hamulce. Czasami w chwilach wielkiej wagi, kiedy ważą się nasze losy – a przynajmniej pojmujemy to w ten sposób. Zazwyczaj jednak niedźwiedź szybko cichnie i drzemie w swojej gawrze, a my radzimy sobie dalej tak, jak umiemy – w sposób ułożony, cywilizowany, przemyślany i wedle wszelkich możliwych reguł.

Są jednak ludzie, którzy ten ryk słyszą nieustannie. Stale buzują w nich skrajne uczucia, wciąż testują swoje granice. Posuwają się najdalej, jak to tylko możliwe, spalają do cna, czerpią bez opamiętania z pokładów, z których czerpać należy ostrożnie. Przeżywają wszystko dwa razy intensywniej, ale płacą za to dwa razy większą cenę. Są niespokojni, nie mogą usiedzieć na miejscu. Trudno do nich dotrzeć, trudno ich zrozumieć, a z całą pewnością trudno ich zatrzymać, o ile sami nie zechcą zostać. Napędzani przez niepojęte dla innych poczucie wewnętrznej misji grają wedle własnych reguł. Wejście w orbitę ich oddziaływania zazwyczaj prędzej czy później kończy się nieszczęściem.

Nie mają marzeń, mają zadania i mają cele, i to wyznaczone wedle niemożliwie wysokich standardów. Kiedy ponoszą porażkę, tracą wszystko, co położyli na szali. I to jest dla nich trudne, bo kiedy gra jest w ich rozumieniu warta świeczki, kładą na szali wszystko. Klęska ich zabija, jest dla nich winą nie do odkupienia. Płacą za to całkowitym wyjałowieniem, wewnętrznym obumarciem. Rodzą się i umierają wielokrotnie w ciągu życia i za każdym razem jest to dla nich tak samo bolesne. Dla nich i dla ludzi, którzy ich kochają.

Pułkownik

Pułkownik miał trzech synów. Wychował ich jak potrafił, chociaż żona opuściła go, gdy najmłodszy, Samuel, był jeszcze małym dzieckiem. Opuściła rzecz jasna formalnie – jego listy biegły do niej, jej listy biegły do niego. Pułkownik, jeśli już raz się za czymś opowiedział, pozostawał temu wierny. Przyjaźń, lojalność, odpowiedzialność, siła, niezależne sądy, wyczulenie na kłamstwo i oszustwo – wedle tych wartości żył i wpajał je swoim synom. W jej świecie wyznacznikiem była opinia towarzystwa, w jego świecie – surowe reguły przetrwania. Pośród tego wszystkiego najstarszy, Alfred, przepełniony tęsknotą i szukający zrozumienia u matki, do której był charakterologicznie podobny, i młodszy Tristan, nieodrodny syn swego ojca, który nigdy nie skreślił do niej choćby słówka.

legends 5

Pułkownik najbardziej kochał Tristana. Czy dlatego, że Tristan był do niego najbardziej podobny, czy dlatego, że czuł podskórnie, iż ten właśnie syn – choćby wszyscy, łącznie z nim samym, twierdzili inaczej – najbardziej tego potrzebuje?

Alfred? Alfred poradzi sobie, gdziekolwiek się znajdzie. Samuel? Jest dobry we wszystkim, czego się podejmie. Tymczasem Tristan… nigdy nie ma dość. Jego życiem rządzą wyzwania, poczucie winy i autodestrukcja. Tristana można wyłącznie akceptować, kochać bez uprzedzeń i czekać na niego, nie stawiając mu wymogów. Jeśli zechce, wróci. Ojciec, starszy syn, młodszy syn. Różni, ale spojeni dzięki niepodważalnej rodzinnej lojalności. Trwający w szacunku, bliscy sobie. Przynajmniej dopóki był wśród nich…

Samuel

Najcenniejszy najmłodszy i jak to często z najmłodszymi bywa – najbardziej chętny, by coś udowodnić, by pokazać, że potrafi być mężczyzną, stanowić o sobie, mieć własne zdanie, dać swój wkład. Najbardziej zaangażowany i otwarcie emocjonalny, szczery w sądach, poszukujący, pragnący wiedzieć więcej, przeżyć więcej, zbudować własne imię i być samoistnym. Najbardziej z nich wszystkich wrósł w miejski pejzaż, w lekko dandysowski styl, wymogi towarzystwa. Oczko w głowie matki, jej nadzieja na uporządkowaną przyszłość.

Chciałaby widzieć w nim więcej rozwagi i pochwalić go za chłodną głowę, ale te słowne deklaracje to jedno, a duma to drugie. A ona jest z niego dumna, ponieważ stanowi pomost między tym, co niegdyś zafascynowało ją w Pułkowniku, a tym, do czego później wróciła i przy czym została. Samuel wynagradza błędy, Samuel jest rodzinnym spoiwem, Samuel jest wspólnym mianownikiem. Samuel musi przeżyć.

Bo wojna – młode byczki nigdy nie wiedzą, czym jest wojna. Pchają się do chwały i honoru, do obowiązku i powołania, do misji i celu. Nigdy nie słuchają starszych, którzy wojnę widzieli i wiedzą, że to zawsze jest to samo, smród rzygowin i kału, głód, rozerwane ciała przyjaciół, szeroko rozwarte w przerażeniu oczy wroga, którego trzeba zabić, brud, niepewność jutra, tęsknota, błoto i rozpacz, bolesna śmierć, kiedy próbujesz utrzymać rękoma własne bebechy przez wypadnięciem na ziemię i ostatnie, o czym myślisz, to honor i chwała. Starsi zawsze to wiedzą i nigdy nie udaje im się powstrzymać tych młodszych, którzy wyrywają się do przodu, więc w końcu kapitulują i udzielają błogosławieństwa, bo tylko tyle mogą zrobić, czasami polecić najmłodszego opiece mniej gorącogłowych braci i modlić się, by Bogowie jeszcze tym razem okazali się łaskawi.

Czuwa Alfred, czuwa Tristan, ale to za mało wobec uporu młodego rycerzyka, który mierzy się na szabelki z własnym przeznaczeniem i oczywiście przegrywa w tym starciu, jak tysiące przed nim i tysiące po nim. Przerażony, cierpiący, bez szans na choćby słówko pożegnania, ale przynajmniej w ramionach brata, w którym budzi się ryk niedźwiedzia i szaleństwo, ale przede wszystkim nieopanowane poczucie winy. Stracił więcej niż ukochanego młodszego brata, stracił kotwicę, która trzymała go przy spokojnym rodzinnym życiu, stracił swoje lustro i punkt odniesienia, kogoś, dla kogo zawsze trzeba będzie wrócić i trzeba będzie się starać. Straszna będzie cena tej tragedii dla Tristana, ale straszna będzie również dla…

Susannah

To nie była jej wina. Była jak woda, która wsiąka w skałę i gdy przyjdą mrozy, rozsadza ją od środka…

Susannah. Zakochana i pełna radości, w istocie niewinna, ale gdzieś w głębi – naznaczona. Nie tylko piętnem wypadku, który odebrał jej rodziców i pozostawił samą na świecie, ale piętnem nieokiełznanej namiętności, na którą w tej epoce nie było miejsca. Szuka oczywiście stabilizacji i rodziny, Samuel jest dla niej wyrazem czystego, wartościowego uczucia. Gdyby wydarzenia rozegrały się inaczej, byłaby dla niego wierną i oddaną żoną. Z czasem ich związek stałby się nudny, ale ona, starsza, mądrzejsza, poradziłaby sobie z tym. Byłaby w stanie zracjonalizować to, co wymagałoby racjonalnej analizy, i prawidłowo odczytać różnice między zapamiętaniem i namiętnością a trwaniem i kochaniem.

Susannah jednak nie dostała szansy na to, by bez bólu, bez zawodu przejść przez ten etap życia, który przynosi nam fascynację kimś takim jak Tristan. Zbyt wrosła w ramy towarzyskich zobowiązań, które do niej nie pasowały, a jednocześnie zachłysnęła się nagłą swobodą tej farmy na krańcu świata. Wszystko, co było w niej nieokiełznane i pierwotne, zaczęło krzyczeć, zaczęło domagać się ujścia i wyzwolenia. Nie mając obok siebie matki czy starszej siostry, którym mogłaby zawierzyć, mogła ufać jedynie własnym uczuciom, a one są cholernie zwodnicze. Dała się porwać, ale co gorsza, dała się zniszczyć.

Susannah, i nie tylko ona, stała się ofiarą poczucia winy napędzającego Tristana. Zawiódł, nie uchronił młodszego brata. Więc może jest w stanie zadośćuczynić, próbując się nim stać? Ożenić się, mieć dzieci, założyć rodzinę, zaopiekować się osieroconą Susannah, która jest piękna, jest niezwykła, która go pociąga i ekscytuje. Nie kocha jej, ale tyle dobrych małżeństw trwa przecież w oparciu o powołanie, przyjaźń i obowiązek. Osiąść. Dać i mieć nadzieję.

legends 2

Taki układ jest w stanie zadziałać jednak tylko w jednym wypadku: kiedy obie strony w pełni go rozumieją, akceptują i są co do niego przekonane. Tu jest seks, przyciąganie i celebrowanie żałoby, jest oswajanie utraconej miłości i bardzo dużo bólu. Jednak co do trwałości związku zbudowanego na podobnych fundamentach mają wątpliwości zarówno niepogodzona z tym Susannah, jak i…

Tristan

Kogoś takiego jak on każda z nas spotkała w życiu przynajmniej raz. Niektóre z nas mają wręcz tego pecha, że są takie jak on. Z Tristanem trudno jest budować. Z Tristanem niełatwo jest trwać. I bez ciążącej na nim winy jest trudnym partnerem, ponieważ osią jego osobowości jest pragnienie bycia wolnym. Kiedy znika, to znika. Kiedy wraca, to wraca. Możesz się uśmiechnąć i cieszyć się, że wrócił. Możesz robić mu wyrzuty – przyjmie je, pokaja i przeprosi, ale będzie wracał coraz rzadziej. Możesz go akceptować, ale nigdy nie zmienisz. Czasami zdarza się, że pokocha na tyle, by spróbować. Prędzej czy później wzajemnie się za to znienawidzicie.

legends 1

Ten konkretnie Tristan wracając do rodziny (i Susannah), jest na etapie całkowitego wypalenia, które próbuje bez powodzenia oszukać. Przez jakiś czas nawet mu się to udaje, oszukuje siebie i oszukuje innych. Potem budzi go nagły niepokój. Będzie szukał ujścia dla tego niepokoju na całym świecie. Mordując, ścigając, poznając, zdobywając wiedzę i wyzywając los. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że upływa czas. Nawet nie wie, kogo i w jakim stanie pozostawił.

Te głęboko emocjonalne i smakujące każdą emocję do głębi jednostki mają bowiem pewną zasadniczą wadę – są egocentryczne. Ich skupienie na analizowaniu siebie nie pozostawia miejsca na nic innego. Żyją tym, co w tym określonym momencie jest głównym punktem ich życia, ale nie dostrzegają, że za jedną wielką krzywdą może rozciągać się sieć mniejszych, że sami są ich źródłem.

List Tristana do Susannah jest jednym z najokrutniejszych, jakie kiedykolwiek napisano.

Wszystko, co mieliśmy, jest martwe, jak i ja jestem martwy. Wyjdź za innego.

Niemniej – on szczerze wierzy, że robi jej przysługę. I zapewne tak właśnie jest, ale dla niej to policzek, zdrada i dramat. To cios dla jej wrażliwości, z którego nigdy nie będzie w stanie się podnieść, bo taki list nigdy nie będzie zakończeniem, nigdy nie stanie się spokojną rozmową między dwiema osobami kończącymi związek.

De facto jest ucieczką, co więcej tchórzliwą, chociaż trudno przecież zarzucić Tristanowi brak odwagi. On po prostu nie rozumie, co spowodował. Jaką lawinę wyzwolił na gruncie emocjonalnym, jakie będą jej reperkusje. Dla niego to proste w rozumieniu, nawet jeśli trudne w realizacji. Dla niej to przekleństwo na całe życie, którego nie będzie w stanie ułożyć sobie u boku…

Alfreda

Najstarszy syn, a to samo w sobie nie jest już łatwe. Bardzo wrażliwy i bardzo uczuciowy – cechy szczególnie niepożądane u najstarszego syna. Jaki jest Alfred? Przede wszystkim niezwykle odpowiedzialny. Na nim można polegać. W jego umyśle to, co złe, od tego, co dobre jest rozgraniczone wyraźnym podziałem. Jest opiekuńczy, ale bez drapieżnej zaborczości Tristana. Jest głodny stworzenia własnej marki w świecie, ale bez dziecięcej naiwności Samuela. Jest skałą i opoką, nieprzemijającym elementem, czymś absolutnie stałym – budujesz na tym cały świat, ale nigdy tego nie dostrzegasz i nigdy tego nie doceniasz.

Alfred nie angażuje twoich nerwów. Alfred nie budzi twoich skrajnych emocji. Nie przysparza ci kłopotów, nie powoduje zmartwień. Po prostu jest – przyjmujesz to na wiarę, bo mało rzeczy w twoim życiu jest równie oczywistych jak obecność Alfreda. Kiedy go zabraknie, nagle wszystko rozłazi się w rękach i rozglądasz się wokół ze zdziwieniem, jak to możliwe. Tytaniczna praca za kulisami i zero uznania – to właśnie codzienne życie Alfreda.

legends 3

Ale trudno iść naprzód bez uznania, bez gwarancji. W końcu czujesz, jak dłoń zwiera się w pięść i albo uderzysz nią w stół i wykrzyczysz kilka prostych prawd, albo odetchniesz, ogarniesz się w sobie i pójdziesz szukać własnego szczęścia.

Opanowanie i rozmysł Alfreda są Pułkownikowi tak obce i tak nienawistne, że automatycznie traktuje je jako zdradę i słabość charakteru. Alfred: nudny i powtarzalny. Tristan: dziki i namiętny. Tylko dlatego, że Alfred chroni swoje emocje i panuje nad nimi, a Tristan żyje każdą z nich, nie patrząc na to, kogo i co zmiecie po drodze.

legends 4

Warto budować z Alfredem. Docenić Alfreda, tak często spychanego na margines i traktowanego z pobłażliwością w porównaniu z ekspansywnym, tajemniczym i fascynującym Tristanem. Z Tristanem można przeżyć upojny romans, ale życie lepiej budować z Alfredem. Nawet jeżeli nie należy do ludzi, którzy automatycznie stają się…

Legendą

Bo legenda to hasło, mit i opowieść. To jeden piękny i eksploatowany do absurdu wątek. Legenda nie uwzględnia krzywd ani bólu doświadczonego przez ludzi wokół bohatera. Otacza nimbem wyjątkowości wyłącznie jego samego. Tristan z pewnością był materiałem na opowieść, ale nie partnerem na całe życie. Wszystko, co przełożyło się na jego legendarność, stanowiło też o tym, że należał do osób zasługujących na omijanie z daleka. Wie to każdy, kto kiedyś związał się z Tristanem i wie to każdy, kto Tristanem jest.

Niemniej legenda trwa, a legendę, jak być powinno, kończy śmierć.

To była dobra śmierć.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane