W stronę zachodzącego słońca

15:10 do Yumy

Klasyczny western, który zaciera różnicę między czarnym i białym charakterem.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

O czasie

Z archiwum film.org (2007) – autorem tekstu jest Zygmunt Pawelczyk.

15:10 do Yumy to niewątpliwie western klasyczny, przynajmniej w swojej ogólnej treści. Ben Wade (Glenn Ford) ze swoją bandą napada na dyliżans przewożący złoto, którego właścicielem jest Butterfield (Robert Emhardt). Giną ludzie – nadgorliwy woźnica i jeden z bandytów. Obaj zresztą z ręki samego Bena. Świadkiem zajścia, poza pasażerami dyliżansu, jest również farmer Dan Evans (Van Heflin) i jego dwaj synowie. Nikt nie zamierza jednak przeciwstawiać się oczywistemu złu. Bandyci też nie zamierzają pozbywać się świadków, chociaż, nie stosując żadnego maskowania, są łatwi do rozpoznania. Zabierają tylko wszystkie konie i udają się do pobliskiego miasteczka Bisbee, gdzie podają się za poganiaczy bydła i rozgłaszają, że byli świadkami napadu na dyliżans. Szeryf organizuje naprędce pościg, który po dotarciu na miejsce dowiaduje się, że banda, która dokonała zuchwałej kradzieży złota, była właśnie w mieście. Spotykają po drodze Evansa, który dotarłszy wcześniej na swą farmę, udaje się teraz do miasta, aby pożyczyć 200 dolarów. Trzyletnia susza niszczy jego farmę i bydło. Jeśli nie zdobędzie tych pieniędzy, aby zapłacić za prawo używania wody przez sześć miesięcy, może stracić wszystko.

Tymczasem Wade wdaje się w romans z miejscową barmanką i w dość niefrasobliwy sposób daje się aresztować. Walnie przyczynia się do tego Evans. Spełnił swój obowiązek wobec prawa i nie zamierza bardziej angażować się w zaistniałą sytuację. Musi zatroszczyć się o sprawę farmy i rodziny. Gdy jednak nie udaje mu się zdobyć pieniędzy, zgadza się za nagrodę, jaką wyznaczył Batterfield, za odtransportowanie Bena do więzienia. Nagroda wynosi właśnie 200 dolarów. Pomaga mu w tym miejscowy pijaczek Alex Potter (Hensy Jones). Wszyscy udają się do miasteczka Contention, gdzie będą oczekiwali na przyjazd pociągu do Yumy.

Dan z więźniem tkwią w hotelowym pokoiku, Alex patroluje ulice. Farmer czuje, że rola jakiej się podjął, trochę go przerasta, a tymczasem znacznie od niego przebieglejszy Wade rozpoczyna rozmiękczanie psychiczne (oczywiście, nie mówi się tu o moralności, czy szlachetnej obronie prawa: mówi się o pieniądzach). Najpierw jest to tylko 400 dolarów, potem kwota gwałtownie wzrasta do 7 tysięcy i wreszcie Wade za drobne niedopełnienie obowiązków strażnika proponuje Evansowi 10 tysięcy dolarów.

W międzyczasie trwa ciąg wydarzeń, który będzie miał niewątpliwie wpływ na postawę Dana. W miasteczku trwa pogrzeb woźnicy, ofiary napadu. Brat zamordowanego podstępem wdziera się do pokoju i próbuje wyrwać zabójcę. Evans ratuje Bena od niechybnego linczu. Docierają do Contention ludzie Wade’a. W wyniku krótkiej wymiany ognia ginie pomocnik Dana, Alex, którego bandyci wieszają ku przestrodze w hotelowym hallu. Do miasta przyjeżdża również żona Evansa, Alice (Leora Dana). Próbuje odwieść męża od wykonania podjętego się przez niego zadania. Do tego samego namawia go również obecny na miejscu Butterfield. Ale właśnie wtedy Dan zmienia się w niezłomnego obrońcę sprawiedliwości. Woli zginąć niż ulec.

W mistrzowski sposób przeprowadzona w filmie analiza psychologiczna w bardzo klarowny sposób uzmysławia nam, że cała sprawa stała się sprawą godności. Cała fascynacja tym filmem, to co stawia zwykłą abstrakcyjność westernu na wyższy poziom, bierze się niewątpliwie z obserwacji tych napięć, które decydują o utrwaleniu poczucia godności i zdobyciu świadomości obowiązku. W hotelowym pokoiku dokonała się swoista przemiana. Wszedł tam skromny i bojaźliwy dotąd człowiek, a wyszedł mężczyzna świadom własnych celów i siły swego charakteru. W tej części filmu tę psychologiczną rozgrywkę i tę przemianę wzmacnia dodatkowo brak efektownych pejzaży i kameralność hotelowego pomieszczenia.

I mądre, pouczające kwestie, które wypowiadają bohaterowie filmu. Ale finał jest już tradycyjnie westernowy, chociaż też nie do końca. Bo oto, gdy pociąg do Yumy odjeżdża już ze stacji, a Evans ma przed sobą bandę Wade’a gotową go zabić, on sam pomaga mu dostać się do rozpędzonego już wagonu.

„- Dlaczego to zrobiłeś?” – pyta Dan.
„- Nie lubię nikomu być winien. Uratowałeś mi życie, tam, w hotelu.” – wyjaśnia Ben.
„- Poza tym, uciekałem już z Yumy.”

Film w swojej treści przypomina co nieco wcześniejszy western, a mianowicie W samo południe Freda Zinnemanna. W obydwu obrazach bohater w pojedynkę przeciwstawia się złu i odnosi zwycięstwo. Możemy tylko zastanawiać się, czy w tym wypadku rzeczywiście zwyciężyło prawo, skoro w tej walce nie widzimy żadnego jego przedstawiciela. A sympatia widzów nierzadko jest po stronie Wade’a. Glenn Ford wydaje nam się bardziej sympatyczny od Vana Heflina (aktor ten często grywał w filmach role kryminalistów) i tak prawdę mówiąc, nie bardzo chcemy, aby racja tak do końca była po stronie prawa. Może więc zwyciężyła sprawiedliwość? I tutaj możemy mieć pewne obiekcje. Bo przecież Ben Wade nie wyrządził Evansowi nic takiego, za co ten drugi miałby tej sprawiedliwości dochodzić. Co więcej, wydaje się, że zazdrości mu wspaniałej żony, synów i nawet tej podupadłej farmy. Jak napisał jeden z krytyków:

„…zatarła się różnica między czarnym i białym charakterem, i może dlatego dobrze, że film jest czarno-biały.” Zwyciężyło więc po prostu poczucie obowiązku, a to jest wartość ponadczasowa.

Film rozpoczyna się i kończy, co jest dosyć częstym zjawiskiem w westernach z tamtego okresu, piękną balladą „3:10 to Yuma” (muzyka – George Duning, słowa – Ned Washington) w wykonaniu Frankiego Laine’a.

Ostatnio dodane