W ramach obrazu

TWÓJ VINCENT. List, śledztwo i sztuka, która ożywa

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

W ramach obrazu #13: Twój Vincent

Pomysł na cykl W ramach obrazu wziął się z mojego nieustającego zachwytu nad obecnością tradycyjnych efektów specjalnych w kinie (i mądrze stosowanego CGI) oraz wykorzystaniu ich, by tchnąć życie w malarskie – choć nie tylko – wizje z przeszłości.

Niemal dwa lata temu taką myślą przewodnią rozpocząłem cykl W ramach obrazu, do którego nieregularnie trafiały filmy w różny sposób wykorzystujące dzieła sztuki malarskiej w kinie. Nie zawsze były to arcydzieła, nie zawsze aktorstwo było najwyższej próby i nie zawsze były to sukcesy kasowe. Łączyło je twórcze wykorzystanie mniej lub bardziej znanych obrazów, które dzięki temu często zyskiwały nowe życie – czego najświetniejszym przykładem jest inspirowany dziełami H. R. Gigera ksenomorf z filmu Obcy: ósmy pasażer „Nostromo”. Jednak zawsze była to jedynie część większej całości. Powstanie Twojego Vincenta zmienia postać rzeczy – to pierwsza produkcja, która w stu procentach wpisuje się w założenia cyklu i realizuje je pod każdym względem, będąc przy tym udanym filmem.

INSPIRACJE

Wszystko zaczęło się od Doroty Kobieli i jej artystycznych fascynacji. Ukończyła Liceum Plastyczne oraz (z wyróżnieniem) Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie, a stypendium Ministra Kultury i Sztuki przyznano jej aż cztery razy (w dziedzinie rysunku i malarstwa). Jej pierwszy udział w filmie to użyczenie głosu do etiudy W z 2002 roku w reżyserii Kamila Polaka, ówczesnego studenta Wydziału Malarstwa stołecznej ASP oraz Animacji na Wydziale Operatorskim w Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna w Łodzi. Wspólnie stworzyli także List w 2004 roku – film inspirowany książką o Izaacu Bashevisie Singerze, laureacie Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

Równolegle zajmowała się tworzeniem swoich kolejnych krótkometrażówek i pracy z innymi młodymi reżyserami – raz jako operator kamery, raz przy montażu, a raz przy efektach specjalnych. W latach 2004–2008 zdobyła doświadczenie w modelowaniu obiektów trójwymiarowych i renderingu. Pierwszym bardziej znanym filmem, przy którym pracowała Kobiela, jest Świteź z 2010 roku, gdzie ponownie współpracowała z reżyserem Kamilem Polakiem. To animowana adaptacja jednej z ballad Adama Mickiewicza. Opiekę artystyczną nad tym projektem sprawował Piotr Dumała, jeden z najwybitniejszych polskich twórców animacji. Kobiela zajmowała się kierownictwem artystycznym tekstur i obrazów wygenerowanych komputerowo. Z jej bardziej osobliwych – choć wciąż oscylujących w ramach sztuki wysokiej – projektów było… zaprojektowanie wyglądu dwóch chomików do ponad trzyminutowej animacji Paula Bolgera pod tytułem Chomiczy raj. Film jest ilustracją do utworu Fryderyka Chopina, a opowiada o miłości pary obłych gryzoni.

Dorota Kobiela, inicjatorka i współtwórczyni Twojego Vincenta (źródło: BreakThru Films)

W 2011 roku Kobiela wyreżyserowała dwa filmy, z czego oba przełomowe. Pierwszy to Szkice Chopina – nie tylko kolejna produkcja zdradzająca zainteresowania reżyserki różnymi dziedzinami sztuki, lecz także pierwszy wspólny projekt, przy którym pracowała z nagrodzonym Oscarem za animację Piotruś i wilk Hugh Welchmanem, współzałożycielem wytwórni BreakThru Films, który wkrótce potem został jej mężem i współtwórcą Twojego Vincenta. Drugim istotnym projektem Kobieli w 2011 roku był kilkuminutowy Mały listonoszkrótka historyjka o Zawiszaku roznoszącym pocztę podczas powstania warszawskiego. Poza patriotycznym wydźwiękiem animacji na szczególną uwagę zasługuje technika, w jakiej ją wykonano. To najprawdopodobniej pierwsza w historii kina poklatkowa animacja malarska, w dodatku przestrzenna (z uwagi na kilka warstw tła zamiast jednej płaszczyzny). Mały listonosz składa się z 4 800 ręcznie malowanych klatek, których powstanie wymagało wielu godzin drobiazgowej pracy. Było to też w pewnym stopniu przygotowanie do największego dotychczas sukcesu Doroty Kobieli – zrealizowanego po niemal dziesięciu latach starań Twojego Vincenta.

Reżyserka nie ukrywa wieloletniej fascynacji twórczością Vincenta van Gogha i jego osobowością. Od czasów liceum zaczytywała się jego korespondencją, w której jej zdaniem można znaleźć bardzo dużo informacji o tym, jakim malarz był człowiekiem. Punktem wyjścia do powstania filmu był cytat z jednego z ostatnich listów Vincenta do Theo, słowa napisane na kilka dni przed śmiercią van Gogha: „Więc tak naprawdę mogą mówić za nas tylko nasze obrazy”. Pojawił się pomysł na opowiedzenie o malarzu przy użyciu jego własnej techniki i metody przedstawiania świata. Biorąc pod uwagę kunszt twórczości Vincenta van Gogha, pomysł wydawał się karkołomny, a przede wszystkim niemożliwy technicznie. Znacznie prościej i szybciej byłoby zrealizować cały film przy użyciu komputerowych filtrów stylizowanych na jego obrazy. Jednak w rozmowie z Kaliną Cybulską z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Kobiela podaje solidne argumenty przemawiające za jej wizją:

W filmie o wielkim kompozytorze słyszymy jego muzykę, o poecie – poznajemy tę warstwę literacką, a co z malarzem? W opowieści filmowej malarstwo odgrywa zazwyczaj marginalną rolę, jest sprowadzone do roli rekwizytu. Jako malarka zapragnęłam uczynić dzieło bohaterem filmu równie ważnym, jak sam twórca, i w ten sposób przybliżyć jego postać odbiorcy. Vincent van Gogh okazał się idealnym bohaterem, zarówno ze względu na swoje malarstwo z bogactwem tematów, jak i ze względu na zagadkę, kryjącą się w jego biografii.

Źródło: lovingvincent.com

PROCES

Mierząc siły na zamiary, Kobiela chciała zrealizować siedmiominutową animację. Z czasem jednak razem z Welchmanem doszli do wniosku, że warto byłoby wykorzystać potencjał historii van Gogha i pomyśleć nad pełnym metrażem. Środki, jakich użyto przy realizacji Twojego Vincenta, niektórzy określili mianem najdłuższej metody kręcenia filmów na świecie. Na początku należało skompletować obsadę. Trzeba było tak dobrać aktorów, by fizycznie pasowali do portretów, na których van Gogh uwiecznił swoich znajomych. To właśnie osoby z jego bliskiego otoczenia miały ożyć na ekranie. I tak w głównego bohatera – syna naczelnika poczty, Armanda Roulina, wcielił się Douglas Booth (Noe – wybrany przez Boga). Lekarza, doktora Gacheta, zagrał Jerome Flynn (Gra o tron), a w roli Theo van Gogha wystąpił Cezary Łukaszewicz (Komornik). Samego artystę obsadzono nieco mniej popularnym, lecz doskonale wybranym aktorem – Vincenta zagrał bowiem związany z Teatrem Modrzejewskiej w Legnicy Robert Gularczyk. O jego angażu zadecydowało właśnie podobieństwo do holenderskiego malarza. W pozostałych rolach wystąpili też Saoirse Ronan, Helen McCrory, Aidan Turner, Eleanor Tomlinson i inni.

Po skompletowaniu, ubraniu i ucharakteryzowaniu obsady rozpoczęto zdjęcia w studiu Three Mills w Londynie, a potem we Wrocławiu w Centrum Technologii Audiowizualnych (CeTA), gdzie nagrywano poszczególne sceny na tak zwanym greenscreenie i w częściowej scenografii, mając przez cały czas w pamięci to, że gotowy materiał ma wręcz cytować obraz, niemal stać się nim, tylko w ruchu. Problematyczne było rozmieszczenie postaci i obiektów w przestrzeni. Dwuwymiarowe płótno przedstawia perspektywę umownie, bo przecież nie ma w nim faktycznej głębi. Przenosząc sceny z obrazów do kadrów, ekipa musiała rozmieścić przedmioty i aktorów w przestrzeni tak, by nakręcone ujęcie jak najbardziej przypominało sceny z dzieł van Gogha. Przy użyciu programów komputerowych dodano tła do scen i w efekcie powstał surowy materiał filmowy, który należało teraz obrobić tak, by nie wyglądał jak obraz, ale by stał się obrazem i to obrazem oryginalnym, nie wydrukowanym. W tym celu powołano do życia cały oddział składający się ze 125 malarzy z całego świata, którzy mieli klatka po klatce przenieść nakręcony materiał na podobrazia.

Przykład malowanej klatki filmu: kadr z aktorem (John Sessions) na green screenie zostaje ręcznie odmalowany na podobraziu, nawiązując tym samym nie tylko do stylu van Gogha, lecz także do konkretnego obrazu (portret Ojca Père’a Tanguy, namalowany w latach 1886–1888)

W tym celu powstały Stacje Robocze Animacji Malarskiej (PAWS, od ang. Painting Animation Work Station). To konstrukcja łącząca w sobie elementy sztalugi i stołu kreślarskiego. Malarze/animatorzy mieli do dyspozycji (prócz przyborów i farb) dobre oświetlenie i projektor multimedialny rzucający siatkę kształtów na podobrazie, a także komputer umożliwiający podgląd danego kadru. Dzięki temu przy pracy każdy mógł przeglądać poszczególne detale podczas kopiowania. Proces przetwarzania nakręconego materiału na obrazy jeden z członków ekipy tłumaczy następująco: „pierwsza jest referencja filmowa, która jest rzucona przez rzutnik na płótno, które my malujemy według tej referencji. I potem malujemy klatka po klatce, jakby konwertując film na malarstwo van Gogha”. Prymitywnej wersji tej techniki użyto przy pracy nad Małym listonoszem – jednak tam były „zaledwie” 4 800 klatek do przemalowania – w przypadku Twojego Vincenta jest ich znacznie więcej, bo 65 000.

Żeby to wszystko namalować, potrzebny był cały sztab cierpliwych i pokornych artystów, którzy zamiast podkreślać na każdym kroku swój indywidualny styl, staną się kopistami. Znalezienie chętnych to jednak dopiero początek. Spośród kilku tysięcy zgłoszeń wybrano około 125 malarzy z całego świata. Wszystkich trzeba było najpierw przeszkolić pod kątem imitowania techniki van Gogha: charakterystycznych pociągnięć pędzla, doboru palety barw i nerwowej faktury. Trening przygotowujący trwał sześć tygodni, po których można było przejść do prawdziwego zadania. Przemalowanie jednej klatki trwało od dwóch godzin do dwóch dni, a na końcu każdą fotografowano aparatem wysokiej klasy. Część materiału powstała w Mabrida Studios w Atenach, jednak większość zrealizowano w studiu filmowym w Gdańsku oraz we wrocławskim CeTA. Tam kilkanaście lat wcześniej Peter Greenaway realizował swoje Nightwatching, którego bohaterem jest znakomity malarz Rembrandt van Rijn (Martin Freeman). Tam malarskość kadrów uzyskano tradycyjnymi metodami znanymi i wykorzystywanymi w kinie – światłem, scenografią etc. Z kolei Twój Vincent w stu procentach spełnia definicję ruchomych obrazów, a jego dowolną klatkę można dosłownie powiesić na ścianie.

Schematyczna ilustracja przedstawiająca jedną ze Stacji Roboczych Animacji Malarskiej (źródło: BreakThru Films)

A jak się ogląda owoc tej ciężkiej pracy? Zaskakująco… lekko i przyjemnie. Stało się regułą, że filmy inspirowane życiorysem danego malarza lub słynnymi obrazami wyglądają świetnie. Czasem są to także udane dramaty, czego wzorcowym dzisiaj przykładem jest Dziewczyna z perłą Petera Webbera. Bywa jednak i tak, że reżyser bardziej skupia się na realizacji niesamowitych zdjęć niż na fabule, przez co powstają widowiska tym lepsze, im mniej uwagi poświęca się banalności i naiwności scenariusza – jak choćby Między piekłem a niebem Vincenta Warda. Za to najbliższy przeniesieniu obrazu na ekran (wręcz wejścia widza do jego wnętrza) był Lech Majewski, który zrealizował swój Młyn i krzyż jako z założenia edukacyjny. Nikomu do tej pory nie udało się połączyć formalnej wirtuozerii malarskiego filmu z fabułą nieustępującą w niczym konwencjonalnemu, popularnemu kinu z co najmniej średniej półki. Twój Vincent nie powiela uchybień tych produkcji.

Wbrew pozorom to przede wszystkim film fabularny, z ciekawymi bohaterami i intrygą prostą, ale na tyle ciekawą, by zainteresować widownię. Potraktowanie tej produkcji jako „doskonałej dla licealistów” tylko przez walor edukacyjny świadczyłoby o zupełnej ignorancji i skrajnie ograniczonym postrzeganiu sztuki filmowej.

Źródło: lovingvincent.com

Pracochłonne i kunsztowne wykonanie imponuje płynnością i ruchliwością uzyskanej animacji. Ponieważ poszczególne klatki malowali różni ludzie o różnym poziomie technicznym, a impasty farby różniły się od siebie nawet w ramach jednej sekundy filmu, świat Twojego Vincenta ciągle drży, faluje i zmienia się. I choć na początku wydaje się to dziwnie nienaturalne, po kilku minutach wzrok się przyzwyczaja, a tętniący życiem świat przedstawiony przyciąga uwagę do końca seansu. Fantastyczna forma przekazuje ciekawą treść, a sama w sobie stanowi hołd doskonały dla życia i twórczości Vincenta van Gogha. I choć całość jest nim mocno nasycona zarówno pod względem formy, jak i treści, w filmie Kobieli znalazło się miejsce na elementy w stylu kina noir – w czarno-białych retrospekcjach, gdzie można zobaczyć ostatnie dni malarza z perspektywy osób z jego najbliższego otoczenia. To przeskakiwanie między barwnym, van Goghowskim światem i wypranymi z koloru wspomnieniami sprawia, że film jest jak puzzle – składa się z dość prostych elementów, ale jest ich na tyle dużo, by zaciekawić widza i dostarczyć mu zaskakująco dużo rozrywki w niespotykanej dotąd jakości.

PODSUMOWANIE

„Twój Vincent” w liczbach:

5 000 000 euro budżetu, 65 000 ręcznie malowanych obrazów, 6 500 tubek farb zużyto podczas prac, co daje 3000 litrów, ponad 800 listów van Gogha posłużyło za inspirację, 125 malarzy wzięło udział w projekcie, około 100 obrazów Vincenta ma swoje odniesienie w filmie, 95 minut trwa cała animacja, 8 lat trwało wcielenie pomysłu Kobieli w życie, 6 tygodni trwały testy przygotowujące malarzy.

1. na świecie pełnometrażowa poklatkowa animacja malarska.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane