W RAMACH OBRAZU #8: CZARODZIEJE, NIZIOŁKI I JEDYNY PIERŚCIEŃ | FILM.ORG.PL

W RAMACH OBRAZU #8: CZARODZIEJE, NIZIOŁKI I JEDYNY PIERŚCIEŃ








Jan Dąbrowski
18.04.2016


WSTĘP

e3e5a5d5e6f5d5da716c909ba2440b54

Viggo Mortensen jako Aragorn

Bohaterem ostatniej odsłony W ramach obrazu był kapitan Alatriste – surowy, cyniczny i brutalny, lecz niepozbawiony zasad żołnierz. Viggo Mortensen sprawdził się w tej roli świetnie, z właściwym sobie profesjonalizmem i skrupulatnością. Nim jednak wcielił się w hiszpańskiego zabijakę, zasłynął na całym świecie rolą przełomową w jego karierze, wcielając się w Aragorna, jedną z najciekawszych i najbardziej charyzmatycznych postaci obecnych we Władcy Pierścieni Johna Ronalda Reuela Tolkiena. Reżyserem został Peter Jackson, nowozelandzki autor takich klasyków klasy B, jak Zły smak czy Martwica mózgu. Ponieważ był wieloletnim miłośnikiem prozy Tolkiena, postanowił zrealizować jej ekranizację możliwie najrzetelniej. Scenariusz powstawał od 1998 roku i pierwotnie zakładano dwa filmy. Po ukończeniu prac nad skryptem odbyło się spotkanie z reprezentantami zarządu New Line Cinema w osobach Boba Shaye’a i Michaela Lynna. Peter Jackson przedstawił swoje pomysły, a kiedy skończył, zapaliły się światła i zapadł werdykt. Bob Shaye spojrzał na reżysera i powiedział:

Peter, dlaczego ktokolwiek przy zdrowych zmysłach chciałby zrobić dwa filmy? Zróbcie trzy.

Tym samym odrzucono istniejące pierwotnie scenariusze i napisano nowe wersje poszerzone o jedną trzecią. Trwało to około piętnastu miesięcy, po czym rozpoczęto produkcję. Niniejszy tekst dotyczy powstawania pierwszej części, Drużyny Pierścienia. To, co przy kolejnych częściach było po prostu kontynuacją produkcji, musiało na potrzeby pierwszego filmu zostać wymyślone i wykonane. Najciekawszym dla mnie elementem tego procesu jest czerpanie z ilustracji, które same w sobie są dziełem sztuki. Pomijając istniejące wcześniej rysunki upiększające prozę Tolkiena, zarówno Alan Lee, jak i John Howe na potrzeby ekranizacji wykonali mnóstwo szkiców koncepcyjnych broni, budynków, zbroi oraz wyglądu poszczególnych ras i ważniejszych postaci. To, co widać w Drużynie Pierścienia, rozpoczęło życie za sprawą kartki i ołówka.

INSPIRACJE

alan_lee_the lord of the rings_sketchbook_11_orthanc_color

Orthank na ilustracji Alana Lee

Strona plastyczna Władcy Pierścieni, tak bardzo potrzebna przy powstawaniu filmu, była rozbudowana dzięki wyobraźni autora, co zostało w dużej mierze wzbogacone przez ilustracje. I choć wielu artystów tworzyło rysunki swoimi wizjami Śródziemia, w świadomości masowej najlepiej zakorzeniły się wersje Alana Lee i Johna Howe’a. Obaj w dużej mierze starali się wiernie oddać pomysły Tolkiena, co złożyło się na bardzo spójny i intrygujący świat przedstawiony. Właśnie tę rzeczywistość Jackson chciał wprawić w ruch i postanowił zaprosić do współpracy obu ilustratorów. Miał przy tym okazję na spełnienie swojego małego marzenia związanego z jednym z rysunków Alana Lee. Ten przy przedstawianiu swojej wizji Orthanku, ponurej siedziby Sarumana Białego, wykonał tylko jej dolną część, pozostawiając resztę wieży fantazji czytelników. Na potrzeby filmu dokończył dzieła i stworzył strzelistą budowlę w całej okazałości.

ILUSTRATORZY

1. ALAN LEE

Bez tytułu

Moria na ilustracji Alana Lee

Stworzenie rysunków do jubileuszowej edycji Władcy Pierścieni (wydanej w 1992 roku w stulecie urodzin Tolkiena) to jeden z najważniejszych elementów kariery Alana Lee. Po słynnej trylogii zilustrował też Hobbita, a potem także Dzieci Hurina. Nie zajmuje się jedynie dziełami Tolkiena. Wykonał też rysunki do młodzieżowych wydań Iliady i Odysei. W swoich dziełach posługuje się akwarelą i ołówkiem. Wcześniej współpracował przy Legendzie Ridleya Scotta oraz serialu Merlin. To dzięki ilustracjom Alana Lee filmowe Moria, Isengard i Rivendell uzyskały taką, a nie inną formę.

2. JOHN HOWE

bvc

Dom Bilba na ilustracji Johna Howe’a

Zilustrował Władcę Pierścieni, Hobbita i Silmarillion, a także Beowulfa i dzieła braci Grimm. Jego wkład w ekranizacje Tolkiena to projekt Hobbitonu, Morii oraz monumentalny Argonath. Również rysunki tego artysty stały się punktem wyjścia dla wyglądu Gandalfa Szarego i Balroga. Mając na pewnym poziomie wiedzę na temat broni białej i uzbrojenia, pomagał w realizacji kostiumów.

PROCES

AlanLeeJohnHowe

Alan Lee i John Howe

Choć Tolkienowski Władca Pierścieni to powieść fantasy, Peterowi Jacksonowi zależało na podejściu do ekranizacji tak, jakby dotyczyła filmu historycznego. Niczym pisarz, który wykorzystywał swoją wiedzę językoznawczą i literaturoznawczą przy tworzeniu książkowej mitologii, tak samo reżyser postanowił przełożyć świat przedstawiony na język obrazu, czerpiąc z oryginału tyle, ile się da. Za wszystkie kwestie techniczne odpowiadała nowozelandzka firma zajmująca się efektami specjalnymi, rekwizytami, etc – Weta Workshop. Peter Jackson na każdym etapie powstawania filmowej rzeczywistości współpracował z jej dyrektorem, Richardem Taylorem. Ten dzięki swojej wielozadaniowej ekipie (podzielonej na działające niezależnie od siebie wydziały) mógł zachować spójność bardzo złożonego świata Władcy Pierścieni, a także mieć wgląd w każdy aspekt produkcji. Ponieważ do współpracy zaproszono wspomnianych ilustratorów – Alana Lee i Johna Howe’a – punktem wyjścia dla Wety były ich wyobrażenia Śródziemia, tak rozpoznawalne wśród czytelników. Obaj plastycy mieli swój udział w projektowaniu filmowej scenografii, rozbudowując swoje dotychczasowe pomysły oraz tworząc zupełnie nowe elementy.

SZKICE KONCEPCYJNE I MODELE POGLĄDOWE POTWORÓW

Podwładni Richarda Taylora i ilustratorzy powieści podglądali nawzajem swoje działania, przez co efekty końcowe często były owocem pracy zbiorowej. Kiedy już narysowana postać została uznana za odpowiednią, szkic trafiał do rzeźbiarzy, którzy w możliwie najkrótszym czasie tworzyli niewielkie, trójwymiarowe modele. W ten sposób można było pracować nad formą i szczegółami danego obiektu, np. trolla jaskiniowego. Kolejnym etapem było wykonanie kolejnej, tym razem naturalnej wielkości rzeźby (całościowej lub popiersia), której nadawano cechy indywidualne i ostateczny wygląd. Gotowy i zaakceptowany przez reżysera model skanowano, by zapisać na komputerze trójwymiarowy kształt. Używano go do wykonania form odlewniczych (jeżeli dana postać powstanie poprzez charakteryzację) lub do cyfrowego animowania (jeżeli będzie to efekt komputerowy).

TROLL

Powstawanie trolla jaskiniowego: rzeźbienie, digitalizowanie oraz wygląd trolla w filmie

W przypadku starożytnego Balroga – ognistego demona, którego bohaterowie filmu spotykają w podziemiach Morii – punktem wyjścia były rysunki Johna Howe’a. W ścisłej współpracy z nim powstała rzeźba, której detale na bieżąco wymyślano i dodawano. Efekt końcowy tych działań zeskanowano do dyspozycji komputerowych magików, którzy tchnęli życie w ognistego potwora.

CHARAKTERYZACJA I PROTETYKA

Powołanie do życia goblinów, orków i Uruk-haiów wymagało wiele pracy od wydziału zajmującego się protetyką. Na potrzeby trylogii powstało ponad dziesięć tysięcy elementów przyczepianych do twarzy oraz mnóstwo fragmentów kostiumów odlewanych z lateksu. Przez rok pracowały trzy duże piece, w których surowiec poddawano obróbce termicznej. Wszystkie powstałe w ten sposób elementy musiały zostać przemyte, pomalowane i pozostawione na stojakach do wyschnięcia. Były to bardzo delikatne protezy – te umieszczane na twarzy wytrzymywały jeden dzień zdjęciowy. Pozostałych można było używać przez około sześć dni, po czym wracały do Wety w celu serwisowania lub wymiany na nowe. Za złożenie w całość wszystkich tych fragmentów – sztucznych zębów, masek, włosów i kolorowych soczewek – odpowiadał zespół dwunastu charakteryzatorów.

PROTEZY

Skomplikowany proces charakteryzacji: sztuczne zęby, soczewki kontaktowe w różnych kolorach, przyklejanie maski. Codzienność filmowego orka/goblina

Innym istotnym, lecz znacznie mniej spektakularnym szczegółem były sztuczne stopy, które nosili grający hobbitów aktorzy. Miały być na tyle sztywne, by dało się w nich chodzić tak, jak w obuwiu. Z drugiej strony musiały odpowiednio poddawać się ruchowi, żeby nie krępować aktorów, a także wyglądać naturalnie. Każdorazowe nakładanie hobbicich stóp trwało około półtorej godziny. Do tego wszystkiego dochodzą drobniejsze elementy protetyczne obecne w filmie, jak sztuczny nos Gandalfa, elfie uszy, etc. Jednak najbardziej skomplikowana była charakteryzacja, którą przechodził John Rhys-Davies, filmowy krasnolud Gimli. Poza imponującą brodą, wąsami i długimi włosami aktor nosił na planie bardzo złożony zestaw protez, który miał zmienić jego rysy twarzy: sztuczne uszy i skalp, nos, policzki oraz masywne czoło. Wszystko powstawało osobno i było łączone na twarzy aktora w procesie charakteryzacji.

GIMLI

John Rhys-Davies każdorazowo musiał przechodzić czasochłonny proces charakteryzacji, by móc grać Gimliego

ZBROJE

John Howe, jeden z ilustratorów, pomagał w powstawaniu zbroi do filmu. Najtrudniejsze było przeniesienie statycznych rysunków z książki w taki sposób, by kostiumy na nich oparte były funkcjonalne. Pancerze bohaterów miały być zrobione z metalu, skóry i elementów drewnianych. Za faktyczne wykonanie zbroi odpowiadało dwóch kowali – Stu Johnson i Warren Green. Każdy fragment tych kostiumów pierwotnie wytworzono tradycyjnymi metodami, ręcznie kując stal na kowadle. Dopiero później zrobiono na ich podstawie kopie z lżejszych materiałów. W kwestii inspiracji dla poszczególnych ras i miejsc w Śródziemiu w dużej mierze czerpano z natury. Poczwary zasiedlające Morię nosiły hełmy i zbroje przywodzące na myśl ryby głębinowe oraz insekty. W przypadku Uruk-haiów ich kostiumy były prostymi, prymitywnymi pancerzami chroniącymi jedynie klatkę piersiową (plecy wojowników nie były chronione, w myśl zasady, że nigdy nie uciekają oni z pola bitwy). Z kolei hełm Saurona powstał na kształt końskiej trupiej czaszki. Cała jego zbroja została wytrawiona kwasem, by wyglądała na starożytną i zniszczoną.

Osobnym problemem były kolczugi, których do Władcy Pierścieni należało wykonać bardzo dużo. By były odpowiednio realistyczne, lecz lżejsze od prawdziwych, opracowano maszynę przycinającą długie rurki z czarnego tworzywa sztucznego. Z powstałych ogniw ręcznie montowano wszystkie filmowe kolczugi.

CHAINMAIL

Ogniwa montowano we fragmenty kolczug ręcznie. Podczas produkcji zużyto około dwunastu kilometrów plastikowych rurek przycinanych przy produkcji ogniw

KOSTIUMY

ffff

Gandalf Szary na ilustracji Johna Howe’a

Odpowiedzialna za projekt i tworzenie strojów Ngila Dickinson przez cały czas była w kontakcie z wydziałem zajmującym się zbrojami oraz protetyką, ponieważ kostiumy często łączyły ze sobą te elementy. O rozmachu związanym z pracą tego wydziału świadczy liczba strojów wykonanych dla obsady pierwszoplanowej. Każdy aktor miał dziesięć identycznych egzemplarzy swojego kostiumu, do tego dochodziło drugie tyle dla dublera i kaskadera oraz dodatkowe dziesięć sztuk w mniejszej skali (na potrzeby ujęć z hobbitami). Czyli na jedną pierwszoplanową rolę przypadało czterdzieści kostiumów! Dickinson czerpała pomysły z ilustracji Alana Lee i Johna Howe’a, którzy „bardziej sugerowali, niż oznajmiali” swoje zdanie na temat wyglądu bohaterów. Garderoba hobbitów inspirowana była angielską modą z okresu XVIII wieku. Ponieważ niziołki mają nienaturalnie duże stopy, skrócono ich spodnie, by zachować proporcje. Z kolei kostium Aragorna powstawał we współpracy z Viggo Mortensenem. Aktor chciał dopasować ubiór Obieżyświata do swojej wizji tej postaci, z uwzględnieniem wszystkich uszkodzeń, reperacji oraz zużycia wynikającego z trybu życia bohatera. Dla elfów i krasnoludów opracowano style, które są mocno osadzone w świecie każdej z nacji. Tych pierwszych wyróżniają zwiewne, wykonane z delikatnych tkanin kaftany o kroju inspirowanym roślinnością. Kolorystycznie elfy z Rivendell noszą się w barwach jesieni, te z Lothlorien zaś w szarościach i bieli. Rasa krasnoludów została ubrana w zgeometryzowane stroje, odzwierciedlające architekturę przez nich tworzoną. Najprostszym do opracowania kostiumem była szata Gandalfa Szarego. Reżyser Władcy Pierścieni uważał, że dla wyglądu tej postaci najlepszym pierwowzorem będą ilustracje Johna Howe’a. Idąc tym torem, Dickinson przeniosła wizję rysownika możliwie najwierniej, dodając jedynie te szczegóły, które były niezbędne dla kostiumu.

MINIATURY

Dopóki jest to możliwe, musisz mieć prawdziwe zdjęcia prawdziwego planu i wykorzystać je w scenach akcji. – Alex Funke (operator kamery przy zdjęciach miniatur)

Peter Jackson chciał umieścić w swoim filmie możliwie najbardziej szczegółowe miniatury, by efekt końcowy był dla widza jak najbardziej przekonujący. Jednak im więcej detali, tym większe muszą być obiekty. Tym samym do wybudowanych na planie konstrukcji pasuje wymyślone przez ekipę określenie „bigatury”, ponieważ trudno nazwać miniaturą elementy scenografii wysokie na kilka metrów oraz mocno rozbudowane.

ffff

Rivendell na ilustracji Alana Lee

Rivendell zostało wiernie przeniesione z ilustracji Alana Lee. Budownictwo elfów złożyło się na niemal dwumetrową, złożoną miniaturę. Sam rysownik tak zaangażował się w jej powstawanie, że wraz z pracownikami Wety malował dekoracje. Z kolei mistyczne Lothlorien wykonano jako sieć domów na rozległych drzewach. Wybudowano ich osiem, każde wysokie na niemal osiem metrów i szerokie na półtora, z rozległymi gałęziami, na których osadzono filigranowe domki. Setki lampek choinkowych, odpowiednie oświetlenie i zadymienie złożyły się na nastrój magii oraz tajemniczości. Znacznie mroczniejszy był Orthank, czarna obsydianowa wieża Sarumana w Isengardzie. Sam budynek mierzył ponad dziewięć metrów, a terytorium miniaturowego Isengardu miało ponad dwadzieścia metrów średnicy. Na potrzeby obecnych tam kilkudziesięciu szybów kopalnianych wykonano ręcznie ponad tysiąc elementów architektury (rusztowania, wózki transportowe, etc).

RIVENDELL

RIVENDELL: ręcznie rzeźbiono i montowano z materiałów modelarskich ogromną miniaturę, malowaną ręcznie i łączoną potem z resztą kadru, gdzie obecni są aktorzy. Dopasowywanie odbywało się przy pomocy technologii komputerowej

 

LOTHLORIEN

LOTHLORIEN: osiem kilkumetrowych modeli drzew zabudowano smukłymi budynkami, całość pomalowano i oświetlono, a potem nakręcono wiele ujęć, które w połączeniu stworzyły iluzję mrocznego lasu

Ilustracje Johna Howe’a posłużyły za inspiracje do wykonania Argonathu – monumentalnych pomników Isildura i Anariona, władców Gondoru. Wysoka na dwa i pół metra dekoracja została najpierw wyrzeźbiona, a potem postarzona, by w filmie wyglądała na starożytną. Nadano jej też ceglastą fakturę sugerującą sposób, w jaki powstały oba kolosy. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo duża i skomplikowana miniatura Morii. Wysoki korytarz, schody i most Khazad-dum musiały być bardzo drobiazgowe, ponieważ sceny kręcone w tych dekoracjach zakładały dużo zbliżeń. Osobno powstało osiem kilkumetrowych części, które na czas zdjęć połączono ze sobą.

Każdą z miniaturowych lokacji łączono z plenerem (Isengard, Argonath), elementami generowanymi komputerowo (Moria) i grą aktorów dzięki ujęciom hybrydowym. Mając osobne ujęcie każdego elementu, nakładano je potem na siebie i ujednolicano światło oraz kolor, co samo w sobie wymagało współpracy kilku wydziałów, by efekt końcowy był przekonujący.

Staraliśmy się dodać do filmu elementy, które nie istnieją w rzeczywistości, a potem wymazać nasze ślady – Alex Funke

ARGONATH

Proces rzeźbienia i malowania Argonathu oraz monumentalny efekt, jaki ta miniatura robi w filmie

SKALOWANIE

Ponieważ istotną rolę we Władcy Pierścieni odgrywają niżsi od ludzi hobbici, przed ekipą z Weta Workshop stanęło trudne zadanie – jak wiarygodnie przedstawić tak duże różnice wzrostu między aktorami? Odbyło się wiele prób z wymuszoną perspektywą, gdzie jedna postać stoi w pewnej odległości od drugiej, lecz całość z punktu widzenia kamery sugeruje różnicę wzrostu między bohaterami. Takie rozwiązanie sprawdziło się połowicznie – gdy ujęcie jest statyczne, pożądane proporcje zostają zachowane. Jednak scenariusz zakładał mnóstwo scen dynamicznych, gdzie aktorzy nie tylko przemieszczają się po planie, ale zmienia się też ich odległość względem siebie i kamery. Rozwiązanie okazało się bardzo pracochłonne. Na potrzeby wymuszania perspektywy inaczej niż ustawieniem bohaterów wybudowano identyczne dekoracje, rekwizyty i plany, ale w innych skalach. I tak sceny, w których Gandalf rozmawia z Bilbem na początku Drużyny Pierścienia, powstały w różnych wnętrzach. Ian McKellen grał czarodzieja w zmniejszonej wersji pomieszczenia, a Ian Holm wcielał się w hobbita w większych wnętrzach. Po zmontowaniu wszystkich ujęć powstała iluzja doskonała. Kolejnym wyzwaniem okazały się fragmenty, gdzie pojawiają się bohaterowie różnych ras. Krasnoludy powinny być wyższe od hobbitów, lecz niższe od ludzi. W tym przypadku kręcono ujęcia z aktorami określonych nacji w różnej skali, a potem scalano uzyskany materiał przy pomocy technologii komputerowej. Dzięki temu na przykład w scenie narady u Elronda, gdzie powstaje tytułowa drużyna, każdy z bohaterów jest wzrostu właściwego swojej nacji. Kiedy takie manipulacje były niemożliwe, użyto statystów na platformach, dzięki czemu aktorzy grający hobbitów stali się faktycznie najniżsi. W ten sposób powstały ujęcia w zatłoczonej tawernie Pod Rozbrykanym Kucykiem.

fellowship-you-won-t-believe-what-the-fellowship-of-the-ring-cast-look-like-now-e1425564624388

Narada u Elronda, skompletowana Drużyna Pierścienia w pełnej skali

PODSUMOWANIE

W grudniu tego roku minie piętnaście lat od światowej premiery Drużyny Pierścienia. Od tamtej pory powstało zatrzęsienie wysokobudżetowych filmów, z których sporo (np. nowe Opowieści z Narnii) miało szansę zaistnieć na fali popularności wskrzeszonego właśnie gatunku fantasy. Wszystkie wydziały Weta Workshop oraz odpowiedzialnego za cyfrowe efekty Weta Digital wykonały przysłowiowy kawał dobrej roboty. Do tego dochodzi muzyka Howarda Shore’a, która dziś wciąż robi niesamowite wrażenie swoim bogactwem i rozmachem.

Cała filmowa trylogia stoi na bardzo wysokim poziomie, a jej pierwsza część jest dziełem kompletnym. Elementy „ku pokrzepieniu serc” nie rażą, a sekwencje pojedynków prawie się nie postarzały. Gdyby każdy film tworzono tak kunsztownie…

Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia w reżyserii Petera Jacksona został doceniony wieloma nagrodami, także za charakteryzację i scenografię:

4 Nagrody Akademii Filmowej (charakteryzacja, muzyka, efekty specjalne, zdjęcia)

4 Złote Globy (najlepszy dramat, reżyseria, muzyka, piosenka)

5 Nagród BAFTA (najlepszy film, efekty specjalne, reżyseria, charakteryzacja, nagroda publiczności)

korekta: Kornelia Farynowska

Boromir_3







  • Hat of Raylan Givens

    Zamiast tekstu polecam po prostu zapoznać się z fantastycznymi dodatkami z wersji reżyserskiej. Bo to powyżej to po prostu szkolne podsumowanie :)

    • Jan Dąbrowski

      Tak właściwie to nie – po prostu w tekście wykorzystane są te materiały dotyczące produkcji „Drużyny Pierścienia”, które oddają proces odzwierciedlania twórczości ilustratorów w filmie. Metody przenoszenia szeroko pojętej sztuki (najczęściej malarstwa/rysunku) na ekran kinowy są tematem przewodnim tego artykułu jak i całego cyklu, do którego on należy :)

      Wszystko zresztą jest opisane we wstępie do cyklu, o tu:
      http://film.org.pl/a/w-ramach-obrazu-1-magia-przemoc-i-faszysci-71494/

  • bla_bla

    No i co się stało, że 11 lat później to się wszystko zesrało?!
    Ten sam reżyser, podobna ekipa, olbrzymi budżet, te same piękne plenery Nowej Zelandii, a dostaliśmy trzy gnioty, które nawet nie mają startu do starej trylogii.
    Mijają 4 lata od pierwszego Hobbita, a poziom mojej złości nadal nie chce opaść.

    • Jan Dąbrowski

      Nareszcie jakiś głos na temat!

      Nie da się ukryć, że Hobbit Jacksona jest teraz synonimem przesady, a przecież twórcy ci sami. Że też nikt reżysera nie pacnął w dyńkę w kuluarach i nie upomniał go, żeby przystopował. Viggo w którymś wywiadzie wspominał o tym, że jak odrzucał rolę Aragorna w Hobbicie to już wtedy dało się zauważyć różnicę Jacksona w podejściu do nowych filmów. Ja tam najbardziej cieszyłem się wtedy, kiedy del Toro został ogłoszony reżyserem. Szkoda, że nie dali mu szansy.

  • Fanatyk

    Mam nadzieję że Silmarillionu już nie będą ruszać. Już to że zrobili Hobbita to za dużo. Władca Pierścieni był idealnym przeniesieniem Śródziemia na duży ekran a to mogło się udać tylko raz. Jak ktoś chce więcej niech sięgnie po książki Tolkiena.

    • Jan Dąbrowski

      Sam pomysł ekranizacji Silmarillionu jest dobry – ale ponieważ to inne realia, inna narracja i wydarzenia innej wagi – powinien się za to zabrać inny reżyser i scenarzysta. Duże pole do eksperymentów z efektami, scenografią, etc, ale dla kogoś ze świeżym podejściem. Jackson w temacie Tolkiena przestał być świeży ;)

      • Fanatyk

        Ja uważam że nie. Nawet jeśli weźmie się za to ktoś inny to na pewno będzie się inspirował w dużym stopniu Jacksonem (choćby mimowolnie). Ewentualnie Hobbita mogliby nakręcić ale to powinien być tylko JEDEN film (to że zrobiono z niego trzy to jakaś kipina i żenada). A po tym jak zrobiono trzy Hobbity tym bardziej powinni nie brać się za inne książki Tolkiena. One są niefilmowalne według mnie.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

HIGH-RISE. NAKRĘCANY DOM

Następny tekst

HUGH JACKMAN. Bardzo głęboka woda



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE