W RAMACH OBRAZU #3: FANATYCY, NAJEŹDŹCY I GŁUCHY MALARZ | FILM.ORG.PL

W RAMACH OBRAZU #3: FANATYCY, NAJEŹDŹCY I GŁUCHY MALARZ








Jan Dąbrowski
30.01.2016


Strony: 1 2 3

WSTĘP

Po deltorowskim Faunie i coppolowskim Drakuli przyszła pora na bardziej realistyczną tematykę. Poruszając się w ramach zagadnień związanych z obecnością sztuki w filmie, zazwyczaj wyodrębnia się nurt biograficzny. Wszak artysta to postać z definicji ciekawa, często nieprzeciętna, w jakiś sposób wymykająca się jednoznacznym ocenom. Dużą popularnością cieszą się produkcje dotyczące malarzy, ponieważ szeroki wybór epok, narodowości i charakterów daje reżyserowi duże pole do popisu. Często w role cenionych twórców wcielają się uznani aktorzy (od Anthony’ego Hopkinsa w roli Picassa, przez Johna Malkovicha w roli Klimta, skończywszy na Timothym Spallu grającym Turnera). Owe filmy powstają dość regularnie, jednak – paradoksalnie – ich wartość artystyczna nie zawsze odpowiada poruszanej tematyce. By uciec od schematu biograficznego okraszonego malowniczymi zdjęciami, niejeden reżyser podjął próbę nowego spojrzenia na ten nurt, który jest – choć wcale nie musi być – dość ograniczony w swojej formie.

Shirley-wizje rzeczywistości (bohaterka), Młyn i krzyż (Rutger Hauer jako Breugel), Nocna straż (Martin Freeman jako Rembrandt)

Próbowano różnych metod. Lech Majewski (Młyn i krzyż) i Peter Greenaway (Nocna straż), a ostatnio Gustav Deutch (Shirley – wizje rzeczywistości) dosłownie ożywiali obrazy, łącząc stronę wizualną fabularnym tłem bądź stosując kolaż. Z kolei powstały w 1998 roku film Love is the Devil. Szkic do portretu Francisa Bacona objął inny tor. Koncentrując się na prywatnym życiu artysty oraz na pomysłowych, niekiedy deformujących bohaterów ujęciach, reżyser John Mybury stworzył uciekający od schematów dramat, nie tyle streszczający życie malarza, co celujący w przedstawienie jego charakteru i spojrzenia na świat. Ponadto obecność Dereka Jacobiego, Daniela Craiga i Tildy Swinton okazała się gwarantem jakości aktorstwa w tej produkcji. Znany ze wszechstronności podejmowanych tematów i stanowiący solidną markę Miloš Forman postanowił również zainteresować się światem malarskich inspiracji. Zafascynowany obrazami wybitnego hiszpańskiego twórcy, jakim niewątpliwie był Francisco José de Goya y Lucientes, powziął decyzję o wyreżyserowaniu filmowego szkicu o czasach, w których ów artysta żył i pracował.

INSPIRACJE

W jednym z wywiadów Forman opowiada, skąd pomysł na opowiedzenie czasów Goi poprzez jego obrazy:

Zafascynowały mnie czasy Inkwizycji w Hiszpanii. Była w tym paralela z tym, co działo się w komunistycznej Czechosłowacji, a wcześniej w nazistowskich Niemczech.

Zatem kluczem do realizacji filmu było potraktowanie czasów Goi jako blejtramu, który pozwalałby na przedstawienie wydarzeń w sposób możliwie najbardziej uniwersalny – w myśl zasady, że historia lubi się powtarzać. Zachodni recenzenci w czasie premiery filmu (2006 rok) wskazywali często na aluzję do polityki gabinetu prezydenta George’a Busha i jego działań na Bliskim Wschodzie (zderzenie cywilizacji, niesienie „wolności i oświecenia”, etc). Biorąc pod uwagę wydarzenia w Europie AD 2016, można śmiało uznać poruszone przez Formana zagadnienie totalitaryzmu za szczególnie aktualne. Duchy Goi to wielowątkowy dramat historyczny, nie tylko rzucający światło na postać słynnego malarza. Przede wszystkim jest to dzieło traktujące o dwóch podstawowych kwestiach: szeroko pojętego fanatyzmu (zarówno religijnego, jak i światopoglądowego w ogóle) oraz złe traktowanie ludzi za przyzwoleniem władz.

Ojciec Lorenzo Casamares (Javier Bardem) – najtragiczniejsza postać w filmie Formana, dowód na to, że popadanie z jednej skrajności w drugą nie jest rozwiązaniem, a sądzenie ludzi za ich poglądy nigdy nie kończy się dobrze.

Zarys fabuły jest prosty: nadworny malarz Burbonów, Francisco Goya y Lucientes (Stellan Skarsgard) pracuje nad portretem jednej ze swoich muz, młodej Inez (Natalie Portman). Kiedy ta zostaje wezwana przed Święte Oficjum i pod absurdalnym zarzutem zamknięta w lochu, ojciec dziewczyny prosi artystę o pomoc. Jednym z klientów Goi jest bowiem Lorenzo Casamares (Javier Bardem), duchowny-inkwizytor, którego wstawiennictwo mogłoby doprowadzić do uwolnienia młodej kobiety.

By wiarygodnie zrekonstruować Hiszpanię pod rządami bonapartystów, ekipa filmowa odwiedziła Salamankę, Madryt i Segowię, by nakręcić odpowiednie plenery. Jednak szczególną uwagę poświęcono scenografii i rekwizytom. Z kolei na potrzeby fragmentów związanych z procedurami inkwizycyjnymi wykonano reprodukcję narzędzi tortur oraz studiowano przebieg przesłuchań, rytuałów i egzekucji. Twórcy dołożyli starań, by przedstawić wydarzenia takimi, jakimi mógł je widzieć Goya, który w filmie pełni funkcję przede wszystkim obserwatora. Ponieważ obrazy i miedzioryty malarza są bardzo sugestywne, często dosadne i wręcz drastyczne, zostały one wplecione w montaż i nie zastępowano ich inscenizacją aktorską – reżyser uznał, że wizja artysty jest nie tylko aktualna, lecz także odpowiednio poruszająca.

Ya_es_hora

Francisco Goya y Lucientes: Już czas! (z cyklu „Kaprysy”, 1799)


Strony: 1 2 3





  • Mefisto

    DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU ZDRADZA ELEMENTY FABUŁY ORAZ ZAKOŃCZENIE FILMU – ach szkoda, muszę zatem sięgnąć. Niemniej do tego fragmentu ciekawy tekst i tak, podobnie jak cały cykl.

    • Jan Dąbrowski

      Jeśli w jakimś stopniu Cię zachęciłem do seansu „Duchów Goi” to się cieszę. Film jest świetny, w ciekawy sposób pokazuje mechanizmy społeczne, całkiem zresztą aktualne.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Pitbull. Nowe porządki

Następny tekst

HAROLD I MAUDE. Love Story inaczej



Strony: 1 2 3

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE