VHS: Masters of The Universe | FILM.ORG.PL

VHS: Masters of The Universe








Radosław Buczkowski
25.12.2012


Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi: He-Man!!! 

Święta, czas spokoju, radości, cudownej rodzinnej atmosfery, oraz chwil zadumy przy ciepłym świetle udekorowanej choinki – ok, głównie w jakiś kiczowatych reklamach, ewentualnie w świątecznych odcinkach „Klanu”. W polskiej rzeczywistości, święta to chaos, miesiąc przygotowań (christmas nazi), magiczny czas „zostaw, to na święta”, to okres ogólnego stresu powodowanego kolejkami w sklepach, wzmaganego przez nieprzyjemne baby (poza naszą mamą i babcią ma się rozumieć), który w Wigilię osiąga swój szczyt, a symboliczne łamanie opłatkiem i składanie życzeń oznacza jedno: Na Croma, przetrwaliśmy, teraz dwa dni byczenia, potem poświąteczny kac, a za rok znów to samo!

Tak, kocham święta, kocham z całym tym bagażem niezwykłości – wigilijnymi zapasami z bratem, kłótniami z siostrą,  matką bijącą mnie szmata przez łeb, bo ukradłem kawałek sernika, w końcu płaczącym ojcem („mam krew na rękach!!!”), którego dzień wcześniej odwiedził karp ubiegłorocznej Wigilii. Nie ukrywam, że kusiło mnie by z okazji świąt wziąć na warsztat jakiś bożonarodzeniowy cud w stylu: „Muskularny Święty Mikołaj”, ale w związku z tym, że filmów świątecznych jest w telewizji pod dostatkiem, to poświęcę kilka zdań na zapomniany klasyk i łabędzi śpiew od The Cannon Group, czyli „Masters of the Universe” – gdybym się uparł, to pewnie znalazłbym w tej produkcji niejedno świąteczne nawiązanie, ale jestem tak obżarty po wigilijnej wieczerzy, że obawiam się, że odrobina intelektualnego wysiłku doprowadziłaby do przepukliny mózgu.

Gdy w drugiej połowie lat 80. Cannon zdobył prawa do ekranizacji He-Mana, ów bohater miał już swoje stałe miejsce w amerykańskiej popkulturze: Linia zabawek, bijący rekordy popularności serial animowany, wielomilionowy biznes gadżeciarski. Znajdujący się w olbrzymim dole finansowym właściciele Cannon stwierdzili, że znaleźli łatwy sposób na zarobienie kilku groszy, wyciągnięcie firmy z tarapatów i możliwie że rozpoczęcie serii filmowej, która przyniesie zyski porównywalne do tych, jakie przyniosła seria „Star Wars”.

Problem w tym, że trendy szybko się zmieniają i nikt w Cannon nie wiedział, że w momencie zakupu praw do filmu, sprzedaż zabawek poczęła spadać na łeb na szyje. Dzieciarnia przejadła się już miksem kosmosu i fantasy i chciała już tylko rasowego  s-f (ogromna popularność „Tenage Mutant Ninja Turtle”, „Transformers” i olbrzymiej ilości wszelakich s-f strzelanek). Będąca na skraju upadku firma, wyłuskała największy w historii budżet w wysokości 20 milionów dolarów i szybko ruszyła do produkcji, obsadzając w tytułowej roli wschodzącą gwiazdę kina akcji, w postaci szwedzkiego wikinga, czyli Dolpha Lundgrena. Należy wspomnieć, że produkcja nie należała do najłatwiejszych, bo firma zabawkarska Matel częściowo pokrywała koszty produkcji, więc zależało jej, aby film stronił od przemocy i był w miarę przyjazny dla rodzinnych wypadów do kina (w roku premiery szykowano nową serię zabawek i sukces sprzedaży zależał od sukcesu filmu wśród najmłodszych). Wysłannicy Matel często więc wykreślali ze scenariusza najciekawsze pomysły, czy też banowali gotowe sceny.

Co najgorsze, już pod koniec zdjęć stało się jasne, że Cannon upadnie – firma w ostatnim roku swojej działalności miała w produkcji ponad 80 (!) filmów, gdy czeki z wypłatami przestały docierać do pracowników, nieuniknione stało się faktem. Zdjęcia do finałowego starcia He-Mana ze Szkieletorem odbyły się kilka miesięcy po właściwej produkcji, bo ta z powodu braku funduszy została zamknięta, a właściciele studia z przyczyn finansowych chcieli zakończyć film w połowie sceny walki, klasycznym zaciemnieniem i tylko upór reżysera spowodował, że pozwolono na jeszcze jeden dzień zdjęć, gdzie na szybko opracowano choreografię starcia. Film oczywiście poległ w box office, Cannon zbankrutował, a firma Matel zaliczyła kosztującą blisko 400 milionów dolarów czkawkę. „Władcy Wszechświata”, mimo porażki w kinach, zyskali drugie życie na VHS, gdzie znaleźli grono zagorzałych fanów, a sam film po dziś dzień ma status prawdziwego klasyka wśród filmów tak złych, że aż dobrych. Trzeba przyznać, że coś w tym jest, bo mimo potężnej tandety scenariuszowej, całość to kawał całkiem niezłego filmidła fantasy, do obejrzenia z dzieckiem, czy też młodszym bratem. Wizualnie to VHS-we wyżyny, budżet widać w każdej sekundzie filmu (dekoracje pałacu, make-up, stroje) i choć prawdą jest, że pomysł na teleportowanie He-Mana na amerykańskie przedmieścia był idiotyczny i całkowicie zabił klimat przygody, to z finansowego punktu widzenia, było to jedyne słuszne posuniecie. Do tego dochodzi niezłe aktorstwo, oczywiście nie od Lundgrena, który dopiero co skończył zdjęcia do „Rocky’ego IV” i jedyne co potrafił powiedzieć po angielsku to: „I must brake you” (facet mówił na planie tylko ten tekst, potem właściwie kwestie zostały zdubbingowane), ale w wykonaniu jak zwykle niezawodnego Franka Langelli, który nic sobie nie robił z filmowej tandety w jakiej brał udział i osiągnął w tym filmie wyżyny, odstawiając miejscami spektakl jednego aktora.

Poważnie, jeden z fajniejszych filmowych czarnych charakterów, a do tego fenomenalnie zagrany – moc i teatralna charyzma (zwłaszcza w scenie tryumfu Szkieletora) Langelli po prostu wylewają się z ekranu. Niby ten film nie ma zbyt wiele wspólnego z Bożym Narodzeniem, ale i tak polecam jako miłą odmianę dla standardowych filmowych propozycji, jakimi zasypuje nas telewizja w okresie Świąt. Przy okazji, może jednak ma, bo gdy ubierałem choinkę włożyłem niechcący palec w lukę po zbitej żarówce i w momencie gdy kopał mnie prąd, a światełka zaczęły migotać jak pomylone, wydałem z siebie jedyny, możliwie pasujący do okazji okrzyk: „I have the power!!!” – i tym miłym akcentem, zakończę, życząc wam świąt pełnych radości, pozytywnych wibracji  i ma się rozumieć absolutnego POWERA!

 

 







  • fan vhs

    Jak zwykle cudowne. Nie wiem skąd sie człowieku urwałeś, ale napisz ksiazke prosze, bede pierwszy w kolejce po nią ;)

    • Scarlet Pumpernickel

      Jesli napisze, to oddam za darmo – – – pewnie i tak trafi do kosza: wszystko po 2.99 ;) Tak czy inaczej, dziekuje bardzo

  • MojeNajlepszeFilmy

    Raczej pytanie powinno brzmieć kto to jest na zdjęciu jako Santa!

    A odpowiedź: Victor Magnussen!
    HA!

    • Scarlet Pumpernickel

      Ten Kanadyjczyk mieszkajacy w Krakowie? :)

      • MojeNajlepszeFilmy

        Yes! Myślałem, że wiecie? … ;)

        • Scarlet Pumpernickel

          Do konca stawialem na reagana, ale kto wie, kto wie… :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Świąteczna kartka od KMF

Następny tekst

Urwany film #13 - To właśnie miłość



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE