VHS nie do zdarcia: Ślepa furia | FILM.ORG.PL

VHS Ślepa Furia








Radosław Buczkowski
29.10.2012


Gdyby przeprowadzić plebiscyt na najbardziej popularnego aktora ery VHS, to jestem pewien, ze Rutger Hauer zająłby wysokie miejsce, bardzo wysokie. Holender, mimo genialnego startu w USA (wiadomo!), nie miał na tyle szczęścia, by zrobić karierę, która mu się należała. Chłop nic sobie z tego jednak nie robił i choć nie królował na hollywoodzkich salonach, to zdecydowanie brylował na dyskotece zwanej VHS. Z pamięci: The Hitcher, Wedlock, Split Second, Past Midnight, Wanted: Dead or Alive, Surviving the Game, The Salute of Jugger czy też Arctic Blue. 

Tak, Hauer to prawdziwa legenda. Nie licząc genialnego “Autostopowicza” i kwintesencji 80’s pod postacią “Split Second”, moim ulubionym filmem tego permanentnie uśmiechniętego pana na zawsze pozostanie “Blind Fury”.         

Motyw wyjściowy oczywiście zaciągnięty z legendarnej serii filmowej “Zatoichi”, elegancko przerobiony na jankeską modłę. Wojna w Wietnamie, zraniony podczas akcji żołnierz traci wzrok, znajdują go wietnamscy wieśniacy i pomagają wpierw w leczeniu ran, a następnie w treningu – pięknie nakręcony wstępniak. Bach, przeskok o dwadzieścia lat, Floryda – Hauer, chcąc odwiedzić starego kumpla, wbija się w sam środek próby porwania, morderstwa i sporego przekrętu narkotykowego. Wszystko to podlane dramatem rodzinnym najwyższej próby (ok, jaja sobie robie – dramat jak w Dynastii na spidzie) oraz porcją kilku solidnych scen z użyciem miecza (tu jak najbardziej poważnie) – słowem, półtorej godziny rozrywki na dobrym, VHS-owym poziomie. Film, mimo niezłego drugiego planu (Terry O’Quinn, Nick Cassavetes) to oczywiście teatr jednego aktora. Rutger jak zwykle daje czadu, a rzucający ironiczne teksty, niewidomy mistrz miecza w jego wykonaniu to małe mistrzostwo świata. Wspomniałem o pojedynkach, no właśnie, te stoją na cholernie dobrym poziomie, jest szybko (jak na jankeskie warunki), ostro i bez szczypania się z przeciwnikiem – kto fika Rutgerowi, tego spotyka kuku, inaczej być nie może.

Hauer posługuje się mieczem naprawdę sprawnie, a co najważniejsze, nie widać, że to po prostu aktor, który przez tydzień przygotowywał się do filmu i podczas scen akcji odbębnia choreografię, licząc pod nosem kolejność ruchów. Na deser dostajemy finałowy pojedynek na miecze z nikim innym, jak tylko prawdziwą legendą amerykańskich ninja-skradanek, „masterem” Sho Kosugi. Chyba każdy weteran tej epoki widział przynajmniej jeden epizod z nieoficjalnej trylogii „Ninja” z jego udziałem. Koleś nie tylko tu zagrał, ale także przygotował choreografię walk w całym filmie, zresztą całkiem smakowitą .

 

A zatem Rutger tnie mieczem, raz po raz zarzuci dobrym tekstem i ogólnie jest skocznie, radośnie i z przytupem. Jako że to kolorowe lata 80., to pewne niepisane zasady muszą być przestrzegane. Nie może więc się obyć bez klasycznego „montażu” (całkiem niezły i klimatyczny), ostrej nawalanki z finałowym bossem i jego świtą – jeśli jest on “przy kasie”, to obowiązkowo w jego willi-fortecy obleganej zastępem bezimiennych ochroniarzy i najemników, oraz przynajmniej jednej sceny z jakimiś przypadkowymi lub mniej przypadkowymi redneckami.

No właśnie, w praktycznie w każdym filmie tej epoki, gdy akcja wykracza poza obrzeża Nowego Jorku, Chicago, Los Angeles (tu w zasadzie kończą się amerykańskie miasta), to zawsze pojawiają się jakieś zakapiory, powiatowi najemnicy (najczęściej zaprawieni w boju w samym Wiet-Fakin-Namie, oł jeee), którzy za paczkę Lucky Strike’ów i butelkę chrzczonego bourbona są gotowi dać się zabić. Oczywiście zawsze w galowym mundurze: dżinsy, flanela, głowa chroniona bejsbolówką, ewentualnie gustownym kapelundkiem. Zastanawia mnie, skąd oni się biorą, zawsze jacyś wieśniacy spod baru, sączący 0.5% budweisery, muszą wyskoczyć na spotkanie przeznaczeniu i na własne życzenie uszkodzić sobie organy wewnętrzne ostrym mordobiciem. Gdyby zajechać do jakiejś popegeerowskiej wsi i zapytać kilku eks-traktorzystów, weteranów bezlitosnej orki na ugorze (Brygada URSUS 1614 coroczne tury w delcie Graboszewa w latach 1977-1989), czy nie daliby się wynająć do jakiegoś mordobicia, to najprędzej usłyszelibyśmy, że w krzyżu strzela, stara trzyma klucze od poloneza, Tusk to bandyta i jego pytać, a tak w ogóle, to nie mają czasu na głupoty, bo kończą browara i idą oglądać Plebanię.

 

Olśniło mnie, już wiem, dlaczego nie kręci się w naszym kraju filmów akcji – nie ma skąd brać filmowego mięcha armatniego. Podobnie jak z naszymi sportowcami, znów zawodzi psychika. Na szczęście w USA to nie problem, ludzie mają ostro wykręcone, więc jest komu iść pod nóż ku uciesze gawiedzi. Nie inaczej jest i tutaj, więc trup ściele się gęsto i niejeden redneck nie wróci już nigdy do swojej Mary-Lou. Dobra, starczy tego zachwalania – już wiecie, z jaką bajką macie do czynienia. Prawdziwy klasyk – kupować, przegrywać, wypożyczać!

 

 W NASTĘPNYM ODCINKU…

 







  • b_ebe

    nie chcę żeby wyglądało na to, że się czepiam bo recenzja pierwszoligowa. Ale Split Second (uwielbiam ten film) jest z 92r. świetny wpis, tak trzymać, czekam na kolejne! :)

  • Mefisto

    OK, przy eks-traktorzystach się posikałem :)

  • Jerry

    Czekałem na ten film! Dla mnie kult, a do tego nadal trzyma się mocno!

  • Dimitri

    Świetny tekst napisany na luzie i ze smakiem. Ja jednak czekam na recenzję filmu Ghost. Na naszym VHSowym podwórku znany pod pseudonimem „Interceptor” z młodzutkim Charlie Sheenem w roli głównej. Wybaczcie off topic ale nie mogłem się powstrzymać. Ogólnie pomysł na dział jest bardzo nośny i z niecierpliwością czekam na kolejne teksty ;)

    • Scarlet Pumpernickel

      Wraith, bo o nim mowa – oczywiscie, ze sie pojawi, w koncu to jeden z prawdziwych kultowcow tamtej epoki

  • Gieferg

    Szkoda tylko że nie wspomniano o znikających i nie pojawiających się ponownie bad guyach :P Mnie ten film się głównie z tym kojarzy.

  • kicker

    Fajnie napisane, należało tylko jeszcze wspomnieć o roli w łowcy androidów.

    • Scarlet Pumpernickel

      Wspomnialem, choc bez podawania tytulu :)

    • Mr.T

      Zgadzam się, a jeszcze bardziej wypadało wspomnieć o kolaboracji z rodakiem – Verhoven`em, wszak obydwoje wypłynęli na szersze wody po wspólnych filmach.

      • Wezyr

        Ano tak, wtedy mieli poważniejsze filmy na koncie.

  • RÓWNIEŻ UWARZAM ŻE TO JEDEN Z KLASYKÓW Z RUTGEREM DO KTÓRYCH ZALICZAM [OPRÓCZ AUTOSTOPOWICZA ŁOWCY ANDROIDÓW RZECZ JASNA] WEEKEND OSTERMANA NIEOCZEKIWANY ATAK GRA O PRZEŻYCIE POSZUKIWANY ŻYWY LUB MARTWY PODRÓŻ PRAWO PUSTYNI UCIECZKA Z SOBIBORU.POZDRAWIAM

  • Pingback: cigarette électronique()

  • Artur Gralla

    Bucz za przeproszeniem glupoty piszesz,Hauer to nie b klasa tylko ekstraklasa.Pomimo tego ze zdarzalo mu sie grac w kiespkich filmach,ale jesli poczytasz jego biografie bedziesz wiedzial dlaczego,bo on jest jak kot chodzi wlasnymi sciezkami.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Urwany film #1 - Skyfall

Następny tekst

Skyfall



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE