publicystyka filmowa

TWOJA TWARZ NIE BRZMI ZNAJOMO. Nowi aktorzy w skórach znanych postaci

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

Co najmniej oderwana od rzeczywistości byłaby sytuacja, w której po urlopie lub wakacjach stwierdzilibyście, że wasza koleżanka czy kolega przeszli całkowitą metamorfozę i  wyglądają jak inna osoba. Zachowują się w ten sam sposób, to prawda, dysponują identycznym poczuciem humoru, pamiętają te same rzeczy, a jednak z równowagi wytrąca fakt, że macie przed sobą inną postać. O ile w życiu prawdopodobieństwo takiej sytuacji jest wyjątkowo nikłe, tak w kinie podobna praktyka nie jest wcale rzadko stosowana.

Historia zna cały szereg powodów, dla których taka zmiana w ogóle zaszła.

Pal licho, jeżeli ofiarą recastu, a więc obsadzenia innego aktora w roli granej już wcześniej przez kogoś innego, padnie ktoś z trzeciego planu, bo taka zmiana łatwo może w ogóle umknąć uwadze widza. Dużo bardziej daje po oczach podobny przypadek w momencie, gdy tyczy się jednego z  bohaterów pierwszoplanowych czy wręcz głównego. Historia zna cały szereg powodów, dla których taka zmiana w ogóle zaszła. Kłopotliwa współpraca z pierwotnie występującym aktorem. Problemy rodzinne samego występującego. Kręcone po latach prequele głośnych filmów. Moment, w którym aktor czuje zmęczenie materiału, a twórcy wręcz przeciwnie. Wreszcie ostateczność: śmierć artysty. Dość jednak suchego wymieniania – przestudiujmy konkretne przypadki.

PRZYPADEK PIERWSZY, CZYLI AKTOR KONTRA PRODUCENT

Crispin Glover | Jeffrey Weissman

Podczas wybierania przykładów do przytoczenia w tym tekście okazało się, że w taki czy inny sposób nieudane rozmowy aktorów i przedstawicieli studia są bardzo częstą przyczyną recastów (zgodnie z porzekadłem, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi…). Bywało i tak, że jeden konflikt powodował kolejny. Rzućmy na pierwszy ogień Powrót do przyszłości 2. Nie da się nie zauważyć, że rola George’a McFlya, jednej z wiodących postaci oryginału, została w sequelu zredukowana do minimum. Nie zagrał go zresztą Crispin Glover, tak charakterystyczny w części pierwszej. Różnice w propozycjach dotyczących gaży, jak również odmienne przekonania ideologiczne doprowadziły do wyłączenia aktora z projektu i zaangażowania Jeffreya Weissmana, ucharakteryzowanego tak, aby jak najbardziej przypominał pierwowzór. Co na to Glover? Trudno mówić o zachwycie – aktor złożył pozew, bo o wykorzystaniu jego wizerunku, zarówno w przypadku charakteryzacji, jak i użycia ujęcia z pierwszej części – poinformowany nie był. Sprawa doprowadziła do tego, że podobne praktyki zostały filmowcom później zakazane. Sprawa Glovera nie była jedynym recastem w serii Roberta Zemeckisa, ale do tego jeszcze wrócimy.

Na górze: Edward Norton | Mark Ruffalo, na dole: Terrence Howard | Don Cheadle

O ile George McFly był ważną, ale mimo wszystko drugoplanową postacią, której rolę można było naturalnie zmniejszyć w sequelu, tak inaczej wyglądała już sprawa z Bruce’em Bannerem w wykonaniu Edwarda Nortona. Aktor zagrał zmieniającego się w zielone monstrum naukowca w The Incredible Hulk z 2008 roku i docelowo miał powtórzyć rolę w Avengers, jednak do porozumienia z włodarzami Marvela ostatecznie nie doszło. Nortona zastąpił Mark Ruffalo, który w Hulka wciela się do dzisiaj. Wobec tej zmiany wielu osobom trudno jest uznawać The Incredible Hulk za część uniwersum (nawet pomimo cameo Downeya Jr.), szczególnie że większość wątków nie została nigdy później podjęta w kolejnych filmach. Panuje jednak zgodna opinia, że Ruffalo w tej roli to strzał w dziesiątkę, zatem – nie ujmując talentowi Nortona – stwierdzić można, że zmiana wyszła ostatecznie na dobre. Zostając jeszcze w komiksowym uniwersum Marvela – grany przez Dona Cheadle’a War Machine przewija się przez coraz więcej filmów, ale nie zapominajmy, że w swoim debiucie (i jednocześnie początku całej historii, Iron Manie  z 2008 roku) postać ta miała twarz Terrence’a Howarda. Ten rzekomo zażądał zbyt wysokiej gaży podczas negocjacji dotyczących sequela i współpraca nie została przedłużona.

Lara Flynn Boyle | Moira Kelly

Oficjalnie mówi się, że Boyle odmówiła udziału w filmie ze względu na planowane z nią rozbierane sceny.

Podobny problem dotyka produkcje telewizyjne. David Lynch raczy nas aktualnie trzecim sezonem Twin Peaks, wróćmy jednak do początku lat dziewięćdziesiątych, gdy emitowano poprzednie sezony, skupiając się na postaci Donny Hayward, granej w serialu przez Larę Flynn Boyle. Nie czas i miejsce, by wyrokować, czy jej postać i relacja z Jamesem były w jakikolwiek sposób atrakcyjne dla widza – ocenę pozostawiam wam – nas interesuje to, jak ułożyła się współpraca młodej aktorki z ekipą. Otóż nie najlepiej – w filmowym prequelu, Ogniu, krocz ze mną, Boyle została wymieniona na Moirę Kelly, aktorkę zdecydowanie delikatniejszej urody, ale też wizualnie bardziej sympatyczną. Oficjalnie mówi się, że Boyle odmówiła udziału w filmie ze względu na planowane z nią rozbierane sceny, tymczasem według plotek współpraca z nią na planie serialu była niezwykle trudna (w grę wchodziła nawet zazdrość o Kyle’a MacLachlana, jej ówczesnego partnera). Jak by nie było, efekt jest ten sam – Boyle nie pojawiła się ani w filmie, ani w trzecim sezonie serialu. Zresztą operacje plastyczne i tak zmieniły ją nie do poznania – niestety na gorsze.

Subtelniej zakończyła się współpraca Eda Skreina z twórcami Gry o tron. Znany z roli antagonisty Francisa w Deadpoolu Skrein pożegnał się z serialem rzekomo z dwóch powodów. Po pierwsze, aby wziąć udział w reboocie serii Transporter, zastępując Jasona Stathama. Po drugie, ze względu na różnice w poglądach politycznych (cokolwiek to w tym przypadku znaczy). Rolę przejął Michiel Huisman, wizualnie kompletnie do poprzednika niepodobny, ale w samej roli odnajdujący się co najmniej przyzwoicie.

Ostatnio dodane