Recenzje

To wspaniałe życie. Afirmacja dla każdego

Remember, no man is a failure who has friends.

Autor: Darek Kuźma
opublikowano

Każdy z nas ma chwile wahania i słabości. Każdy z nas został mniej lub bardziej doświadczony przez los. Każdy miał w życiu swoje wielkie zwycięstwa, jak i sromotne porażki. Na tym polega życie i to jest jego specyficzny urok, który czasami trudno dostrzec. To taka swoista równowaga w tej danej nam wspaniałomyślnie krótkiej chwili wyrwanej z wieczności. Równowaga, bez której nie byłoby radości i smutku, nie byłoby śmiechu i łez. Przecież wygrywając cały czas nie można zaznać prawdziwego smaku tego zwycięstwa – nie można się naprawdę cieszyć życiem, dopóki się go tak naprawdę nie zazna…

Tak więc każdy ma swoje trudne momenty w życiu, jednakże większość stara się nie poddawać i żyć dalej, stawiając czoła przeznaczeniu i niejednokrotnie idąc pod wiatr. Wszyscy mamy swoje przestoje, problemy i zmartwienia, ale najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, to poddać się. Człowiek jest z natury dobry, ale pod wpływem przeróżnego rodzaju zrządzeń losu potrafi zejść na złą drogę lub się po prostu w pewnym momencie poddać…

Takim właśnie człowiekiem był George Bailey. Już od wczesnych lat młodzieńczych chłopak wykazywał zadatki na kogoś wielkiego. Uratował życie swojemu bratu. Ludzie go podziwiali i lubili. Jako już dorosły młodzieniec pełen zapału żarliwie chełpił się swoimi marzeniami, ideałami i planami na przyszłość. Chciał zwiedzić cały świat i wyobrażał sobie swoje życie jako nieustanną przygodę. Niestety nie było mu dane tych planów wypełnić tak, jak chciał. Śmierć ojca zapoczątkowała serię zdarzeń, które doprowadziły do przejęcia przez George’a rodzinnego biznesu i zmusiły go do pozostania w sennym Bedford Falls.

Kolejne wydarzenia potęgowały jego przygnębienie i poczucie zmarnowanego życia, i chociaż były one przeplatane wspaniałymi momentami, jak ślub czy narodziny dzieci, to ten gorzki smak nadal gdzieś pozostawał. Pewnego dnia George nie wytrzymał naporu złych rzeczy i się załamał, mając do tego kompletne prawo. Nikt nie umiał mu pomóc, ponieważ nikt tak do końca nie wiedział, jakiej pomocy potrzebuje. Cała gorycz istnienia i smak porażki skumulowały się w jednym przerażającym momencie, który nieomal nie doprowadził do tragedii.

Dopiero gdy anioł Clarence ukazał George’owi, jakby wyglądał tak przez niego ukochany i jednocześnie znienawidzony świat bez jego obecności, jak wyglądałoby Bedford Falls bez jego nieustannej walki o uczciwość i sprawiedliwość, jaką drogą poszliby jego przyjaciele i znajomi bez jego dobrych rad i otuchy, dopiero wtedy George otworzył oczy… Dopiero wtedy zrozumiał, że, sam o tym nie wiedząc, zmienił życie tylu osób swoją przyjaźnią i miłością, a czasem jednym tylko słowem lub drobnym gestem.

Borykając się z przeciwieństwami losu George nie zauważał piękna, które roztaczał wokół siebie. Egoistycznie zapatrzony w swojego ‚pecha’, nie potrafił do końca docenić tego, co zdobył w swoim życiu, tego co zmienił, czego dokonał… George nie potrafił dostrzec, że dla mieszkańców Bedford Falls był bohaterem, wzorem do naśladowania oraz inspiracją. Inspiracją, by zachować pogodę ducha, nie poddawać się przeciwnościom oraz by życzliwie podchodzić do innych.


Gdy zawiodły wszystkie sprawdzone sposoby, gdy zawiódł rozum i wiara, George w przypływie rozpaczy chciał zniszczyć największy Boży dar – chciał odebrać sobie życie. I wtedy właśnie niepozorny anioł o inteligencji królika i wierze małego dziecka, szukający swoich skrzydeł, pomógł mu znaleźć światełko w tunelu i pokazał właściwą drogę. To światełko przerodziło się w fajerwerki przyjaźni, miłości i szacunku, którymi obdarzyli go mieszkańcy Bedford Falls. Gdy tego najbardziej potrzebował, przyjaciele i znajomi nie dali mu przegrać, nie dali mu się poddać, ofiarowali mu to, co on dawał im przez te wszystkie lata – nadzieję. Bo cóż znaczy kilka nędznych dolarów, jeśli za ich sprawą można komuś pomóc.

Życie jest piękne, życie jest wspaniałe, jeśli tylko mamy kogoś, komu możemy to powiedzieć, kogoś, z kim możemy je przeżyć, dzielić smutki i troski, kogoś, kto potrafi nam pokazać tę wspaniałość, dostrzec, że umartwianie się, na dłuższą metę, jest stratą czasu. Trzeba żyć pełnią życia, chwytać ten cholerny dzień w każdy możliwy sposób i się nim chełpić, póki zabraknie sił, a wtedy dopiero pogodzić się ze swym losem. Trzeba walczyć o to, żeby pod koniec życia można było stanąć przed lustrem i powiedzieć „Udało mi się, wykorzystałem daną mi chwilę najlepiej jak potrafiłem!”. I wtedy nic już nie będzie straszne…

Capra operuje całą gamą emocji, ale nie są to jakieś tanie chwyty, tylko całkowicie przemyślane zagrania geniusza, którym był. Jego „Wspaniałe życie” to, pomimo całego przedstawionego w nim dramatu, obraz niesamowicie pozytywny, nastrajający do robienia wielu rzeczy, tak małych, jak i wielkich. Film niesie ze sobą potężną dawkę optymizmu i piękne przesłanie, że nieważne, co robimy, ale jak to robimy, a genialna końcówka zawiera w sobie całą kwintesencję człowieczeństwa, tego, co można osiągnąć na tym padole łez. W dzisiejszym pełnym cynizmu i wyścigu szczurów świecie film oddziałuje chyba z jeszcze większą siłą niż 60 lat temu, bo kto, jak nie jednostka żyjąca w świecie coraz bardziej zdominowanym przez maszyny, może lepiej dostrzec znaczenie przyjaźni drugiego człowieka?


To, co Capra stara się jeszcze przekazać, to to, że to ludzie są najważniejsi! Nie pieniądze, nie nowiutki samochód, ani nie przyjęcia i blask reflektorów. To ci wszyscy, którzy nas otaczają, naprawdę się liczą. To ten facet, którego minąłem na ulicy, ta pani w spożywczym, która się nie wiedzieć czemu do mnie uśmiechnęła, to pani Zosia z naprzeciwka krzycząca na małego Maciusia, żeby wracał na obiad… Oni wszyscy… MY wszyscy składamy się na błogosławieństwo i przekleństwo tego świata.

Bez ludzi nie byłoby nic. Nie byłoby radości i smutków, nie byłoby miłości i nienawiści, nie byłoby wojen, lotów w kosmos, technologii, nie byłoby wesel, styp i chrzcin… Czasami trudno sobie uświadomić, że jesteśmy częścią tego świata, jednym z miliardów trybików pracujących na swoje plany i marzenia. Czasami ciężko pomyśleć, że ktoś może mieć gorzej, że w tej chwili ktoś walczy o życie, że w tej samej chwili ktoś się rodzi, ale także ktoś umiera… Jednak tak właśnie jest! Trzeba się wykazać życzliwością oraz zrozumieniem, trzeba dać z siebie wszystko i rozkoszować się tym, co nam dają inni w zamian. I pomimo tego, że George’owi brakowało pieniędzy – to tak naprawdę był najbogatszym człowiekiem w mieście…

Tekst ze specjalną dedykacją dla Deiny.

 

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane