Tajna broń. 20 lat później | FILM.ORG.PL

Tajna broń. 20 lat później

Zawsze może być gorzej, niż się spodziewaliśmy...




Wehikuł czasu z przepalonym stykiem




Agnieszka Stasiowska
17.02.2016


Broken Arrow to – nie bądźmy gorsi od przeciętnego gimbusa, sięgnijmy do Wiki – termin używany przez amerykańskie siły zbrojne na określenie wypadku z bronią atomową, który nie stanowi zagrożenia wybuchu konfliktu jądrowego. Odnosi się między innymi do utraty urządzenia lub tejże broni  w trakcie transportu, wraz lub bez utraty środka transportu. Definicja ta dość dobrze podsumowuje treść filmu Tajna broń, bo każdy, nawet mało wytrawny kinoman, bez trudu się domyśli, że broń została skradziona, a zatem jest ten dobry i jest ten zły. Między nimi, oczywiście, bohaterska dama.

Lata dziewięćdziesiąte obfitowały w kino akcji, była moda na pościgi, wybuchy, intrygi i tajne misje. Do wielu z tych filmów wrócić można i dziś i obejrzeć je z przyjemnością nie tylko sentymentalną. Niestety, z grona tych perełek wykluczyć należy film Johna Woo.

Wszystko, co w tym filmie mogło pójść źle, poszło źle na całość. Efekty, tylko teoretycznie specjalne, są żenujące – jak choćby okrutna scena w kokpicie B3, w którym miejsca nagle jest tyle, co w przeciętnej kawalerce, a ściany wykonane są z gustownej łososiowej tekturki. Wybuchy porażają sztucznością, w wielu scenach widać jak na dłoni efekt nałożenia na komputerową grafikę. Szczególnie zabawne są sceny w pociągu, te wszystkie skoki po dachach i szorowania tyłkiem po torach w pełnym pędzie z jednej strony budzą śmiech, z drugiej politowanie i coraz silniejsze poczucie straty czasu. Osobny temat stanowią też sceny walki bezpośredniej, w których cała siła idzie w minę i odpowiednio bojowy okrzyk. Panowie miziają się paluszkami po buziach, fruwając przy tym po całym planie filmowym bez mała jak w Matriksie.

broken-arrow4

Ach, panowie. Mistrz drugiego planu, czyli Christian Slater – tu w roli poczciwego majora Hale’a, chłopczyka z zasadami i jedną miną na wyposażeniu (Czy on kiedykolwiek w trakcie swojej kariery aktorskiej zmienił wyraz twarzy?… Może nie miał okazji?…), który dzielnie broni ludności stanu Utah w osobie strażniczki Carmichael (do niej jeszcze wrócimy). Za przeciwnika ma swojego starszego partnera, rozżalonego na zwierzchników o stałe pomijanie przy awansach (tu, jak się domyślam, wielu mogłoby go zrozumieć) majora Vika Deakinsa (czyli Danny’ego Zuko. Nie, wrrrróć! Johna Travoltę…). Slater nie dysponuje, niestety, zbyt wielkimi środkami wyrazu (lub jest zbyt nieśmiały, by je jakoś ujawnić), całe życie więc robi za tło dla lepszych. O ile np. w Imieniu róży ma dla kogo, o tyle Tajna broń oferuje mu znacznie mniejsze możliwości. Travolta bowiem gra jak cyborg. Robi dziwne, nienaturalne miny, macha afektowanie trzymanym w dłoni papierosem i dziwacznie szczerzy (ładne, przyznaję) uzębienie, najczęściej w najmniej stosownych momentach.

broken-arrow1

Co prawda i on nigdy wielkim aktorem nie był (tańczyć umiał nieźle, to fakt, ale sprawdzał się najczęściej w rolach zblazowanych pozerów, przypuszczam, że zwyczajnie bliskich jego naturze, a zatem łatwych do odtworzenia), ale w Tajnej broni jest karykaturą samego siebie. Scena, w której głośno i powoli wyjaśnia Slaterowi, że jeśli naciśnie prawy guziczek na pilocie, to odpali bomby atomowe, a jeśli lewy, to je dezaktywuje (w trakcie przemowy najpierw długie zbliżenie na rzeczone guziczki, a potem na tępy wyraz twarzy Slatera, uzasadniający w sumie tę perorę), jest kuriozalna. Scena, w której każe strażniczce Carmichael odpalić bomby, nie jest – wbrew nadziejom twórców – pełna napięcia, ale zwyczajnie obleśna.

Strażniczkę Carmichael gra Samantha Mathis, całkiem niezła aktorka, która w Tajnej broni postawiła sobie za punkt honoru dorównać poziomem gry partnerującym jej panom. Co się stało z zadziorną Mirandą Presley z W pogoni za sukcesem czy uroczą Amy March z Małych kobietek, nie wiadomo. Może Mathis zostawiła umiejętności w innym płaszczu, grunt, że nie wzięła ich ze sobą na plan Tajnej broni. Charakteryzacja na klon agentki Scully (rude włosy ze sztywną grzywką i czerwone usta) oraz wyjątkowo nietwarzowy i „niefigurowy” kostium pomóc tu nie mogły.

maxresdefault

Tajna broń zrobiła, co do niej należało – zabrała mnie w przeszłość. Z tym, że gdzieś tak – na oko – w lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, w czas Star Treka i Bonda z Rogerem Moore’em (sceny na nartach nie zapomnę, póki żyję…). Pośmiać się, owszem, można, ale wydaje mi się, że są lepsze rozrywki.

korekta: Kornelia Farynowska







  • nindustrialny

    Nie wiem co mam myśleć. Broken Arrow był jedym z moich ulubionych filmów. Czysta rozrywka – nic więcej.
    WIdzę, że Pani Agnieszka Stasiowska postanowiła zburzyć mój obraz tego filmu i kompletnie go skrytykowała. Nie mogę oczywiście odebrać jej prawa do wyrażania swoich opinii jednakże w tym przypadku wolałbym, aby wróciła do kuchnii/zmiany pampersów. Pozdrawiam.

    • Agnieszka Stasiowska

      Po seansie Broken Arrow uczyniłam, co zalecane, z prawdziwą przyjemnością… ;) Pozdrawiam.

      • nindustrialny

        Autor recenzji powinien być oświecony i zwracać uwagę na wiele aspektów związanych z filmem w trakcie recenzowania. Byle kto potrafiłby napisać recenzję filmu sprzed lat nie mając pojęcia o realiach panujących w tamtych czasach. Tak jak napisał greg. BA to pewnego rodzaju perełka filmów akcji z tamtych czasów. I powiedzmy szczerze tak należy go oceniać . Poza tym prezentuje o wiele wyższy poziom niż wiele teraźniejszych HITÓW!!! MOja ocena to conajmniej 7/10.
        Mąż albo konkubent powinien zabrać Pani klawiaturę !!!

        • Agnieszka Stasiowska

          Trochę nie na miejscu jest wymaganie „oświecenia” od kogokolwiek, używając przy tym tak żałośnie seksistowskich argumentów, ale mimo to odpowiem. Co do realiów panujących w tamtych czasach – z całym szacunkiem, ale ja widziałam ten film w roku premiery, będąc już osobą pełnoletnią, i z całą pewnością perełką nie był. Rozumiem, że jak ktoś go oglądał jako dziesięciolatek, z otwartą buzią, to może mieć sentyment. Mnie śmieszył nieco już w 1996 r., zwłaszcza na tle innych filmów tamtego okresu („Mission impossible” chociażby), śmieszy mnie tym bardziej teraz. I mój mąż się ze mną w pełni zgadza…

          • greg

            nie ma co sie kłocic, ile osób tyle opinii, od siebie dodam tylko że ostatnio dziewczyna namówiła mnie do wspólnego obejrzenia wszystkich sezonów „Z archiwum X” i rzeczywiście głowna aktorka w broken arrow stylizowana była na klona Scully :D , jakoś wczesniej tego nie zauważyłem

          • nindustrialny

            Miałem napisać to samo. O gustach się nie dyskutuje. Pani Stasiowska piastując dane stanowisko stoi o oczko wyżej i może wypuszczać swoje opinie w eter. Jednak jest przewrażliwiona i moje drobne żarty traktuje jako seksistowskie ataki. Może jest jakąś aktywistką z PRiot. OK. :) A jaki film Pani Stasiowska uważa za wyjątkowy ???

  • john.m.

    Przypominanie o zapomnianym filmie, który już w dniu premiery nie był niczym specjalnym i nikt się nim nie podniecał, jest raczej bezcelowe.

    A to, że się brzydko zestarzał było do przewidzenia. Podejrzewam, że Ostatnie części „Szybkich i wściekłych” czy „Transoformers” za 20 lat też będą wzbudzały politowanie – Zresztą u wielu już wzbudzają – i będą odbierane jak kicz charakterystyczny dla rozbuchanych widowisk obecnej dekady.

  • apolinary

    Również zgłaszam veto. To jest świetny film, tylko trzeba do niego podejść z dystansem, ponieważ sam film nie traktuje siebie do końca poważnie. A przesadzone gesty Travolty to dodatkowy smaczek.

  • Greg

    Broken Arrow to jeden z moich ulubionych filmów z dzieciństwa(pierwszy raz obejrzane na koloni nad morzem) i mimo że sie troche postarzal to jest to nadal dla mnie czyste kino rozryzkowo/popcornowe i oglądanie po latach nadal mi sprawia frajde. Co więcej jest to jeden z kilku filmów które ogladam wiele razy a jest ich naprawde niewiele (fair game, bad boys 1,True Lies, the last boy scout, face off, the rock , con air -uff i wymienilem wszystkie które ogladałem wiecej niz 3 razy :) ) Jasne wszystkie sie postarzały i porównując do dzisiejszych filmów akcji raża swoją naiwnością i prostotą ale pomimo to, radości z oglądania wczale nie jest mniejsza. Filmy te to kwintesencja kina lat 90 i podejrzewam że trzeba mieć miedzy 30-35 lat na karku aby w pełni ten okres filmowy docenic bo dużo zapewne robi tu sentyment. Dziesiejsze filmy akcji maja lepsze efekty, fabułe, gre aktorską, itp. a jednak mimo że uwielbiam jakiś film to nie czuje potrzeby oglądania ich po pewnym czasie mimo że teoretycznie są lepsze od wyżej wymienionych.

    • Agnieszka Stasiowska

      Ja lubię wiele z wymienionych przez pana – True lies jest absolutnie genialny, The rock również, Con Air ma wiele zalet i nadal może stanowić niezłą rozrywkę – co nie zmienia faktu, że Broken Arrow zestarzał się nieładnie, nie przymierzając jak Johnny Depp. ;)

  • Troszkę odświeżam. Jak dla mnie ocena również nieco krzywdząca. Staram się zrozumieć punkt widzenia Pani Redaktor i jawi się to jakie negatywne nastawienie do tej produkcji, odczuwalne chyba jeszcze przed seansem. Po całości to rozumiem, bo mam podobny punkt widzenia, jeśli chodzi o mnie to przejawia się to w „dzisiejszych produkcjach” pokroju Transformersów. Tyle tylko, że np. gra aktorska Slatera czy Travolty w Broken Arrow to nic nowego…Żeby się o tym przekonać wystarczy obejrzeć Bez Twarzy, czy Powódź. A dla formalności dodam tylko, że Broken Arrow oceniam 6/10. Pozdrawiam serdecznie :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Drugie Dno #12: czwarta ściana nie istnieje

Następny tekst

Z Archiwum X: Pokonać przyszłość



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE