Szybka Piątka #27 – Filmy, które najczęściej oglądaliśmy | FILM.ORG.PL

Szybka Piątka #27 – Filmy, które najczęściej oglądaliśmy








REDAKCJA
12.12.2015


Tym razem piszemy o filmach, do których najczęściej wracamy. Nie raz zaliczyliśmy po kilkadziesiąt seansów wybranych tytułów. To filmy, od których jesteśmy uzależnieni. To najklarowniejsze przykłady naszego kinofilstwa i oddania X muzie. Znamy te produkcje na pamięć, nie zaskakuje już nas żadna sekunda, kojarzymy najsubtelniejszą nutkę ich soundtracków. Mimo to nieustannie nas do nich ciągnie, nigdy się na nich nie nudzimy. Oglądamy je w kółko i w kółko. Za każdym razem to takie samo przeżycie, jak przy pierwszym seansie.

Poniżej nasze redakcyjne Szybkie Piątki. Jakie filmy wy widzieliście najwięcej razy?

b

Maciej Niedźwiedzki

1.Gladiator

W zeszłym miesiącu widziałem dwukrotnie. W ciągu całego życia doliczyłbym pewnie z sześćdziesiąt. Nie potrafię obejrzeć tylko jednej sceny z tego filmu. Zawsze oglądam całość. Gladiator to film dla mnie wyjątkowy, szlachetnie podniosły, wielki w każdym ujęciu. Tego potrzebuję, nic innego mnie tak nie motywuje jak ten film. Oglądając Gladiatora, czuję, jakbym unosił się nad ziemię. Mój organizm regularnie domaga się ponownych seansów. Jestem więźniem filmu Scotta.

2.Titanic

Gdy tylko pojawił się na VHS-ach, to kaseta z filmem Camerona praktycznie nie opuszczała odtwarzacza. Zdarzało mi się oglądać ten film kilka razy w tygodniu. Obecnie każdego roku minimum dwa razy wracam do Titanica, na całe trzy godziny. Nie potrafię inaczej. Najpierw zdumiewają mnie wspaniałe dekoracje, wnętrza i bogactwo. Potem z jeszcze większą przyjemnością obserwuję, jak Cameron to wszystko spektakularnie nurza w otchłań oceanu. Wspaniała katastrofa.

3. Ojciec Chrzestny II

Bardzo prawdopodobne, że to najlepszy film w historii kina. Imponuje mi, jak misternie upleciona jest intryga tego filmu. W Ojcu chrzestnym II Al Pacino (to paradoks, ale to aktor, za którym generalnie nie przepadam) dostarcza najgenialniejszą kreację wszech czasów. Kilkanaście wybitnych scen i to ostatnie ujęcie, które kumuluje w sobie wszystkie emocje zawarte w arcydziele Coppoli. Co roku obowiązkowe dwa, trzy seanse. Jestem uzależniony od wgniatającego w ziemie finalnego kadru Ojca chrzestnego II. Za każdym razem przeżywam to równie intensywnie. Szok i trauma. Niejednokrotnie od razu włączałem film od nowa, by doświadczyć tego ponownie. Film-narkotyk.

4. Forrest Gump

Każdego roku potrzebuję też sensownej dawki ckliwości, wzruszeń, czaru i filmowej magii. Forrest Gump urzeka mnie swoim ciepłem, żarty wciąż trafiają w moje poczucie humoru. Uwielbiam Toma Hanksa w roli głównej i uskrzydlający motyw muzyczny. Film Zemeckisa to mieszanka rzeczy, których w kinie zawsze szukam. To jeden z moich filmów założycielskich. W ciągu całego życia na pewno zaliczyłem z trzydzieści seansów.

5. Mroczny rycerz

Gdy film trafił na płytki DVD, to od momentu rozdarcia folii film Nolana oglądałem chyba siedem dni pod rząd. Później regularnie wracałem  do Mrocznego rycerza, każdego roku zaliczając pięć-dziesięć seansów. Przyciągał mnie elektryzujący, magnetyczny Heath Ledger i mnóstwo efektownych, klimatycznych scen z Batmanem. Jestem wielkim fanem filmu Nolana, pomimo spartolonej, nużącej i infantylnej sekwencji na dwóch statkach. Nie powinno być ich w ogóle, ale obie powinny wybuchnąć. Każda inna opcja nie wchodziła w grę. Jednak przy każdym seansie: przy pierwszym i trzydziestym czuję się w jej trakcie równie niekomfortowo.

Przyznam się jeszcze, że zaliczyłem mnóstwo seansów Wesela Smarzowskiego, Kariery Nikodema Dyzmy Tajemnicy Brokeback Mountain. Oczywiście jeszcze Toy Story!

b

Karolina Chymkowska

1. Dawno temu w Ameryce

Mój najukochańszy i najulubieńszy film wszech czasów, a zważywszy na jego niebagatelną długość, niewykluczone, że spędziłam z nim całe miesiące, jeśli nie lata :) A jednak, chociaż znam go na pamięć i mogę recytować kwestie jednocześnie z aktorami, ciągle mi się wydaje, że przy każdym seansie odkrywam coś nowego. Być może po prostu za każdym razem ja sama jestem inna i co innego się dla mnie liczy. Odrobinę zmienia się interpretacja, inaczej patrzę na znaczenie konkretnej sceny, coś wybija się na pierwszy, a co innego schodzi na dalszy plan.

2. Robin Hood – książę złodziei

Pierwszy film, jaki oglądałam w domu na wideo – i został ze mną na zawsze. Nigdy nie odpuściłam żadnej okazji, by odwiedzić lasy Nottingham, nieodmiennie płaczę nad losem niewidomego sługi, parskam śmiechem na wzmiankę o odwołaniu Bożego Narodzenia i wzruszam się, kiedy na scenę wkracza Ryszard Lwie Serce.

3. Stowarzyszenie umarłych poetów

Film, do którego mogę wracać w nieskończoność: najbardziej dla Nuwandy i niezapomnianej sceny finałowej. O Kapitanie, mój Kapitanie…

4. Forrest Gump

Od piórka do piórka. I zawsze się za nim rozglądam pomiędzy seansami…

5. To właśnie miłość

Odświeżane regularnie co roku, najczęściej na początku grudnia. Nic nie wprowadza mnie tak skutecznie w świąteczny nastrój. Za każdym razem inny wątek okazuje się tym aktualnie ulubionym.

Bonusowo trzy trylogie, zawsze za porządkiem jak za panią matką: Powrót do przyszłości, Indiana Jones i Ojciec chrzestny.

 

aliens

 

Jacek Lubiński

1. Aliens (tudzież koszmarne, polskie Obcy – decydujące starcie)

Nie jestem nawet w stanie określić ile razy widziałem ten film, ale podejrzewam, że ostateczny wynik i tak trzeba by było jeszcze pomnożyć przez 10. Wpierw wszystko ograniczało się do ciągłego latania do wypożyczalni wideo po zdartą, ale posiadającą swój urok kasetę, za której przetrzymywanie i tak trzeba było potem często dopłacać (szczęśliwie były to koszta wielokrotnie dzielone na kilka osób). Potem, dzięki uprzejmości TVNu, przyszedł czas na wersję reżyserską, która wspólnie z Alien 3 okupowała przez lata domowego VHS-a (oczywiście nagranego z niezwykłą wprawą, bez reklam). Dziś film oczywiście dumnie stoi na półce w całym pakiecie na błękitnym krążku, choć częstotliwość i magia sięgania poń już nieco przyblakła.

2. Terminator 2

Kolejny dowód na to, że James Cameron był swego czasu nie tylko ‚królem świata’, ale i władcą epoki wideo (True Lies i Otchłań na pewno zmieściłyby się w Szybkiej Dziesiątce). Swego czasu jego T2 długo gościło w odtwarzaczu równie często, co sequel Obcego, a i potem łapało się – niekiedy całą rodziną – każdy kolejny seans w TV (tutaj przodował już głównie Polsat). Do tego dochodzą też wielokrotne projekcje ‚w głowie’, na szkolnych zajęciach oraz odgrywanie poszczególnych scen w przerwach tychże (choć toaleta nie była akurat najlepszym pomysłem). To siła, której nigdy nie odczują wychowane na kolejnych sequelach/prequelach/rebootach/remake’ach/podróbkach pokolenia.

3. Naga broń oraz Naga broń 2 1/2

Nie potrafię rozdzielić. Być może dlatego, że bywały nie tylko takie weekendy, ale i tygodnie, w których filmy te leciały 24/7 (oczywiście na Video Home System), niezależnie od tego, kto akurat był w domu. Ba! Niejaką tradycją stało się, że mało kto wtedy z tego domu wychodził (dzięki bogu można już było zamawiać pizzę na telefon, choć zdarzało się, że nie mieli sosu). To właśnie wtedy odkryłem, że śmiech może być bolesny – może nie tak bolesny, jak jazda na rowerze bez siodełka, ale bolesny.

4. Serenity

Kolejny przykład tytułu, z którego znam na pamięć każdy dialog. Co ciekawe, po raz pierwszy film obejrzałem bez świadomości istnienia serialu (dzięki, Patryk!). I wciąż częściej wracam właśnie do Serenity, niż do Firefly. To idealne remedium na brak pomysłów na to, co obejrzeć następne. Działa za każdym razem.

5. Avatar

W samym tylko kinie byłem bez mała z 8 razy – oczywiście nie po to, by wgłębiać się w prostą jak drut historię, lecz dla niezwykłego świata, który w 3D jako jedyny naprawdę ożywał. Ta głębia, te kolory, ta faktura to zresztą wciąż the best of the best of the best w tym temacie, więc domowe seanse szybko stały się rytualną rutyną.

Bonus: trailer do 300 łyknąłem swego czasu przypuszczalnie tyle razy, ile oznajmia tytuł – małe arcydzieło, które na swój sposób przerasta sam film.

nakedlunch5big

Jan Dąbrowski

1. Nagi lunch
Pierwszy film, który uświadomił mi, jak sugestywna może być wizja reżysera. Podczas seansu coraz szerzej otwierałem oczy ze zdziwienia (np. na widok gadającej maszyny do pisania o owadzich kształtach). Nigdy przedtem nie spotkałem się z tak dziwacznym, surrealistycznym, a przy tym czytelnym obrazem. Zdumienie bardzo szybko przeszło w zachwyt i zalążek świadomości, jaką władzę nad widzem może mieć reżyser. Po pierwszej projekcji, kiedy już ochłonąłem i powtórzyłem sobie w myślach wszystkie zapamiętane sceny, postanowiłem zapisać sobie nazwisko Cronenberg. Od tamtej pory widziałem mnóstwo razy, często też jest włączony w tle, a klimat sam rozlewa się po pokoju.

2. Wielki Szu
Jan Nowicki z brodą, w nienagannym garniturze i kapeluszu, ze swoim ostrym jak brzytwa uśmiechem w roli „człowieka, z którym nie można wygrać” – a poza tym klimat epoki, świetne dialogi i karciane oszustwa. Dodatkowo sentyment, bo część filmu powstała w moich rodzinnych stronach. Rozrywka dobra i niegłupia, w dodatku bardzo powtarzalna.

3. Życie Carlita
Widziany w telewizji, bardzo mi się spodobał (nie tylko dlatego, że Al Pacino wybitnym aktorem jest i basta). Chyba najbardziej dlatego, że na poważnie traktuje relacje z dawnymi przyjaciółmi, kobietami. Do tego barwna rzeczywistość klubów, strzelanin i portorykańskich gangsterów i reżyseria Briana De Palmy. Kiedy czas pozwala, oglądam z zachwytem.

4. Glengarry Glen Ross
Bardzo lubię filmy, gdzie pozornie nic się nie dzieje – a szczególnie Glengarry Glen Ross – historię kilku facetów, którzy zmagają się z realiami kiepskiej pracy w call center. W zasadzie niemal teatr telewizji. Aktorzy (i to jacy!) dwoją się i troją, każdy wykonuje tutaj popis swoich zdolności. Ogląda się niesamowicie, w sumie nie kończąca się przyjemność (no i Al Pacino, w charakterze wisienki na szczycie tortu). Dzisiaj tego typu kino na wysokim poziomie zdarza się sporadycznie, aczkolwiek…

5. Locke
…Tom Hardy też pokazał, co potrafi. Locke to w zasadzie monodram, który uatrakcyjniono świetną oprawą audiowizualną. Chwilami jest to naciągane dzieło, zgoda. Mimo to, głos Hardy’ego, w którym słychać cały wachlarz emocji, nastrój filmu i przyjemna muzyka czynią z tego filmu dobre słuchowisko na wieczór, lub do układania książek, lub prasowania.

Poza tym: Mimo wielu seansów Detektywa, nadal lubię obejrzeć poszczególne fragmenty, czasem odcinek, dwa. Ani trochę mi nie spowszedniał.

JURASSIC PARK, 1993. ©Universal/courtesy Everett Collection

Kornelia Farynowska

1. Park Jurajski

Świadomie wpisałam ten film na pierwsze miejsce – znam go na pamięć, zawsze chętnie oglądam i potrafię doszukać się czegoś nowego. Park Jurajski jest równie dobry, jak książka, na podstawie której powstał (a to rzadkość, żeby i oryginał, i adaptacja były rewelacyjne). Podoba mi się, że Spielberg równo rozłożył w filmie dramat, humor oraz dinozaury i nie nadużył przy tym efektów specjalnych, które do dzisiaj wyglądają znakomicie. Poza tym – uśmiech Jeffa Goldbluma od razu poprawia mi humor. Podobnie jak Sama Neilla – dzięki Parkowi Jurajskiemu  mam od dawna sentyment do obu panów.

2. Harry Potter i więzień Azkabanu

Należę do pokolenia, które dorastało z Harrym Potterem, ale starannie udaję, że po Więźniu Azkabanu nie powstał już żaden film z tej sagi. Do wszystkich trzech pierwszych części wracam za to bardzo chętnie. Kamień filozoficzny i Komnatę tajemnic uważam za bardzo dobre kino familijne, pełne ciepła i humoru, ale Więzień Azkabanu to moim zdaniem wręcz arcydzieło. To wierna adaptacja, która właściwie mogłaby funkcjonować jako pojedynczy film, a przy tym jest zrobiona z artystycznym, nienachalnym, subtelnym polotem. Plus Gary Oldman – więcej chyba nie muszę tłumaczyć?

3. Północ – północny zachód

Postawię sprawę jasno – uwielbiam Hitchcocka, uwielbiam stare Hollywood i uwielbiam thrillery. Nie ma szans, żebym była obiektywna. W filmie są piękne ujęcia, ładne widoki, dawka humoru na poziomie, zagadka do rozwiązania, kultowe sceny i Cary Grant. Swoją drogą, jeśli ktoś nie wie, czemu był obiektem kultu, to Północ… jest jedną wielką odpowiedzią na to pytanie.

4. Okno na podwórze

Tak jak mówiłam, uwielbiam Hitchcocka. Nie chciałam wymieniać dwóch filmów tego samego reżysera, ale po prostu inaczej się nie dało. Zawsze chętnie oglądam Okno na podwórze, bo to wciągająca, dobrze zagrana historia, zwłaszcza jeśli ktoś tak jak ja lubi skondensowane opowieści. A honory hitchcockowskiej blondynki tym razem pełni Grace Kelly – klasa sama w sobie.

5. Przylądek strachu (1991)

Sama nie wiem, skąd mi się bierze sentyment do tego filmu, ale potrafię go rozpoznać po jednym kadrze i parokrotnie zdarzyło mi się stracić dwie godziny z życia, jeśli weszłam do pokoju, a w telewizji akurat leciał Przylądek strachu. Lubię do niego wracać, z przyjemnością patrzę na ujęcia i podziwiam, jak demoniczny potrafi być Robert De Niro. A przy okazji – nie lubię w filmach przemocy, bicia i krwi, ale właściwie trudno mnie porządnie wystraszyć. A jednak jest w Przylądku strachu scena, od której aż podskoczyłam. Konia z rzędem temu, kto ją odgadnie.

the-lord-of-the-rings-the-fellowship-of-the-ring-155355l

Rafał Oświeciński

1. Władca Pierścieni

Absolutny, zdecydowany numer jeden, jeśli chodzi o film najczęściej oglądany. W kinie byłem na każdej z trzech części co najmniej 4 razy, wersje kinowe (na dvd) widziałem kolejne 2 razy, kilkanaście razy wersje reżyserskie każdej części (te uważam za jedyne właściwe), a dodatkowo pełne wersje z komentarzami reżysera, aktorów i specjalistów od efektów specjalnych. Tak jak naród polski nie widzi Świąt bez „Kevina”, tak dla mnie tradycją jest seans Trylogii. Oczywiście to wszystko motywowane umiłowaniem dla Tolkiena oraz zachwytem nad pasją Petera Jacksona i spółki, pietyzmem w odtwarzaniu Śródziemia i dziesiątkami scen, które powodują przejście ciar po plecach. Tak, jestem fanbojem, ale co dziwne, zupełnie, ale to zupełnie ignoruję „Hobbita”.

2. Mechaniczna pomarańcza

Jeśli myślę „kino kreatywne” lub „kino odważne”, to film Stanleya Kubricka od razu staje mi przed oczami. Wyobraźnia tego reżysera jest nieograniczona, pomysły fascynujące, a świadomość tego, że tego typu kino powstało 44 lata temu automatycznie budzi mój szacunek i zmusza do ostrożnej oceny dzisiejszego kina „kreatywnego” czy „odważnego”.

3. Zagubiona autostrada

W kinie byłem chyba z 5 razy, później na VHS i dvd zaliczyłem również kilka. Esencja filmowej tajemnicy i stylu lynchowskiego – teoretycznie to zabawa w odkrywanie sekretów, szukanie odpowiedzi na zagadki, ale po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że światem Lyncha rządzi przypadek, abstrakcja i poetyka snu. I to niezmiennie mnie fascynuje, tym bardziej, że to przykład idealnego mariażu obrazu i muzyki.

4. Rambo 2 i 3

Miałem taką kasetę VHS 360 minut. A na niej 3 części przygód Johna, z których każda kolejna była w gorszej kopii (trójka wówczas była nowością). Pierwsza część nie zachwyciła mnie tak, jak na to zasługiwała, bo wiadomo, to dramat o wojennej traumie, dlatego często przewijałem na to, co Rambo robił w Wietnamie i Afganistanie. Oglądałem to niezliczoną ilość razy do tego stopnia, że nawet niedawno, przy okazji seansu „Rambo II” w telewizji, złapałem się na skutecznym przewidywaniu, co się stanie w kolejnej scenie.

5. Miś

Jaki jest „Miś” każdy widział, każdy zna, każdy kojarzy. Najlepsza polska komedia wszech czasów, w której każda, ale to każda scena jest nośnikiem komizmu.

b

Dawid Gawałkiewicz

1.Buntownik z wyboru

Gdy myślę o tytule, który najczęściej oglądałem od razu na myśl przychodzi mi „Buntownik z wyboru”. Jest to mój ulubiony film, naprawdę kocham kreacje Williamsa i Damona. Scena w parku za każdym razem wzrusza równie mocno, niektóre dialogi znam na pamięć. No i zawsze rodzi się pytanie – ile Willa Huntinga jest w każdym z nas?

2. Infiltracja

Zdaje sobie sprawę, że ten film to tzw. „jednostrzałówka”, ale pokazywałem go sporej liczbie osób i oglądając go za każdym razem bawiłem się równie dobrze. Klasyczna historia dwóch „szczurów”, jednego w policji, a drugiego w mafii jest warta zobaczenia głównie przez rolę Damona i DiCaprio (CZEMU ON JESZCZE NIE DOSTAŁ OSCARA?!). Przy ponownym seansie można czasem dostrzec fajne smaczki, które są widoczne tylko dla uważnego widza.

3. Social Network

Co tu dużo gadać – Fincher. Widziałem większość jego filmów, ale to właśnie „Social Network” jest tym, do którego wracam z przyjemnością. Fakt, jest to zamknięte dzieło w którym próżno dopatrywać się jakiegoś drugiego dna czy ukrytego przesłania, jednak za każdym razem gdy ten obraz oglądam zachwycam się na nowo. Muzyka, dialogi, gra aktorska – wszystko tam jest perfekcyjne. Do dziś zastanawiam się dlaczego otrzymał on tak mało nagród…

4. Zostań

„Zostań”. Niepozorny film, z kapitalną rolą McGregora i zapadającą w pamięć krecją Goslinga. „There’s too much beauty to quit”, czyli tekst, który bije na głowę wszelkie argumenty za samobójstwem. Plus bogata symbolika i piosenka Massive Attack „Angel”, która na stale zagościła w mojej mp3. Zachowuje się niczym dealer, bo każdej nowopoznanej osobie polecam ten film, a czasem nawet oglądam wspólnie.

5. Kevin sam w domu

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć „Kevina samego w domu”. Obraz który nie darzę szczególną sympatią ani antypatią ot po prostu jeszcze jeden film świąteczny, którym jesteśmy katowaniu od dekady czy dwóch, w związku z czym musiał się on wryć w pamięć i zawsze raz na rok gdzieś tam będzie leciał w tle. Jeśli mam wybór – nie oglądam, ale z kronikarskiego obowiązku musiałem o nim wspomnieć.

james-stewart-george-bailey-its-a-wonderful-life

Darek Kuźma

1. To wspaniałe życie

Niesłusznie sprowadzany do miana prostego „filmu świątecznego”, obraz wyreżyserowany przez Franka Caprę dostarcza mi nieustannie wzruszeń i refleksji nad samym soba oraz otaczającym światem. I za każdym razem odnajduję w nim coś nowego, co sprawia, że odbieram go zupełnie inaczej.

2. Obywatel Kane

Uznaję opus magnum Orsona Wellesa za jeden z najbardziej dołujących filmów, jakie widziałem w swoim życiu (żadne potwory czy narkomańskie strzykawki nie są moim zdaniem tak smutne, jak świadomość, że nigdy nie da się do końca poznać drugiego człowieka), ale wracam do niego z ogromną przyjemnością.

3. Fisher King

Ten film ma w sobie wszystko, czego czekuję od dobrego kina, a przy okazji suma wszystkich jego składników wykracza dalece poza wspaniałość poszczególnych elementów. Gilliama zawsze podziwiałem za kreatywność i wyobraźnię, ale to jego najbardziej „przyziemny” film jest mi najbliższy.

4. Stowarzyszenie Umarłych Poetów

Dzięki Weirowi i Williamsowi pokochałem Whitmana, Emersona, Thoreau i amerykańskich transcendentalistów zanim jeszcze wiedziałem, że tacy ludzie kiedyś żyli i pisali, ale od tamtego pierwszego spotkania stali się nieodłączną częścią mojego życia. Tak jak „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” i jego wydźwięk.

5. To właśnie miłość

Idealna pozycja świąteczna, dowcipna, smutna, słodka, gorzka, zaskakująca, sentymentalna. Nie jest może wielkim dziełem sztuki filmowej, ale ma w sobie coś niezwykłego, co wykracza poza pewne schematy i życiowe banały. Oglądana z wielką przyjemnością każdego roku na pięć tygodni przed świętami Bożego Narodzenia.

BONUS: Wtóruję koledze Jackowi w przypadku zwiastuna do „300”, który co najmniej 169 razy oglądaliśmy wspólnie, wprawiając jednocześnie koleżankę Karolinę, która najwyraźniej nie zamierza się do oglądania tego małego dzieła przyznawać, w stan przed-Hulkowy…

brunet-wieczorowa-pora

Krzysztof Walecki

1. Brunet wieczorową porą

Mój ulubiony film Barei, komedia, która łączy absurd życia w ówczesnej Polsce, kryminalną intrygę, a w finale nawet kino akcji, gdy obserwujemy pościg głównego bohatera za „czerwonym kapeluszem”. Plus cały wór nieśmiertelnych tekstów, być może nie tak kultowych, jak te z „Misia”, ale dla mnie równie charakterystycznych: „Przepraszam, ale mam ważny międzynarodowy telefon”, „Czekaj no, w twarz?!”, „Przechodniu, trzymaj się zebry” itd.

2. Na przedmieściach

Nie było chyba drugiego filmu, który równie często oglądałbym w swoich szczenięcych latach. Czarna komedia Joe Dantego z Tomem Hanksem o sąsiadach z piekła rodem jest krytyką idealnie przystrzyżonych trawników, jednakowo wyglądających domków i tzw. sąsiedzkiej życzliwości czyli w rzeczywistości szpiegowania, obgadywania i krytykowania. Przewrotność tego filmu polega na tym, że choć w finale twórcy przyznają rację głównym bohaterom, to jednak wcześniejsze argumenty pozostają w mocy. Szalona groteska, wielce rozrywkowa, ale też dająca do myślenia.

3. Blue Velvet

Za każdym razem, gdy film Lyncha leci w telewizji, a ja mam możliwość go obejrzeć, robię to. Jest jakaś siła, która ciągnie mnie do odkrywania na nowo tajemnicy znalezionego ucha oraz wyjątkowo chorego losu piosenkarki, Dorothy Vallens. Reżyser „Miasteczka Twin Peaks” sprawia, że za każdym razem, gdy Jeffrey chowa się w szafie, czuję dokładnie to, co on – strach, podniecenie, ale i potrzebę doprowadzenia sprawy do końca. Więc i ja nie zamykam oczu, bez względu na to, co widzę.

4. Szklana pułapka

Dla mnie jest to arcydzieło kina akcji, film, który nadał temu gatunkowi świeżości i pokazał, jak powinno być ono kręcone. John McTiernan to inscenizacyjny geniusz, a pojedynek Bruce’a Willisa i Alana Rickmana nawet za pięćdziesiątym razem trzyma w niesłychanym napięciu.

5. Ucieczka z Nowego Jorku

John Carpenter pozostaje moim ulubionym reżyserem, a pierwsza „Ucieczka” ulubionym filmem. Dawniej czysty eskapizm, ale teraz widzę, co mnie ciągnęło ku temu „kultowcowi” przez te wszystkie lata. Chodzi o antybohatera, Snake’a Plisskena, który staje na głowie, aby uratować prezydenta, jednocześnie będąc kompletnie obojętnym wobec tego, po co to robi. Bo chce przeżyć? Pewnie, ale gdy w finale pyta ocalonego, jak ten się czuje wiedząc, że tyle osób zginęło, aby on mógł żyć, dostrzegamy że Plisskenowi więcej leży na sercu niż sam by przyznał. Jego gest w finale jest tym bardziej wymowny. A poza tym to nadal wspaniale pesymistyczna wizja przyszłości (a raczej przeszłości – akcja dzieje się w roku 1997) i ekscytujące kino akcji.







  • JohnnyBravo

    Kornelia Farynowska wyjdź za mnie. Uwielbiam Jurassic Park i uwielbiam Prisoner of Azkaban- wczoraj puściłem sobie pierwszą scenę (po chyba rocznej przerwie w oglądaniu całego filmu) i już nie mogłem wyłączyć do końca. Niesamowita muzyka, praca kamery oraz to w jaki sposób poszczególne sceny zostały zainscenizowanie. Ta część bije pozostałe na głowę. Cuaron to mistrz i szkoda, że nie wyreżyserował ostatniej części. Moje top 5(albo i więcej): Jurassic Park, Terminator 2, Aliens, Fellowship of the Ring, Harry Potter and Prisoner of Azkaban, Human Traffic, Die Hard 3, Back to the Future, Shindler List, Forrest Gump.

    • Jan Dąbrowski

      Ustaw się w kolejce ;)

  • Demo2nd

    Jurassic Park
    Terminator 2
    Die Hard
    Shawshank Redemption
    Predator

  • Gieferg

    Terminator 2
    Batman
    Drużyna pierścienia
    Aliens
    Park Jurajski

    Poza tym Transformers, The Dark Knight, wszystkie części Rambo, Rocky’ego, Predatora, Robocop, Matrix, Szklana Pułapka 1 & 2, Zabójcza Broń 1-4 i … długo by wymieniać.

  • mg

    guardians of the galaxy…
    mam prawie 40 lat, a cieszy jak nastolatka…

  • Bibliomisiek

    1. Once Upon A Time In The West – no bo to jest po prostu mokry sen o westernie. Są w tym gatunku inne wybitne pozycje, ale tylko ten ma oniryczną intensywność i upojną celebrę każdego kadru i zdania.
    2. L. A. Confidential – sama esencja noir, koncertowo zagrana, cudnie zmontowana, z zakręconą intrygą. Znam tu chyba każdy dialog, a wracam co roku od 1997.
    3. Much Ado About Nothing – obowiązkowa pozycja na lato, prototyp komroma z szeregiem świetnych ról (Branagh i Thompson aż iskrzą, a Keaton kradnie drugi plan), w bezbłędnej oprawie audiowizualnej (muzyka!). W natłoku pozytywnych uczuć przymykam oko na sztywnego jak kij Kijanu Reevesa.
    4. Love Actually – furda Kevin, TO jest dopiero świąteczna jazda obowiązkowa. Zresztą jedyny komrom jaki w ogóle daje się oglądać.
    5. Pat Garrett & Billy the Kid – do wszystkich westernów Peckinpaha lubię wracać, ale do tego najczęściej. Smętna ballada o spsieniu Dzikiego Zachodu, z galerią melancholijnych epizodów (w jednym z ostatnich – sam Sam) i kapitalną oprawą muzyczną Dylana (choć jego występ aktorski to jednak pomyłka). No i wielka rola Coburna. Aha, TYLKO w wersji znanej z TCM – z prologiem 1909 i ze stopklatkami w czołówce.

  • Szamian

    Tango i Cash – jako 4 latek katowałem VHS do znudzenia. „Rambo to przy mnie ciota” spowodowało interwencje rodziców i film został usunięty. Do czasu :)
    Człowiek demolka – autoironia Sly jest niepodrabialna
    Kiler – :D
    Bez twarzy – najlepsza i jednocześnie najbardziej niewykorzystana rola N. Cage.
    Wielka Ucieczka – zawsze oglądam dla momentu,w którym Steve Mc Queen skacze przez drut kolczasty na motorze
    no i wspomniany Gladiator

  • Void

    Dom zły (bezapelacyjnie nr 1)
    Casino Royale
    Kill Bill
    Lista Schindlera
    The Hunt For Red October

    To tak na szybko z głowy… na równie szybko z głowy: Full Metal Jacket, Braveheart, American Beauty, Die Hard, Terminator 2, Sztos, Potop (:D ), Psy, Wielki Szu… Gladiator w sumie też






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

PIONIERZY-MARZYCIELE. WIDMO CZERWONEJ CHUSTY

Następny tekst

Sztuczne światy – animacje Borowczyka i Lenicy



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE