Sztuczne światy

Sztuczne światy – TARAN I MAGICZNY KOCIOŁ

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Na wstępie jedna rzecz wymaga wyjaśnienia. Taran i magiczny kocioł, film wytwórni Disneya z 1985, funkcjonuje w Polsce także pod tytułem Czarny kocioł, co jest bezpośrednim tłumaczeniem oryginalnego The Black Cauldron. Ten drugi tytuł występuje od niedawna, bo (najprawdopodobniej, pewien nie jestem) od ubiegłorocznej, ponownej premiery filmu, tym razem z polskim dubbingiem (tak, dopiero po tak długich latach zdecydowano się na podłożenie polskich głosów do tej produkcji).

*

Czy wy także należycie do tej grupy odbiorców animacji Disney, która nie przepada za tymi uporczywymi przerywnikami muzycznymi, stanowiącymi integralną część każdego filmu wytwórni? A może przeszkadza wam także nadmierne cukierkowatość treści produkcji Disneya oraz to, że przeważnie pozbawione są one grozy oraz mroku? Jeśli tak, to stoimy po tej samej stronie barykady. I tak się składa, że znalazłem remedium na nasze bolączki.

Istnieje kilka wyróżników, które sprawiły, że Taran i magiczny kocioł wart jest docenienia za swoją pionierskość. To bowiem pierwszy film Disneya, który z powodu mrocznej atmosfery został ograniczony wiekowo (przypisano mu bowiem kategorię PG – czyli seans pod czujnym okiem rodzica). To także pierwszy film Disneya, który nie jest przerywany wstawką muzyczną – bohaterowie ani przez moment nie śpiewają. I w końcu, to także pierwszy film Disneya, którego rysunkowa animacja uzupełniona została efektami komputerowymi – choć to akurat jest trudne do dostrzeżenia.

Historia oparta jest na motywach dwóch pierwszych książek Kronik Prydainu autorstwa Lloyda Aleksandra.

Czy jednak pionierskość Tarana i magicznego kotła idzie w parze z jego jakością? I tak, i nie. Film w reżyserii Richarda Richa i Teda Bermana, którzy wcześniej nakręcili dla Disneya Lisa i Psa, jest typowym przykładem produkcji nierównej. Historia zdradza co prawda ogromny potencjał, gdyż jest oparta na motywach dwóch pierwszych książek Kronik Prydainu autorstwa Lloyda Aleksandra, dzieła fantasy nawiązującego do celtyckiej mitologii, ale jej końcowy kształt zawiera w sobie zbyt wiele skrótów myślowych i nieprzystających do siebie elementów. Jest to jednak wina nie tyle scenarzystów, co montażystów, którzy na polecenie producenta pocięli Tarana i magiczny kociołek na potęgę.

Kością niezgody był bowiem mrok. Z jednej strony wytwórnia chciała pokazać swe nowe oblicze i zaprezentować widowni kompletnie nowe doświadczenie, uzupełniając baśniową historię wyraźnymi elementami grozy. Z drugiej strony, zabrakło w tym wszystkim odwagi i konsekwencji. Po pierwszych testowych pokazach, przygotowanych dla rodzin z dziećmi, doszło bowiem do incydentów, które przesądziły o losie Czarnego kotła. Z seansu wychodziły niezadowolone mamy, które trzymając swe płaczące dzieci za rękę usiłowały je pocieszyć.

W postprodukcji błędnie uznano, że jeśli skróci się film, straci on jednocześnie na swej mrocznej atmosferze. Co prawda po zmianach „uratowano” film przed kategorią PG-13 lub nawet R, bo te w istocie groziły filmowi w jego pierwszej wersji. Ale horror, którym owiany jest główny antagonista i jego otoczenie, w dużej mierze został zachowany, i tylko niepotrzebnie drażni się on przez cały seans z wplecionymi na siłę infantylnymi postaciami i zachowaniami, mającymi ocieplić atmosferę filmu. Jakby film stał w rozkroku.

W ogólnym rozrachunku jednak Taran i magiczny kocioł spełnia rolę, do której został powołany. Zgodnie z tradycją gatunku, który reprezentuje, film miał krzewić uniwersalne przesłania i to się mu udaje. Twór Disneya to bowiem wzorcowy przedstawiciel mitu hero’s journey, w którym bohater za sprawą przygody, w którą się angażuje, odkrywa skrywane dotychczas pokłady wewnętrznej siły, a co za tym idzie, z chłopca staje się mężczyzną.

W filmie poznajemy młodzieńca o imieniu Taran, zwykłego świniopasa pracującego na farmie maga Dallbena. Chłopiec marzy o wielkich czynach. Tak się składa, że los dostarcza mu możliwości do stania się bohaterem. Idąc śladami świnki obdarzonej magicznymi mocami, Taran wyrusza w wyprawę w poszukiwaniu czarnego kotła, magicznego artefaktu dysponującego niezwykłą siłą. Musi się spieszyć, kotłem interesuje się także Rogaty Król – przerażający władca o postaci szkieletu.

Taran i magiczny kocioł odhacza wszystkie istotne punkty przesłania, jakie ma do przekazania. Mamy zatem chłopca, którego losem kieruje mentor. Mamy namacalne momenty doświadczania własnej siły za sprawą dzierżenia magicznego miecza. Mamy w końcu konfrontację z ciemną mocą, którą w filmie uosabia Rogaty Król. Jest też niesienie ratunku dla Pięknej, która w inicjacyjnej podróży chłopca jest postacią niezbędną. Wszystkie te elementy składają się na historię, której śledzenie – głównie dzięki charakterystycznej, przenikliwej atmosferze – zwyczajnie dobrze się ogląda.

Taran i magiczny kocioł to osobliwy tytuł w historii Disneya. Przez dług czas traktowany był jak bękart. 25. oryginalna produkcja wytwórni zawiera elementy, które nigdy wcześniej i nigdy później nie zostały w takim stopniu wykorzystane w animacji sygnowanej znakiem Myszki Miki. Brak wiary w zastosowanie tych elementów przyczynił się do kinowej porażki filmu.  Taran i magiczny kocioł zaliczył finansową klapę, gdyż przy ogromnym budżecie produkcji – 44 mln dolarów – zdołał zwrócić jedynie połowę tej kwoty. Straty tej nie mógł także nadrobić na rynku wideo, w którym jego obecność została na lata zawieszona. Powód? Mroczna treść.

Po latach nie mogę zrozumieć jednego. Żal rodziców, którzy po kinowym seansie muszą wiele energii włożyć w to, by wytłumaczyć dziecku, że Rogaty Król nie istnieje – to jedno. Ale fakt, iż zastosowanie odważnego oblicza mroku w tej historii przełożyło się jednocześnie na jej dojrzały wydźwięk – to kwestia osobna. To, którą drogą pójdą twórcy, zależy rzecz jasna od tego, co chcą filmem osiągnąć.

Ale abstrahując od tego, muszę przyznać, że nigdy nie rozumiałem tak panicznych reakcji na możliwość odczuwania przez dziecko strachu podczas seansu. Czy naprawdę ta jednorazowa, animowana dawka czegoś, z czym w dużej mierze dziecko i tak będzie się w życiu dorosłym mierzyć, tylko w innym kształcie, jest tak dalece destrukcyjna i niekorzystna dla jego psychiki? A może jest to moment, gdy mały człowiek powinien zapamiętać ważną prawdę – że zło z zasady przeraża i jest w obyciu bardzo nieprzyjemne?

Ostatnio dodane