Sztuczne światy

Sztuczne światy – PIORUN

Autor: Anna Niziurska
opublikowano

Pioruna poznajemy jako szczeniaczka czekającego w sklepie zoologicznym na nowego właściciela. Okazuje się być nim mała dziewczynka, Penny, której pies o śnieżnobiałej sierści od razu wpada w oko. Zaprzyjaźniają się od pierwszej chwili. Jeszcze nie mają pojęcia, że czeka ich wiele bardzo zaskakujących i niebezpiecznych przygód.

Kolejna scena to przeskok o pięć lat. Widzimy starszą Penny i już całkiem dorosłego Pioruna, który tak naprawdę jest… zmodyfikowanym genetycznie psem superbohaterem, mającym bronić swojej właścicielki przed czarnym charakterem, Doktorem Ladazzo. Zdziwieni? To jeszcze nie wszystko…

Animacja Disneya jest oryginalna i zaskakująca.

Jeśli podchodzi się do pierwszego seansu jak ja, bez żadnej znajomości fabuły, to można być naprawdę zdziwionym tym, co widzi się na ekranie. Nie mamy tu filmu o przyjaźni między człowiekiem a psem tak po prostu. Piorun jest superbohaterem, ma ponadprzeciętną siłę, jest szybki niczym samochód wyścigowy, potrafi znokautować przeciwników, przebić się przez ściany czy strzelać laserami z oczu. Jego szczeknięcie wytwarza falę uderzeniową zdmuchującą całą kawalkadę samochodów. Zaskoczeni? Poczekajcie jeszcze chwilę, a okaże się, że…

Piorun to tak naprawdę gwiazda Hollywood. Gra w serialu o przygodach psa superbohatera i jego właścicielki, Penny. Z jej pomocą próbuje udaremnić złe zamiary Doktora Ladazzo. Co najciekawsze – nie ma bladego pojęcia o tym, że wszystko to, w czym bierze udział, jest grą w filmie. Na planie filmowym nie ma dubli. Kamery i mikrofony schowane są tak, by pies ich nie widział. Wszystko po to, by był wiarygodny i autentycznie zaangażowany w obronę swojej właścicielki.

Disney animacją o przygodach Pioruna gra na nosie wszystkim tym, którzy myślą, że w kinie dla dzieci i rodzin nie można już wiele wymyślić. Że bajka to bajka – i tak wiadomo, jak się skończy. Piorun jest zaskakujący, bo przypomina o dziesięć lat młodszy Truman Show, w którym bohater też nie ma bladego pojęcia, że jego życie jest fikcją i że każdy krok, każdą sekundę dnia obserwują miliony widzów przed telewizorami. Piorun musi zmierzyć się z prawdą, gdy po zakończonym dniu zdjęciowym udaje mu się uciec z przyczepy. Myśląc, że Penny jest nadal w niebezpieczeństwie, pies zaczyna szukać jej po całym mieście i pomału odkrywa, że coś stało się z jego mocami. Nagle zniknęły, już nie potrafi przeskoczyć kilkumetrowej dziury w chodniku, nie daje rady roztopić wzrokiem kłódki. Przez przypadek trafia do Nowego Jorku, gdzie poznaje kota o imieniu Marlena, a później jednego ze swoich najwierniejszych fanów – uzależnionego od telewizji chomika Atyllę. Razem wyruszają w podróż przez całe Stany Zjednoczone, by odnaleźć Penny. Podróż ta jest nie tylko początkiem ich przyjaźni, ale również nauką prawdziwego życia i radzenia sobie z problemami bez supermocy.

Piorun, mimo że posiada niebanalną fabułę i nowe spojrzenie na animację dla dzieci, nie wytrzymał konkurencji i przegrał walkę o Oscara ze świetnym obrazem Pixara  WALL-E. Obraz o przygodach psa superbohatera autorstwa Chrisa Williamsa (który wyreżyserował w 2014 r. Wielką Szóstkę) i Byrona Howarda (reżysera późniejszych Zaplątanych i Zwierzogrodu) jest jedną z najlepszych animacji Disneya. Film stworzony od razu w technologii 3D (a nie przekształcony z 2D na trójwymiar) świetnie nawiązuje do stylistyki filmów akcji – z pościgami, wybuchami, zwolnionym tempem akrobacji w powietrzu. Sceny te z przyjemnością oglądałby nawet zagorzały fan męskiego kina przygodowego. Piorun jest także filmowym mrugnięciem oka w kierunku serialu o przygodach Inspektora Gadżeta, gdzie też przecież występuje Penny i jej pies, razem stawiający czoła złemu Doktorowi Klaufowi (który nota bene również jest właścicielem kota, jak Doktor Ladazzo).

Mocną stroną obrazu Disneya są postaci – a głównie Marlena i Atylla. Wielowymiarowe, zabawne, o wyrazistych charakterach. Razem z głównym bohaterem tworzą oryginalne trio osobliwości, które wspólnie potrafi przebyć cały kraj i wychodzi bez szwanku z każdej opresji. Prawdziwi przyjaciele – bo o przyjaźni właśnie, tej ludzko-zwierzęcej, jak i zwierzęco-zwierzęcej, jest ten film.

W odbiorze animacji niemałą rolę odegrała także kwestia obsady polskiego dubbingu. Sonia Bohosiewicz i Tomasz Karolak wspaniale wczuli się w swoje role, dzięki czemu obraz ogląda się bardzo dobrze. Świetnie skrojone dialogi i humor sprawiają, że nie sposób nie parsknąć śmiechem, gdy przykładowo Marlenka mówi: „Czeka cię seria bolesnych zastrzyków w brzuch”.

Oczywiście fabuła jest w pewnym stopniu przewidywalna, jak to w animacjach zwykle bywa. Domyślamy się, że Piorun odnajdzie Penny, że pewnie Marlena i Atylla dzięki temu też doczekają się nowego domu. Ale Disney poruszył w swoim obrazie bardzo ważną kwestię – do przemyślenia już dla rodziców. Główny bohater wychowywany był w kłamstwie, w bańce mydlanej, która miała z jednej strony dać pożądany rezultat w formie wiarygodnego serialu, ale z drugiej gwarantowała psu bezpieczeństwo i wygodę. Nie wiedząc, że wszystko wokół jest fikcją, nie musiał przechodzić skomplikowanej tresury, udawać i wykonywać poleceń na komendę. Stresować się tym, że coś nie wyszło. Jego dzień zdjęciowy nie przeciągał się w nieskończoność przez kolejne duble. To ekipa dopasowała się do niego, serial kręcony był tak, by zapewnić psu jak największy komfort. Tyle że potem przyszedł czas na zmierzenie się z bolesną prawdą. Prawdą, która nie byłaby przecież żadnym problemem, gdyby znana była od początku. Disney serwuje nam więc nie tylko piękną opowieść o przyjaźni, ale również lekcję wychowania.

Ostatnio dodane