Sztuczne światy

Sztuczne światy – NOWE SZATY KRÓLA

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Premiera Nowych szat króla (2000) wieńczy renesans Walta Disneya – niezwykłe dla studia lata dziewięćdziesiąte. Dekadę, kiedy kilka arcydzieł (Król Lew, Pocahontas, Mulan, Dzwonnik z Notre Dame) przeplatały produkcje co najmniej bardzo dobre (Tarzan, Hercules, Aladyn). To animacje o potężnej sile wyrazu i emocjonalnym ładunku. Niejedna piosenka stała się gigantycznym przebojem, kilka sekwencji zasłużenie przeszło do historii kina, a nowoczesny ideologiczny przewrót świadczył o dorosłości tych produkcji. Sprawdzały się bowiem nie tylko jako najwyższej jakości rozrywka, ale były również wzorowym kinem familijnym, promującym właściwie ukierunkowaną refleksję nad historią (kolonializm – Tarzan, Pocahontas), eksplorującym społecznie aktualne tematy (feminizm Mulan) i przepisującym obecne od wieków legendy, baśnie i mity na nowy język.

Nowe szaty króla nie podążają ścieżką wytyczoną przez wielkich poprzedników. Proponują natomiast pewne zmiany, któremu towarzyszy powiew świeżości dla ukształtowanej formuły disneyowskiej animacji.

Ostry psychologiczny rysunek postaci kieruje Nowe szaty króla na terytorium bajki.

Uwagę zwraca znacznie mniejsza skala tej produkcji. Animacja Marka Dindala nie jest zrealizowana z aż takim wizualnym rozmachem, brak w niej patosu, wydarzenia nie mają przełomowego charakteru i tej samej dramaturgicznej wagi. To historia znacznie prostsza i skromniejsza, zdecydowania oparta na relacji dwóch wiodących postaci. Otoczenie i reszta drugoplanowych bohaterów mają charakter pretekstowy. Potraktowana tak jest nawet filmowa antagonistka – obdarzona trupią urodą Yzma. Choć nawet w tym szkicowo przedstawionym konflikcie wybrzmiewa innowacyjność tej animacji. Rzadko zdarza się, by tytułowy bohater był tak samo podły jak jego przeciwnik. Oczywiście im bliżej finału, tym nastawienie Kuzco się zmienia. To przecież film dla najmłodszych. Niewątpliwie jednak twórcy testują ich cierpliwość, ponieważ cesarz potrzebuje naprawdę dużo czasu, by po raz pierwszy w swoim życiu wykazać się choćby odrobiną empatii.

Nowe szaty króla zbudowane są na jednoznacznych, wręcz czarno-białych opozycjach. Zamek cesarza Kuzco to symbol pychy, ignorancji i zepsucia władzy. Główny bohater jest despotycznym władcą, biorącym pod uwagę tylko własne widzimisię. Podwładni to pachołki, potrzebni Kuzco wyłącznie do umacniania swojego autorytetu. Nic przecież tak nie cieszy jak kwestionowanie rad i wyznaczanie kar. Choćby niewinne wyrzucenie przez okno. Zapewne uwielbia ten nieustanny brak jakiegokolwiek sprzeciwu. Nawet w przypadku całkowicie niedorzecznych pomysłów.

Właśnie jeden z nich sprawia, że na wezwanie cesarza do pałacu przybywa Pacha – całkowite przeciwieństwo władcy. Jest spokojnym, poczciwym i prostodusznym pasterzem, mieszkającym w domku na szczycie wzgórza z żoną i dwójką dzieci. Kuzco chce zbudować wielki basen dokładnie na miejscu jego chatki. Od Pachy potrzebuje dowiedzieć się, z której strony wzniesienie jest najlepiej osłonecznione, ponieważ tam znajdować się ma zjeżdżalnia. Tak ostry i czytelny psychologiczny rysunek postaci kieruje Nowe szaty króla na terytorium bajki, gdzie morał wynika z samego zderzenia zupełnie sprzecznych wartości. To, co dobre, od tego, co złe, oddziela wyraźna granica.

Nowością, jaką proponuje animacja Disneya z 2000 roku, jest wybór głównego bohatera. Nigdy wcześniej nie była nim postać tak zła i bezwzględna. Jego osobowość, nawet gdy ciałem przemienia się w niepoważnie wyglądające lamę, wewnętrznie pozostaje taka sama. To wyrachowany i zdradliwy osobnik. Ma to tym bardziej znaczenie, że na jego postawę nie wpływa ani krótkowzroczność czy zwyczajna głupota, bowiem na wszystkich wyżywa się z pełną świadomością. Oczywiście bohaterowie Disneya nie pozbawieni byli wcześniej pewnych skaz. Herculesa rozsadzało nieznośne ego, a Bestia nie potrafił opanować własnej pychy (Nowe szaty króla wydają się nawet swobodną trawestacją i ponownym przerobieniem motywu znanego z Pięknej i Bestii). Mimo to utożsamienie z tymi postaciami i współczucie im było zupełnie możliwe. Przemawiały za nimi traumatyczne wydarzenia z przeszłości, tak wiele dodające do ich biografii. W przypadku Kuzco nie ma na to absolutnie żadnych szans.

Animacje Disneya kojarzą się z formalnym konserwatyzmem i klasycznym modelem opowiadania, niezależnym od filmowych trendów i mód pojawiających się na przestrzeni dekad. To wręcz osobny podgatunek, ciągle zachowujący zasadę decorum. Dzięki temu studio wytworzyło bardzo rozpoznawalny wysoki styl. Kostium, w który Disney ubiera każdy ze swoich filmów. Do jego identyfikacji nie jest nawet potrzebne otwierające każdą produkcję logo studia. Nowe szaty króla łamią tę zasadę.

Film Dindala ma autotematyczną, jawną narrację i kabaretowy, oparty na żartach sytuacyjnych humor. Opowiadający o swoich losach Kuzco co chwila zwraca się bezpośrednio do widzów. Delikatnie urozmaica to postać Kuzco, potrafiącego spojrzeć na siebie z dystansem i ironią, które trudno było wcześniej w nim dostrzec. Może to przejawy tłumionego, cynicznego sumienia? Tych kilka momentów, gdy czwarta ściana jest łamana, zazwyczaj jest niestety niczym ponad efektowną ornamentyką. Dowcipem i mrugnięciem oka do widowni. Nie zmienia to faktu, że w obszernej filmografii Walta Disneya to mała rewolucja. Tym bardziej interesująca, ponieważ później studio już do niej nie wróciło.

Nowe szaty króla dostarczają jeden szczególnie ładny obrazek. Mam na myśli sceny, gdy ubogi Pacha i wielki władca Kuzco w najcięższych sytuacjach potrafią złapać się za ramiona i wspólnie wygrzebać z tarapatów. Ta ładna metafora łączy ze sobą dwa tak skrajnie różne światy. Pozornie pasterz i cesarz nie mają ze sobą nic wspólnego. Dindal nie kwestionuje społecznej drabinki i konsekwentnie punktuje liczne różnice klas i obyczajów. Jednak dla reżysera w tym jednym ujęciu oboje stanowią naczynia połączone. To wizja z wszech miar utopijna, ale podnosząca na duchu.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane