SZTUCZNE ŚWIATY - Pocahontas | FILM.ORG.PL

Sztuczne światy – Pocahontas








Maciej Niedźwiedzki
10.01.2016


Bardzo dobrze pamiętam, gdy Śnieżka zaoferowała pomoc krasnoludkom. Jeśli zapewnią jej schronienie, będzie za nich sprzątać, robić pranie i będzie im gotować. To był doskonały układ. Siódemka nieodpowiedzialnych maluchów musiała czuć się niezwykle komfortowo. Nie musieli już w popłochu codziennie rano szukać skarpetek, nikt nie był głodny, a mieszkanie lśniło czystością jak nigdy wcześniej. Pozostały im tylko praca i sen. Królewna chyba też była stworzona do tego, bo jej kobiece ręce idealnie odnalazły się w nowej roli. Roli kury domowej.

Ach, była przecież też księżniczką. Pierwszą z wielu, na których Walt Disney zbudował swoją legendę. Śnieżka zapadła w sen i  uratować ją mógł tylko pocałunek przypadkowo przejeżdżającego księcia. Na koniu, z mieczem, w pięknym stroju i prawdopodobnie, w niedalekiej perspektywie, z zamkiem w spadku. Idealna partia. Idealny układ, tak mocno ugruntowujący moc patriarchatu. Nigdy nie przekonałem się do tej miłości od pierwszego wejrzenia. Nie wszystko potrafię wytłumaczyć tym chwytem. To narracyjnie wygodne deus ex machina. Tylko pozornie uratowało ono słodko śpiącą królewnę i zamknęło otwarty wątek. Dla mnie królewna wpadła w kolejne tarapaty. Ubiorą ją w nieziemsko piękne suknie, pomalują, wyperfumują, zamkną w komnatach, a przez balkon będzie spoglądać w gwiazdy.  Będzie kochać męża, bo jej to wszystko zapewnił, bo się nią zaopiekował jak niewinnym dzieckiem. Na jej twarzy pojawi się kupiony uśmiech. Kura domowa przemieniła się w lalkę Barbie. Śpiąca królewna wypełniła kolejny schemat. To kobieta kompletna. Piękna w makijażu i zgrabnie tańcząca z mopem w dłoniach.

b

Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków było oczywiście technologiczną rewolucją. Jednym z tych kilku kamieni milowych X muzy. W to nie wątpię. Dla mnie jednak ten film rzucił cień na wszystko, pod czym później Walt Disney się podpisał. Jego produkcje poza niesamowitą oprawą audiowizualną były ostoją obyczajowego konserwatyzmu. Ugruntowywały niewygodny status quo. Wzmacniały przekonanie o podziale klas, ras i jasno przypisywały społeczne role płciom. Oczywiście, to świadectwo epoki, ale już jako dorosły widz, gdy powróciłem do Disneya okresu klasycznego, potraktowałem go z dystansem i chłodem. Nie wiem, czy chciałbym pokazywać te filmy najmłodszym.

O wiele lepiej czuję się przy Disneyu lat dziewięćdziesiątych. Ba, jest mi przy nim nadzwyczaj wygodnie. Jak bardzo potrzebowałem takich bohaterek, jak Pocahontas i Mulan. Produkcje, które powstały w tym studiu w ostatniej dekadzie XX wieku, wykazują ideologiczną trzeźwość, która powinna być fundamentem dla nowoczesnego mieszkańca świata Zachodu. Niesłusznie wychowanego w przeświadczeniu o swojej dominacji, o całkowitej słuszności własnych wzorców kulturowych, dumnego z własnej cywilizacji naznaczonej sukcesami techniki i triumfami idei. W tym kontekście Pocahontas okazać się może największym filmowym osiągnięciem Disneya, korzystającym garściami z refleksji postkolonialnej i kruszącym mury dumnego patriarchatu.

b

To my, odkrywcy i zwycięzcy, przybywamy, by oświecać pogańskich Indian i do ostatniej kropli krwi wyczerpywać ich siły witalne. Zabobonną wiarę zamienimy im w czcigodne chrześcijaństwo, ubierzemy w garnitury, nauczymy savoir-vivre’u i poprawnej degustacji wina. Potrafimy też skuteczniej zabijać i karczować lasy. Autochtoni przecież nie słyszeli o broni palnej. Twórcy Pocahontas w karykaturalny sposób kreślą kolejne sylwetki przybyłych na nieznany ląd Brytyjczyków.

Z właściwą agresją atakują kolonizatorów, bo tak należy, to chyba nasza największa wpadka. Ale nie jednostkowy kataklizm, ale zbrodnia rozpisana na kilka stuleci. Pocahontas to krzyk w tej sprawie, przeprosiny i apel. Twórcy nie bawią się w niuanse, to jaskrawy obraz świata. Autorzy animacji wyraźnie rozdają racje między jedną i drugą stroną konfliktu. Tylko jedna z nich ma słuszność. Przemiana załogi Johna Smitha wydaje się historycznie niemożliwym przypadkiem. To jednak też bajka dla dzieci i barwny musical, a w nich zawsze ma zwyciężać dobro i przyzwoitość. Przynajmniej do tego dorośliśmy. 

b

Pocahontas, zbuntowana córka plemiennego wodza, nie jest przekonana do umówionego małżeństwa z zasłużonym plemiennym wojownikiem. Tytułowa bohaterka nie jest zaprogramowaną panną, dla której pocałunek jest przypieczętowaniem związku. Pocahontas to osobowość, nie dająca się zamknąć w ramach pokoleniowych tradycji, ona widzi więcej. Pójdzie na wojnę, wejdzie ojcu w słowo i wręcz go zakrzyczy, zerwie zaręczyny. W swoim postępowaniu Pocahonatas wyprzedza epokę. To nie marionetka w męskich rękach, ale świadoma siebie jednostka, wychodząca daleko poza narracyjne klisze papy Disneya. Mulan oczywiście pójdzie jeszcze o kilka kroków dalej. W jej przypadku to wręcz brawurowy skok nad przepaścią. Zakończony bezbłędnym lądowaniem.

W Pocahonatas Disney obraca znajomy schemat disneyowskiej baśni. To Indianka całuje rannego, witającego się ze śmiercią, Johna Smitha. Wybudza go ze snu, a ten otwiera oczy już w nowej rzeczywistości. Ten pocałunek nie tylko jest ostatecznym dowodem miłości. To zatarcie wszystkich różnic między nami a Innym i Obcym. To otworzenie nowego rozdziału. Romans zostaje zepchnięty na drugi plan, nie chodzi już tylko o połączenie dwóch ludzi, ale dwóch światów. Pocahontas odważyła się sama pisać historię, nawet pod groźbą stracenia głowy. To tak, jakby pod katafalkiem Śnieżki wybuchła bomba. Na szczęście jej echa są ciągle bardzo wyraźne słyszalne.

korekta: Kornelia Farynowska

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Latest posts by Maciej Niedźwiedzki (see all)







  • Mefisto

    Ciekawy tekst. Warto przy tym w ogóle zauważyć, jak dorosły stał się Disney w latach 90. – zwłaszcza z obecnej perspektywy gówienek pokroju Frozen.
    Piękna i Bestia, Dzwonnik z Notre Dame, Pocahontas, Król Lew, Mulan, Herkules… wszystkie dotykają bardzo dojrzałych problemów, wychodzą poza bezpieczny dziecięcy świat, nie boją się ubrudzić sobie rąk, pokazać przemocy i jej skutków. Wspaniała dekada dla tego studia.

  • Paulina Wereszko

    Ty głupku!

  • Macc

    „Produkcje, które powstały w tym studiu w ostatniej dekadzie XX wieku,
    wykazują ideologiczną trzeźwość, która powinna być fundamentem dla
    nowoczesnego mieszkańca świata Zachodu. Niesłusznie wychowanego w
    przeświadczeniu o swojej dominacji, o całkowitej słuszności własnych
    wzorców kulturowych, dumnego z własnej cywilizacji naznaczonej sukcesami
    techniki i triumfami idei.” – Nie zgodzę się. Wydarzenia sylwestrowe w krajach jaśnie oświeconego Zachodu (wypierającego się swojej dominacji, obrażonego na własną cywilizację, niszczącego własną kulturę na rzecz innych <> i zastępujący wszelaką wiarę triumfami tolerancji) naocznie wykazały, że „ideologiczna trzeźwość” jest zła. Dzisiejsza biała Pocahontas po pocałunku dla niezachodniego Smitha może liczyć na cios w twarz. A w najgorszym wypadku na gwałt.

  • saurhil pierwszy

    filmy Disneya po prostu wpisywały się w obyczajowość czasów im współczesnych. Mam wrażenie że to już nie pierwszy artykuł który próbuje zahaczać o politykę (w dodatku tą „poprawną”)

    • to, że takie hasło jak „poprawność polityczna” stała się określeniem pejoratywnym jest najbardziej zagadkowym, dla mnie absurdalnym i niezrozumiałym, trochę komicznym zjawiskiem. Dla mnie jeśli coś jest poprawne politycznie to jest dobre. Tak, saurhil pierwszy, zahaczam tym tekstem o politykę, o politykę poprawną. całym sobą zahaczam, bo wg mnie tak powinno być.

      • saurhil pierwszy

        Żyjemy, niestety, w tak podłych czasach, że ciężko jest dyskutować o kulturze nie wspominając o polityce. Znam jednak kilka tytułów, które całkowicie rozmijały się z moimi poglądami, czy były wręcz propagandowe (przynajmniej z mojego punktu widzenia) a potrafiłem docenić ich walory artystyczne. I może już trochę za późno ale chciałbym życzyć sobie i wszystkim którzy tu zaglądają żeby portal o filmach pozostał portalem o filmach.

        • no tak :) mogłem się skupić na genialnych piosenkach, pięknej stronie graficznej, ale to by było nudne. Wolałem wyciągnąć z Pocahontas to, co naprawdę mnie interesuję i co wg mnie jest w tej animacji najwartościowsze. To prowokuje do jakiejś sensowniejszej dyskusji. Taką jaką teraz prowadzimy ;)

          „Znam jednak kilka tytułów, które całkowicie rozmijały się z moimi poglądami, czy były wręcz propagandowe (przynajmniej z mojego punktu widzenia) a potrafiłem docenić ich walory artystyczne”. ooooo, to doskonały wątek :) Co to za filmy? możesz zdradzić? :)

          • saurhil pierwszy

            Zagłębiając się w politykę i światopogląd trochę zaprzeczę temu co pisałem wcześniej ale niech będzie:
            Sala samobójców – Nie potrafiłem zrozumieć ani utożsamić się z głównym bohaterem toteż jego losy były mi całkowicie obojętne. Ale. Był to chyba, swego czasu najlepiej zrealizowany polski film, zdjęcia, montaż, już dokładnie nie pamiętam ale chyba nawet dźwięk był na wysokim poziomie. Scenariusz był zrozumiały i poukładany pozbawiony niepotrzebnych wątków które tak chętnie są upychane w polskich filmach. Podziw dla Komasy. Niestety Miasto 44 pokazało że strona techniczna to jedyna jego mocna strona.
            Wałęsa. Człowiek z nadziei – zagłębiając się w historię najsłynniejszego polskiego związku zawodowego łatwo znaleźć informacje, które nie do końca pokrywają się z „poprawną politycznie” wersją z podręczników od historii. Niestety Wajda postanowił podtrzymać mit naszego noblisty i czegokolwiek by nie napisać o źródłach i intencjach tego filmu oglądało się go naprawdę przyjemnie i byłem zaskoczony ile świeżości może wnieść do filmu reżyser który Katyniem czy Panem Tadeuszem pokazał że nie potrafi kręcić współczesnego kina.
            Kto by pomyślał że od Pocahontas przejdziemy do obalania komuny :)

          • Sala samobójców? Chciałem wyjść z kina po 20min. Jeden z najbardziej nielubianych przeze mnie filmów. Gdy tylko o nim myślę atakują mnie mdłości. Nie wiem czy ten film forsuje jakąkolwiek polityczną poprawność bądź nie.
            Miasto 44? Uwielbiam, szczególnie w tych wszystkich momentach, gdy Komasa przegina i ucieka skostniałej wojennej konwencji w świat wyobrażony. Doskonale rozumiem, że tego filmu można nie lubić, ale mnie porwał.
            Wałęsa? nudna lekturka, na której usnąłem. Ani to film ważny, ani prowokujący do jakiejś rozmowy. Wolę, gdy reżyserzy mocują się z historią. Po mojej myśli bądź nie :)

        • Siri

          Naprawdę sądzisz że da sie rozmawiac o filmach bez politycznego kontekstu? „filmy wpisywały się w obyczajowość czasów współczesnych” -przecież autor tekstu o tym wie, ale słusznie zwraca uwagę, że model tej obyczajowści (przykład Śnieżki) nie jest odpowiedni dla współczesnego widza, choćby przez powielanie krzywdzących, konserwatywnych postaw czy narzucania patriarchatu. Oczywiście, że poprawność polityczna w tym przypadku jest jak najbardziej na miejscu i jest – mówiąc najporściej – dobra. Tylko temu służy.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Point Break – na Fali (2015)

Następny tekst

Point Break. Na fali (1991)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE