publicystyka filmowa

SZLACHECTWO ZOBOWIĄZUJE. O sensacyjnej naturze współczesnego kina

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Autorem tekstu jest Szymon Kapela.

Żyjemy w czasach terroru emocji. Zwykło się dziś mówić, że kino musi przede wszystkim angażować emocjonalnie (tak, jakby nie robiło tego od samego początku). Głosi się prymat emocji nad myślą. Kino ma wzruszać/poruszać/emocjonować, dopiero potem być może skłonić do namysłu, jak gdyby na czas seansu można było wyłączyć jedno (emocje), albo drugie (intelekt). Najlepszym bodaj reprezentantem tak pojmowanego kina jest szeroko rozumiane kino sensacyjne, już w założeniu gatunku mające za podstawę emocje, wyzwalane przez akcję. Naczelną zasadą jest – „dzianie się”. Z prostym założeniem: ma być szybciej niż dotychczas. Jako że ruch jest naturalnym przymiotem kina, sukces takiej formuły był nieunikniony.

Gdy mniej więcej w latach 90. pojawił się nowy termin – kino akcji – nie bardzo było wiadomo, co właściwie mieści się pod tą nazwą. Można założyć, że skoro się pojawił, widocznie zaistniała taka potrzeba. Ale czy na pewno? Bo skoro istniał starszy, już utrwalony gatunek filmu sensacyjnego, to czymże jest film akcji? Czym różnią się od siebie, skoro wyróżnikiem filmu sensacyjnego jest akcja właśnie? Czyżby świat aż tak przyspieszył, że potrzebował kina jeszcze szybszego, a co za tym idzie – nazwy dla niego?

Robert De Niro i Val Kilmer w Gorączce (1995) w reżyserii Michaela Manna

Intrygujące jest to, jacy twórcy obecnie uprawiają takie kino.

Kino akcji nie jest nowym gatunkiem filmowym, lecz odmianą kina sensacyjnego. Wszelkie jałowe dywagacje na temat znaczenia terminów nie mają dziś większego sensu. Sens mają same filmy, klasyfikowane obecnie pod przeróżnymi szyldami jako filmy akcji, filmy sensacyjne, thrillery, thrillery szpiegowskie, kryminały, noir, dramaty kryminalne, dramaty sensacyjne, komedie sensacyjne. To z kolei daje amunicję do dyskusji zwolennikom tezy, że nie żyjemy w czasach kina gatunkowego. Może i nie żyjemy, ale jak świat światem, a kino kinem, wciąż powstają komedie, musicale, horrory, dramaty, westerny czy melodramaty. Powstają też filmy sensacyjne. I nikt nie ma wątpliwości, że nimi są (a że są czymś jeszcze – to temat do kolejnych rozważań). A mętne, coraz to nowe klasyfikacje jedyne, czego faktycznie dowodzą, to tego, jak bardzo pojemnym pojęciem stało się kino sensacyjne. Być może należy uznać tę nazwę za rodzaj, pod którym mieszczą się wszystkie wymienione wyżej gatunki.

Niemniej intrygujące jest to, jacy twórcy obecnie uprawiają takie kino. Są to zarówno sprawni rzemieślnicy, jak i najznamienitsi artyści. O ile nigdy nie dziwiła obecność w tym kręgu Michaela Manna czy Johna Frankenheimera, o tyle pojawienie się w jego obrębie choćby braci Coen, którzy właśnie w sensacyjny sposób wyreżyserowali To nie jest kraj dla starych ludzi, może już zastanawiać.

Pewne schronienie (przed możliwą krytyką) stanowi dla twórcy temat. Jeżeli bowiem film opowiada o policjantach, wręcz trudno wyobrazić sobie inną od sensacyjnej oprawę. Zrozumiałym jest fakt, że Antoine Fuqua wybrał taką formułę do opowiedzenia swego Dnia próby, a  następnie Gliniarzy z Brooklynu, Joe Carnahan – Na tropie zła, Wayne Kramer – Potęgi strachu, zaś James Mangold – Copland. Podobną decyzję podjął sam Martin Scorsese, podpisując Infiltrację.

Ray Liotta i Jason Patrick w Na tropie zła (2002) w reżyserii Joe Carnahana

Ale ostatnimi czasy sensacyjny kostium zaczęli przybierać najróżniejsi twórcy z różnych kręgów kulturowych, poruszający bardzo różne, nie zawsze sensacyjne tematy, by wymienić Fernanda Meirellesa, który za pomocą tych samych narzędzi opowiedział Wiernego ogrodnika. W podobny sposób David Cronenberg zrealizował Historię przemocy i Wschodnie obietnice, Steven SpielbergMonachium, Sam Mendes – Drogę do zatracenia, Paul Greengrass – Krwawą niedzielę. Wypada wymienić też filmy tak różnorodne jak: Kill Bill Quentina Tarantino, Ludzkie dzieci Alfonso Cuarona, Krwawy diament Edwarda Zwicka, American Gangster Ridleya Scotta, Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz Sidneya Lumeta, a nawet Sen Kasandry Woody’ego Allena. Tytuły można mnożyć: Michael Clayton Tony’ego Gilroya, International Toma Tykwera, Incepcja Christophera Nolana czy Dla niej wszystko Paula Haggisa. Wszyscy ci autorzy dotykają przeróżnych problemów, poruszają się po różnych epokach historycznych (przeważa jednak kino współczesne), ba, do pewnego stopnia także gatunkach. Czyż Historia przemocy nie jest dramatem, zaś Monachium thrillerem szpiegowskim? Czyż Wierny ogrodnik i Dla niej wszystko nie są melodramatami? A Matrix, Ludzkie dzieci i Incepcja filmami fantastycznymi? Są. Ale zarazem są też filmami sensacyjnymi. Pytanie, czy to coś zmienia?

Niestety w opinii krytyki – tak. Z tego właśnie powodu filmy te są zazwyczaj traktowane z nadmierną ostrożnością. Obrazy Scorsesego, Tarantino czy braci Coen stanowią tu szczytne wyjątki, kiedy to uznanie dla filmów ze strony widowni podzielali też dziennikarze. Odnosiło się wręcz niebezpieczne wrażenie, że gdyby te filmy podpisali inni, mniej szacowni twórcy, nie spotkałyby się z takim entuzjazmem wszelkich gremiów. Bo trzeba stwierdzić, że brak uznania dla filmowców realizujących filmy tego gatunku nie jest żadnym novum. Jest wręcz uświęconą tradycją.

Krytyka zazwyczaj reaguje na filmy sensacyjne z opieszałością. Z niedowierzaniem przyjmuje do wiadomości, że w tej formule można powiedzieć coś sensownego. Tymczasem coraz częściej są to filmy bardziej przekonywające niż te, które powstają w kanonizowanym już gatunku dramatu. Uderza ogromna niekonsekwencja, z jaką krytyka jedne filmy chwali, inne zaś gani bądź pomija milczeniem, właśnie z tytułu przyjętej przez reżyserów konwencji sensacji.

Infiltracja Scorsesego była powszechnie chwalona (i słusznie) za doskonałą metaforę przyjmowania masek w każdej sytuacji. Nikt jednak nie ośmielał się robić wielkiemu reżyserowi zarzutów z tytułu nadmiernie przelewanej krwi (trup ściele się gęsto i autentyczną przyjemność sprawia widzowi oglądanie kolejnych bójek bohaterów). Dlaczego z podobnym entuzjazmem jak film Scorsesego nie spotkał się wspomniany już film policyjny Dzień próby? Zauważono w nim tylko aktorów. Czyżby krytyka nie chciała dostrzec ambicji anonimowego wówczas reżysera?

Ostatnio dodane