publicystyka filmowa

Smutny 30 lipca. Dziesięć lat temu odeszli Antonioni i Bergman

Autor: Radosław Dąbrowski
opublikowano

Dokładnie dziesięć lat temu świat pożegnał dwóch wspaniałych reżyserów filmowych – w tym samym dniu zmarli Michelangelo Antonioni oraz Ingmar Bergman. Przypomnijmy sobie sylwetki tych zasłużonych artystów.

Początki fascynacji Bergmana sztuką filmową sięgają momentu, gdy za sto ołowianych żołnierzyków wymienił się ze swoim bratem na kinematograf. Przyszły reżyser nie był zadowolony ze swojego bożonarodzeniowego prezentu i zazdrościł aparatu, jaki otrzymał jego krewny. Niewiele przed tym wydarzeniem Bergman po raz pierwszy wybrał się do kina, gdzie obejrzał Pięknego Karosza – film o koniu. W podobnym okresie zachwyciła go scena teatralna i już wtedy wiedział, że właśnie z tymi dwoma rodzajami medium powiąże swoją przyszłość. Nieco inaczej prezentuje się historia Antonioniego. Włoch urodził się w Ferrarze w zamożnej rodzinie, która dawała mu pełną swobodę i wsparcie w realizacji zainteresowań, czego efektem były np. częste zmiany studiów, a nie zawsze były to kierunki humanistyczne (np. początkowo studiował handel w Bolonii). Dopiero po publikacji pierwszych materiałów w czasopiśmie „Cinema” rozpoczął studia reżyserskie.

Debiuty obydwu artystów dzieli kilka lat. Bergman dość niefortunnie rozpoczął swoją karierę utworem Kryzys (1945), po którym radzono mu odejście z branży filmowej i spróbowaniu sił w innym zawodzie. Sam reżyser podzielał to stanowisko. W ostatniej chwili otrzymał telefon od słynnego skandynawskiego producenta Lorensa Marmstedta. Wyraził on swoje przekonanie o niemałym talencie Bergmana i namówił go do realizacji kolejnych filmów. Bez wątpienia były lepsze od debiutu. Deszcz pada na naszą miłość (1946) to udana stylizacja na amerykański dramat sądowy z elementami melodramatu, Okręt do Indii (1947) świetnie ukazuje relacje rodzinne na małej przestrzeni (film otrzymał nominację do Złotej Palmy festiwalu w Cannes), co stało się znakiem rozpoznawalnym Bergmana w jego dalszej twórczości, zaś Noc – moja miłość (1948) stanowi świetne studium psychologiczne niewidomego muzyka. Pozostaje jeszcze Więzienie (1949), które jakościowo odbiega od wymienionych dzieł, lecz warto je obejrzeć, aby móc dostrzec motywy i wątki egzystencjalne, na których szwedzki reżyser oparł swoją późniejszą twórczość.

Sam reżyser od początku swojej kariery podkreślał zmierzch neorealizmu i nie wyznawał jego programowych założeń.

Antonioni natomiast na większy rozgłos wokół jego osoby musiał poczekać do roku 1955, gdy premierę miały Przyjaciółki, za które otrzymał nagrodę Srebrnego Lwa na festiwalu w Wenecji. Wcześniejsze projekty Włocha nie wzbudziły tak dużego zainteresowania, dotyczy to zarówno debiutanckiej Kroniki pewnej miłości (1950), jak i późniejszych utworów z roku 1953  – Zwyciężonych (którzy najpierw zostali okaleczeni przez cenzurę włoską, a następnie wycofani z eksploatacji przez cenzurę francuską) oraz Damy bez kamelii. Włoski twórca o swoim pierwszym filmie mówił: „Analizowałem duchowe wyjałowienie, a także pewien typ moralnego chłodu pewnych postaci ze środowiska burżuazji mediolańskiej”. Kronikę pewnej miłości uznano za przedstawiciela neorealizmu wewnętrznego, odmianę nurtu, który na początku lat 50. był w pełnym rozkwicie, ale stopniowo stawał się już zjawiskiem historycznym. Sam reżyser od początku swojej kariery podkreślał zmierzch neorealizmu i nie wyznawał jego programowych założeń. W późniejszych dokonaniach artysty z Ferrary trudniej szukać cech tego filmowego kierunku, wobec czego należy wysunąć wniosek, iż jego debiutanckie dzieło może być po tym względem ewenementem.

Gdy Antonioni odbierał nagrodę za Przyjaciółki, w tym czasie Bergman miał już za sobą kilka ważnych filmów będących zapowiedzią jego najlepszego okresu. Po Pragnieniu (1949), w którym po raz pierwszy tak wnikliwie przeanalizował rozgrywający się na tle powojennego Paryża konflikt małżeński, nakręcił dzieła zawierające motywy, które w znamienity sposób rozwinął w perspektywie kolejnych kilku bądź kilkunastu lat. Letni sen (1951) to sentymentalna podróż do przeszłości, którą implikuje powrót do miejsc odwiedzanych przed laty i odkrywanie ich na nowo. Dla głównej bohaterki poszczególne fragmenty wyspy, na którą przyjechała, stanowią źródło wspominek i wskrzeszają w niej myśli związane z pierwszą miłością, jaką niegdyś przeżyła. Pod tym względem film ten budzi asocjacje z Tam, gdzie rosną poziomki (1957), w którym profesor Isak Borg także podejmował na nowo wydarzenia z przeszłości, inspirując się skrawkami odwiedzanego niegdyś miejsca. Warto także zwrócić uwagę na sen, który jako motyw ogniskujący w kręgu tematycznym wystąpił już pod koniec lat 40. w Więzieniu. Zarówno w Letnim śnie, jak i w Tam, gdzie rosną poziomki pełni jednak większą rolę i stanowi łącznik pomiędzy teraźniejszością a pamiętnymi wydarzeniami z przeszłości. Wieczór kuglarzy (1953) natomiast to historia grupy artystów, którym doskwierają problemy finansowe i zmagają się z trudem podtrzymania swojej działalności. Bergman przygląda się zarówno zawodowym, jak i prywatnym, dylematom szeregu bohaterów, a do wątków cyrku i teatru powrócił niejednokrotnie. Dość wymienić Twarz (1958) czy Jajo węża (1977). W moim ulubionym utworze z okresu lat 50., Wakacjach z Moniką (1953), szwedzki twórca po raz pierwszy tak zdecydowanie postawił na postać kobiecą. To tytułowej bohaterce, w którą wcieliła się Harriet Andersson, poświęcona jest cała historia i to ona przez większą część seansu znajduje się w centrum kadru. Bergman uchwycił uroki młodzieńczego życia i nakręcił przyjemny melodramat, w którym znalazł miejsce zarówno na nutę powagi, jak i szczyptę humoru i zabawy. Wakacje z Moniką stały się prekursorem całej gamy utworów, w których artysta z Uppsali całą swoją uwagę poświęcił sylwetkom kobiecym.

Ostatnio dodane