SLY I ARNIE NA TROPIE | FILM.ORG.PL

SLY I ARNIE NA TROPIE








Tomasz Urbański
01.06.2012


Pamiętam jak wiele lat temu, w pierwszej połowie lat 90. zapowiedziano wspólny film dwóch niekwestionowanych ikon amerykańskiego aktorstwa, Ala Pacino i Roberta De Niro (tak, kiedyś to on dawał bobu). Na Heat Michaela Manna czekałem, śliniąc się na każdą informację o filmie. Spotkanie obu gwiazd było czymś niezwykłym, podobnie jak i sama produkcja. Z kina wyszedłem ukontentowany.


Niestety, wtedy mogłem tylko pomarzyć o duecie innych gwiazd z Hollywood, również absolutnych legend, specjalizujących się w kinie akcji. Sylvester Stallone i Arnold Schwarzenegger choć na stałe zapisali się na kartach historii kinematografii, a ich kariera przebiegała podobnie, to nigdy nie ziścili snu fanów o wspólnym występie. Nie składało się po prostu. Panowie choć początkowo rywalizowali ze sobą, koniec końców zostali serdecznymi przyjaciółmi. Po dziś dzień. Kariery filmowe się trochę rozlazły, blask przygasł, a polityka wciągnęła. I tak mijały dni, miesiące, lata. Nadzieja umierała wśród najtwardszych miłośników twórczości obu aktorów. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze – stał się cud! W 2010 roku, konsumując udaną reanimację swojej kariery, Sly wypuścił do kin radosny retro-akcyjniak Niezniszczalni, zbierając na planie nietuzinkową obsadę. I właśnie tam, w jednej scenie, zagrali Stallone, Schwarzenegger na dokładkę z Bruce'em Willisem. Wypadło zabawnie. Choć niedosyt pozostał, bo krótko i wiadomo… gadali. A, że jak się nie ma co się lubi, to sie lubi co się ma, należało cieszyć się każdą wspólną sekundą występu tych przesympatycznych zwolenników rozwiązań siłowych (gdy dyplomatyczne zawiodą). Film stał się niespodziewanym hitem, a jego sequel (o którym pisałem TUTAJ) już w wakacje w kinach. Sly ponownie zaprosił Arniego i w tym przypadku będzie ich (podobno) razem więcej, jednak wciąż na zasadzie "gościnnego wystepu".

Producenci chyba jednak poszli po rozum do głowy i wykorzystując zaskakującą popularność emeryckich harców (ech, sentymenty) postanowili na dobre ziścić fanów (i zapewne swoje) marzenie. Stallone i Schwarzenegger w rolach głównych w jednej produkcji – to stało się faktem.
Właśnie ciężko pracują (Arnold żartuje, że w przypadku Niezniszczalnych było to 4 godziny, przy Niezniszczalnych 2 4 dni, a teraz 4 tygodnie), realizując thriller The Tomb w reżyserii Mikaela "Zło" Hafstroma. Fabuła może nie grzeszy oryginalnością, ale nie będzie to "one/two man army movie", co może przysporzy mu dodatkowych widzów, bo starzy fani z pewnością nie odpuszczą sobie takiej okazji. Zatem, a więc. Chodzi o to, że Sly jako konstruktor pilnie strzeżonego, futurystycznego zakładu karnego, będzie musiał (z pomocą Arniego) wydostać się z jego czeluści, bo ktoś, niewiadomo_kto, używając podstępu, nikczemnie go tam zamknął. Poza hitowym duetem Rambo & Terminator, zebrano całkiem solidną obsadę, której zadaniem jest nie przyćmić gwiazdorów. Zobaczymy także Jima "Jezusa" Caviezela, Curtisa "Pół dolara" Jacksona, Sama "Park Jurajski" Neilla, Vinnie "Niewyjściowe ryło" Jonesa, a także Vincenta D'Onofrio i Amy Ryan. Sporym zaskoczeniem dla widzów może okazać się charakteryzacja Arnolda. Mnie ona do końca nie przekonała, ale być może jest to tylko kwestia przyzwyczajenia do tego widoku mojej pary oczu.

Zdaje sobie sprawę, że gdyby taki film powstał jakieś 20 lat temu, byłby w stanie zatopić Titanica przed wypłynięciem, ale mimo wszystko bardzo się cieszę na  okoliczność jego realizacji. Jednocześnie mocno ściskam kciuki by nie skończyło się to tak jak w przypadku (słusznie) zapomnianego Righteous Kill z wspomnianymi Pacino i De Niro. O tym przekonamy się już w przyszłym roku, a tymczasem krótki reportaż z planu wraz z wywiadami.
 

tomashec - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Początkowe wieści informowały, że samotny bohater będzie musiał wydostać się z zamkniętego bunkra, więc to mnie uradowało. Jednak, gdy z bunkra zrobiło się wiezienie, to emocje trochę opadły…do tego doszło wiele postaci. No cóż, z dużą chęcią obejrzę, tym bardziej, że pojawia się Neill.

  • Kadr36

    Istotnie dosyć karkołomna myśl, by porównać duet Pacino/De Niro do duetu Stallone/Schwarzenegger. Naprawdę nie widzisz róznicy?

    • Tomashec

      Naprawdę widzę, zaznaczyłem to nawet w tekście (Sly i Arnie „specjalizują się w kinie akcji”). Jednym słowem duet Sly/Arnie jest dla kina akcji tym, czym duet Pacino/De Niro dla kina w ogóle – prosiłbym o uważniejsze czytanie.

    • Tomashec

      :)

      • Zulombo

        Trzeba przyznać, że półdolarówka ma szczęście i zagrał z oba tymi dueatami.






Poprzedni tekst

Multipleks artystyczny

Następny tekst

Człowiek zwany ciszą. Spaghetti western Sergio Corbucciego



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE